WP

Słynne "ręce, które leczą". 20 lat później ustawiają się do niego tłumy

Nowak miał cudowne ręce i leczył celebrytów. Cegliński przyjmuje w swojej Piramidzie pielgrzymki klientów. A uzdrowiciel Piotrowicz chciał zostać prezydentem Polski. Osiągnęli szczyt popularności. Nigdy z niego nie spadli.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zbigniew Nowak i reżyser Filip Bajon. Spotkali się na festiwalu w Międzyzdrojach.
Zbigniew Nowak i reżyser Filip Bajon. Spotkali się na festiwalu w Międzyzdrojach. (East News)
WP

Zbigniew Nowak podobno uzdrowił żonę szacha w Kuwejcie. To część jego legendy. Blisko 20 lat temu był celebrytą wśród znachorów w Polsce.

- Parał się w życiu różnymi zajęciami. Zawsze był bardzo przedsiębiorczy i zaradny, tak jest zresztą do dziś. Zajmował się ogrodnictwem szklarniowym. Miał zakład przeróbki włókien. Handlował dewocjonaliami. Aż do słynnego programu w telewizji – opowiada w rozmowie z WP Katarzyna Janiszewska. W książce "Ja nie leczę, ja uzdrawiam" opisała swoje spotkania z polskimi bioenergoterapeutami.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jajko przepędzi demona, witamina C raka. Tak leczą znachorzy w Polsce

WP

Resztki prochu wychodzą przez oczy

Patrząc na to jedno nagranie można mieć wrażenie, że lata 90. w Polsce były zupełnie innym kosmosem we wszechświecie.

Oto Zbyszek Nowak, który doczekał się własnego programu w Polsacie. "Ręce, które leczą" były fenomenem. Jak i cały życiorys Nowaka.

WP

Z wykształcenia rolnik, z zamiłowania pszczelarz. Miał szklarnie z warzywami i sklep z dewocjonaliami. Podróżował po świecie. Na swojej stronie internetowej Nowak wspomina Kuwejt, Katar, Arabię Saudyjską. Podobno – choć akurat tym się nie chwali – uzdrowił żonę szacha podczas jednej z takich podróży.

- Cierpiała na gruczolaka przysadki mózgowej. Nowak położył ręce na jej głowie i guz zniknął, kobieta wyzdrowiała. Wcześniej pomagał nieświadomie, intuicyjnie, czasem przypadkiem – opisuje Janiszewska w książce.

Po powrocie do Polski mógł dopisywać kolejne rozdziały do swojej legendy. Nowak wystąpił w najbardziej popularnym talk show lat 90., czyli w "Na każdy temat". Do studia przyszedł z osobami, które poświadczyły o jego sukcesach w leczeniu. Ich historie wprawiały w zdumienie.

Youtube.com
Podziel się
WP

A dodatkowo, nie byli to pierwsi z ulicy wariaci. W talk show o swojej historii opowiedział wtedy pułkownik Wojska Polskiego. Przeżył wypadek na poligonie. Oślepł i ogłuchł. Wspominał na antenie, że żona pojechała do uzdrowiciela z jego zdjęciem. Nowak uzdrowił go na odległość.

- Pan pułkownik do dziś, jak się ze mną widzi, to ręce trzyma za plecami. Bo jak mi podaje rękę, to resztki prochu wychodzą przez oczy – opowiadał w programie.

Energetyzowana woda, tanio

- Tylko moje dłonie są do państwa skierowane. Państwo wszyscy wyciągacie ręce i kierujecie je przed siebie. Uwaga! Zaczynamy nasz główny, potężny przekaz energetyczny – instruował Nowak w swoim programie "Ręce, które leczą".

WP

Show emitowane przez Polsat wtedy nikogo nie dziwiło. Ba, Nowak cieszył się szacunkiem.

East News
Podziel się

- Bioenergoterapeuci w latach 80. i 90. byli zdecydowanie bardziej poważani niż dziś. Byli jak guru, którym ufano i nie podważano ich wiedzy czy umiejętności. To była wtedy nowość, ludźmi kierowała czysta ciekawość. Dzisiaj do uzdrowicieli jest o wiele większy dystans, zdania na ich temat są mocno podzielone, często bardzo krytyczne – mówi Katarzyna Janiszewska.

W książce opisała, co teraz dzieje się u Nowaka. Choć od złotych czasów w Polsacie trochę minęło, dalej ciągną do niego tłumy.

WP

Kiedyś "pacjentów" przyjmował w prowizorycznych warunkach, teraz stać go na większe luksusy. Ma ochroniarza, który towarzyszy mu podczas wyjazdowych spotkań, własną stronę internetową. Nowak występuje też dalej w telewizji. Ręce, które leczą, czasem leczą widzów Superstacji.

East News
Podziel się

Do Nowaka można przyjechać na terapię, można zadzwonić, wysłać SMS. Można też skorzystać z energetyzacji wody. Tu Nowak opracował cały proces w kilku krokach i przestawił go na swojej stronie. Jest też Tryb Intensywnej Opieki Przez Zdjęcie. W skrócie TIOPZ. Wystarczy wysłać zdjęcie i pokrótce opisać swoje dolegliwości.

Zobacz też: Lekarze ostrzegają przed znachorami

Piramida w sercu miasta

Janiszewska po latach dotarła także do Tadeusza Ceglińskiego i Kazimierza Piotrowicza.

Ten pierwszy wybudował w Tychach Piramidę. To taka prawdziwa piramida, w której mieści się kompleks wypoczynkowy.

East News
Podziel się

Jest restauracja, bar Ramzes, pokoje hotelowe, grota Ozyrysa. Tam w 2007 roku Tadeusz energetyzował piłkę reprezentacji Polski przed meczem z Belgią. W Piramidzie można też dziś zorganizować wesele i przyjść na uzdrawianie do bioenergoterapeuty Tadeusza.

East News
Podziel się

Cegliński to po Nowaku kolejny uzdrowiciel-celebryta. Janiszewska uczestniczyła w spotkaniu, podczas którego Cegliński czarował tłum historią sprzed wielu lat. Jest o tym, jak w telewizji zobaczył pierwszy raz cygańskiego księcia, a który to po jakimś czasie przyjechał do niego na terapię. Książę miał raka krtani.

Po terapii u Tadeusza po raku nie było śladu. Zadowolony książę wypisał czek na milion dolarów. Cegliński nie przyjął pieniędzy. Gdy dziennikarze dowiedzieli się, że mężczyzna w cudowny sposób uzdrowił Cygana, zjechali do Tych. Podobno podczas konferencji prasowej książę położył na stole walizkę z tysiącem dolarów w gotówce.

- Dziś pan Cegliński mógłby mieć piętnaście milionów dolarów, gdyby był zachłanny. Ale nie jest. Ma za to dozgonną przyjaźń księcia – opowiada Janiszewska w "Ja nie leczę…".

Spotkała się też z Kazimierzem Piotrowiczem. Dla niezorientowanych – to mógł być nasz prezydent. Piotrowicz startował w wyborach prezydenckich w 1995 roku. Wałęsa reklamował swoje zasługi w walce z komunizmem. Kwaśniewski o walce z podziałami. Piotrowicz opowiadał o swoich wkładkach do butów (nazywanych też wdzięcznie biostymulatorami).

Hasło wyborcze: "Rozsądek, sprawiedliwości, zdrowie". Program wyborczy Kazimierz napisał w miesiąc. Kampania kosztowała go około miliona złotych. W wyborach zajął jednak 12. miejsce. Miał trochę ponad 12 tys. głosów. Ale kariera Piotrowicza dopiero się rozkręcała.

Podobnie jak Nowak i Cegliński utrzymał się na wysokiej fali – choć z daleka od mediów głównego nurtu. Piotrowicz sprzedaje dziś specjalne materace. Koszt? 7 tys. złotych za sztukę. Można wcześniej przyjechać, przetestować. – Ale trzeba się liczyć, że pan Kazimierz wygłosi długi wykład na temat zdrowia. Przyjął sobie, by edukować o zdrowiu społeczeństwo – opowiada mi Janiszewska.

East News
Podziel się

Ksiądz u znachora

- Polak chodzi do znachora, ale Polak to przecież też często katolik. To się kłóci zdaniem pacjentów i uzdrowicieli? – pytam.

- Nie. Uzdrowiciele przeważnie twierdzą, że moc, energia, która przez nich przepływa, jest im dana przez Boga – mówi Janiszewska.

Oficjalnie Kościół jest przeciwny bioenergoterapii. Uznaje, że jest ona grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Księża porównują często działania uzdrawiaczy do stosowania okultystycznych praktyk. Te z kolei mogą prowadzić do opętania. Ale nawet wśród samych duchownych są pewne rozbieżności co do oceny bioenergoterapii.

- Lubelski arcybiskup Bronisław Pylak przyznaje, że sam korzysta z radiestezji i różnych innych form medycyny naturalnej. Ksiądz Leon Kantorski, proboszcz parafii Św. Krzyża w Podkowie Leśnej, był propagatorem działalności Zbyszka Nowaka. Tacy księża to oczywiście wyjątki – opowiada autorka książki.

W różnych badaniach i sondażach niemal co czwarty Polak deklaruje, że on lub ktoś z rodziny stykał się z medycyną niekonwencjonalną, korzystał z takiej formy pomocy.

- Człowiek dla ratowania życia zrobi wszystko. Sięgnie po każdą pomoc, jaka jest dostępna. I nie ma się czemu dziwić. Nadzieja zawsze umiera ostatnia. Uzdrowiciele nie oferują co prawda zaawansowanej diagnostyki, farmakologii, operacji. Ale nie o to chodzi. Chorzy wcale tego nie oczekują. Pacjent czasem chce usłyszeć: będzie dobrze, wyciągnę cię z tego, nie martw się. To właśnie znajdują u bioenergoterapeutów: dobre słowo, nadzieję i zrozumienie – tłumaczy Janiszewska.

Książka "Ja nie leczę, ja uzdrawiam" oddaje, jak dziś wygląda świat bioenergoterapeutów. Obok tych "celebrytów" sprzed lat, mamy tu świeże przypadki i historie. Popularność znachorów nie maleje. I nie działają wcale w podziemiu. Często raczej w okazałych willach. Co na to mówi prawo, a co lekarze? Przeczytajcie, co udało się ustalić Janiszewskiej.

Kim naprawdę są bioenergoterapeuci? Cudotwórcami? Rzemieślnikami Pana Boga? Oszustami? Książka "Ja nie leczę, ja uzdrawiam" trafiła do księgarni 27 lutego 2019 roku nakładem wydawnictwa Otwarte.

Materiały prasowe
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP