Krew Aniołów

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Jestem zastępcą prokuratora okręgowego hrabstwa Davidson, w stanie Tennessee, i 18 maja 2004 roku zabiłem Wilsona Owensa. Został on uznany za winnego, i to właśnie ja do tego doprowadziłem. W pewnym sensie byliśmy nierozłączni, jak para kochanków. Nie zwracając uwagi na przelotne miłości, Wilson wabił mnie kradzieżami i przeróżnymi innymi aktami przemocy, aż w końcu doczekał się naszego spotkania. Pewnego dnia, dokładnie na trzy lata, dwa miesiące i jedenaście dni przed swoją śmiercią, Owens zabił Stevena Davidsona, kierownika delikatesów “Sunshine” we wschodnim Nashville. Właśnie w chwili, kiedy kula dosięgła serca Davidsona, zaczął się mój romans z Owensem.
Wspominam obydwa te nazwiska, ponieważ są ważne dla rozwoju mojej kariery. Obydwaj mężczyźni nie żyją i są opłakiwani przez najbliższych. Na ironię zakrawa fakt, że spoczywają na tym samym cmentarzu, Roselawn Memorial Gardens, we wschodnim Nashville. Owensa pochowano pod nijakim nagrobkiem, na płycie którego wyryto jedynie imię, nazwisko, oraz daty narodzin i śmierci. Davidson spoczywa sto pięćdziesiąt metrów dalej w ozdobnym mauzoleum z marmuru, który ufundowali jego liczni przyjaciele, parafianie i rodzina.
Wilson należał do gatunku ludzi określanych często mianem szumowin. Ale prawda, jak to zwykle bywa, była znacznie bardziej złożona. Jedno jest pewne, jego życie zeszło z wytyczonego szlaku, kiedy Owens był nastolatkiem. Stało się to tego samego dnia, kiedy jego ojciec, człowiek któremu uczucie odpowiedzialności zdarzało się równie rzadko jak dzień bez kielicha, po raz ostatni dostał po twarzy od swojej żony, spakował się, i porzucił dom. Takie były złego początki. W wieku osiemnastu lat Wilson miał już dwójkę dzieci i wyrok na karku. Jego los został przypieczętowany, Owens należał do mnie.
To, że urodziłem się, żeby zabić Wilsona Owensa, jest tak samo pewne, jak to, że on miał być moją ofiarą. Z perspektywy czasu widzę, że było to nieuniknione. Jednak, kiedy wychowywałem się w Kansas w rodzinie mechanika lotniczego, myśl że kiedyś zabiję człowieka był dla mnie tak samo obca, jak pomysł wyjazdu do Indii. Świat mojego taty był pełen kluczy francuskich, smaru i powtarzanych opowieści pilotów. Kochałem je prawie tak mocno jak ojca. W czasach, kiedy nie było paranoi na punkcie bezpieczeństwa, mogłem przejechać motorem przez bramę bazy, pomachać na przywitanie znudzonym strażnikom, i z piskiem opon zatrzymać się przed hangarem numer 3, w którym pracował ojciec. Obserwowałem go, jak kuli się we wnętrzu ogromnego silnika General Electric, lub zwisa pod skrzydłem latającego tankowca. Czasem zaglądałem do gorącej jeszcze dyszy F-15, bezpiecznie usadowiony na ramionach taty. On i jego koledzy w szarych uniformach Faris Aircraft, firmy nadzorującej naprawy samolotów, nosili krótkie fryzury i czarne buty.
I ja nosiłem taką fryzurę, choć na początku lat osiemdziesiątych była ona równie modna, co styl ubierania się rodem z zakładu pogrzebowego. Dla mnie nie miało to żadnego znaczenia. Liczył się tylko fakt, że mogłem się identyfikować z ojcem i jego kolegami.

Świat mama był zupełnie inny, i traktowałem go z podejrzliwością. Była wykwalifikowaną sekretarką, a jej biuro mieściło się w Century Plaza Building, w niszczejącym gmachu o dumnej nazwie, z wiecznie szumiącą w rurach wodą, i ręcznie otwieraną windą. Przez całe swoje dzieciństwo byłem tam pięć albo sześć razy, i za każdym razem dochodziłem do przekonania, że ten świat krawatów, garniturów i roboty papierkowej był niczym w porównaniu z rzeczywistością ojca. Jego koledzy byli prawdziwymi mężczyznami, opowiadali sprośne dowcipy, z błyskiem w oku rozmawiali o kobietach. Mężczyźni ze świata mojej mamy byli śliscy, nieszczerzy i podejrzanie się uśmiechali. To, że matka pasowała do nich, napawało mnie zdumieniem. Nawet teraz, kiedy sam należę do takich jak oni, nie mogę wyjść ze zdziwienia. Ku memu zaskoczeniu, wdałem się bardziej w matkę, niż w ojca, choć fizycznie wyglądam jak jego młodsza kopia. W to ponure sierpniowe popołudnie, kiedy siedzę za swoim biurkiem w Biurze Prokuratora Okręgowego, ojciec spogląda na
mnie z oprawionej w ramkę fotografii. Jest szeroko uśmiechnięty, koszulę ma rozpiętą na piersi, w lewej dłoni trzyma papierosa i jest gotów naprawić każdy samolot, jaki mu się nawinie. Spoglądając na niego można by uwierzyć, że jest w stanie zreperować cały świat.
Prawda jest taka, że ten świat już nie istnieje. Zniknął tego samego dnia, kiedy zginał mój ojciec, spadając ze skrzydła Herculesa AC-130, dwanaście metrów w dół na rozgrzany asfalt, i łamiąc sobie kark. Przez następny rok próbowałem naprawić temten swiat. Dziś, dzięki mojemu zawodowi, wiem, że to jest niemożliwe. Ale kiedy miałem osiemnaście lat, odpowiedzią na wszystkie moje problemy było picie piwa, palenie trawy i kłótnie z matką na temat mojej przyszłości. Jak łatwo się domyślić, chciałem wstąpić do wojska. Matka wolała, żebym skończył studia i został prawnikiem. Zawarliśmy kompromis: zgodziłem się na studia prawnicze, w zamian za możliwość wstąpienia na dwuletnią służbę do ROTC, które opłacało moje czesne. Ojciec nie zostawił zbyt wiele oszczędności, więc mama nie mogła się nie zgodzić. Zaciągnąłem się do Wichita State, i gdzieś między maszerowaniem dla ROTC i lekcjami angielskiego odkryłem prawdę, której długo nie mogłem do siebie dopuścić. Zrozumiałem, że jestem nieodrodnym synem mojej matki.
Okazałem się doskonałym studentem i równie dobrym rekrutem. Dlatego, łącząc obie te specjalności, podjąłem studia w szkole prawniczej Judge Advocate General, a w 1992 roku ukończyłem Vanderbilt Law w stopniu podporucznika. Byłem gotów odpracować pieniądze, które zainwestowała we mnie armia.
Pracując w biurze JAG przekonałem się, że na dziesięciu ludzi, którzy wstępowali do wojska w ucieczce przed kłopotami, zazwyczaj dwóch mocno się przeliczało. Spośród tysięcy służących w armii miłych facetów i fajnych dziewczyn, żadne nie ma raczej do czynienia z wojskowymi prawnikami. Moimi klientami byli ludzie, których później, jako prokurator okręgowy w Nashville, ścigałem z całą surowością prawa. Swoją karierę zacząłem od drobnych spraw: niesubordynacji, fałszerstw czy niezapłaconych alimentów. Potem powierzano mi ważniejsze: oskarżenia o gwałt, posiadanie albo handel narkotykami, o znęcanie się nad współmałżonkami, a nawet o morderstwo. Z perspektywy czasu widzę, że Wilson Owens i ja wspólnie wspinaliśmy się po prawniczej drabinie, choć każdy z nas wspinał się z innej strony. Przeznaczenie nieuchronnie popychało nas ku sobie. Kiedy w końcu się spotkaliśmy, miałem wrażenie, jakbym znał go przez całe życie.
Rzadko kiedy można rozpoznać przełomowe momenty swojego życia. Dziś w żaden sposób nie przeczuwałem tego, co ma się wydarzyć, nie zdawałem sobie sprawy, że wybuchnie afera, związana ze śmiercią Owensa, i wszystko się zmieni. Spokojnie jechałem sobie na moją starą uczelnię, Vanderbilt Law. Tutaj przeszedłem jedną z wielu możliwych ścieżek prawniczej kariery. Podjąłem pracę w Biurze Prokuratora Okręgowego. Oczywiście był to próżny trud. Początkowa pensja wynosiła zaledwie trzydzieści dziewięć tysięcy dolarów, a co roku podwyższano ją o kolejne dwa tysiące. Dziś zarabiam jako wykładowca akademicki siedemdziesiąt dziewięć tysięcy dolarów rocznie. Po dziewięciu latach pracy, paśmie spektakularnych zwycięstw i awansie na samodzielnego prokuratora wyciągam o jakieś dwadzieścia tysięcy dolarów mniej niż świeżo upieczeni prawnicy po Vanderbilt, w których już wkrótce zmienią się moi słuchacze. Innymi słowy, mogłem ich równie dobrze namawiać zarówno do podążania moją drogą, jak i do wstąpienia do objazdowego cyrku.
Pomimo to, dobrze się bawiłem. Ubrałem się w najlepszy garnitur z cienkiej wełny, ten od Joshpha Abbouda, rezerwowany zwykle na rozprawy końcowe i czarne buty Magli, które kosztowały mnie tygodniową pensję. Nie zdawałem sobie sprawy z pewnej złośliwości losu: byłem tak samo ubrany, jak na rozprawie końcowej Wilsona Owensa. Transmitowała ją wtedy Court TV, a ja za nic w świecie nie chciałem wyglądać, jak typowy adwokat z Południa. Studenci, którzy spoglądali na mnie z foteli auli wykładowej nie wiedzieli, że przyjdzie im wchłonąć potężną dawkę wiedzy. Sprawa Stan Tennessee przeciwko Wilsonowi Owensowi zapadła im, oraz innym studentom w kraju, głęboko w pamięć. Przeznaczenie wisiało nad nami jak gradowa chmura, ale my go nie widzieliśmy.

Wyłożyłem swoje racje, forsując argument, że w życiu liczy się coś więcej, niż tylko pieniądze. Mówiłem: “Praca w biurze prokuratora okręgowego jest dla nas pasją, nie tylko karierą. Inni współpracownicy to nasza rodzina, ludzie autentycznie dbają o siebie nawzajem. To wspaniałe miejsce i nigdy, nawet przez chwilę, nie żałowałem, że tam pracuję”.
Słuchacze wyglądali na znudzonych, więc postanowiłem zmienić podejście. Przypiąłem mikrofon do klapy i zszedłem z podium, stając przed rzędem studentów. Naprzeciwko mnie siedziała śliczna brunetka w cieniutkich okularach w drucianych oprawkach.
- Ile kosztują wasze studia? - spytałem. Sala pogrążyła się w ciszy. Studenci zwrócili na mnie baczną uwagę, bowiem temat wykładu nagle dotknął jedynej rzeczy o jaką dbali: kredytu studenckiego.
- Jakieś osiemdziesiąt tysięcy dolarów? - odparła dziewczyna.
- Osiemdziesiąt tysięcy dolarów - powtórzyłem. - Z jakiego powodu ktoś, kto ma karku taki kredyt, chciałby pracować w biurze prokuratora okręgowego? Na pewno zarobicie więcej, reprezentując w sądzie ludzi, którzy skarżą się nawzajem o wyimaginowane krzywdy. Można też spróbować zarobić coś na boku. Możecie też zacząć kręcić reklamówki środków od rwy kulszowej dla kur domowych, oglądających Jerry’ego Springera. - Odpowiedziała mi salwa śmiechów. Wiedziałem, że trafiłem ich w czuły punkt. - Może spróbujecie w programie pomocy dla alkoholików? Jest szansa, że przeczytam waszą reklamę, wiszącą nad pisuarem w moim ulubionym pubie. Willie Sutton powiedział kiedyś: “Wiecie, czemu prawnicy ogłaszają się w knajpach? Bo tam chadzają pijacy.”
Młodzi znowu się roześmieli, a ja wiedziałem, że połknęli haczyk. Opuścili gardę. Miałem ich jak na talerzu.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯