Matka

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Ponieważ Olgert czekał na telefon, przy pierwszym dzwonku podszedł do aparatu. Odezwał się podając swoje nazwisko. Wtedy po drugiej stronie ktoś odłożył słuchawkę. Po kilku minutach telefon zadzwonił znowu. Olgert pomyślał o telefonie z wczesnego ranka. Przypuszczał, że Rena usiłuje skontaktować się z rodziną i chciał ją skłonić do mówienia. Kiedy i za trzecim razem mu się to nie udało, poprosił Annę, żeby następnym razem to ona podeszła do aparatu.

Anna też niczego nie wskórała, choć przez dłuższy czas nagabywała rozmówcę:
- Reno, powiedz coś, proszę. Tak się o ciebie martwimy. Nie masz pojęcia, co się tu dzieje. Gdzie ty jesteś? Mam nadzieję, że nic ci się nie stało? Powiedz coś, Reno, proszę. Powiedz mi, gdzie jesteś. Zaraz ktoś po ciebie przyjedzie.

I wreszcie odezwał się głos kobiety. Olgert słuchał przez głośnik i zapisał słowa. Klinkhammer chciał, żebym obejrzała notatki Olgerta. Czytane z kartki wydawały się mniej dramatyczne.

Kobieta: - Muszę cię rozczarować, kochana. Tu nie Rena. Sprowadź mi teraz doktora do aparatu.
Anna: - A kto mówi?
Kobieta: - Nieważne. Po prostu zrób, co ci mówię.
Anna: - Najpierw chcę wiedzieć, kim pani jest i czego pani chce.
Kobieta: - Chcę rozmawiać z doktorem osobiście, ale to już.
Anna: - Mojego ojca chwilowo nie ma.
Kobieta: - Nie rób ze mnie balona, on na pewno jest. Przyprowadź go do aparatu i przypilnuj, żeby Olga nie podsłuchiwała. Kto to właściwie jest? Rży jak jakaś szkapa
. Anna: - Nie wiem, co to może panią obchodzić. Pani mi też nie mówi, kim pani jest.
Kobieta śmieje się: - Na pewno wolałabyś tego nie wiedzieć. Teraz uważaj, dziewuszko. Dowiedziałam się już, że u was panuje rejwach jak diabli. Wiem też, iż wolałabyś rozmawiać z Reną, niż ze mną. Może i wyświadczę ci tę przysługę, ale najpierw ty musisz coś dla mnie zrobić. Masz teraz przyprowadzić doktora do aparatu. A potem zobaczymy. Za dziesięć minut znowu się odezwę.

I dopisek Olgerta: koniec.

Anna wybiegła. Ale nie zdążyła na czas wrócić z Jürgenem. Zanim doszli do domu, telefon odezwał się po raz piąty. Olgert był zmuszony jeszcze raz podnieść słuchawkę. Spróbował wybiegu i przedstawił się nazwiskiem Zardiss. Nie zdołał powiedzieć nic więcej. Kobieta zorientowała się bowiem w oszustwie i wpadła w furię:
- Tak nie będziemy się bawili. Mam już tego wszystkiego dosyć. Nie będziecie mnie tu rolować. Zadzwonię jeszcze raz za pół godziny. Dokładnie za pół godziny. Dotarło? A jeśli i wtedy doktor nie będzie miał dla mnie czasu, to już ja mu pokażę. Bo ja mogę też inaczej. Mogłabym na przykład zamienić słówko z diabłem.

I nagle stanęli przed górą. Wersja Olgerta, którą ten przedstawił kilka godzin temu tylko po to, żeby dowieść nam czegoś przeciwnego, wydawała się znajdować potwierdzenie w faktach. Uprowadzenie!

Klinkhammer dowiedział się od weterynarza czegoś na poparcie tej tezy. Kiedy lekarz wyjeżdżał od Hennessena, zahaczył swoim samochodem o szary mikrobus, który był zaparkowany tak blisko bramy, że nie zauważył go w porę. Wysiadł z niego jakiś mężczyzna, obejrzał uszkodzenia mikrobusu, machnął ręką i okazał wielkoduszność. Małe wgniecenie i dwa zadrapania na lakierze, z takiego powodu nie ma co wzywać policji, ani zgłaszać szkody do zakładu ubezpieczeń. Lekarz nie umiał powiedzieć, czy oprócz niego ktoś jeszcze był w mikrobusie. Szyby były zaparowane.

Klinkhammer początkowo nie przywiązywał wagi do tego zeznania. Ważniejsze wydawały mu się inne informacje. Wcześniej rozmawiał z Arminem i Iloną, którzy brali lekcje jazdy w czwartki i do których krótko po południu dzwonił Hennessen, żeby te lekcje odwołać. Niby to przy takiej pogodzie nie powinno się wyprowadzać konia. A w stajni chciał mieć spokój ze względu na Mattho. Lichy wykręt wobec tego, że była tam przecież wielka hala, w której można było jeździć konno przy każdej pogodzie.

A dlaczego Hennessen nie zatelefonował do nas, żeby zatrzymać w domu Renę, zamiast ją wypuszczać na burzę i deszcz? Przecież dobrze wiedział, że nikt i nic nie zdoła jej powstrzymać! A dlaczego nie wezwał do swojej kobyły tego samego weterynarza, co zwykle? Dlaczego sprowadził tego młodego, niedoświadczonego lekarza z przychodni dla małych zwierząt w mieście? Człowieka, który znał się na kotkach, pieskach, świnkach morskich i chomikach, ale o koniach miał tyle pojęcia, co Jürgen o transplantacji serca?

Te pytania musiały zaprzątać Klinkhammera tak samo, jak mnie. Po rozmowie z Arminem i Iloną to Hennessen był jego faworytem. Pięć telefonów nadało inną wagę szaremu mikrobusowi i odciągnęło Klinkhammera od tamtego tropu. Chciał zarządzić, żeby od razu do naszego telefonu zostało przyłączone jakieś urządzenie.

Powiedział, że czekanie na decyzję sędziego trwa za długo. Także wystąpienie o identyfikację numerów przychodzących w tej chwili zajęłoby za dużo czasu i przez cały weekend nic więcej byśmy nie zdziałali. Natomiast to urządzenie może sprowadzić szybko. Mam tylko wyrazić zgodę.

- I zanim nie zostanie dołączone – powiedział zwracając się wyłącznie do mnie – niech pani już nie odbiera żadnych więcej rozmów.
Przemilczał przede mną, że Jürgen już odrzucił jego prośbę. Zaprotestował także teraz.

- Jak pan to sobie wyobraża? I jak zamierza mi pan przeszkodzić w odbieraniu rozmów? Ani mi się śni przyjmować jakieś ograniczenia w moim własnym domu. Także od policji. Swoje urządzenie niech pan sobie wybije z głowy.
Nie mogłam nadążyć myślami za ich słowami. Nie udało mi się tak szybko przestawić z Hennessena na szary mikrobus. Jürgen nie panował nad sobą:

- To jest zastrzeżony numer i rozmowy, które są z nim łączone, są wyłącznie prywatne. Żaden obcy nie może tu dzwonić. Nasz numer nie jest umieszczony w książce telefonicznej i nie można się go dowiedzieć w informacji. Jestem lekarzem, jeśli pan o tym zapomniał. Nie miałbym w domu ani chwili spokoju, gdybym w każdym momencie był osiągalny przez telefon.

Klinkhammer kiwnął głową ze zrozumieniem, ale nie uśmiechnął się. Znowu miał kłopot ze swoimi włosami. Przyczesał je do tyłu i zostawił prawą rękę na głowie. Ten gest nadawał mu wyglądu osoby zamyślonej, kogoś z wiedzą i doświadczeniem. Spoglądając na Annę powiedział, że nasz numer jest z pewnością znany szerzej, niż możemy to sobie wyobrazić. Nawet dla kogoś obcego, kto do tej pory nie miał do czynienia z naszą rodziną, nie stanowi większego problemu dowiedzenie się go w sytuacji, kiedy ma w swoich rękach członka rodziny.

Nareszcie jakieś jasne zdanie, możliwe do zrozumienia od razu. Zdanie jak nóż. Przemoc! Szary mikrobus! Dość miejsca, żeby zawlec tam dziewczynę, wsadzić też rower, dodać gazu i zniknąć bez śladu. Słyszałam siebie, jak krzyczę, dokładnie tak samo jak w nocy, jakbym przy tym widziała biedną panią Bost.
- Chcę odzyskać moje dziecko! Oddajcie mi moje dziecko!

Jürgen prychnął:
- Weź się w garść, Vero!
Potem zamachnął się i uderzył mnie w twarz. Krzyk się urwał. Tylko Anna jeszcze raz zapłakała.
Spojrzałam na Klinkhammera.
- Tam stoi telefon. Niech pan zatelefonuje, żeby ktoś przyszedł i podłączył to urządzenie.
- To w ogóle nie wchodzi w rachubę! – wrzasnął Jürgen. – Te telefony nie mają nic wspólnego ze zniknięciem naszej córki. Absolutnie nic.
- No to z czym? – spytał spokojnie Klinkhammer.

Jürgen spojrzał na mnie, jakby chciał mi spojrzeniem zakleić mózg.
- To sprawa prywatna – prychnął. – Nic, co mogłoby zainteresować policję. Klinhammer podniósł jedną brew do góry.
- Jak pan uważa, panie doktorze. Ale zwracam panu uwagę, że każdy rodzaj szantażu podlega karze.
- Nie jestem szantażowany – powiedział Jürgen.

Wydawało się, jakby w poprzek sieni stanął mur. Po jednej stronie stałam ja, po drugiej Jürgen. On mnie uderzył, po raz pierwszy! Teraz stał sam. Ja nie. Nie pozostałam po mojej stronie. Anna objęła mnie ramieniem i poprowadziła do dużego pokoju. Poszli za mną Klinkhammer i Olgert. Jürgen został, oparł się demonstracyjnie o futrynę drzwi kuchennych, złożył ręce na piersiach i wbił wzrok w telefon. Klinkhammer i Olgert wbili oczy we mnie.

Sprawa prywatna! Nie jestem szantażowany! Te słowa kręciły się po moim mózgu. Pewnie, że nie! Nie było nas stać na to, żeby być szantażowanym. Sześćset tysięcy kosztowało to gospodarstwo, a remont pochłonął jeszcze połowę tego. W gabinecie nie było już tylu pacjentek, odkąd osiedliła się w mieście młoda pani ginekolog. Szary mikrobus? Może tylko ktoś zgubił drogę i na chwilę zatrzymał się przy bramie Hennessena, żeby zobaczyć na mapie, jak jechać dalej. Tuż przed bramą stała tabliczka z nazwą miejscowości.

Anna wcisnęła mnie w fotel, poszła do kuchni, wzięła szklankę wody i jedną z tabletek. Wypiłam łyk, a tabletkę zatrzymałam w ręku. Anna chciała mi zrobić coś do jedzenia. Tylko parę kanapek. Spojrzała na obu mężczyzn.
- Może i panowie chcieliby coś zjeść?

Klinkhammer kiwnął głową. Olgert powiedział:
- Tylko kawy.

Anna wróciła do kuchni. Nikt nic nie mówił. Patrzyli tylko na mnie. Oni na mnie, a Jürgen na telefon. Czekać! Na dzwonek! Na telefon od szantażysty? No, telefonuj wreszcie, babo! Gadaj, czego od nas chcesz. Nie od nas! Tylko od Jürgena! „Chcę mówić z doktorem osobiście, ale to już!”. Miałam za wiele myśli w głowie. Inaczej prędzej bym to wszystko pojęła.

Anna kroiła chleb w kuchni, brzękała naczyniami i sztućcami. Ekspres do kawy syczał, poza tym było cicho. Pytajcie mnie o coś! Pytajcie mnie wreszcie, czy jestem tego samego zdania, co Jürgen. Te telefony nie mają nic wspólnego ze zniknięciem Reny! Tak, jestem tego samego zdania. Hennessen zabił moją córkę. On musiał to zrobić. Przecież nikogo innego tam nie było. Akurat Hennessen! I on miał czelność łgać mi prosto w oczy! Ufaliśmy mu. Byliśmy mu wdzięczni, że jego szkapy zakończyły fazę buntu u Reny.

To był przykry okres. Nie jest miło, kiedy człowiekowi dziecko wymyka się z rąk. Często nie wiedziałam już, jak mam rozmawiać z Reną, jak mam z nią postępować. Nie chcę tego pamiętać. Ile nocy nie przespałam? Ile godzin spędziłam na przekonywaniu Jürgena, że może byłoby lepiej oddać ją do internatu. On mówił: nonsens! A moja matka dostawała ataków, kiedy do niej przychodziliśmy z Reną.

Miała akurat trzynaście lat, kiedy to się zaczęło. I trwało prawie cały rok, zanim się tu nie sprowadziliśmy. Czarne wiszące spodnie, czarno lakierowane paznokcie i ta okropna fryzura w stylu zebry. Doszło do tego, że nie mogliśmy już jej zabierać do moich rodziców. Szczęście, że nie ma zdjęć z tego okresu. Nikt nie kiwnąłby palcem dla Reny, gdyby takie zdjęcie wpadło mu w ręce.

A przy tym nie oszpeciła się tak z własnej inicjatywy. To była sprawka Nity Kolter, tej zepsutej wywłoki. Podejrzewałam, że Nita bierze narkotyki. I obawiałam się, że namówi Renę, żeby również spróbowała tego cholerstwa. Niejeden raz wracała do domu w dosyć dziwnym stanie, albo zbyt cicha, albo zbyt wesoła, rozgorączkowana i szalona.

A Hennessen położył temu kres. Rena była nim zachwycona:
- On jest taki miły. Powiedział, że mogę wpadać do niego o każdej porze, jeśli tak lubię zajmować się końmi. On zawsze lubi mieć młodych dookoła.
W mojej ręce zaczęło się coś kleić. Pot rozpuścił pigułkę. Na zegarku był kwadrans po drugiej. Wczoraj o tej porze, myślałam, wczoraj o tej porze Rena pochłaniała w pośpiechu warzywny obiad z jednego dania bez wędzonych żeberek i pakowała do plastikowej torby parę rzeczy na zmianę.

Wczoraj o tej porze Annegret Kuhlmann i dwójka jej małych dzieci już nie żyli. Policjanci i strażacy trudzili się przy wydobywaniu ich ciał z pogiętych blach. Czy ta katastrofa to było zbyt mało, jak na jeden dzień?

Wczoraj o tej porze byliśmy jeszcze w gabinecie. Byliśmy sami. Sandra Erken pracowała tylko przed południem przez cztery godziny. Wychodziła punktualnie o dwunastej, w miarę możliwości nawet parę minut wcześniej, żeby odebrać swojego synka z przedszkola. Jasmin poszła do domu mimo burzy i deszczu. Mieszkała niedaleko od gabinetu.

O pierwszej staliśmy przy oknie i przyglądaliśmy się, jak Annegret Kuhlmann zbiera z ziemi swoje zakupy. Kiedy odjechała, Jürgen objął mnie ramieniem i powiedział:
- Znam przyjemniejsze zajęcie niż gapienie się przez okno przy takiej pogodzie. Chodźmy obok i rozgośćmy się.

Nie chodziło o rozgoszczenie się, tylko o zabawę. Jak dzieci się w to bawią, dostają po łapach. Mówi się „fu, nie wypada”. My nie byliśmy już dziećmi, byliśmy dorośli. Tolerancyjni. Żyliśmy w zgodzie z dewizą: robić to, co bawi. Mnie przede wszystkim ekscytowała myśl, co matka by na to powiedziała.

Przed Klinkhammerem i Olgertem chciałabym zapaść się pod ziemię. Wczoraj o tej porze, kiedy nasza córka wybierała się w drogę do swojego mordercy, my robiliśmy to na fotelu do badań. I ani przez chwilę nie myśleliśmy o Renie. Czuliśmy się całkiem pewnie przez ostatnie dwa lata. Tak pewnie, że mogliśmy sobie pozwolić na swawole.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇