Namiętność
Przyszli wcześnie, tak wcześnie jak łodzie z warzywami, zdążające na rynek. Przyszli bez ostrzeżenia. Trzech mężczyzn w lśniącej, czarnej łodzi z chorągwią. Chcieli zadać tylko kilka pytań, nic więcej. Czy Villanelle wie, że jej mąż nie żyje? Co się wydarzyło po tym, jak ona i ja opuściliśmy kasyno w takim pośpiechu? Czy poszedł za nami? Czy go widzieliśmy?
Wydawało się, że Villanelle, niezaprzeczalnie jego prawowita żona, miała teraz odziedziczyć sporą fortunę, jeżeli oczywiście nie była morderczynią. Musiała podpisać jakieś papiery dotyczące jego majątku i zabrano ją w celu zidentyfikowania zwłok. Mnie poradzono nie opuszczać domu, a na wypadek gdybym nie zechciał z tej rady skorzystać, postawiono przy bramie strażnika, który wygrzewał twarz w słońcu.
Chciałem znaleźć się na jasnozielonej łące i patrzeć w jasnobłękitne niebo.
Nie wróciła ani tej nocy, ani następnej, a człowiek przy bramie czekał. Kiedy w końcu pojawiła się w domu trzeciego ranka, była z dwoma mężczyznami i wzrokiem słała mi ostrzeżenie, ale nie mogła mówić, więc wyprowadzono mnie w ciszy. Prawnik kucharza, chytrze zgarbiony mężczyzna z brodawką na policzku i z pięknymi dłońmi, całkiem wprost powiedział mi, że jego zdaniem Villanelle jest winna, a ja byłem jej pomocnikiem. Czy podpiszę oświadczenie potwierdzające ten fakt? Jeśli to zrobię, popatrzy przez chwilę w bok, abym mógł zniknąć.
Nie jesteśmy pozbawieni uczuć, my, wenecjanie oświadczył.
A co stanie się z Villanelle?
Zasady testamentu kucharza były interesujące. Nie poczynił żadnego wysiłku, żeby pozbawić swą żonę praw, ani nie przyznał majątku nikomu innemu. Po prostu zaznaczył, że jeśli nie mogłaby dziedziczyć z jakiegoś powodu (na przykład nieobecności), majątek zostanie oddany w całości Kościołowi.
Przecież nie oczekiwał, że ją kiedykolwiek ujrzy, dlaczego więc wybrał Kościół jako swego spadkobiercę? Czy kiedykolwiek wszedł do któregoś z nich? Moje zdziwienie musiało być jawne, bo prawnik jowialnie wyjaśnił, że kucharz uwielbiał obserwować chórzystów w czerwonych strojach. Na jego twarzy ukazał się cień uśmiechu, tak inny od akceptacji pobożnej dyspozycji jego klienta; ukrył go natychmiast.
Co on z tego ma? zastanawiałem się. Dlaczego troszczył się o to, kto dostanie pieniądze? Nie wyglądał na człowieka kierującego się sumieniem. I po raz pierwszy w życiu zdałem sobie sprawę, że to ja jestem silniejszy. To ja byłem posiadaczem karty, która wygrywa.
- To ja go zabiłem powiedziałem. Ja go zadźgałem, a potem wyjąłem mu serce. Mam pokazać kształt, jaki wyciąłem na jego piersi?
Narysowałem go palcem na zakurzonej szybie. Trójkąt o nierównych brzegach.
- Miał błękitne serce. Czy pan wiedział, że serca są błękitne? Wcale nie czerwone. Błękitny kamień w czerwonym lesie.
- Jesteś szalony rzekł prawnik. Żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie zabiłby w ten sposób.
- Żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie żyłby tak jak on.
Nikt z nas się nie odezwał. Słyszałem jego oddech, ostry jak papier ścierny. Położył obie ręce na gotowym do podpisania zeznaniu. Piękne, zadbane ręce, bielsze niż papier, na którym spoczywały. Skąd on je wziął? Nie mogły prawnie do niego należeć.
- Jeżeli mówisz prawdę...
- Zaufaj mi.
- A więc musisz tu zostać, dopóki nie wrócę.
Podniósł się i zamknął za sobą drzwi na klucz, zostawiając mnie w wygodnie urządzonym pokoju, pachnącym tytoniem i skórą, razem z popiersiem Cezara na stole i postrzępionym sercem narysowanym na szybie.
Wieczorem przyszła Villanelle. Pojawiła się sama, bo już mogła doświadczyć potęgi pieniędzy, które odziedziczyła. Miała ze sobą dzban wina, bochen chleba i koszyk świeżych sardynek. Usiedliśmy razem na podłodze, jak dzieci pozostawione przez roztargnionego wuja w gabinecie.
- Czy wiesz, co robisz? - spytała.
- Powiedziałem prawdę, to wszystko.
- Henri, nie wiem, co się może stać. Piero, prawnik, uważa, że jesteś niespełna rozumu i będzie nalegał, żebyś był sądzony jako szaleniec. Nie mogę go kupić. Był przyjacielem mojego męża. Ciągle jest przekonany o mojej winie i ani moje rude włosy, ani pieniądze, które posiadam, nie powstrzymają go od zrobienia ci krzywdy. Nienawidzi dla samej nienawiści. Są tacy ludzie. Ludzie, którzy mają wszystko. Pienądze, władzę, seks. Ponieważ posiadają wszystko, grają o bardziej wyrafinowane stawki niż reszta ludzi. Na nim nic nie zrobi wrażenia. Wschodzące słońce nie sprawi mu radości. Nigdy nie zgubi się w obcym mieście i nie będzie zmuszony pytać o drogę. Nie mogę go kupić. Nie mogę go niczym skusić. Chce życia za życie. Ciebie albo mnie. Niech więc to będę ja.
- Ty go nie zabiłaś, ja to zrobiłem i nie żałuję.
- Ja też zrobiłabym to i nieważne, czyj był nóż ani czyja ręka. Zabiłeś go z mojego powodu.
- Nie, zabiłem go dla siebie. Brukał każdą czystą i dobrą rzecz.
Ujęła mnie z ręce. Oboje pachnieliśmy rybami.
- Henri, jeśli skażą cię jako szaleńca, to albo cię powieszą, albo wyślą na San Servelo. Do domu wariatów na wyspie.
- Na tej, którą mi pokazywałaś? Tej, która wychyla się zza Laguny i odbija światło?
Kiwnęła głową, a ja zastanawiałem się, jak by to było znów mieszkać stale w jednym i tym samym miejscu.
- A co ty zrobisz, Villanelle?
- Z pieniędzmi? Kupię dom. Dość już miałam podróży. Znajdę sposób, żeby cię uwolnić. Jeśli wybierzesz życie.
- Czy będę mógł wybierać?
- Tyle mogę osiągnąć. To nie zależy od Piera, tylko od sędziego.
Było ciemno. Zapaliła świece i przytuliła mnie do swojego ciała. Położyłem głowę na jej sercu i słuchałem, jak bije, a biło tak równo, jakby miała je tam zawsze. Nigdy tak z nikim nie leżałem oprócz matki. Matki, która przytulała mnie do piersi i szeptała do ucha słowa Pisma. Miała nadzieję, że w ten sposób się go nauczę, ale ja nie słyszałem nic prócz trzaskającego ognia i syku pary, wznoszącej się nad wodą, grzaną dla ojca. Nie słyszałem nic prócz bicia jej serca i nie czułem nic oprócz miękkości jej ciała.
- Kocham cię mówiłem wtedy i teraz.
Patrzyliśmy, jak świece rzucały coraz większe cienie na sufit, w miarę jak niebo stawało się zupełnie ciemne. Piero miał w pokoju palmę (otrzymał ją bez wątpienia od jakiegoś płaszczącego się wygnańca) i ona rzucała na sufit cień prawdziwej dżungli, plątaninę szerokich liści, w których z łatwością mógłby ukryć się tygrys. Cezar na stole miał naprawdę świetny profil, a narysowanego przeze mnie serca nie było widać wcale. Pokój pachniał rybami i woskiem świec. Leżeliśmy przez chwilę na podłodze i powiedziałem:
- Widzisz? Teraz rozumiesz, dlaczego lubię leżeć bez ruchu i spoglądać w niebo.
- Jestem nieruchoma tylko wtedy, gdy czuję się nieszczęśliwa. Nie mam odwagi się ruszać, ponieważ ruch przyspieszy nadejście następnego dnia. Wyobrażam sobie, że jeżeli nie wykonam najmniejszego nawet ruchu, to, czego się lękam, nie nastąpi. Ostatniej nocy, którą spędziłam z nią, dziewiątej nocy, starałam się wcale nie ruszać, kiedy spała. Słyszałam opowieści o zimnych przestrzeniach na dalekiej północy, gdzie noc trwa sześć miesięcy, i miałam nadzieję na cud, który mógłby nas tam przenieść. Czy czas będzie mijał, jeśli odmówię mu pozwolenia?
Nie kochaliśmy się tej nocy. Nasze ciała były zbyt ciężkie .
Następnego dnia stawiłem się na rozprawie i wszystko odbyło się tak, jak przewidywała Villanelle. Ogłoszono, że jestem szaleńcem i skazano mnie na dożywotnie więzienie na San Servelo. Mieli mnie tam przetransportować jeszcze tego popołudnia. Piero wyglądał na rozczarowanego, ale ani Villanelle, ani ja nie patrzyliśmy na niego.
- Będę mogła odwiedzić cię za tydzień. Postaram się zrobić coś dla ciebie. Wyciągnę cię stamtąd. Każdego można kupić. Odwagi, Henri. Wydostaliśmy się przecież z Moskwy. Potrafimy chodzić po wodzie.
- Ty potrafisz.
- My potrafimy.
Uściskała mnie i obiecała być na Lagunie przed odpłynięciem mojej łodzi. Miałem kilka osobistych rzeczy, ale chciałem jeszcze dostać talizman Domina i obraz Madonny, który wyszyła dla mnie jej matka.