Nianiek

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Kiedy usłyszałam szczęk przekręcanego w zamku klucza, poczułam gęsią skórkę, a moje ciało napięło się jak u zwierzęcia w stanie zagrożenia. Trzasnęły ciężkie drzwi frontowe. Phillip rzucił płaszcz na aksamitną kanapę we wzór pantery w holu i pchnął po podłodze teczkę w stronę naszego pokoju. Zauważył, że siedząc na kanapie w jego gabinecie, oglądam mój ulubiony program, i wetknął głowę do środka.
- Witaj, moja droga. - Przysiadł na brzegu kanapy i cmoknął mnie w czoło. - Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wciąż rzucasz wszystko, żeby obejrzeć Taniec z gwiazdami. - Pachniał samolotem, którym właśnie wrócił z Cincinnati: mieszanką stęchłego winylu, potu i jedzenia z plastiku.
- To absolutnie najlepszy program telewizyjny, który bije wszystkie inne na głowę.
- O czym ty mówisz?
- Zmusza znane osoby do wyjścia poza strefę, w której czują się bezpiecznie, i to na żywo, na oczach dwudziestu siedmiu milionów widzów. Jego uczestnicy uczą się czegoś, czego nigdy wcześniej nie robili, a to naprawdę trudne. Mu¬zyka jest świetna i nie można oderwać wzroku od figur tanecznych. Czysta perfekcja.
- Skoro tak twierdzisz. - Wstał.
Gdy wyszedł z pokoju, poczułam, że się odprężam. Wiedziałam, że teraz Phillip sprawdzi pocztę, ułożoną starannie w srebrnym stojaku na tosty, który znajdował się w holu na stoliku.
- Ten cholerny warsztat samochodowy! - mruknął. - Jak trzeba, to ich nie ma, a ściągają z człowieka fortunę.
Następnym przystankiem była kuchnia. Z otwartej lodówki padła smuga fluorescencyjnego światła, gdy Phillip zastanawiał się, na co ma ochotę, i w końcu wyjął witamin water w czerwonej butelce. Duszkiem wypił połowę. Obserwowałam to wszystko z kanapy, wbrew nadziei, licząc na to, że niebawem pójdzie do łóżka. Dałabym wszystko, żeby zostawił mnie samą. Chciałam zastanowić się nad politycznymi skutkami sprawy Theresy Boudreaux, rozeznać się w swoich uczuciach do męża. Wyobrazić sobie, a może tylko pomarzyć o tym, jakie byłyby w dotyku silne plecy Petera.
Zdejmując krawat, Phillip podszedł do tablicy korkowej i zerknął na kalendarz z planem zajęć całej rodziny. Odtworzyłam je w wyobraźni: Dylan - Poszukiwacze Przygód, Gracie - balet, Michael - gimnastyka... Wszystkie wypisane innym kolorem na ścieralnym kalendarzu ściennym. Potem przejrzał wiadomości telefoniczne, zapisane na różowych karteczkach leżących w specjalnym pudełku, i zmarszczył czoło. Sprawiał wrażenie, jakby czytał jedną wiadomość w kółko. Widziałam, że porusza ustami, w końcu odczytując ją głośno, jakby to miało mu pomóc zrozumieć jej sens.
- Jamieeeee! - zawołał.
- Tak, Phillipie? - na wpół szepnęłam, na wpół odkrzyknęłam z kanapy w gabinecie. - Dzieci śpią. Zapomniałeś, że mamy trójkę dzieci poniżej dziesięciu lat, które zazwyczaj śpią o dziesiątej wieczorem w dzień powszedni?
On jednak nadal wołał mnie z kuchni; najwyraźniej nie chciało mu się przejść paru kroków korytarzem i zajrzeć do sąsiedniego pokoju. Wymawiał poszczególne sylaby, cedząc wyrazy z charakterystycznym akcentem Locust Halley.
- Co ma znaczyć ta kartka?
- Jaka kartka, Phillipie?
- Ta, Jamie.
- Która?
- Ta, którą mam w ręku.
- Nie mogę stąd przeczytać! Co tam jest napisane?
- „Pani W., dzwoniła Christina Patten, która prosiła o przekazanie, że jutro podrzuci katalog wystawy jajek. Jest zachwycona, że dałaś się zaprosić do ich stolika”. Nawias. „Tym razem nie puszczę ci tego płazem”. Koniec nawiasu. „Peter”.
Cholera. Miałam zwolnić Petera całe tygodnie temu. Wstałam i wyszłam wolnym krokiem do holu, starając się sprawiać wrażenie osoby znużonej.
Wzięłam wcześniej kąpiel z pianą przy jaśminowej świecy i włożyłam świeżą miękką piżamę flanelową. Na nogach miałam wielkie kożuszkowe kapcie. Podczas gdy ja byłam czyściutka, mój mąż nie pachniał najładniej.
- Spójrz na mnie, Jamie. - Traktował mnie jak dziecko, kiedy się zezłościł.
- O co chodzi? - zapytałam, jakbym nie wiedziała, dlaczego się wkurzył, a jednocześnie ostrzegałam go, że nie zamierzam poddać się bez walki. Gdyby ta scena rozegrała się na początku naszego małżeństwa, każde z nas już wyciągałoby rękę na zgodę. Wtedy Phillip uwielbiał moją prowincjonalną zadziorność i ikrę. „Dzięki Bogu, że cię znalazłem” - mawiał w okresie zalotów, odgarniając mi włosy z oczu i całując mnie w czoło. Wiedziałam, że dziękuje Bogu za to, iż znalazł kogoś o świeżym spojrzeniu, kto potrafi mu się odgryźć, kogoś, kto nie zna każdego country clubu ani restauracji, w których bywał. Jednak po dziesięciu latach małżeństwa mój bezpretensjonalny styl bycia rodem ze środkowego zachodu stracił swój czar. Co bardziej prawdopodobne, Phillip już nie chciał, żeby ktoś mu się odgryzał. Życie było dla niego znacznie łatwiejsze, gdy ludzie się z nim zgadzali.
- Nie próbuj ze mną tych swoich sztuczek - odparł, przybierając znowu ton urażonej panienki. — Zwolniłaś tego faceta od nart czy nie?
- Kto zajmuje się prowadzeniem domu w tej rodzinie? - odpowiedziałam pytaniem.
- I co to za sprawa z Christiną Patten? Dlaczego on miesza się do twojego życia prywatnego? Dlaczego pisze, że nie puści ci czegoś płazem, skoro to twój podwładny? Co tu jest grane, na miłość boską?! - Oparł ręce na biodrach i pokręcił głową. Potem zaczął podwijać rękawy, jakby przygotowywał się do walki na pięści. - Nie rozumiem tej całej sytuacji. Rozmawiasz z tym chłopakiem jak z przyjaciółką? On jest tu do pomocy. Do pomocy. Jasne? Oni wszyscy dla ciebie pracują. Służą ci. Ciągle to samo. Chodzi o granice, Jamie. Granice. Granice! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie bratała się z podwładnymi? Nie staraj się z nimi zaprzyjaźnić. To tylko wszystko komplikuje. Oni tu pracują, rozumiesz? My im płacimy, a oni pracują. I kropka. Chociaż ten chłopak akurat nie powinien już tu pracować.
- Phillipie, on jest z Kolorado. Nie zna zwyczajów panujących przy Park Avenue, nie rozumie, dlaczego zamierzam przyjąć zaproszenie do stolika od osoby, za którą nie przepadam. Po prostu któregoś dnia pod szkołą wspomniałam, że Christina jest głupia. To nie znaczy, że bratam się z podwładnymi. Ale to tak na marginesie. Zasadniczo chodzi o to, że to ja prowadzę dom i wolałabym, żebyś się do tego nie wtrącał.
- Kto opłaca pensję tego chłopaka, Jamie?
- Gdyby dziennikarze zarabiali tyle, ile prawnicy, z chęcią opłacałabym pensję Petera. Ale ty zarabiasz piętnaście razy więcej niż ja. Co nie znaczy, że możesz pomniejszać mój wkład w dochody rodziny. Nie zapominaj, że zarabiam sześciocyfrową sumę, a to po odliczeniu podatków pokrywa liczne koszty.
Odchylił głowę.
- Sześciocyfrową sumę? Zarabiasz dolara więcej niż sumę pięciocyfrową, wielka mi rzecz!.
Wzięłam głęboki oddech i usiłowałam sobie przypomnieć czy w ciągu ostatnich piętnastu lat czułam do tego mężczyzny miłość i wykazywałam zrozumienie wobec niego. W tej chwili trudno mi było nawet uwierzyć, że jest ojcem moich dzieci.
- Ta rozmowa zmierza donikąd, Phillipie.
- Powiedziałem ci, że nie chcę w moim domu „niańka”, jak wy, panie, go nazywacie.
- Podaj mi choćby jeden powód, dla którego nie zgadzasz się na jego obecność.
- Po pierwsze, co ty, do licha, wiesz o jego pochodzeniu? Sprawdziłaś, co porabia, gdy go tu nie ma? Nie wygląda mi na kogoś, kto by uczęszczał na spotkania kółka różańcowego w kościele.
- Ma dziewczynę, która kończy studia pedagogiczne. - Z tym ostatnim trochę przesadziłam. Peter nie wdał się w żaden romans, z tego, co wiedziałam, ale miał w Red Hook kilka platonicznych przyjaciółek.
- Dooobra. - Urwał na dłuższą chwilę, przeżuwając inne aspekty sprawy. - To jednak nie zmienia faktu, że nie podoba mi się ta sprawa. Ani trochę.
- Wciąż czujesz się przez niego zagrożony.
- W związku z tobą czy Dylanem?
Poczułam, że twarz oblewa mi rumieniec, i modliłam się, żeby Phillip tego nie zauważył.
- To ty mi powiedz. - Szybko doszłam do siebie. - Ty masz poczucie zagrożenia.
- „Zagrożenie” to słowo zupełnie nie na miejscu. Nie chcę, żeby jakiś nianiek grywał z Dylanem w piłkę w naszym domu. Dylan powinien wiedzieć, jak ja wykonuję podkręcony rzut, a nie jak robi to jakiś ćpun, którego wynalazłaś w parku. I spokojna głowa, nie boję się, że pójdziesz do łóżka z pomocą domową.
- Phillipie, twoje argumenty miałyby większą wagę, gdybyś co jakiś czas sam pograł w piłkę z Dylanem. Zdołasz jutro wrócić do domu o trzeciej i zabrać go do Central Parku na mały trening?
Zignorował moje pytanie.
- Prawda jest taka, że zarabiasz gówniane pieniądze. To ja opłacam rachunki i ani mi się śni wydawać jeszcze na jakiegoś niańka.
- Nie lekceważ moich zarobków na życie. - Stukając się palcem wskazującym w pierś, zaczęłam krzyczeć: — To ja zajmuję się dziećmi w tym domu! To ja podejmuję w związku z tym decyzje! Żyjemy w epoce nowoczesności, kochanie, ty rozpaskudzony dinozaurze, jurajska skamielino!
Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam. Co za idiotyczny, niepotrzebny wybuch! Strasznie chciało mi się śmiać i czekałam, żeby i Phillip się roześmiał, modląc się w myśli, aby zrobił to pierwszy.
Ale on stracił poczucie humoru. Jedyne, co był w stanie powiedzieć, to:
- Jesteś niezrównoważona.
I spokojnie wyszedł z pokoju, a ja zamknęłam za nim drzwi.
Kiedy po obejrzeniu ostatniego wydania wiadomości wślizgnęłam się do łóżka, miałam nadzieję, że Phillip już śpi, ale powinnam się była spodziewać, że tak nie będzie. Położyłam się obok niego z twarzą zwróconą w stronę mojej szafki nocnej i przesunęłam się na kraniec łóżka. Czułam jednak, że Phillip ma otwarte oczy. Zamknęłam swoje i usiłowałam zasnąć, czując, jak głowa zapada się w miękką poduszkę.
- Jesteś bardzo wrogo nastawiona - odezwał się.
Nie zareagowałam. Co mogłam powiedzieć, mając świadomość, że to pociąg, jaki czułam do Petera, spowodował moją agresję w stosunku do Phillipa? Jednak niezależnie od moich odczuć, stosownych czy niestosownych, wiedziałam, że osoba Petera powoduje dyskomfort mojego męża, bo jest to ktoś, kto zamiast niego spędza czas z jego synem. I jakoś nie potrafiłam mu ustąpić czy pomóc poradzić sobie z tym. Phillip żalił się, że chciałby spędzać więcej czasu z Dylanem, ale nigdy tak naprawdę nie umiał się z nim porozumieć. Tymczasem Dylan potrzebował Petera.
- To z pewnością nie wynika z moich intencji.
- Ale jesteś wrogo nastawiona. Zatrzymaj tego cholernego niańka, jeśli ma cię to uspokoić.
- Jestem spokojna.
- Naprawdę? Odwróciłam się do niego.
- Przepraszam, że nazwałam cię zabytkiem prehistorycznym czy jakoś tak.
- O co ci właściwie chodziło?
- Po prostu... uważam, że jesteś niedzisiejszy.
- Niedzisiejszy?
- Wszyscy idziemy do przodu, świat się zmienia i nie zatrzymasz mnie w miejscu. To nie byłoby mądre.
- Dlaczego nagle sprawa dotyczy ciebie? Cholera! Miał rację.
- To nie ma nic wspólnego ze mną. Tylko z tym, co moim zdaniem jest najlepsze dla naszej rodziny. Przede wszystkim dla Dylana.
Phillip zasłonił ramieniem oczy i leżał bez ruchu. Nagle ogarnęło mnie poczucie winy. Przecież nie zrobił nic złego. Chciał tylko, żeby wszystko szło łatwiej, pragnął mieć pieniądze, sukcesy, żonę, która by doceniała jego ciężką pracę. Nie był wcale złym facetem.
Przyszła mi na myśl Susannah. I to, co mówiła - żebym jak najczęściej robiła mężowi laskę, bo dzięki temu w małżeństwie lepiej się układa. Może tu tkwił problem? Za mało mu z siebie dawałam. Może to wszystko była moja wina? Przysunęłam się do niego i zaczęłam głaskać go po brzuchu. Byłam bardzo zmęczona, nie w nastroju i zupełnie nie miałam ochoty na seks. Więc pogładziłam go jeszcze trochę po piersi, licząc, że zaśnie jak dziecko.
Zaczęłam się zastanawiać, jaki byłby w łóżku Peter, czy rzeczywiście jest taki zmysłowy, czy nie, choć wiedziałam, że jest. Potem próbowałam przestać myśleć o nim, a skoncentrować się na mężczyźnie, którego poślubiłam. Usiłowałam wykrzesać z siebie odrobinę pożądania, ale potrafiłam się skupić jedynie na zmęczonym ciele, które w oczekiwaniu na miłość spoczywało obok. Jeszcze jedna istota, która czegoś ode mnie potrzebowała. I wtedy przypomniałam sobie, że mogę wykorzystać lekcje, jakich udzielał mi mój kolega gej, z którym w college'u mieszkałam w jednym pokoju; byłam przecież całkiem dobra w tym, czego Phillip w tym momencie potrzebował. Zamknęłam więc oczy i zabrałam się do rzeczy.
Gdy obudziłam się następnego rana, Phillip tulił się do mnie jak dziecko.
- Kocham cię i myślę, że zarabiasz całe fury pieniędzy - wyszeptał mi do ucha. — Tyle, że pewnie mógłbym w nich pływać.
Musiałam się roześmiać.
- Przepraszam, że deprecjonowałem twoje zarobki - powiedział. - Moje dochody nie powinny być miernikiem twoich. Zarabiasz kupę forsy, zwłaszcza jak na pół etatu.
- Przykro mi, że nazwałam cię dinozaurem czy jak tam. To było niepotrzebne.
Leżeliśmy spokojnie, dopóki nie obudziły się dzieci; pomarańczowe, stojące wysoko słońce zaglądało do sypialni po obu stronach rolet. Byliśmy ze sobą od dziesięciu lat, z czego pięć ostatnich nie było szczególnie szczęśliwych. Prawdziwa namiętność, przynajmniej z mojej strony, wygasła, zanim jeszcze zaszłam w ciążę i urodziłam Dylana. Na początku, gdy skończyliśmy się kochać, Phillip oplatał mnie nogami. Baraszkowaliśmy w łóżku do czwartej nad ranem, chociaż Phillip zwykle o szóstej miał samolot. Następnego wieczoru zarzekał się, że pójdzie spać o dziewiątej, ale wszystko zaczynało się od nowa. Od czasu do czasu w dni powszednie zostawaliśmy więc każde w swoim mieszkaniu, żeby odespać zarwane noce i jakoś funkcjonować w pracy.
Phillip zachowywał się jak dziecko, kiedy coś szło nie po jego myśli, ale był lojalnym, ciężko pracującym człowiekiem, który dbał o nas. Niezależnie od tego, jaką drogę życiową wybierają kobiety, prawie każda z nas marzy o mężu, który przejąłby kontrolę w trudnych sytuacjach, okazywałby siłę w obliczu przeciwności i byłby skałą, na której można się oprzeć. Phillip taki był i wciąż podczas prawdziwego kryzysu mogłam polegać na nim jak na nikim innym. Gdy tak przy nim leżałam, starałam się jeszcze znaleźć z nim jakąś emocjonalną więź, uchwycić się jakiejś jego cechy, która byłaby dla mnie pociągająca, ale bałam się, że to mi się nie uda. Bałam się też, że więcej łączy mnie z Peterem Baileyem. Phillip objął mnie swoimi długimi nogami, ale to nie był już zmysłowy, kojący gest. Nie mogłam przywołać dawnego poczucia jedności z nim.
- Musimy spędzać ze sobą więcej czasu - powiedział. - Chcę, żebyśmy wyjechali na weekend. Powinniśmy się znowu odnaleźć jak tej nocy. Są pewne sprawy, o których pragnę z tobą porozmawiać.
Słyszałam, że dzieci walczą ze sobą nad płatkami śniada¬niowymi w kuchni.
- Jakie to sprawy?
- Zawodowe. Związane z finansami.
- Powiedz coś więcej.
- Nie, to zbyt skomplikowane, żeby zajmować się tym z samego rana.
- Och, przestań, nie możesz mnie zostawić w niepewności. Z firmą wszystko w porządku?
- O tak. - Pogroził mi palcem, jakbym w ogóle nie powinna dopuścić do siebie żadnej głupiej myśli.
- Mimo to naprawdę musimy porozmawiać?
- Uhm. - Zaczerpnął głęboko powietrza i kiwnął głową.
- Na przykład o tym, co robiłeś z Alenem tamtego dnia w domu za zamkniętymi drzwiami?
- No. - Odrzucił kołdrę i nagle wyskoczył z łóżka. To, co powiedział, jakoś nie zabrzmiało szczerze.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯