Lekcja muzyki

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

19 STYCZNIA, PADA

Ależ ona piękna. Tak, prawda, nic na świecie, absolutnie nic, nie jest równie godne uwagi jak ludzka twarz. To spojrzenie chwyta mnie, przykuwa, przyciąga.

Jest ciemno, zimno, mokro. Dlaczego tu jestem, co ja tu robię? W te krótkie dni całej tutejszej błotnistej okolicy - nie wyłączając krów, owiec i świń - zdaje się udzielać jakaś sezonowa rozpacz. Ostry, porywisty wiatr przenika moje kości i już tam pozostaje. Chwilami się zastanawiam, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mi ciepło.

Przyglądam się odbiciu własnej twarzy w lustrze; jest jakby oddalona, jakby niewyraźna, mniej rzeczywista niż jej twarz.

Wróciłam właśnie z czteromilowej przechadzki po ulewnym deszczu do sklepu O'Mahoneya, najbliższego sklepu, gdzie kupiłam coś do jedzenia, gazetę i tę księgę rachunkową (jedyny zeszyt, jaki miał na półce) i odbyłam swoją pierwszą rozmowę tego dnia, z panem O'Mahoneyem właśnie, o treści, którą przytaczam tu w całości:

- No bo to przez to, że ten żywopłot z fuksji na skrzyżowaniu tak wybujał, a to dlatego, bo go rada hrabstwa jeszcze nie przycięła, chociaż dlaczego, to ja nie wiem, bo trza go było ciąć we wrześniu, ale rada to woli ciąć koszty niż żywopłoty, no i właśnie dlatego ten głupek, co to leciał furgonetką z chlebem, mało co paninego nosa nie urwał.

Na tej drodze trza uważać... a panienka to wyglądała jak jakaś czarna plama. Akurat żem patrzył przez okno, ot tak tylko żem zerknął, żeby zobaczyć, czy aby przestanie lać. Ale gdzie tam. A panienka to się tak nie boi? Sama jak kołek w tej chałupie, bez nikogo, żeby gębę otworzyć, no chyba że do ducha starego Denny'ego. Pewnikiem jeszcze parę dni i wyjedzie od nas, dobrze gadam? Dwa tygodnie wytrzymała, co? Willy, listonosz, mówił onegdaj.

Miał list ze Stanów dla panienki. Dostała go? Wybierał się do panienki, jakeśmy się spotkali pod kaplicą, a jak żem go potem widział, to mówił, że nikogo nie było w domu i że zostawił pocztę na krześle. Znaczy się chyba gadał o krześle, ale to pewno nie było żadne krzesło, tylko jaki stołek, może ten zydel podle drzwi, co to na nim siadał Denis, jak zezuwał gumiaki. No to jak jest, obrzydło już panience własne towarzystwo? Styczeń to nie pora dla turystów. W ogóle żadna pora. Lepiej niech wróci w maju.

O, to jest czas dla panienki. Wróci sobie, jak powietrze będzie lekkie. A jakże. W niedzielę po mszy powietrze to dopiero jest lekkie i człowiek może sobie zrobić wypas - my to z siostrą lubimy wziąć koc, żeby nie było mokro, ona zawsze narobi kanapków i jemy sobie na słońcu, na polu mojego kuzyna Johna, na klifie, blisko paninej drogi, tam jest cudna trawa pełna koniczyny... czego więcej człowiekowi trzeba?

- Dziękuję, panie O'Mahoney, ale mi naprawdę tu dobrze. Zostało może trochę tego weksfordzkiego cheddara?
- A nie, nie, nie, ani kawalątka, ani kawalątka. To, co panienka brała, zostało jeszcze od Bożego Narodzenia; a tom się cieszył, jak żem jej sprzedał tę resztę, bo następnego nie będę miał aż do lata. Miejscowi nawet nie tkną takiego wymyślnego żarcia. W sezonie turystycznym to znajdzie takie różne szykowne to i owo, takie, co to by wziął ktoś taki jak panienka.

W sezonie turystycznym to tak. Ale to nie teraz, jeśli jeszcze nie zauważyła. Jeszcze nie wiem, czy Kieran O'Mahoney, z tymi ustami wygiętymi w podkówkę ponurego uśmiechu, który nie jest uśmiechem, w ogóle się mną interesuje, czy może raczej odczuwa niechęć wobec amerykańskich turystów. Albo może ten potok natarczywego gadulstwa to jego zwykły sposób mówienia w szary, styczniowy dzień. Nie wiem też, kiedy on właściwie nabiera powietrza w płuca.

Jedyny drugi sklep w Ballyroe znajduje się po drugiej stronie ulicy, nieco dalej, w dole wioski. Zaopatrzony jeszcze skromniej - nie ma tam prawie nic oprócz rzędów przykurzonych puszek z fasolą, środków czyszczących nieznanych firm, tanich wydań powieści Maeve Binchy, już z oślimi rogami, oraz lepu na muchy, który nie sprzedał się latem.

Jestem wierna O'Mahoneyowi. Mam w tej kwestii swoje preferencje, jakby one miały tu jakieś znaczenie, jakbym mieszkała tu od urodzenia i zamierzała przeżyć tu resztę życia. Nie bywam w tym drugim sklepie, u Annie Dunne.

Nie zostanę jej stałą klientką.
Właścicielka owego sklepu to wścibska kobieta, która nie ma nawet połowy wdzięku Kierana O'Mahoneya, ale za to dwakroć więcej energii, jeśli chodzi o podstępne, aroganckie indagowanie. Potrafię powiedzieć tylko tyle, że sytuuje się gdzieś między czterdziestką a sześćdziesiątką.

Z daleka sprawia zapewne przyjemne wrażenie, ot przeciętna, blada Irlandka. Za to z bliska jej oczy są zimne, skórę ma naznaczoną śladami przeżytych lat i delikatnymi zmarszczkami podstarzałej zakonnicy, w wygięciu ust czai się okrucieństwo. Annie Dunne przyprawia mnie o gęsią skórkę.

Przesiaduje przy oknie, na wysokim stołku obok kasy, żeby mieć oko na całą wieś. Jestem pewna, że obserwuje moje wizyty u O'Mahoneya. Niestety, znakomicie się zna na pieczeniu tradycyjnych placków jęczmiennych - pełen ich koszyk stoi zwykle na ladzie, obok stosu drewnianych, lepkich ramek z plastrami miodu z jej własnej pasieki.

Przez tę pokusę już trzykrotnie, w szczególnie mokre dni, kiedy nie miałam ochoty od razu robić w tył zwrot i wracać do swojej chaty, zdarzało mi się wstąpić do Annie, za każdym razem powtarzając sobie, że wcale się u niej nie zaopatruję, że tylko kupuję placki. A raz miód. Mimo że już po pierwszym zetknięciu się z Annie postanowiłam, że to będzie ostatnie. Ona udaje, że jest przyjazna, a tak naprawdę jest w niej coś złowrogiego; upiekłaby dla mnie placki z pinezkami, ot tak, dla draki.

Nie dałabym wprawdzie Kieranowi O'Mahoneyowi tej satysfakcji i nie przyznałabym mu racji, ale rzeczywiście zauważyłam, że jestem tu chyba jedyną turystką, cokolwiek by to miało znaczyć. W ogóle mało tu ludzi dających się zaliczyć do jakiejkolwiek kategorii. Wszystkiego przez okrągły rok mieszka w Ballyroe najwyżej sześćdziesiąt osób na krzyż, w tym bardzo niewiele dzieci ( co mi odpowiada), toteż dzisiaj, podobnie zresztą jak w większość dni, nie napotkałam ani jednego samochodu podczas całego dwu milowego marszu powrotnego to wznoszącą się, to opadającą dróżką do zatoki Gortbreac, nad którą przycupnęła moja chata.

W bębniącym deszczu, czując, jak cienkie uchwyty toreb na zakupy wrzynają mi się w odrętwiałe palce w przemoczonych rękawiczkach, próbowałam dociec, jak to możliwe, że trasa zarówno do wsi, jak i ze wsi prowadzi przeważnie pod górę.

Nie uszłam nawet połowy drogi, gdy woda wypełniła kieszenie "nieprzemakalnego" płaszcza, który w ubiegłym tygodniu kupiłam u O'Mahoneya; od tak dawna leżał w przezroczystym plastikowym worku na dolnej półce, z tyłu sklepu, wśród zbieraniny najdziwaczniejszych dóbr (kadź z sadzą piecową, gigantyczny termometr dla owiec, zapasowe części do dojarek o kosmicznym wyglądzie), że jego cena była określona jeszcze w szylingach. O'Mahoney odstąpił mi go za cztery funty. Po powrocie do domu rozebrałam się i cisnęłam przemoczone ubranie tuż przy drzwiach, w przedsionku.

Mam taką teorię, że gdy człowiek spaceruje w wietrznej irlandzkiej ulewie, ubrany w porowaty płaszcz przeciwdeszczowy nałożony na sweter irlandzkiego wyrobu, pod którym z kolei ma flanelową koszulę i dżinsy, to moknie bardziej niż wtedy, gdy stoi nago pod prysznicem.

W tej chwili, już w suchym ubraniu, siedzę przy kominku z dzbankiem herbaty i czekoladowymi herbatnikami; na rozgrzanych płytach przed paleniskiem, obok moich stóp suszą się moje buty (oraz zmięty banknot dziesięciofuntowy z kieszeni dżinsów).

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥