Trwa ładowanie...

Michał Marszał: Samymi memami się tej władzy nie obali

Śmiejesz się z politycznych memów? A więc, często pewnie nieświadomie, obcujesz z jego twórczością. Michał Marszał zajmuje się social mediami tygodnika "Nie" i jest dziś jednym z najbardziej aktywnych i znanych "memiarzy" w Polsce. Właśnie rozpoczął nowy rozdział swojej działalności, założył konto w serwisie Patronite, w którym można zbierać pieniądze od swoich fanów. Już w tej chwili dostaje od nich 20 tys. złotych miesięcznie.

Share
Michał Marszał - jeden z najbardziej aktywnych i znanych "memiarzy" w PolsceMichał Marszał - jeden z najbardziej aktywnych i znanych "memiarzy" w PolsceŹródło: Instagram, Patronite
d2rqyd7

Przemek Gulda: Chciałbym zapytać...

Michał Marszał: To wywiad dla Wirtualnej Polski? Fajnie, bo pracowałem w Wirtualnej Polsce. Ale tylko przez trzy dni.

Jak to?

Miałem znajomą, która tam pracowała, a sam wtedy szukałem jakiegoś dodatkowego zajęcia. Okazało się, że jest miejsce w serwisie ekonomicznym money.pl. Przyjęli mnie, zacząłem pisać, ale szybko zauważyłem, że to raczej nie dla mnie. Dużo roboty, duże ciśnienie. Po trzech dniach uznałem, że starczy. 

d2rqyd7

Więc postanowiłeś robić to, co robisz, czyli pracować 17-18 godzin dziennie...

No głupi jestem. W zasadzie cały czas siedzę przy komputerze czy z telefonem w ręku. Nie chciałem zapieprzać, a zapieprzam jak nigdy wcześniej. Ale warto. 

Małgorzata Rozenek porażona wzrostem cen w przemyśle budowlanym

Co cię napędza?

Niechęć do PiS-u i perspektywa kolejnych czterech lat rządów tej partii - a na to się zanosi. A ja już nie mam siły robić tych memów przez kolejną PiS-owską kadencję. Mamy się śmiać ze zmiany ustroju, odchodzenia od standardów UE, niszczenia sądownictwa, dryfu w stronę autorytaryzmu?

Dlatego zdecydowałeś się założyć Patronite (serwis wspomagający pozyskiwanie finansowania - przyp. red.)? Co chcesz przez to uzyskać? 

d2rqyd7

Mam przecież świadomość, że samymi memami się tej władzy nie obali. Chciałbym więc zrobić coś bardziej konkretnego. Przenieść te działania na realną płaszczyznę. 

Jak miałoby to wyglądać?

Trochę zależy od tego, ile środków uda się zebrać. Ale myślę o zbudowaniu zespołu i wyruszeniu w Polskę. Znam to ze swojej praktyki dziennikarskiej: trzeba jechać do ludzi, rozmawiać z nimi, słuchać, co mają do powiedzenia, przedstawiać im inny punkt widzenia. Wyobrażam to sobie np. tak, żeby namówić kilka osób ze środowiska LGBT, pojechać do którejś z gmin, która wydała uchwałę o strefie wolnej od LGBT i urządzić tam spotkanie. Jestem pewien, że mieszkańcy takich miejsc nigdy nie widzieli kogoś, kto otwarcie mówi, że jest gejem, nie mieli okazji porozmawiać z kimś takim. To może zmienić ich podejście. Myślę, że takie spotkania, takie konfrontacje, są bardzo potrzebne. 

Co ci jeszcze chodzi po głowie?

Tyle hałasu jest wokół tzw. ciężarówek antyaborcyjnych, które jeżdżą po ulicach miast, przekazując zakłamany przekaz na temat aborcji. Może warto więc przygotować ciężarówkę proaborcyjną i pojeździć nią tu i tam, promując nasz pogląd na ten temat. Widzi mi się też pomysł, żeby przygotować wielką figurę Morawieckiego jako pinokia i obwozić ją po kraju. 

d2rqyd7

To wygląda na bardzo mocne przesunięcie ze sfery wirtualnej w realną. Z robienia memów w stronę politycznego performance'u, a może wręcz po prostu - polityki. Taki masz plan?

Polityki? Nie mam najmniejszych złudzeń: do tego się nie nadaję. Kompletnie nie potrafię kłamać, czuję się bardzo niezręcznie, gdy muszę to robić. Kłamać i wciskać ludziom kit. A to przecież podstawowe techniki, jakie stosują politycy. Nie chcę być jednym z nich, wolę się z nich śmiać. Pasuje mi rola bycia "śmieszkiem", kamieniem w bucie, który mocno uwiera. 

Jak trafiłeś w to miejsce, w którym jesteś dziś?

Zaczęło się bardzo banalnie. Kiedy miałem 14 lat, złamałem rękę i wylądowałem w szpitalu. Mama przyniosła mi trochę gazet, żebym się nie nudził. Kiedy je przeglądałem, od razu zwróciłem uwagę na tygodnik "Nie". To było coś nowego, zupełnie inna jakość. "Gołe baby", przekleństwa - tego nie było nigdzie indziej. To była nowa forma pisania o polityce. Zachwyciła mnie wtedy świeżością i oryginalnością. 

No ale jednak Urban - człowiek przez wielu znienawidzony...

Miałem dwa lata, gdy upadł komunizm. I co ja mam więcej z PRL wspólnego? A sam Urban zawsze intrygował mnie swoją przewrotnością, kpiną i, co tu dużo gadać, inteligencją. No co poradzę.

Ale nie od razu trafiłeś do "Nie"?

Najpierw były oczywiście jakieś studenckie prace - telemarketing. Wyrzucili mnie po tygodniu. Tak jak mówiłem: nie umiem wciskać kitu, a ta praca na tym polegała. Napisałem do "Nie", zaprosili mnie na rozmowę. Przyjął mnie zastępca naczelnego i zadał tylko jedno pytanie: czy umiem obsługiwać czajnik. Powiedziałem, że umiem i tak zostałem przyjęty do pracy. Szybko dowiedziałem się, jaki jest główny wymóg w tym tygodniku: pisać w odkrywczy sposób o rzeczach, o których nikt wcześniej nie pisał. Szybko znalazłem więc temat: w Warszawie działało wtedy kino pornograficzne. Poszedłem tam, napisałem reportaż. Byłem zadowolony, redakcja też.

d2rqyd7

A potem miałem pierwszy wielki kryzys: kompletnie nie miałem pojęcia, o czym dalej pisać. Na szczęście powoli nauczyłem się szukania tematów i odpowiedniej formy do tego, żeby o nich napisać. Przez wiele lat byłem dziennikarzem piszącym, reporterem. Jeździłem po całej Polsce, spotykałem się z ludźmi, przywoziłem ciekawe opowieści.

Które dziś wspominasz najlepiej?

Pamiętam tekst o najbiedniejszym Polaku, człowieku który miał kilkaset milionów długu. Już wtedy bardzo lubiłem też wkręcać polityków, więc to był motyw, który często pojawiał się w moich tekstach.

Jak to się stało, że z dziennikarza piszącego stałeś się autorem memów?

Trochę przypadkowo. Social mediami w redakcji zajmowała się jedna z koleżanek. Robiła to tak, jak we wszystkich innych gazetach: publikowała zapowiedzi materiałów, które można było przeczytać w wersji papierowej. Miało to zwykle trzy lajki i nikogo nie obchodziło. W pewnym momencie odeszła z pracy, w redakcji szukali kogoś, kto mógłby się tym zająć, zaproponowali to mnie. Na początku robiłem to zupełnie standardowo, dopiero w pewnym momencie zmieniłem podejście. Okazało się, że memy cieszą się znacznie większą popularnością niż zapowiedzi tekstów. 

d2rqyd7

Pamiętasz swojego pierwszego mema?

Jasne. To był czas, kiedy osoby z PiS-u co i rusz miały wypadki i stłuczki służbowymi samochodami. Znalazłem więc zdjęcie wielkiego karambolu na autostradzie i podpisałem: "zjazd polityków PiS-u". Opublikowałem to w internecie i nagle zaczęło się szaleństwo. W bardzo krótkim czasie naliczyłem miliony odsłon i tysiące lajków. Byłem święcie przekonany, że to jakiś błąd, że coś się zepsuło. Ale szybko dotarło do mnie, że tak to właśnie działa. Od tego czasu zajmuje się w zasadzie tylko tym. 

Urban nie jest zazdrosny, że w pewnej grupie pokoleniowej stałeś się zdecydowanie popularniejszy niż on sam?

On jest oczywiście człowiekiem epoki prasy papierowej, ale jest bardzo otwarty na nowoczesne technologie i nowe formy. Sam sobie nieźle z nimi radzi. Warto przypomnieć, że już dawno, zanim zaczęła się epoka popularności youtuberów, nagrywał filmiki, na których w zabawny sposób komentował sytuację polityczną i umieszczał je w internecie. 

Czemu właśnie memy? Dlaczego są dziś tak popularne? 

To proste narzędzie komunikacji: obrazek i kawałek tekstu. A widać wyraźnie, w jakim kierunku idą zmiany w kwestii przyswajania treści przez ludzi: najpierw były papierowe gazety z wielkimi szpaltami, pełnymi tekstu, potem - znacznie krótsze teksty w internecie. Dziś są memy, a jestem pewien, że ludzkość zaraz wymyśli coś nowego, jakiś kolejny krok w stronę uproszczenia przekazu. Bo mem też okaże się za długi i zbyt skomplikowany. Ludzie szukają dziś infotainmentu - wiadomości podanych w lekki, żartobliwy sposób. Memy świetnie realizują tę potrzebę. 

d2rqyd7

Masz jakiś ulubiony rodzaj memów?

Tym, co mnie bardzo fascynuje w tym zjawisku, jest jego zmienność i nieustające przyswajanie nowych form i pomysłów. Sam staram się ciągle eksperymentować z czymś nowym, nie powtarzać się. Chętnie odnoszę się do popkultury. To niewyczerpane źródło cytatów. Widzę, że dziś coraz większą popularność zdobywają memy oparte nie na obrazku, ale wideo. Ostatnio pojawiło się sporo aplikacji znacznie ułatwiających edytowanie skomplikowanych do tej pory materiałów na smartfonach. Już rozpoczął się wysyp tego typu memów. I super.

Charakterystyczną cechą tego zjawiska jest brak autorstwa. Nie podpisujesz memów, nikt nie wie, że to twoje dzieła. Nie przeszkadza ci to?

Ale moje memy bardzo łatwo rozpoznać. To są te śmieszne. A mówiąc poważnie, ciągle spotykam się z sytuacjami, że ktoś z rodziny wysyła mi mojego mema miesiąc po jego opublikowaniu, bo znalazł na jakiejś stronie, i mówi: "patrz, jaki śmieszny". A co do autorstwa: to rzeczywiście działa zupełnie inaczej, niż w innych dziedzinach. To są skomplikowane sprawy. Bo na ile autorem mema jestem ja, na ile zaś osoba, która zrobiła zdjęcie, które wykorzystałem? W tej kwestii panuje daleko idąca swoboda. I to mi się bardzo podoba, bo powstaje kultura remiksu. Ktoś przerabia coś mojego i robi się jeszcze zabawniej, bo ja o takim kontekście nie pomyślałem.

Przez wiele lat autorzy memów byli zupełnie nieznani. Dopiero niedawno zaczęło być o nich głośno. Na tej fali zaczynam zyskiwać pewną rozpoznawalność. Mam nadzieję, że to się jakoś przełoży na działania na Patronite. Podobno miałem jedno z rekordowych "otwarć" w tym serwisie. To wystarczy na początek działalności. Zobaczymy, co będzie dalej.

Przemek Gulda, dziennikarz Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2rqyd7
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2rqyd7
d2rqyd7