Myśli i anegdoty
Myślenie i jedzenie według Dalego
Tak mógłby być zatytułowany ten zbiór aforyzmów kanibala poznania. Dla zrozumienia ruchu surrealistycznego i napisania jego historii postawa surrealistyczna okazuje się ważniejsza niż działalność poszczególnych członków grupy. Życie i dzieło Salvadora Dalego są tego najbardziej uderzającym przykładem. U tego intelektualnego mocarza wszystko wynika z postawy - przedmiotu zdumienia i podziwu, jaki pisarz-poeta i "malarz na dokładkę", jak lubił o sobie mawiać, dał światu: ze sztuki bycia Dalim!
Jego życie, jeden wielki fajerwerk, bez ustanku go zachwycało. Miał cięty dowcip i bezczelność na granicy przyzwoitości, wywoływał niezliczone skandaliki i skandale, zawsze inteligentne, przez całe życie bacząc, aby pozostać Dalim.
Grał przed sobą i przed współczesnymi. Spektaklów wciąż jeszcze przyprawia nas o lekki zawrót głowy, albowiem z perspektywy czasu szczegóły codzienności niesamowicie się zagęszczają. Takie eksploatowanie najdrobniejszych zdarzeń, czy to tłumaczone mechanizmami jego "metody paranoiczno-krytycznej", czy wbrew zdrowemu rozsądkowi traktowane jako zabieg zgoła magiczny, było przede wszystkim siłą, która rodziła jego wielkie pomysły.
Geniusz Dalego, podobnie jak geniusz twórców renesansowych, rozkwitał w różnych dyscyplinach. Czyż sam Dali nie mawiał, że szczęki jego umysłu bez ustanku się poruszają i że ma w sobie wszechstronną ciekawość piętnastowiecznych Włochów?
Ów geniusz w czasach Leonarda da Vinci w ogóle by nie dziwił, lecz dzisiaj jest tak niepospolity, że jawi się jako prowokacja w naszym świecie "przeciętnych biurokratów". Toteż nie zaskakują liczne dalijskie paradoksy.
Pierwszy, i niewątpliwie najbardziej godny uwagi, znajdujemy na słabo jeszcze zbadanych obszarach działalności Salvadora Dalego, mianowicie w jego pismach i spektakularnych wypowiedziach. Przez długi czas ta część jego dzieła, choć podstawowa, była w cieniu jego obrazów, teraz jednak wolno zaczyna się wynurzać z dżungli dalijskiej twórczości.
Od początku lat pięćdziesiątych miałem zaszczyt jako współpracownik pozostawać w stosunkach przyjacielskich z wielkim ekscentrykiem XX wieku. Słowo pisane zajmowało znaczące miejsce w życiu tego tytana pracy. Nie było dnia, żeby nie robił zapisków i szkiców.
Dziś rozproszone po różnych kolekcjach ukazują często rozmaite wersje tego samego tematu. Pisane są zazwyczaj malowniczą francuszczyzną z domieszką słów katalońskich, które nabierają nowego znaczenia, stając się neologizmami. Po Eluardzie, Bretonie i innych wspomagałem Dalego, aby w jego publikowanych tekstach zachować bogactwo bujnego, kwiecistego języka.
Przez siedem lat Dali, nigdy nie zadowolony, wracał do libretta " Venusbergu" przemianowanego później na "Bachanalię", zanim w listopadzie 1939 roku doszło do prapremiery baletu w Metropolitan Opera House w Nowym Jorku.
Przygoda z powieścią "Hidden Faces" ("ukryte twarze") pokazuje, w jaki sposób Dali systematyzował nieład, rozwijając doktrynę Heraklita i syndrom Tantala, uważał bowiem, że w ten sposób zapewnia swoim dziełom trwałą renomę.
Książka ukazała się w Stanach Zjednoczonych w roku 1944 w angielskim przekładzie1, a w roku 1973 paryski wydawca zaproponował wydanie oryginału francuskiego. "J a nic nie napisałem - powiedział wtedy Dali. - Przetłumaczcie wydanie amerykańskie." I dodał:
"Na cztery miesiące zaszyłem się u markiza de Cuevas w New Hampshire w towarzystwie Haakona Chevaliera, mojego ulubionego tłumacza. Co dzień opowiadałem mu kolejną część fabuły powieści, a on robił notatki i na ich podstawie pisał od razu po angielsku."
Czy zatem Dali napisał tę powieść, jak twierdził w przedmowie do amerykańskiego wydania, czy też nie? Nękały mnie wątpliwości. Jeśli napisał, to niewątpliwie po francusku. Dlaczego więc nie chciał dostarczyć oryginalnego manuskryptu? Może zaginął? Albo został zniszczony? No i z jakiego powodu zaklinał się na wszystkie świętości, że niczego nie napisał?! Dziesięć lat później, po śmierci Gali, zagadka się wyjaśniła. Miałem przewieźć do Hiszpanii rzeczy Dalich przechowywane w nowojorskim magazynie i jakież było moje zdumienie, kiedy tam właśnie znalazłem kilkaset stron starannie zapisanych zwykłym piórem: francuski rękopis "Ukrytych twarzy"! Jak to wyjaśnić? Dali nie chciał, żeby Gala przekopywała się przez papiery nie ruszane od blisko trzydziestu lat! Do dzisiaj oryginalna wersja jedynej powieści Dalego nie została we Francji wydana.
Niniejszy zbiorek, ironiczny rzut oka, ofiarowuje "surowy, krwisty kawałek prawdy" wyłaniającej się z kłębowiska dalijskiej myśli. Picasso mawiał: "Umysł Dalego jest jak przeciążony silnik ślizgacza", a sam Dali rozbrajająco nieskromnie stwierdził: " Wcześniej czy później każdy przychodzi do mnie. Jedni, obojętni wobec mego malarstwa, przyznają, że rysuję niczym Leonardo. Inni kwestionują moje poglądy estetyczne, lecz zgadzają się, iż moja autobiografial należy do "ludzkich dokumentów) epoki. Jeszcze inni [...] odkrywają we mnie talenty literackie przewyższające osiągnięcia mego malarstwa. [...] Tymczasem już w roku 1922 wielki poeta Garcia Lorca przepowiedział, że przeznaczona jest mi kariera literacka. [...]
Tak czy inaczej, trudno nie wpaść w sidła moich wpływów. Wszystko to wszakże wcale nie jest takim wyczynem, na jaki wygląda, ponieważ jedna z głównych przyczyn mojego sukcesu objaśnia się jeszcze prościej niż wytłumaczenie magii moich wielokierunkowych poszukiwań, a polega ona na tym, że jestem zapewne najpracowitszym artystą naszych czasów.