WP

"Myślałam, że nie mam uczuć". Po 10 latach służby opowiada, co widziała

- Byłam na kilku takich zgonach, że jak zamknę oczy, to sobie przypominam konkretną sytuację. Dokładnie pamiętam twarze - opowiada Magdalena Bukowska, technik kryminalistyki. To jedna z rozmów z książki "Policjanci bez munduru" Katarzyny Puzyńskiej. Przeczytajcie mocny fragment.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Policjanci bez mundurów" - przejmująca książka Katarzyny Puzyńskiej.
"Policjanci bez mundurów" - przejmująca książka Katarzyny Puzyńskiej. (East News)
WP

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński publikujemy fragment rozmowy z młodszą aspirant Magdaleną Bukowską. Służy od 10 lat.

Często uczestniczysz w sekcjach?
Jeżeli prokurator ją zleca, technik jest zawsze. Trzeba wszystko udokumentować fotograficznie. Powiedzmy, że jest pobicie ze skutkiem śmiertelnym i są jakieś rany. Robi się przymiar, żeby było widać skalę, i robi się zdjęcie. Potem dołącza się tę tablicę poglądową do protokołu lekarza i to daje cały obraz. Na sekcji jest też, oczywiście, technik sekcyjny, który kroi tego człowieka, i doktor. U nas mamy fajną kobitkę. Z dużym doświadczeniem.

Prokurator również?
Często. Prokurator prowadzi czynności.

WP

Pytam, bo niektórzy mówią, że prokuratorzy nie zawsze są obecni. Nie tylko na sekcjach, ale też na zdarzeniach.
Prokurator nie ma obowiązku bycia na miejscu za każdym razem. Jak ktoś nas zawiadomi, że na przykład jest trup, to mówimy prokuratorowi co i jak. I on decyduje, czy przyjeżdża. Wtedy my na niego czekamy, a on prowadzi oględziny na miejscu zdarzenia.

Przy trupach z reguły jest. Chociażby na chwilę, powiedzieć, że oddaje się ciało rodzinie, bo on na przykład nie widzi podstaw, żeby cokolwiek robić dalej. Woli zobaczyć wszystko na miejscu, bo się potem pod tym podpisuje. Gdyby się okazało, jakby gdzieś tam człowieka przebrano, że jest jednak jakaś dziura w plecach, to miałby problem. (śmiech) Natomiast na sekcjach bywam bez prokuratora, fakt. Albo na przykład on przyjeżdża, pokazuje się, że jest, i od razu wychodzi.

Zobacz: Prolog - Katarzyna Puzyńska o swojej najnowszej książce i pracy policjantów

WP

Nie chce uczestniczyć, bo sekcje są… No, wiadomo.
No nic szczególnie przyjemnego. Zwłaszcza jak już się robi trzecią jamę, czyli brzuch. A nie daj Boże przerwie się jeszcze jelito czy tam coś. Jak wyleci ich treść, no to zapach nie jest rewelacyjny. (śmiech)

A ty? Jak znosisz sekcje?
Normalnie nie mam z tym absolutnie problemu. W jednym z seriali jest taki gościu, który robi sekcje. I on tam sobie zawsze je kanapki. Ja po każdej sekcji, jak wychodzę, jestem głodna. I nie tylko ja. Nie mam pojęcia, dlaczego tak to działa.

Możesz później normalnie jeść?
Tak, tak. Jem mięso. Wątróbkę też bardzo lubię. (śmiech) Generalnie od zawsze chciałam być technikiem. Wiadomo, trzeba przejść te wszystkie szczeble, patrolówkę, przez jakiś czas wykroczenia i tak dalej. Ale zawsze mi się wydawało, że chłopcy w technice są zgrani i że robią coś na swój sposób pożytecznego. Zbierają ślady. Jeszcze w ogniwie patrolowo-interwencyjnym byłam na sekcji.Tak po prostu poprosiłam chłopaków, czy mogę z nimi pójść. Jak miałam okazję, to próbowałam, czy się sprawdzę. Bo to, że chcę, nie znaczy, że tak będzie.

Jeszcze wcześniej chodziłam do nich i oglądałam zdjęcia z sekcji. Niezbyt mnie ruszały. I nawet sobie myślałam, że chyba nie mam uczuć. Ale zdjęcia a prawdziwa sekcja to zupełnie co innego. Wchodzi się na salę, dochodzi do tego zmysł węchu. No i jest zupełnie inna bajka. A jeżeli jeszcze masz na stole osobę, którą na przykład znałaś – a miałam też taką sytuację – to wtedy faktycznie trzeba powiedzieć sobie twardo: to jest moja praca. Nie ma miejsca na emocje.

WP
Materiały prasowe
Podziel się

A da się tak? Wydaje mi się, że takie rzeczy ciężko rozgraniczyć. Sama mówiłaś o tych szufladkach z tyłu głowy…
Ważne dla mnie jest to, że jak wracam ze służby i stoję pod prysznicem, nie rozpamiętuję twarzy czy sytuacji, które się wydarzyły. Nie utrwalam sobie tego w pamięci. Po prostu robię to, co robię. Na sali sekcyjnej na przykład robię zdjęcia, zgrywam je później na komputer, obrabiam, wysyłam do osoby, która prowadzi daną sprawę. I zapominam. Co nie znaczy, że wszystko da się zapomnieć. Byłam na kilku takich zgonach, że jak zamknę oczy, to sobie przypominam konkretną sytuację. Dokładnie pamiętam twarze. Ale są takie sprawy, na przykład powtarzające się bardzo często, jakiś bezdomny alkoholik, który gdzieś zamarzł zimą. One zdarzają się częściej niż na przykład śmierć łóżeczkowa niemowlaka. Łatwiej je wyprzeć.

Jakie sprawy zostały ci w pamięci?
Na przykład taka jedna kobitka. Bo to jeszcze aura była taka specyficzna: szczere pole, zima, strasznie wiało i okropna zawierucha.Wszędzie pełno śniegu i zimno. A na tym śniegu gdzieniegdzie błoto. Początkowo nie wiedzieliśmy, skąd się wzięło. Potem się okazało, że pole było podzielone miedzami, a z drugiej strony był kanał. I ta kobieta do niego wpadła. Wydostała się z niego, czołgała, zrobiła taki szlaczek z błota. Walczyła, ale potem zamarzła. Zastygła w tej pozycji, w takim bezruchu. Niefajna śmierć. Pamiętam to bardzo dobrze. Nie wiem, dlaczego. Byłam też u kolegi. Popełnił samobójstwo.

Policjant?
Tak. Byłam na miejscu, tam gdzie go znaleźli, i potem na drugi dzień, na sekcji. Może emocjonalnie nie byłam z nim w żaden sposób związana, ale jak by nie patrzył, na korytarzu się z nim mijałam. Nieraz z nim rozmawiałam, nieraz się śmialiśmy z jakichś tam wspólnych żartów.

WP

Śmierć policjanta porusza chyba szczególnie?
Ja jestem już chyba tak znieczulona, że… No, nie chcę powiedzieć, że to kolejna osoba, która popełniła samobójstwo. Wiadomo, że było trochę inaczej, bo ja znałam człowieka, z imienia i nazwiska, poznałam jego żonę i dzieci. Poza tym byliśmy na miejscu zdarzenia, w większej liczbie, bo OPI je zabezpiecza. No wiadomo, rozmowy, dlaczego on to zrobi i w ogóle. Był też oczywiście lekarz, bo to on robi oględziny ciała. On opisuje dokładnie wszystkie obszary, każdy po kolei. Jest taki specjalny protokół. Tam robiliśmy dwa protokoły: oddzielny oględziny ciała i oddzielny miejsca zdarzenia. I odpowiednio dwie tablice poglądowe. Pamiętam, że byli też naczelnik i komendant. Oni też muszą jakoś wyjaśniać tę sytuację, dlaczego do niej doszło – czy w związku ze służbą, czy nie. Nie znam dokładnie procedur, ale dziwne by było, gdyby przełożony nie przyszedł i nie zainteresował się, dlaczego jego policjant to zrobił. A już, nie daj Boże, gdyby się to stało na komendzie.

East News
Podziel się

Podobno wśród policjantów sporo jest samobójstw. Temat powraca w wielu rozmowach.
Tak. Jest tego trochę. Jak się skumulują gdzieś te wszystkie problemy, służbowe, prywatne, to może do czegoś takiego dojść. Poza tym jednak mamy w domu broń.

Wracając jeszcze na chwilę do tamtej kobiety na śniegu. Często pracujecie w tak trudnych warunkach?
Musimy. Bo w wielu przypadkach warunki atmosferyczne mogą wszystko zniweczyć. Trzeba działać od razu, jak najszybciej. Zimą to jeszcze jest śnieg i coś widać, ale zdarza się czasem, że trzeba zrobić zabezpieczenie w lesie jesienią, w nocy, a straż pożarna nie ma jak wjechać pomiędzy drzewa, żeby poświecić. No i w tym momencie robi się problem, bo brakuje nam sprzętu, jakichś tam halogeników i tak dalej. Ale jak to kiedyś powiedzieli mi starsi koledzy: "Jesteś technikiem, masz głowę, to kombinuj".(śmiech)

WP

(...)

Ofiary śmiertelne wypadków bywają często w okropnym stanie. Słyszałam opowieści o rozczłonkowanych zwłokach…
Akurat w tym wypadku faktycznie był starszy mężczyzna. Nie miał połowy czaszki. Wszystko było rozlane i w ogóle. Ale dla mnie od rozczłonkowanych zwłok, jakichś zmiażdżonych rąk czy nóg co innego jest gorsze.

Co takiego?
Strach w otwartych oczach takiego człowieka. Kiedyś mieliśmy taki wypadek, że zginęły dzieci. Siedziały sobie na siedzeniu z tyłu i normalnie patrzyły na siebie z takim przerażeniem… Miały otwarte oczy, w których można było wyczytać strach. To też jedna z tych spraw, które pamiętam, chociaż widziałam to tylko na zdjęciach. Jak zamykam oczy, to sobie to przypominam.Twarze jednego i drugiego dzieciaka. Tak samo jak taki wypadek, jeszcze ze szkoły, z kursu podstawowego. Mieliśmy zajęcia z ratownictwa i pokazywano nam ofiary wypadków drogowych. Była tam taka kobitka w zielonej sukience. Siedziała jako pasażer i też miała oczy otwarte. I też widać było to przerażenie.

UWAGA! Ważna akcja!

Katarzyna Puzyńska wspólnie z Wydawnictwem Prószyński i z Fundacją Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach rozpoczyna akcję charytatywną, z której cały dochód zostanie spożytkowany na potrzeby podopiecznych fundacji! Logo akcji i zarazem grafikę, która zostanie zlicytowana, stworzył Papcio Chmiel, do akcji przyłączają się znane i lubiane osoby, które przekazują przedmioty na licytacje (m.in. Marcin Dorociński, Aleksander Doba, Radosław Majdan, Budka Suflera). Więcej o tym przeczytajcie w poście autorki.

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP