Misja specjalna

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

ROZDZIAŁ 1

Preludium
do szaleństwa

Plan zrodził się niemal natychmiast po tym, jak 25 lipca 1943 roku włoski dyktator Benito Mussolini został pozbawiony władzy przez króla Wiktora Emanuela III oraz grupę niechętnych mu faszystów. Hitler był wściekły, zwłaszcza na „przyjaciela Żydów”, papieża Piusa XII, który z całą pewnością zachęcał do rewolty. Oni wszyscy go zdradzili — i to w momencie, gdy alianci szykowali się do inwazji na Włochy. Następnego dnia zwołał w Wilczym Szańcu zebranie dowódców wojskowych, by zdecydować, jak pomścić to upokorzenie. Wśród zgromadzonych byli jego dwaj główni doradcy wojskowi: generał Alfred Jodl i feldmarszałek Wilhelm Keitel.
Gniew Hitlera znalazł wyraz w skąpym umeblowaniu sali konferencyjnej — jej środek zajmował długi stół, ale nie było krzeseł. Na poprzednim zebraniu dowódca Luftwaffe Hermann Göring został przyłapany na drzemce podczas płomiennej przemowy Hitlera i Führer tym razem dopilnował, by uczestnicy musieli stać. Nikt nie ma prawa spać, kiedy płonie Rzym!
Mussolini musi zostać uwolniony i przywrócony do władzy, ryknął Hitler. A króla i premiera trzeba odnaleźć i aresztować. Rzym musi zostać oczyszczony z wrogów, do których zaliczają się też Żydzi. W tym celu niemieckie wojska muszą zająć miasto.
Ktoś zapytał o Watykan, gdzie z pewnością ukrywało się wielu Żydów. Czy trzeba zablokować wszystkie prowadzące tam drogi?
— Wejdę do samego Watykanu — odparł Hitler. — Myślicie, że Watykan mnie przeraża? Zajmiemy go natychmiast! Wszystko mi jedno. Tam jest ta hołota. Wywleczemy stamtąd to stado świń. Później możemy złożyć przeprosiny.
Dodał też:
— Musimy zniszczyć potęgę Watykanu, schwytać papieża, deportować go do Niemiec i powiedzieć przy tym, że go ochraniamy.
Jakim cudem król, tchórzliwy słabeusz, mógłby obalić wielkiego Mussoliniego, najbliższego współpracownika i najlepszego przyjaciela Niemiec, bez pomocy i zachęty kogoś tak potężnego jak papież, który nie cierpiał duce?
Niechęć ta była głęboka i objawiła się już we wcześniejszej fazie wojny, gdy członek niemieckiej konspiracji antyhitlerowskiej, Josef Müller, wręczył Piusowi XII, jak mi powiedział, dokumenty opisujące szczegółowo zbrodnie popełnione przez SS przeciwko Żydom i Polakom w Polsce. Pius XII pokazał te dokumenty włoskiemu ambasadorowi przy Stolicy Apostolskiej, prosząc go, by powiadomił Mussoliniego o zbrodniach. Duce będzie niezadowolony, że papież wtrąca się do tych spraw, ostrzegł ambasador.
Pius XII nie dał się zastraszyć. Być może trafi do obozu koncentracyjnego, odparł, ale ponosiłby odpowiedzialność „przed ludzkością”, gdyby takie potworności zdarzyły się we Włoszech, i chce, by Mussolini o tym wiedział. Szczególnie niepokoiło go, że Hitler usiłował nakłonić duce, by wysłał do Watykanu faszystowskie oddziały. Teraz było pewne, że Führer dowie się o rozmowie papieża z ambasadorem i umocni się w swych podejrzeniach, że to Pius XII zaplanował przewrót — i że zamierza wypowiedzieć się publicznie na temat nazistowskiej eksterminacji Żydów. Papież ujawniłby światu najściślej strzeżony sekret SS, choć nawet Niemcy mogliby nie zrozumieć, dlaczego ta polityka była konieczna.
Możliwe, sugerował Hitler, że Pius XII będzie musiał zginąć. Tymczasem rozkazał swym siepaczom, by odszukali króla oraz jego ludzi i pokazali im, jaki los czeka zdrajców.


Wiktor Emanuel III wstąpił na tron w roku 1900 i stał się marionetką dla długiego szeregu premierów, na końcu dla Mussoliniego, którego wyniósł do władzy w roku 1922, by ratować chylącą się ku upadkowi, skorumpowaną monarchię. Od tamtej pory, mimo zazwyczaj bardziej umiarkowanych poglądów politycznych, ani razu nie odmówił podpisania faszystowskiego dekretu. W roku 1938 zatwierdził nawet, co prawda niechętnie, faszystowskie zarządzenia antysemickie, poza tym powitał uroczyście i serdecznie Hitlera podczas jego wizyty w Rzymie. Dopiero gdy Wielka Rada Faszystowska, wstrząśnięta inwazją aliantów na Sycylię i pierwszymi bombardowaniami Rzymu, 25 lipca zażądała rezygnacji Mussoliniego, król zdobył się na odwagę, by stawić czoło duce.
Tego dnia, ubrany w granatowy garnitur, z twarzą wymizerowaną po nieprzespanej nocy, Mussolini, choć rozgoryczony, udał się z ostrożnym optymizmem do królewskiej rezydencji, Villa Savoia, na audiencję. Zdawało się, że z mniejszą niż zwykle pogardą odnosi się do małego człowieczka z wielkim białym wąsem, gdy podawał w wątpliwość legalność postępku Wielkiej Rady. Król, wbiwszy w gościa swe zazwyczaj rozbiegane, obojętne błękitne oczy, oświadczył bez ogródek:
Mój drogi duce, to już nic nie da. Włochy się rozsypują. Morale armii sięgnęło dna. Żołnierze mają już dość walki. Głos Wielkiej Rady jest jednoznaczny. (...) W tej chwili jest pan najbardziej znienawidzonym człowiekiem we Włoszech. Nie może pan już liczyć na więcej niż jednego przyjaciela. Jeden jednak panu pozostał: to ja. Dlatego zapewniam pana, że nie musi pan obawiać się o osobiste bezpieczeństwo, o które zadbam. Uznałem, że odpowiednim człowiekiem będzie marszałek Badoglio.

Mussolini był wstrząśnięty. Zaledwie parę lat wcześniej, w roku 1939, podpisał z Hitlerem pakt o podbojach, śniąc o nowym Cesarstwie Rzymskim, a teraz dymisjonował go tchórzliwy, zdradziecki, marionetkowy król.
Wiktor Emanuel III odprowadził duce do bramy willi, uśmiechnął się słabo i uścisnął mu dłoń. Kilka minut później grupa policjantów pochwyciła dyktatora i wepchnęła go do ambulansu. Był aresztowany.
Marszałek Pietro Badoglio, zdobywca Etiopii, był następnym gościem króla — nie powinno to dziwić, gdyż zawsze udawało mu się powstać po klęsce. Mimo że jego wojska zostały rozbite w I wojnie światowej, kilka lat później powrócił jako szef sztabu. W grudniu 1940 roku Mussolini zmusił go do odejścia z armii po nieudanej operacji militarnej w Grecji, ale Badoglio ponownie wypłynął na wierzch — tym razem jako premier.
Teraz, gdy faszyzm, przynajmniej oficjalnie, należał już do przeszłości, ten sam lęk i oportunizm, które niegdyś skłoniły króla i Badoglia do płaszczenia się przed Mussolinim, sprawiły, że zawahali się przed zerwaniem z Osią. Zapewnili Niemców, że „wojna wciąż trwa”, zarazem jednak zaczęli skrycie negocjować rozejm z aliantami.
Nie mogą odstąpić od Osi, oświadczyli, dopóki alianci nie zdołają zagwarantować im piętnastu dywizji do ochrony Rzymu — i ich samych. Alianci ostatecznie zgodzili się zrzucić do miasta zaledwie jedną dywizję powietrznodesantową. Jednocześnie zaplanowali wysadzenie amerykańskich wojsk w Salerno, na południu kraju.
W nocy przed planowanym zrzutem Badoglia odwiedziło w Rzymie dwóch Amerykanów, generał brygady Maxwell Taylor i jeszcze jeden oficer, którzy śmiało przekradli się na brzeg z włoskiego okrętu i przyjechali do stolicy ukryci w ambulansie. Ich celem było ocenić warunki dla desantu.
Badoglio, ubrany w pidżamę i szlafrok, miał już przyjąć ich w gabinecie, kiedy generał dywizji Giacomo Carboni, którego zadaniem miała być obrona Rzymu przed Niemcami, wyraził zaskoczenie. Uznał, że premier „wygląda demoralizująco, z łysą czaszką, długą, pomarszczoną żółtą szyją, szklistymi oczyma bez brwi, (...) dziwaczny nieopierzony ptak”.
— Ekscelencjo — oświadczył generał — nie może pan pokazać się w takim stanie dwóm nieznajomym amerykańskim oficerom. Wciąż jest pan marszałkiem Włoch. Proszę się ubrać i odświeżyć.
Badoglio usłuchał, ale elegancki strój nie zdołał ukryć jego strachu. Włoskie wojska, powiedział Amerykanom, nie są jeszcze przygotowane do zapewnienia bezpieczeństwa trzech lotnisk, na których miała lądować dywizja. Ani, jak się zdawało, nigdy nie będą. Dla Badoglia i jego podwładnych wystarczającą tragedią byłoby już obrócenie ich ukochanego Rzymu, siedziby ich fortun, źródła ich potęgi, ogniska ich kultury, w spustoszone pobojowisko. Co gorsza jednak, jaki odwet czeka ich ze strony Niemiec, jeśli operacja się nie powiedzie?
— Jeśli ogłoszę zawieszenie broni, a Amerykanie nie przyślą odpowiednich posiłków i nie wylądują pod Rzymem — powiedział niemal płaczliwie Badoglio, siedząc wśród pamiątek znakomitej kariery wojskowej — Niemcy zajmą miasto i osadzą marionetkowy rząd faszystowski.
Przeciągając dłonią po szyi, dodał:
— To właśnie mnie Niemcy poderżną gardło!
Alianci obstawali jednak przy ogłoszeniu zawieszenia broni zgodnie z pierwotnym planem, gdyż musiało ono zbiec się w czasie z lądowaniem w Salerno, by zagwarantować, że włoskie wojska nie pomogą Niemcom odeprzeć inwazji. Badoglio, po wahaniach, przygnębionym, zduszonym głosem wydał oświadczenie przez radio; potwierdził, że Włochy poddały się aliantom, i prosił ludzi, by zaprzestali oporu wobec zwycięzców, ale przeciwstawiali się „wszelkim atakom, jakie mogłyby nadejść z innej strony”.
9 września nad ranem Badoglio, obawiając się o życie, obudził króla i usilnie namawiał go, by obaj uciekli do placówek aliantów na południu.
— Jestem starym człowiekiem — wymamrotał monarcha. — Co mogą mi zrobić?
Nie czekał, by się o tym przekonać. W narzuconym na mundur lekkim płaszczu przeciwdeszczowym, taszcząc starą tekturową walizkę, wsiadł do limuzyny marki Fiat i pozostawił śpiących rzymian własnemu losowi.
Zaraz potem pewien generał zwrócił się do Badoglia:
— Chcę wydać przed wyjazdem parę rozkazów. Pan, jak sądzę, zrobi to samo.
— Nie, wyjeżdżam bez zwłoki — odparł premier.
I także opuścił rzymian — a kilka godzin później niemieccy żołnierze wkroczyli do wiecznie udręczonego Wiecznego Miasta. Zbyt późno, by schwytać dwóch zdradzieckich przywódców Włoch, nim rzucili się w ramiona Amerykanów.
Hitler szalał ze złości, dowiedziawszy się o ich ucieczce. Ale przynajmniej wiedział, gdzie znaleźć papieża — gdy nadejdzie odpowiedni moment, pokaże mu, do kogo należy przyszłość.

ROZDZIAŁ 2

Wolff
w Wilczym Szańcu

Generał Wolff był wściekły, jak mi powiedział, gdy w jego mieszkaniu w kwaterze głównej Hitlera, Wilczym Szańcu w Prusach Wschodnich, odezwał się telefon. Był wczesny ranek 13 września 1943 roku. Kto mógł budzić go o takiej porze? Znajomy głos odpowiedział mu na to pytanie. Jego zwierzchnik, szef SS Heinrich Himmler, ryknął do telefonu, że Führer chce pilnie się z nim widzieć.
Wolff domyślał się po co; Himmler uprzedził go o tym w sekrecie. 10 września niemieckie wojska wkroczyły do Rzymu, kładąc kres farsowym zabiegom króla i Badoglia, którzy próbowali wyłamać się z Osi i przejść na stronę aliantów. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, odkąd 25 lipca Mussolini został pozbawiony władzy i z czasem przetrzymywany w ośrodku narciarskim w Apeninach, około stu sześćdziesięciu kilometrów od Rzymu.
Niemiecki wywiad zlokalizował to miejsce i 12 września były dyktator został odbity przez niemieckich komandosów; dwa dni później samolot zabrał go do kwatery Führera. Po serdecznym powitaniu Hitler obiecał przywrócić mu władzę — w nowej marionetkowej republice, obejmującej większą część północnych Włoch.
Wolff wiedział, że obalenie duce przed paroma tygodniami rozwścieczyło Führera i że wciąż pała on chęcią zemsty na tych, których uważał za głównych winowajców, włącznie z papieżem Piusem XII, mimo że żadne dowody nie przemawiały za jego udziałem w tej sprawie. Wiedział też, że Hitler zamierza wysłać go, Karla Wolffa, do Włoch, by dopilnował, żeby uwolniony dyktator pozostał lojalną marionetką oraz żeby lewicowy „motłoch” nie opanował ulic Rzymu i innych okupowanych włoskich miast.
Himmler wspomniał, że Hitler ma też dla niego jakąś tajną misję specjalną, i Wolff domyślał się, że to o niej właśnie Führer chce z nim rozmawiać. Mógł zrozumieć, że jego idol wzywa go do siebie, ale dlaczego o tak wczesnej porze? Przecież wracał właśnie do zdrowia po poważnej chorobie.
Tak więc teraz, w dniu, w którym oczekiwano przybycia Mussoliniego, Wolff ubrał się szybko, po czym ruszył ścieżką przez jodłowy zagajnik, skrywający częściowo bunkier Hitlera. Człowiek, który powitał go w gabinecie Führera, mimo całej serdeczności dygotał ze zniecierpliwienia. Według notatek, jakie Wolff robił w trakcie rozmowy i po jej zakończeniu, Hitler, skończywszy ciskać gromy na „zdradzieckiego” króla oraz papieża i przedstawiwszy generałowi jego nowe obowiązki we Włoszech, zwrócił się do niego ze słowami:
— Mam dla pana specjalną misję, Wolff. Zabraniam panu wspominać o niej komukolwiek bez mojego pozwolenia. Wie o niej jedynie Reichsführer [Himmler]. Rozumie pan?
— Oczywiście, mein Führer.
— Chcę, żeby najszybciej, jak to możliwe — ciągnął dalej Hitler — zajął pan ze swymi wojskami Watykan, zabezpieczył jego archiwa i dzieła sztuki oraz wywiózł papieża i Kurię na północ. Nie chcę, żeby wpadł w ręce aliantów albo znalazł się pod ich politycznym wpływem i presją. Już teraz Watykan jest gniazdem szpiegów i ośrodkiem propagandy antynazistowskiej. Zależnie od sytuacji politycznej i militarnej zorganizuję przewiezienie papieża albo do Niemiec, albo do neutralnego Liechtensteinu. Jak pan sądzi, kiedy najwcześniej będzie pan w stanie wypełnić tę misję?
Oszołomiony Wolff odparł, że nie może podać wiążącego terminu, gdyż taka operacja będzie wymagała czasu. Musi przerzucić do Włoch dodatkowe jednostki SS i policji, w tym kilka z południowego Tyrolu. A żeby zabezpieczyć akta i cenne dzieła sztuki, będzie musiał znaleźć tłumaczy biegle znających łacinę i grekę, jak również włoski i inne nowożytne języki. Będzie mógł przystąpić do działania najwcześniej za cztery lub sześć tygodni, zakończył.
Hitler utkwił świdrujący wzrok w oczach Wolffa. Do porwania musiało dojść, dopóki Niemcy zajmowali Rzym, a wkrótce mogli zostać stamtąd wyparci.
— To dla mnie za długo — warknął. — Niech pan przyspieszy najważniejsze przygotowania i mniej więcej co dwa tygodnie melduje mi o postępach.
Wolff obiecał to i wyszedł w stanie głębokiego wzburzenia. Aż do tej chwili z ochotą i dumą zrobiłby dla Führera niemal wszystko — ale uprowadzić papieża? Szaleństwo! To mogło zwrócić przeciwko Niemcom całe Włochy i cały katolicki świat. Generał z niepokojem przygotował się do wyjazdu do Fasano, północnowłoskiego miasteczka w cieniu Alp, położonego nad jeziorem Garda na południowy wschód od pobliskiego Salò. To tam właśnie duce miał utworzyć marionetkowy rząd. Rola jego politycznej niańki niezupełnie odpowiadała zawodowym planom Wolffa. Nie wątpił on jednak, że zdoła przemienić to pozorne niepowodzenie w triumf. A jeśli będzie musiał, zdradzi Führera.

Wolff wiedział, że Hitler ma do niego całkowite zaufanie, po części dlatego że Himmler tak gorąco polecał go do tej misji. Poza tym antysemickie referencje generała zdawały się znakomite. Był przecież prawą ręką Himmlera i sumiennie wypełniał obowiązki, pomagając szefowi wykonywać wyczerpującą emocjonalnie, ale niezbędną pracę usuwania Żydów.
O tym, jak ceniony był Wolff, niech świadczy utworzony specjalnie dla niego tytuł „najwyższego dowódcy SS i policji” (Hochster SS und Polizeiführer), stawiający go w hierarchii SS tuż za Himmlerem i na równi z Ernstem Kaltenbrunnerem, szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Generał wydawał się najwłaściwszym człowiekiem do ujęcia w karby Mussoliniego, który z pewnością będzie dążył do większej niezależności, niż dopuszczała to polityka nazistów.
Szczególną irytację Führera budziła rosnąca niechęć duce do rozprawienia się z Żydami. Gdy kilka miesięcy przed jego upadkiem minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop złożył mu wizytę w Rzymie, Mussolini bezczelnie odmówił dyskutowania z nim na temat „kwestii żydowskiej”. Nie zamierzał też wspierać działań SS podejmowanych przeciwko Żydom ani we Włoszech, ani na okupowanych przez Włochy terenach Francji.

Pierwszą reakcją Wolffa na otrzymany od Hitlera rozkaz porwania papieża była myśl, że w jakiś sposób trzeba wykręcić się od jego wykonania. Generał obawiał się nie tylko o gwałtowną reakcję Włochów na takie posunięcie, ale i o własną reputację.
Choć najwyraźniej nie przejmował się zbytnio tym, że jego nazwisko będzie kojarzone z deportacją i śmiercią milionów Żydów, przerażała go perspektywa, że potomność wiązać go będzie z uprowadzeniem, a być może także zamordowaniem papieża.
Wolff porzucił protestantyzm po wstąpieniu do SS, uznając, że partia nazistowska jest wystarczająco dobrym substytutem, w każdym razie jeśli zamierzał dojść do najwyższych stanowisk. A o katolicyzmie nie wiedział wiele więcej ponad to, czego dowiedział się z antykościelnych bredni Himmlera. Czcił jednak władzę, a papież Pius XII, podobnie jak Adolf Hitler, był jednym z najpotężniejszych przywódców świata, zdolnym zdobywać ludzkie dusze i kształtować umysły. Ci dwaj ludzie byli dla wyrachowanego generała niczym ziemscy bogowie. A teraz jeden z nich wydał mu rozkaz zniszczenia drugiego.
Mimo wszystko misja mogła przynieść mu korzyść — gdyby udało mu się sabotować ją i zyskać wdzięczność papieża. Byłoby to doprawdy korzystne, gdyby doszło do najgorszego i Niemcy przegrałyby wojnę. Błogosławieństwo Jego Świątobliwości w zamian za ocalenie mu życia być może ocaliłoby z kolei życie generała. Osiągnąwszy wysoką pozycję w zbrodniczym świecie, gdzie ludzkie życie znaczyło tyle, co nic, Wolff nabrał przekonania, że jedynie najwięksi kombinatorzy zdołają ostatecznie ujść przed karą z ręki mściwego wroga. A któż bardziej musiał kombinować, by wykręcić się od stryczka, niż prawa ręka najbardziej osławionego ludobójcy w dziejach? Teraz w powierzonej mu misji porwania papieża dostrzegł dla siebie niepowtarzalną szansę.
Wolff będzie starał się odwlec lub nawet udaremnić porwanie. Jednak będzie to grożący skręceniem karku spacer po linie. Gdyby Hitler zaczął podejrzewać go o nieposłuszeństwo, wziąłby odwet, przy którym stryczek wroga mógłby oznaczać niemal przyjemny rodzaj śmierci. Lecz ów lęk przed Führerem łączył się z poczuciem winy spowodowanym sprzeniewierzeniem się jego rozkazom oraz trwożnym podziwem, któremu Wolff dał wyraz w liście do matki z roku 1939, gdzie pisał, że było „tak wspaniale [pracować] w tak bliskim kontakcie z Führerem”.
Choć, jak się zdaje, o rozkazie Führera wiedzieli jedynie Wolff, Himmler i prawdopodobnie Martin Bormann, wpływowy sekretarz i powiernik Hitlera, inni czołowi naziści zdawali sobie sprawę z zamiarów wodza, zwłaszcza od zebrania dowódców wojskowych z 26 lipca.
Dzień po tym spotkaniu Joseph Goebbels, który jako minister propagandy prywatnie uważał, że porwanie papieża zostałoby fatalnie odebrane tak w kraju, jak i za granicą, napisał w dzienniku, że wraz z Ribbentropem pomógł przekonać Führera, by zrezygnował z tego planu. Ale Wolff wiedział już, że w rzeczywistości Hitler nie usłuchał ich rady.
Główny problem generała polegał na tym, że Führer pozostawił mu niewiele czasu na udaremnienie spisku. Dlaczego Hitlerowi tak spieszyło się z jego realizacją? Czy między innymi dlatego, że chciał usunąć papieża z Rzymu, nim Pius XII zobaczy ze swego okna rzymskich Żydów wiezionych ciężarówkami na śmierć i w końcu poczuje się zmuszony wystąpić przeciwko masowym morderstwom? A nawet gdyby papież zachował milczenie w trakcie obławy, czy Hitler obawiał się, że mógłby zaprotestować, gdyby alianci wkroczyli do Rzymu i wywarli na niego odpowiedni „wpływ i presję”?
Kiedy zadałem te pytania, Wolff był wyraźnie zdenerwowany. Hitler oczywiście nienawidził Żydów, odparł. I wysyłał ich do obozów koncentracyjnych, zawsze obawiając się protestu ze strony papieża.
Dodał jednak szybko: „Musi pan zrozumieć, że wykonywałem dla Himmlera jedynie prace administracyjne i nie wiedziałem o zabijaniu Żydów. Dowiedziałem się o tym dopiero po wojnie”.

W roku 1947, zeznając w charakterze świadka w procesach norymberskich, Wolff złożył prokuratorowi podobne oświadczenie: „Z przykrością muszę potwierdzić, że uważam dziś, iż eksterminacje były w istocie prowadzone bez naszej wiedzy”.
Miał na myśli „przeważającą większość” esesmanów, którzy, jak powiedział, stanowili w istocie „elitę” niemieckiej armii. I trwał przy tym twierdzeniu nawet po tym, jak prokurator odczytał listy wymieniane między nim a sekretarzem ministerstwa transportu Rzeszy. W odpowiedzi na raport sekretarza na temat transportu Żydów do obozu zagłady w Treblince Wolff pisał:
„Dziękuję panu bardzo, również w imieniu Reichsführera SS, za list z 28 lipca 1942 roku. Uradowała mnie zwłaszcza wiadomość, że już od dwóch tygodni co dzień wyjeżdża do Treblinki pociąg zabierający za każdym razem pięć tysięcy członków Narodu Wybranego. (...) Osobiście skontaktowałem się z odpowiednimi wydziałami, tak więc bezproblemowa realizacja wszystkich tych środków wydaje się być zagwarantowana”.
Wolff przyznał, po tym „odświeżeniu pamięci”, że miał „styczność z tymi sprawami”. Dodał jednak, że „jest absolutnie niemożliwe, żebym po upływie tylu lat dokładnie pamiętał każdy list, jaki przeszedł przez moje biuro, i chciałbym też zaznaczyć, że była to zwyczajowa procedura. (...) [List] dotyczył jedynie samego transportu, samego przewozu ludzi. (...) Naprawdę nie widzę w tym niczego, co można by uznać za zbrodnię”. Co do wzmianki o „Narodzie Wybranym”, „Żydzi sami z dumą określają się” tym mianem.
Dlaczego codziennie wieziono do Treblinki pięć tysięcy Żydów? drążył prokurator.
— Nie wiem — odparł Wolff — ale działo się to na rozkaz Reichsführera [Himmlera].
— Cóż, dziś chyba nie twierdzi pan — zapytał prokurator — że Himmler należał do owej elity, która reprezentowała to, co najlepsze w Niemcach, prawda?
Zdawało się, że pytanie to zaskoczyło Wolffa, być może dlatego, że sam nigdy nie zadał go sobie z obawy, że odpowiedź mogłaby zburzyć występną iluzję chwały i wielkości, która chroniła jego sumienie przed świadomością zła.
— Nie — odparł nerwowo — mimo najszczerszych chęci dziś już tak nie twierdzę.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯