Qaqwqwrqw

Monika Banasiak, Słowikowa: Dziewczyny biły się, zabijały, gwałciły, wieszały. 912 dni piekła

Ona, żona słynnego bossa, po upadku Pruszkowa, sama została oskarżona o kierowanie grupą przestępczą. Była uosobieniem luksusu, dwa i pół roku spędziła w więziennej celi. Jak przeżyć - o strasznej codzienności za kratami, opowiada szczerze Racheli Berkowskiej.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Monika Banasiak: Sąd uwolnił mnie od podstawowego zarzutu, jakim było kierowanie grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Nie kierowałam Pruszkowem.
Monika Banasiak: Sąd uwolnił mnie od podstawowego zarzutu, jakim było kierowanie grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Nie kierowałam Pruszkowem. (Facebook.com)
Qaqwqwrqw

Rachela Berkowska: Jak jest za murem?

*Monika Banasiak: *Pytasz mnie jak jest w piekle? Kiedy zostajesz zatrzymana, do ostatniego momentu łapiesz się nadziei, że jednak tam nie trafisz. Nie spodziewałam się, nie zrobiłam nic, co mogłoby spowodować, że pójdę do aresztu. Całe życie bałam się tego miejsca. Nie wyobrażałam sobie, jak można tam przetrwać? Ale własną siłę poznaje się w chwili, kiedy nie ma się innego wyboru. W momencie, gdy zamknęła się za mną brama aresztu śledczego, została mi tylko ona.

Chcesz powiedzieć, że zupełnie się nie spodziewałaś?

Qaqwqwrqw

Jeśli człowiek robi coś złego, musi przewidywać, że konsekwencje będą jeszcze gorsze. Ale jak nie robi nic…

Ależ się wybielasz.

To moja prawda. Miałam wtedy ogromne problemy finansowe, czekałam na Andrzeja, zostałam zatrzymana na trzy miesiące przed jego wyjściem z więzienia po trzynastu latach. Wyobrażasz to sobie?

Naprawdę na niego czekałaś?

Qaqwqwrqw

Czekałam, żebyśmy usiedli razem przy stole, porozmawiali o dziecku. Nie czekałam na mężczyznę. Może gdzieś podświadomie? Pamiętaj, że to ojciec mojego syna. Rozstałam się z Andrzejem po ośmiu latach jego pobytu w więzieniu. Przetrwaliśmy wcześniejszą odsiadkę. Bo już raz był zatrzymany. Na dwa lata, wyszedł w ’98, urodziło się nasze dziecko, a on znów poszedł siedzieć.

Nie było ci dane to spotkanie, trafiłaś do warszawskiego więzienia przy Chłopickiego.

Na 912 dni. Dwadzieścia jeden tysięcy osiemset osiemdziesiąt osiem godzin.

Wieczność?

Qaqwqwrqw

Często przez 23 godziny każdego dnia leżysz, a wstajesz tylko na jedną. Bo w celi jest sześć dziewczyn i jeśli któraś chodzi, to reszta musi leżeć. Cela ma cztery metry na sześć. Trzy łóżka po jednej stronie, trzy po drugiej. Ciasno. Zamyka się klapa (drzwi) z judaszem. Okno ma podwójne kraty. Okno to dużo powiedziane, za nim jest blenda, nie widzisz nieba, nie widzisz gwiazd. Latem, jak upał za oknem 30 stopni, to w pokoju pewnie z 50, tak mocno nagrzewa się plastiwk zasłaniający szybę. Tak jest na Chłopickiego, w słynnej tzw. Kamczatce. To jeden z bardziej restrykcyjnych aresztów śledczych, który jest również więzieniem. Miałam wielkie szczęście, że mój syn nie widział zatrzymania, ani mojego, ani Andrzeja. Bóg go ochronił od tych scen, które zostają w pamięci.

W twojej jest wyryta?

Rok 2013. Pracowałam wtedy w banku ING, jako doradca kredytowo-biznesowy. Nie zarabiałam dużo, ale otworzyły się właśnie jakieś szanse na awans. Byłam pełna nadziei na ułożenie sobie życia. Opalona, bo właśnie wróciłam z wakacji. Pływałam jachtem po morzu śródziemnym. I z takiego raju trafiłam za kraty. Trzynastego w piątek. Lepszej daty nikt nie mógł sobie wymyślić. Był słoneczny dzień, szósta rano, kiedy przyszli. Ludzie reagują na zatrzymanie zawałami, rozumiem to.

archiwum prywatne/Witek Berkan
Podziel się
Qaqwqwrqw

Przez całą dekadę lat 90. Monika była dla mediów symbolem luksusu w hollywoodzkim stylu – dziennikarze chętnie pisali o jej stylu życia, o strojach, które nosi, i jej ulubionych kosmetykach.

Były łzy?

Ryczałam i krzyczałam. U prokuratora i w areszcie, tam już bardziej z niemocy. ”Przepukała” do mnie przez ścianę dziewczyna. Kontaktowanie się jest zabronione, ale podeszłam do okna:
– Kto tak u ciebie płacze, Monika? – zapytała.
– No, ja płaczę.
– Nie przynoś wstydu rodzinie – nie było miękkiej gry. Musiałam się pozbierać. Zabierają cię o szóstej rano. Prosto z łóżka. Tak jak stoisz. Zamykają i zostajesz z niczym. Nie masz kawy, herbaty, mydła, kremu…

Opisz dzień za kratami.

Qaqwqwrqw

Apel, śniadanie, godzinny spacer. Wybieg ma jedenaście metrów na dziewięć albo sześć na sześć. Otacza go mur wysoki na kilkanaście metrów. Na górze jest krata, nie widzisz nad sobą nieba. Taka betonowa pustynia z ławką pośrodku. Kiedy otwiera się klapa i oddziałowa mówi: ”Spacer!”, wychodzisz. Pada? Spacer przepada, nikt nie będzie czekał aż przestanie. Często wychodziłam w deszcz.

*Deszcz nie jest chyba wielkim problemem. *

Tak myślisz? Wyobraź sobie, nie masz parasola, wracasz mokra i nie masz gdzie wysuszyć rzeczy. Nie ma miejsca na rozłożenie ubrań. Kaloryfer jeden, działa trzy godziny dziennie, a nas jest przecież sześć. Prąd na fazy. Jak faza nie działała, nie włączysz czajnika, żeby zaparzyć herbatę. Nie działa też telewizor. Światło gaszą po 22, telewizor może grać godzinę dłużej.

Książki?

Są w czytelni. Ale na te z wolności, ciekawe, niepodarte, jak na wszystko, lekarstwa, ubrania, musisz dostać od wychowawcy albo od kwatermistrza, talon.

Co znaczy - dostać talon?

Pozwolenie, że możesz na przykład dostać klapki pod prysznic. I tak nie masz gdzie trzymać swoich ubrań, w areszcie szafy brak. Siłą rzeczy masz niewiele, dwie pary spodni, dwie bluzy, trochę bielizny.

W kółko pierzesz, czy chodzisz w brudnych ciuchach?

Ciepła woda płynie z kranu przez trzy godziny w ciągu dnia. No i w celi jest jedna umywalka, w której możesz to pranie zrobić. Ale najpierw musisz mieć talon na miskę. Mokrych rzeczy nie wolno wieszać na łóżkach. Wilgoć taka, że ubranie prędzej zacznie śmierdzieć i gnić, niż wyschnie.

Kąpiesz się codziennie?

Łaźnia jest dwa razy w tygodniu, po siedem minut. Albo i raz. A ty chcesz umyć głowę, ogolić się. Zauważasz, że zaczynasz mieć odrosty na włosach.

Potrafiłaś odpuścić?

I się zapuścić? Nie. Chciałam mieć gładkie nogi, ufarbowane włosy, zrobione paznokcie. Nie odpuszczasz, walczysz, żeby było jak na wolności. Starałam się mieć tak urządzoną koję, jak w domu.

Koję?

Koja, albo kolejka, tak się mówi w więziennym slangu na łóżko, z twardym jak kamień materacem, brudnym obsikanym, obrzyganym, zakrwawionym. Kiedy cię przyjmują, odbierasz zestaw osadzonego - mandżur: dwa koce, dwa prześcieradła, dwa ręczniki, poszewkę na poduszkę, śmierdzącą ścierkę, plastikowe sztućce i talerze. I te koce też są śmierdzące, nigdy nie prane, po kimś. A nie trafiają tam kobiety, dla których higiena jest życiowym priorytetem. Często pijaczki i narkomanki, z HCV, HBS, HIV, AIDS. (red. wirusy odpowiedzialne za zapalenie wątroby typu C i B, wirus niedoboru odporności, zespół nabytego upośledzenia odporności). Teoretycznie robione są badania ale, nigdy nie wiesz. Dziewczyny przychodzą zapchlone, zawszone, z gnidami. Zdarzało się, że patrzyłam takiej na głowę, a ona się cała ruszała. Wtedy goli się włosy do łysa. A celę dezynfekuje.

Dlaczego goli? Przecież na wytępienie wszy są leki.

W kulturalniejszych aresztach, pewnie możesz się leczyć. A jak nie masz skąd wziąć leków, zostaje ci obcięcie włosów. W areszcie zwykłe rzeczy są problemem. Tam problemem jest oddychanie.

A zwykła rozmowa? Opowiadacie coś sobie?

Nikt nikomu niczego nie opowiada. To nie jest pensyjka dla grzecznych dziewczynek. Nie plotkujecie sobie przy cappuccino. Im mniej mówisz, tym lepiej dla ciebie. Najlepiej, żeby nikt nie wiedział jaka jesteś, nie dotarł do twojego wnętrza, nie zranił. Z początku w większości siedziały ze mną dziewczyny oskarżone o morderstwa, handel narkotykami, zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Bałaś się?

A czego miałam się bać?

Gwałtu?

Miałam tam różne propozycje matrymonialne i seksu pod prysznicem. Kobiety mnie nie interesują, natomiast ja je interesowałam bardzo. Nie miałam tam żadnych seksualnych przygód. Ale powiem ci szczerze, że często kobiety za kratami stają się lesbijkami właśnie na potrzeby chwili. Nie dzieje się tak, jeśli ktoś potrafi oswoić samotność, ja potrafiłam. Nie mogłam zmienić miejsca, musiałam zmienić swoje patrzenie na nie. Starałam się nie zauważać krat w oknach, drzwi bez klamki, ściany bez włącznika światła. Nie, nie bałam się. Więzienie zaczęło o mnie huczeć, jak tylko ”wjechałam” na ksywie Słowikowa. To budziło szacunek. Szła za mną sława, biorę to w cudzysłów. Byłam tą ”bardzo niedobrą dziewczynką”. Słowikowa dawała mi ochronę, ale też musiałam na nią zasłużyć. Być dostatecznie zła. To co się działo między mną, a dziewczynami - wszystkie pozdrawiam - zostawię dla siebie. Ku..y też się zdarzały.

Łatwo było o wybuch w celi?

Dziewczyny się pocą, śmierdzą, różnie reagują w nocy, mają swoje potrzeby, palą. Wyobraź sobie, że pali pięć na raz. Jest niebiesko od dymu. Nawet białe kartki w mojej biblii stały się żółte. Ale tak wybrałam. W celach dla niepalących zazwyczaj siedziały większe idiotki, chore psychiczne, z psychozami. Pytasz czy łatwo o wybuch w celi? Tam wystarczy stawiać szklankę w tym samym miejscu, o tej samej porze i to już się może komuś nie spodobać. Nie ma realnych powodów do scysji. Zamknięcie doprowadza cię do takiego stanu, że wszystko złości.

Dziewczyny biły się między sobą?

Biły się, zabijały, gwałciły, wieszały. Przecież tam trafiają ludzie, którzy mają problemy z kontrolowaniem emocji. A więzienie potęguje to co złe, z więzienia można wyjść tylko gorszym. Mnie się udało wyjść taką, jaką weszłam. A nawet bardziej pokorną.

Mówi się, jak trwoga, to do Boga. Tak było?

Mocno zbliżyłam się do Boga. Ale przecież brałam ślub w Nazarecie i jeździłam do Ziemi Świętej z Andrzejem. Moja wiara nie była teoretyczna, tylko autentyczna. W areszcie straciłam nadzieję, a zyskałam pewność, że Bóg istnieje.

Ale wyszłaś z niego w pustkę?

Wyszłam pod most. Mając dwa tysiące złotych w kieszeni. Oddałam je mamie. W zaniedbanym, brudnym mieszkaniu, zobaczyłam dwoje schorowanych ludzi. Kiedy mnie zabrakło, nikt moim rodzicom nie pomagał. A ja w wieku 50+ zaczynałam od kupienia sobie na OLX.pl łóżka za sto złotych. Nie miałam garnka, żelazka, nic. Andrzej sprzedał nasze mieszkanie, spakował moje rzeczy w kartony, a w przechowalni opłacił miesiąc. Zostawił mi jedno zdjęcie. Ze ślubu w Las Vegas.

Twarde lądowanie?

Twarde. Ale jak człowiek ma poukładane w głowie, da radę. Kiedyś używałam mojego ulubionego szwajcarskiego La Prairie, kremu kawiorowego za 500 euro. A potem zaczęłam używać polskiej Ziaji. Były chwile, kiedy rozważałam kradzież bułki z kefirem ze sklepu. No dobrze, brałam bułkę i wychodziłam nie płacąc. Myślałam sobie, mała szkodliwość, nie dostanę zarzutu. Byłam głodna. Ale moim luksusem była i jest wolność. Są ludzie, którzy o tym zapominają. Ja nie zapomnę. Wiesz co znaczy spojrzeć w niebo i nie zobaczyć krat? Nie wstawać na dzwonek? Jeść nożem i widelcem, a w ręku trzymać kieliszek? Spać w białej pachnącej pościeli i kąpać się w wannie? Nic nie musieć, najwyżej chcieć.

Pierwszą noc po wyjściu z aresztu spędziłaś w Hiltonie. Potem było już mniej luksusowo. Jak wyglądały te pierwsze miesiące?

W odwiedziny do więzienia przychodziła mama. Dwa, może trzy razy był Andrzej z synem. I dwa razy mój kolega. To on przyjechał po mnie pod bramę, razem z Wadimem, moim byłym. Hilton, to był prezent od niego. Na kolację zamówił krewetki i butelkę Chateauneuf du Pape, jedzenie pachniało, a ja nie mogłam nic przełknąć, wszystko rosło mi w ustach. Wyszłam ósmego października, miesiąc później zmarł mój ojciec, a ja nie miałam za co go pochować. Andrzej kupił kwiaty, syn dał babci od siebie coś ze skarbonki. Pożyczyłam na ten pogrzeb. Długo oddawałam po 200, 300 złotych. Grudzień był zły, przyszedł Nowy Rok, ale koszmar trwał. 11 stycznia przewracam się na marmurowych kafelkach w łazience u koleżanki (u mamy były tragiczne warunki sanitarne) i łamię sobie prawą rękę. Złamanie jest otwarte. Na szczęście wcześniej zarejestrowałam się jako bezrobotna i miałam ubezpieczenie. Szukałam zajęcia, ale z tym gipsem nie mogłam pracować, zapiąć stanika, zawiązać buta. W końcu dostałam szału i sama go skróciłam. Prowadziłam z tym gipsem. Bo za zarobione 500 złotych kupiłam nissana micrę. Bez wspomagania, z niedomykającą się szybą, ale byłam przeszczęśliwa. Walczyłam o nowe życie.

Ktoś z przyjaciół wytrzymał próbę aresztu?

Nikt. Kto będzie podchodził do mnie po dwóch i pół roku pobytu za kratami, do tego z napisem na plecach: ”Słowikowa”? Wszyscy się mnie bali. Bali się konsekwencji takiego spotkania.

*Już o to pytałam, ale naprawdę trudno mi uwierzyć, że mogłaś nie mieć świadomości w czym tkwisz. I czym się zajmuje Andrzej. *

To nie tak, Rachela, to nie tak. Oczywiście, że w pewnym momencie miałam, ale na wiele rzeczy było już za późno. A przecież on nie od razu był ”Słowikiem”. Tylko normalnym facetem, w którym się zakochałam. Wyszłam z dobrego domu. Moi rodzice mają wyższe wykształcenie. Byłam wychuchaną córeczką, jedynaczką. Miałam za sobą dobre liceum, potem studia. W tamtej firmie, w której poznałam Andrzeja, byłam prawą ręką szefa, sprzedawałam nieruchomości. Wiedziałam, że był człowiekiem z przeszłością, ale prowadził dwie firmy, jakieś sklepy, normalnie funkcjonował. Pieniądze, które miał były wytłumaczalne i wcale nie takie duże. Zostaliśmy narzeczeństwem, chodziliśmy na spacery, do kina, teatru. Przecież nie brał mnie na spotkania z kolegami.

*Zostałaś jego żoną. *

Minęły lata zanim zobaczyłam, że coś zaczyna wybuchać. Ale kiedy widzisz, że coś złego dzieje się z twoim ukochanym, przecież go nie zostawiasz. Tylko szczury uciekają z tonącego okrętu. Każde uczucie, przyjaźń, miłość jest obowiązkiem. Czytałaś ”Małego Księcia” i historię z oswajaniem lisa? Jeśli stworzy się więzy, trzeba wziąć odpowiedzialność za to, co się oswoiło. I człowiek robi tysiące rzeczy, stara się zrozumieć, odciągnąć. A nie zostawia męża w trudnej sytuacji. Przecież nie widziałam, żeby on zabijał, porywał, łamał ludziom ręce. I chcę wierzyć, że tego nie robił. Czy według ciebie te żywe lalki Barbie, ostrzyknięte kwasem hialuronowym, które tankują leasingowane mercedesy swoich kochanków, płacąc ich kartami kredytowymi - myślisz, że one się pytają, skąd są te pieniądze? A nawet gdyby się pytały, uważasz, że uzyskałyby odpowiedź? Zanim ocenisz, popatrz na moje życie, jak na proces, który trwał kilkanaście lat. Nasza codzienność wyglądała tak, że jedliśmy z Andrzejem śniadanie, on zakładał garnitur, całował mnie w policzek i wychodził do pracy. Nie latałam z nim z pistoletem po Warszawie. Ale przylgnęła do mnie etykieta silnej kobiety.

Która kierowała grupą przestępczą.

Tak mnie wykreowano. Są ludzie, którzy mają pobyt za kratami wpisany w metrykę urodzenia, tak bywa. Dla nich, to element gry. Często lepiej odnajdują się właśnie po tej drugiej stronie muru, bo wolność jest za trudna, zbyt wymagająca. Ale to nie ja. Nie jestem z tego środowiska. I chcę powiedzieć tym, którzy uważają, że w więzieniach jest za dobrze, a osadzeni mają wszystko podane pod nos i w sumie powinni się cieszyć, bo to niemal jak pobyt na wczasach, a społeczeństwo musi jeszcze za te wczasy płacić z podatków, że są w błędzie. Bywa, że ludziom zabiera się wolność z błahych powodów. Trzeba mieć świadomość, że ponosi się wtedy ogromną odpowiedzialność za czyjeś życie. Bo są tacy, którzy po pobycie za kratami mogą się już nigdy nie podnieść. I tacy, którzy już nigdy zza tych krat nie wrócą, bo są słabsi i popełnią samobójstwo.

Co znaczy tatuaż na twoim przedramieniu?

Po wyjściu z aresztu założyłam fanpage - ”Królowa Mafii”. Przeczytam ci pierwszy wpis: ”W śmierdzącej więziennej celi numer 603, postanowiłam przeżyć i napisać książkę”. Trzymasz ją w rękach. Tatuaż zrobiłam parę miesięcy temu. To takie hebrajskie ”Veni, Vidi, Vici”. Inspiracją był Dawid, jeden z waleczniejszych i mądrzejszych królów Izraela. Babiarz, ale z pewnością silny władca. To on zbudował Arkę Przymierza w Jerozolimie. Wciąż wojował i raz trafił do więzienia. Tam zaczął pisać psalmy, znane jako ”Psalmy Dawidowe”, którymi modliłam się w moim pokoju bez okna na Chłopickiego. Uwielbiam ten fragment Psalmu 23.: ”Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś ze mną”. Mój tatuaż jest cytatem z innego, znaczy: ”Byłem, przeżyłem, cierpiałem, zmieniłem się”.

Zmieniłaś się?

Otworzyłam salon kosmetyczny. Wystarcza na przeżycie i trochę pomagam mamie. Piszę książki, ale chcę spróbować sił w coachingu. Poznałam Andrzeja Cichowskiego, to trener personalny. Jest pastorem, bywa w więzieniach, pomaga nie biorąc za to złotówki. Przeczytałam jego wpis na Facebooku. Spotkaliśmy się, a potem on poznał mnie ze swoim przyjacielem, mówcą Łukaszem Milewskim. ”Jeżeli mnie się chce słuchać ciebie przez kwadrans, to znak, że masz potencjał”, ocenił.

O czym chcesz mówić?

Że nigdy nie jest za późno na zwycięstwo.

Wyszłaś w końcu za kaucją. W lipcu 2017 zapadło rozstrzygnięcie w sądzie pierwszej instancji, a sędzia ogłosił wyrok: trzy i pół roku więzienia. Nie satysfakcjonuje cię?

Sąd uwolnił mnie od podstawowego zarzutu, jakim było kierowanie grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Nie kierowałam ”Pruszkowem”. Ponad wszelką wątpliwość graniczącą z pewnością. To duży sukces. Wyrok jest nieprawomocny. Wniosłam apelację. I mam nadzieję, że pozostałe zarzuty w tej apelacji upadną. Skoro Roman O., ps. Sproket stracił status świadka koronnego, wszystko co powiedział na mój temat powinno być wrzucone do kosza. Kończyłam klasę humanistyczną, ale zawsze lubiłam naukę o zbiorach. Jeżeli element w zbiorze jest fałszywy, to cały zbiór jest fałszywy. Prawda?

Materiały prasowe
Podziel się

”Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz”, Artur Górski, wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Monika Banasiak (z domu Zielińska), była żona jednego z bossów grupy pruszkowskiej Andrzeja Z. Słowika. Po aresztowaniu męża policja podejrzewała Monikę Banasiak o kierowanie grupą przestępczą. W 2013 roku została zatrzymana i trafiła na dwa i pół roku do aresztu przy ulicy Chłopickiego w Warszawie. W 2015 roku opuściła areszt za poręczeniem majątkowym i w trakcie procesu mogła odpowiadać z wolnej stopy. Po wyjściu na wolność postanowiła odmienić swoje życie – w centrum Warszawy stworzyła gabinet kosmetyczny oraz rozpoczęła działalność jako doradca coachingowy. W 2016 roku ukazała się jej bestsellerowa książka ”Królowa mafii”.

O autorze: Artur Górski, dziennikarz, pisarz, autor bestsellerowej rozmowy z Jarosławem Sokołowskim ”Masa o kobietach polskiej mafii”, nagrodzonej Bestsellerem Empiku 2014 w kategorii literatura faktu, kolejne tomy – ”Masa o pieniądzach polskiej mafii”, ”Masa o porachunkach polskiej mafii”, ”Masa o bossach polskiej mafii”, ”Masa o kilerach polskiej mafii” i ”Masa o żołnierzach polskiej mafii” – przez wiele miesięcy podbijały listy bestsellerów. Poza nimi napisał wiele powieści sensacyjnych, m.in. ”Gucci Boys”, ”Al Capone w Warszawie”, ”Zdrada Kopernika”, oraz pozycji z gatunku non-fiction: ”Świat tajnych służb”, ”Gang” i ”Pięść Dawida”. Specjalizuje się w problematyce międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Twórca magazynu ”Focus Śledczy”. Właśnie wyszła jego nowa książka: ”Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz”, w której Masa i Słowikowa – dwa przeciwległe bieguny kryminalnego podziemia, od lat uważani za nieprzejednanych wrogów, spotykają się i rozmawiają szczerze, próbując zrozumieć swoje racje.

Obejrzyj też: Monika Banasiak - "Królowa Polskiej Mafii". Jaka jest prywatnie? Zobaczcie nasz wywiad!

Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

Qaqwqwrqw