Łuck 1916
Rozdział IV BITWA POD ŁUCKIEM Natarcie 8 armii rosyjskiej na Łuck 4 czerwca
W przeddzień ofensywy dowództwo rosyjskiego Frontu Południowo-Zachodniego nadało rzekomo następujący komunikat: "Nadeszła godzina odrzucenia naszego nikczemnego przeciwnika. Wszystkie armie naszego frontu będą nacierały. Mam niezłomną nadzieję, że nasza, żelazna armia [Brusiłowa - S. Cz.] odniesie zupełne zwycięstwo".
Najprawdopodobniej komunikat ten został zlekceważony przez dowództwo austriackie lub do niego nie dotarł. Niezrozumiałe jest bowiem, że w dniu natarcia uroczyście świętowano urodziny dowódcy 4 armii austro-węgierskiej, arcyksięcia Ferdynanda.
Wbrew rozpowszechnianym opiniom, i to głównie ze strony rosyjskiej, należy stwierdzić, że Rosjanie nie osiągnęli całkowitego zaskoczenia określanego jako strategiczne. W warunkach wojny pozycyjnej było ono trudne do zrealizowania. Udało im się natomiast trzymać przeciwnika w niepewności co do terminu natarcia i rozciągłości frontu uderzenia. Osiągnęli również ważne z ich punktu widzenia zaskoczenie taktyczne.
4 czerwca wczesnym rankiem Rosjanie rozpoczęli ostatnie przygotowania do słynnej bitwy pod Łuckiem. Pięć minut po północy nastąpiła potężna kanonada artyleryjska. Artyleria ciężka kierowała swój ogień na umocnione pozycje, lekka natomiast torowała przejścia w zasiekach z drutu kolczastego. Ogień był skierowany na przedpole i pierwszą linię obronną z pierwszej pozycji obronnej. Początkowo odgłosom równomiernie rozrywających się pocisków z dział polowych towarzyszyły potężne eksplozje pocisków z dział wielkiego kalibru. Ostrzał trwał dłużej niż zwykle. 8 armia prowadziła go 29 godz., 11 armia - 6 godz., 7 armia - 45 godz. i 9 armia - 8 godz.
Ogień artyleryjski miał utorować drogę siłom rosyjskich. Do natarcia przygotowane były trzy korpusy: XXXIX, XL, VIII i 4 Dywizja Strzelców Finlandzkich. Łącznie siły te liczyły 100 batalionów i 320 dział. Uderzenie skierowane było na odcinek Dubiszcze-Koryto ze szczególnym naciskiem na obszar Żorniszcze-Koryto.
Na głównym odcinku natarcia 8 armii intensywny ogień artyleryjski skierowany był na 70 DPH (korpus Szurmaya), 2 DP (X korpus) i na południowe skrzydło 37 DPH (X korpus). Ogień rosyjski był celny i dokonał wielkich zniszczeń. Rozbite zostały wały ziemne, zasypane okopy i rowy. Rozrywające pociski artyleryjskie wzbijały ogromne tumany kurzu i dymu, mocno ograniczając widoczność.
Austriacy trafnie ocenili na podstawie ostrzału artyleryjskiego, że główne natarcie na froncie 8 armii nastąpi na odcinku położonym pomiędzy linią kolejową Sarny-Kowel a Korytnem. Dla zabezpieczenia tego odcinka sztab 4 armii gen. Józefa Ferdynanda przystąpił do organizowania przedsięwzięć obronnych. Polecił ściągnąć odwody armii. Pierwsza wyruszyła spod Włodzimierza Wołyńskiego 10 DK gen. Wiktora Bauera i pośpiesznym marszem skierowała się na Łuck. Samoloty austro-węgierskie próbowały niepokoić rosyjskie stanowiska dowodzenia w pobliżu Ołyki, zrzucając bomby. Ataki lotnicze nie były jeszcze w tym czasie bardzo skuteczne, niemniej jednak wprowadzały pewne zamieszanie. Przesunięto też pozostałe odwody. X korpusowi gen. Hugona Martinyego przydzielono 25 BP płk. Wurja z 13 DP gen. Gustava Szekelyego. Korpus Szurmaya otrzymał 4 BP gen. Konrada Prusenowskiego (z 11 DP gen. Milana Grubića). Dalsze odwody armii: 26 BP (z 13 DP) płk. Gustawa Zygadłowicza i dowództwo 13 DPLdw gen. Szekelyego umieszczono w pobliżu
miejscowości Chorłupy. 22 BP (z 11 DP gen. Grubića) i sztab 11 DP rozlokowano w rejonie miejscowości Ostrożec. Gen. Linsingen polecił przesunąć 25 DP 12 km na południowy wschód od Łucka.
Żołnierze, nieźle zabezpieczeni w schronach, a obsługa karabinów maszynowych z "palcem na cynglu" - czekali na atak piechoty rosyjskiej. Ta zaś wykonywała tunele pod swoimi zasiekami z drutu kolczastego, żeby ułatwić sobie przejście do ataku.
Artyleria austro-węgierska nie próżnowała. Odpowiedziała również silnym ogniem, tak że obustronna nawała osiągnęła apogeum, zlewając się w jeden wielki grzmot. Nie przestrzegano zasad przewidzianych przepisami, tylko baterie strzelały wszystkimi działami naraz. W pewnym momencie artyleria rosyjska umilkła: to znak, że do ataku ruszyła piechota. Wówczas baterie austro-węgierskie, zmniejszając tylko co pewien czas celownik, strzelały do kolumn piechoty wdzierających się na pierwszą linię obrony.
Początkowo tyraliery rosyjskie napotkały twardy opór oddziałów przeciwnika. Niezbyt dobrze wiodło się grupie gen. Zajonczkowskiego, atakującej na prawym skrzydle. Próbowała ona nacierać od 16.30 do 18.00 siłami XXX korpusu w kierunku na Czernyż. Korpus ten swoje uderzenie skierował przeciwko 4 DP gen. Hugona Reymanna (z II korpusu gen. Juliusa Kaisera). W tym czasie artyleria rosyjska ostrzeliwała lewe skrzydło 41 DPH, aby uniemożliwić przyjście z pomocą 4 DP. XXX korpus rosyjski dostał się pod silny ogień przeciwnika i poniósł duże straty: 25 oficerów i 1920 żołnierzy. W niektórych miejscach żołnierze z grupy gen. Zajonczkowskiego zdołali przedrzeć się zaledwie przez jedną lub dwie linie zasieków z drutu kolczastego i nie byli w stanie się przesunąć się dalej.
Gen. Zajonczkowski uderzył swoimi oddziałami, zgodnie z ustaleniem, tzn. dobę wcześniej. Jego natarcie miało przeszkodzić przerzuceniu odwodów niemieckich znajdujących się w pobliżu Kołek. Przygotowanie artyleryjskie XXX korpusu nie było udane ze względu na podmokły teren, duże zalesienie i brak artylerii ciężkiej. Cel uzgodnionego przedsięwzięcia, okupiony wprawdzie tak dużymi stratami, został jednak osiągnięty: niemieckie odwody pozostały w pobliżu Kołek.
Przed frontem XXXIX korpusu rosyjskiego ogień artylerii nie był na tyle skuteczny, żeby zniszczyć zasieki. Linie drutu kolczastego próbowano więc przerwać miotaczami min. Najlepiej się to powiodło w okolicach miejscowości Chromiaków. W godzinach południowych przednie oddziały 102 DP przeprawiły się przez rzekę Puciłówkę (przez wcześniej zbudowanych mostach, w tym dwóch przeznaczonych dla artylerii) i okopały się 250 m przed zasiekami z drutu kolczastego. Rosjanie podają w swoim sprawozdaniu, że oddziały austro-węgierskie, czyli 37 DPH, użyły gazu. Wyrządził on rzekomo więcej szkód Austriakom niż Rosjanom, ponieważ zmienił się kierunek wiatru. Informacja ta nie znajduje potwierdzenia w innych przekazach źródłowych.
Naprzeciw XL i VIII korpusu rosyjskiego zniszczeniu uległy nie tylko zasieki z drutu kolczastego, lecz także znaczna część pierwsza linii okopów. Największych zniszczeń dokonano w centrum ataku, na odcinku zajmowanym przez dwie dywizji austro-węgierskie - 70 DPH i 2 DP, a szczególnie na styku dwóch korpusów - X i Szurmaya. Było to działanie głęboko przemyślane, często bowiem granica między korpusami stanowiła słabszą linię obrony - i tak było w tym przypadku. Zdołano "wybić" 11 przejść na odcinku zajmowanym przez 2 DP. Siła ognia artyleryjskiego była tak duża, że miejscami obrońcy opuścili pierwszą linię okopów. Skorzystali na tym wywiadowcy i przedostali się do okopów austriackich na południe od drogi z Ołyki do Pokaszczewa, gdzie zajęli pozostawiony sprzęt wojenny przeciwnika. 4 dywizja strzelców o godz. 23.00 zdobyła Żorniszcze. Na odcinku VIII korpusu lekka artyleria rosyjska do wieczora wykonała 51 przejść w zasiekach z drutu kolczastego. Natomiast ciężka zniszczyła prawie całkowicie pierwszą i drugą
linię okopów. Przeciwnik (70 i 7 dywizja) bronił się głównie miotaczami min i bomb. Niektóre z min zawierały gaz duszący. Na odcinku XXXII korpusu największe sukcesy osiągnięto na prawym skrzydle, gdzie wykonano 9 przejść i zniszczono 9 stanowisk do ostrzeliwania ogniem bocznym. Około godz. 21.00 dowódcy korpusów informowali o niezwykle pomyślnych rezultatach ognia artyleryjskiego i sugerowali, że atak piechoty może nastąpić następnego dnia o godz. 10.00. Biorąc pod uwagę te sugestie gen. Brusiłow wydał dyrektywę, w której zapowiedział przedłużenie ognia artyleryjskiego w następnym dniu rano i wyznaczył atak piechoty XXXIX, XL, VIII i XXXII korpusów na godz. 9.00. Polecił także przesunąć w nocy 12 dywizję kawalerii w rejon: Kryłów, Warkowicze, Kniahinin. Na odcinkach frontu zajmowanych przez XXXIX, XL i VIII korpus przez całą noc podtrzymywano ogień artyleryjski, aby nie dopuścić do naprawy zniszczeń. 5 czerwca o świcie kontynuowano ogień artyleryjski z takim nasileniem jak poprzedniego dnia.
Dowództwo niemieckie i austro-węgierskie było tym zaskoczone, ale nie potrafiło jeszcze ocenić skutków tak silnego ognia artyleryjskiego. Gen. Linsingen jeszcze 4 czerwca sądził, że siły przeciwnika są stosunkowo niewielkie, a straty zadane ogniem artylerii małe. "Natarcie - pisał w rozkazie - przeciwko czterem dywizjom piechoty sztab grupy rozpatruje jako prostą demonstrację" - i dodawał dalej - "Przedsięwzięte przez Rosjan dla zrównoważenia sukcesów w Tyrolu słabe natarcie będzie złamane".
Wieczorem 4 czerwca dowódca 4 armii arcyksiążę Józef Ferdynand prawdopodobnie nie był przerażony tym, co się wydarzyło na froncie jego armii. Jeszcze nic nie wskazywało wówczas na klęskę wojsk austro-węgierskich. Ich straty, zarejestrowane o godz. 21.00, nie były zbyt wysokie. Można nawet uznać, że były umiarkowane, jak na tak szeroko zakrojoną akcję: kilkudziesięciu zabitych i ponad 400 rannych. W poszczególnych oddziałach straty przedstawiały się następująco: 7 DP - 5 zabitych, 7 rannych; 70 DPH - 57 zabitych, 166 rannych; 2 DP - 137 rannych; 37 DPH - 105 rannych; 4 DP - 189 rannych i zabitych. Przełamanie frontu austro-węgierskiego
5 czerwca
5 czerwca we wczesnych godzinach rannych nastąpiły nieznaczne przesunięcia oddziałów i pododdziałów austro-węgierskich na styku wyższych związków taktycznych, tzn. korpusów: Szurmaya i X. 14 pp z 26 BP płk. Zygadłowicza skierowany został na skrzyżowanie dróg znajdujące się 5 km na wschód od miejscowości Palcza. Dwa bataliony rezerwy z 41 DPH przesunięto na południe, poza północne skrzydło 37 DPH. Grupę gen. Bauera (artylerię, karabiny maszynowe i podstawowe formacje 10 DK) skierowano na Żurawicze-Silne, czyli za centrum wojsk II korpusu.
Po stronie rosyjskiej od świtu trwał silny ogień artylerii, skierowany na cały odcinek 4 armii, ale z największym nasileniem prowadzony w rejonie pozycji 70 DPH i 2 DP. Ogień artylerii ciężkiej niszczył umocnienia austro-węgierskie, a lekka artyleria wykonywała przejścia w zasiekach z drutu kolczastego. Ogień artyleryjski był tak potężny, że rozrywające się pociski wyrzucały ogromne "słupy ziemi", wywracając drzewa do góry korzeniami. Widoczność była mocno ograniczona. Wszędzie wciskał się piasek, co powodowało zacinanie się broni strzeleckiej i utrudniało pracę artylerzystom. Ogień po obu stronach osiągał punkt kulminacyjny.
W swoim dzienniku dowódca X korpusu gen. Martiny odnotował, że 5 czerwca po godz. 8.30 ogień rosyjski stawał się coraz intensywniejszy, a między 09.00 i 09.30 "wszystko kipiało i gotowało się". Potężny ogień bębniący dokonał wielkiego spustoszenia na pierwszej linii obrony.
W pewnym momencie rosyjskie działa umilkły. Słychać było tylko pojedyncze strzały z karabinów. Oznaczało to, że piechota ruszyła do ataku. Przeciwko niej skierowały ogień austriackie działa polowe. Szybki ogień szrapnelem, wykrzykiwał komendę oficer. Działonowi nie podawali już sygnałów rękoma, obsługa nie czekała kolejności strzałów, lecz bateria wyrzuca z siebie tyle pocisków, ile była w stanie. Po kilku minutach działonowi machaniem rąk wstrzymali ogień. Szybko podali zmniejszony celownik i bateria znów wyrzucała z siebie pociski. Na kompresorach przesuwały się działa. Przerażający "ryk" wdzierał się w każdy "zakamarek" ciała.
Piechota rosyjska, nie zważając na straty, parła do przodu. W armii rosyjskiej nie przykładało się wielkiej wagi do życia ludzkiego. Mimo początkowych niepowodzeń tyraliera szła za tyralierą, aby zdobyć pozycje austro-węgierskie. W niektórych przypadkach liczba nacierających fal dochodziła do 16.
Moment ataku rosyjskiej piechoty przedstawiany jest różnie w różnych przekazach materiałowych, ale panuje zgodność co do tego, że pozycje 4, 37 i 7 dywizji trzymały się dzielnie. Podobnie było w 41 DPH, ale to wskutek słabszego nacisku Rosjan. Największe powodzenie Rosjanie osiągnęli na odcinku zajmowanym przez 2 i 70 DP.
Ogólny szturm korpusów rosyjskich XXXIX, XL, VIII i XXXII nastąpił o godz. 09.00. Grupa gen. Zajonczkowskiego nie odniosła istotnych sukcesów; odpierała kontrataki przeciwnika. XXXIX korpus zdobył pozycje nieprzyjaciela w rejonie miejscowości Stawok. Był to jednak chwilowy sukces, gdyż niebawem pododdziały rosyjskiego 406 pułku zostały wyparte z tej miejscowości. W godzinach południowych oddziały rosyjskie zajęły pierwszą linię okopów od miejscowości Stawok (przy linii kolejowej na północ od Ołyki) do miejscowości Chromiaków. Do końca dnia toczyły się zażarte walki, uwieńczone zdobyciem przez Rosjan odcinka frontu wraz z miejscowością Stawok.
XL korpus nacierał siłami 2 dywizji strzelców i 15 pułku strzelców na pozycje zajmowane przez 2 DP austro-węgierskiej. Walki te już od początku przyjęły niepomyślny obrót dla oddziałów austriackich, gdyż silny ogień artyleryjski zniszczył przednie umocnienia austro-węgierskie. Tumany kurzu, które unosiły się w powietrzu, ułatwiły zbliżenie się piechoty rosyjskiej, Austriakom zaś uniemożliwiły skuteczne powstrzymywanie przeciwnika ogniem karabinów maszynowych i dział znajdujących się w dyspozycji obrońców. W pierwszym rozpędzie atak rosyjski był nastawiony na zdobycie stanowisk 40 i 82 pułku piechoty z 2 DP. Żołnierze austriaccy zbyt mocno wierzyli w siłę lisich nor i innych umocnień. Ogień rosyjski okazał się na tyle skuteczny, że - jak czytamy w austro-węgierskich sprawozdaniach - obrońcy nie zdążyli wyjść z ukryć i zostali wzięci do niewoli albo zabici granatami. Rosjanie mieli ułatwione zadanie, bo w zasiekach z drutu kolczastego zrobione zostały przejścia, a okopy pierwszej linii, po części również
drugiej, były zniszczone. Walka toczyła się z niezwykłą zaciętością. Ataki Rosjan były wielokrotnie ponawiane, a przeciwnik nie pozostawał dłużny i próbował kontratakować, m.in. I batalionem z 18 pułku piechoty (45 DPLdw gen. Gustava Smekala), ale bezskutecznie. Około godz. 10.00 do kontrataku rzucona została także 25 BP płk. Wurja z 13 DPLdw gen. von Szekelyego.
Pewne zamieszanie spowodował dowódca X korpusu gen. Martiny, który bez wiedzy dowództwa 4 armii przesunął 25 pułk piechoty z 26 BP (13 DP gen. Szekelyego) w kierunku na Chorłupy i Pokaszczew. Postawiony przed faktem dokonanym dowódca 4 armii austro-węgierskiej polecił całej 13 DP kontratakować około godz. 10.30. Ponadto 95 pułk piechoty z 11 DP przesunięty został z Ostrożca do Zabołotca.
Włamanie Rosjan stawało się groźne. Dlatego dowódca X korpusu porozumiał się z dowódcą grupy taktycznej gen. Edmundem Sellnerem w sprawie przeprowadzenia kontrnatarcia siłami 2 DP i 13 DPLdw. Dywizja Szekelyego miała zamiar odzyskać Chorłupy. Szef sztabu X korpusu (gen. Kralowetz) domagał się, by kontrnatarcie przeprowadzić naprzeciwko Ołyki wojskami 25 BP z 13 DPLdw. Jego zdanie zwyciężyło i około 16.30 rozpoczęto kontratak na lewym skrzydle 2 DP, wzdłuż drogi Ołyka-Pokaszczew. Rosjanie, chcąc przeszkodzić uderzeniu austro-węgierskiemu, zastosowali silny ogień artyleryjski. Pod jego osłoną tyraliery piechoty bezpiecznie przesuwały się do przodu. 25 BP z 13 DP Ldw nie była w stanie powstrzymać Rosjan, poniosła bowiem duże straty we wcześniejszych walkach.
Bardziej na lewo broniła się 2 DP. Miała ona silne oparcie w dobrze trzymającej się 37 DPH. Na południe od wspomnianej drogi Pokaszczew-Ołyka, czyli na lewym skrzydle 2 DP znajdowały się resztki 40 pułku piechoty z 3 BP (2 DP) dowodzonej przez gen. Antona Kleina. Pułk ten znajdował się już w pełnym odwrocie poza drugą pozycję obrony. Ponadto wycofywały się: dowództwo 26 BP, odosobnione bataliony z innych brygad, m.in. z 18 i 25.
Zaczynał się wkradać chaos zarówno w dowodzeniu, jak i w rozmieszczeniu sił. 25 BP (13 DPLdw), znajdująca się początkowo 600-750 m za 82 pułkiem będącym w odwrocie, ponawiała energicznie kontrataki i ponosiła dalsze straty, ale działała z niezwykłym uporem. Niektóre jej pododdziały dotarły do pierwszej linii obrony, tu jednak zostały powstrzymane i odparte. Wskutek silnego ognia artyleryjskiego Rosjan i naporu piechoty brygada została rozbita na wiele pojedynczych grupek, które - przy braku koordynacji działań - na własną rękę przebijały się do tyłu. Oba pułki 2 DP (40 i 82), wskutek ogromnego naporu wojsk rosyjskich i słabnącego wsparcia własnych oddziałów odwodowych, zostały zmuszone do odwrotu. 82 pułk wdał się w walkę wręcz i za cenę dużych strat powoli wycofywał się. W tym czasie sąsiadujący z nim 40 pułk uległ przeciwnikowi i gwałtownie rzucił się do ucieczki. Pojawia się zarzut, że uległ zbyt łatwo, ale nie jest to takie oczywiste, ponieważ 15 pułk strzelców rosyjskich zdobył pozycje 40 pułku w
ciężkiej walce i za cenę ogromnych strat. W krótkim czasie pierwszą linię okopów wypełnili Rosjanie.
Zgodnie z rozkazem dowódcy dywizji brygada wycofała się na drugą pozycję obrony i rozmieściła swoje siły po obu stronach drogi Ołyka-Pokaszczew. Wspólnie z 14 pułkiem piechoty z 26 BP (13 DPLdw) i 82 pułkiem piechoty z 19 BP (2 DP) tworzyła ona lewe skrzydło 2 DP. Tymczasem 29 batalion z 19 BP (2 DP) opierał się jeszcze o pierwszą pozycję. W godzinach południowych druga linia okopów zajmowana przez 2 DP była już częściowo opanowana przez Rosjan. W wielu miejscach oddziałom austro-węgierskim odcięto drogi odwrotu, toteż musiały przebijać się one z bagnetem w ręku. Wydaje się, że o tak krytycznym położeniu sił austro-węgierskich naprzeciw Ołyki zadecydowało zbytnie zwlekanie z rozpoczęciem kontrnatarcia.
Rozwojem sytuacji bardzo niepokoił się dowódca grupy armii gen. Linsingen. Jego obawy dotyczyły zwłaszcza wydarzeń na odcinku 2 DP. Próbował więc wyjaśnić przyczyny odwrotu 40 i 82 pułku piechoty. W rozkazie wydanym około godz. 13.30 kładł nacisk na to, żeby nie rozdzielać odwodów armii, lecz uderzać zwartymi oddziałami i koncentrycznie. Polecenia te były niewątpliwie słuszne, ale bardzo spóźnione.
Zwłoka w użyciu odwodów i zbyt późny odwrót miały wpływ na niepowodzenie korpusu Szurmaya i X korpusu. Około godz. 18.15 na trzecią linię okopów wycofywały się 2 i 13 DP (według instrukcji wydanej już o godz. 16.45). W trudnej sytuacji znalazła się 37 DPH, której prawe skrzydło zaczynało się odsłaniać i wyginać pod naporem przeciwnika. Do zażegnania groźnej sytuacji włączyła się także austro-węgierska NKA. Do późnych godzin nocnych XL korpus rosyjski zajął całą pierwszą pozycję obrony od Chromiakowa do Nosowicz. Do niewoli dostało się 90 oficerów i 6 tys. żołnierzy. Rosjanie zdobyli wiele karabinów, karabinów maszynowych i miotaczy bomb.