WAŻNE
TERAZ

Trump tworzy Radę Pokoju. "Wszyscy chcą wziąć w tym udział"

Koralina

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

8.

Druga matka wyglądała zdrowiej niż poprzednio: jej policzki zarumieniły się lekko, włosy wiły się ospale niczym rozleniwione węże w ciepły dzień. Oczy z czarnych guzików sprawiały wrażenie świeżo wypolerowanych.

Przeszła przez zwierciadło, jakby przeciskała się przez coś o konsystencji najwyżej wody i spojrzała z góry na Koralinę. Potem małym srebrnym kluczykiem otworzyła lustro. Podniosła Koralinę, tak jak robiła to jej prawdziwa matka, gdy Koralina była znacznie młodsza, i przytuliła do siebie rozespane dziecko, tuląc je w ramionach.

Druga matka zaniosła Koralinę do kuchni i delikatnie posadziła na blacie.
Koralina walczyła z przemożną sennością. W tej chwili zdawała sobie sprawę tylko z tego, że ktoś tuli ją i kocha, i pragnęła więcej. Nagle uświadomiła sobie gdzie jest i, co ważniejsze, z kim.
- Proszę, moja słodka Koralino - powiedziała druga matka. - Osobiście przyniosłam cię z szafy. Musiałaś dostać nauczkę. Jednakże prócz surowej sprawiedliwości znamy tu także litość. Kochamy grzesznika, nienawidzimy grzechu. Jeśli tylko będziesz grzecznym dzieckiem, kochającą matkę córką, posłuszną i uprzejmą, doskonale się zrozumiemy i będziemy się wiecznie kochać.
Koralina przetarła ręką zaspane oczy.

- Tam były inne dzieci - powiedziała. - Bardzo stare, z dawnych czasów.

- Czyżby? - spytała druga matka. Krzątała się wśród garnków i przy lodówce, wyciągając z niej kolejno jajka i sery, masło oraz plaster różowiutkiej wędzonki.

- Tak - odparła Koralina. - Były tam. Myślę, że zamierzasz zamienić mnie w jedno z nich.
Pustą powłokę.
Druga matka uśmiechnęła się łagodnie. Jedną ręką rozbiła jajka do miski, drugą zaczęła je roztrzepywać. Potem rzuciła na patelnię łyżkę masła, które zaczęło syczeć, rozpływać się i pryskać. Pokroiła ser na cienkie plasterki, wlała stopione masło i wrzuciła ser do jajek, i ponownie zaczęła mieszać.

- Zachowujesz się niemądrze, kochanie - mruknęła. - Ja cię kocham. Zawsze będę cię kochać. Nikt rozsądny i tak nie wierzy w duchy - to dlatego, że okropnie kłamią. Powąchaj tylko, jak ślicznie pachnie śniadanie, które ci robię. - Wylała na patelnię żółtą mieszaninę. - Omlet z serem, twój ulubiony.
Koralina poczuła, że do ust napływa jej ślinka.

- Lubisz gry - oznajmiła. - Tak mi przynajmniej mówiono.
Czarne oczy drugiej matki błysnęły.

- Wszyscy lubią gry - odparła jedynie.

- Tak - potwierdziła Koralina, zeskoczyła z blatu i usiadła przy stole.
Wędzonka skwierczała na grillu. Pachniała cudownie.

- Nie ucieszyło by cię bardziej, gdybyś mnie wygrała: uczciwie, jak należy? - spytała Koralina.

- Może - odparła druga matka. Demonstracyjnie nie okazywała zainteresowania, lecz jej palce drgały i postukiwały o blat. Krwistoczerwonym językiem oblizała wargi. - Co dokładnie proponujesz?

- Siebie - Koralina zacisnęła dłonie na ukrytych pod stołem kolanach, by powstrzymać ich drżenie. - Jeśli przegram, zostanę tu z tobą na zawsze i pozwolę ci się kochać. Będę najposłuszniejszą z córek, będę jadła twoje jedzenie, bawiła się, grała w szczęśliwe rodziny. I pozwolę ci przyszyć mi do oczu guziki.

Druga matka wpatrywała się w nią czarnymi guzikami.
- To brzmi pięknie - rzekła. - A jeśli nie wygram?
- Wtedy pozwolisz mi odejść. Wypuścisz wszystkich - mojego prawdziwego ojca i matkę, martwe dzieci. Wszystkich, których tu uwięziłaś.
Druga matka zdjęła z grilla wędzonkę i położyła na talerzu. Potem zsunęła z patelni omlet obracając go i składając starannie.
Postawiła talerz przed Koraliną, dodała do niego szklankę świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego i kubek gorącej czekolady z pianką.
- Tak - powiedziała. - Chyba podoba mi się ta gra. Ale w co właściwie zagramy? W zagadki, próbę wiedzy, umiejętności?
- W grę badawczą - podsunęła Koralina. - W poszukiwania.
- A cóż takiego zamierzasz znaleźć podczas owych poszukiwań, Koralino Jones?

Koralina zawahała się przez moment.
- Moich rodziców - rzekła w końcu - i dusze dzieci zza lustra.
Słysząc to druga matka uśmiechnęła się zwycięsko i Koralina przez moment zwątpiła, czy dokonała właściwego wyboru. Było już jednak zbyt późno, by zmienić zdanie.
- Umowa stoi - powiedziała druga matka. - A teraz zjedz śniadanie, skarbie. Nie bój się, nie zaszkodzi ci.
Koralina patrzyła w talerz. Nienawidziła się za to, że tak łatwo dała się przekonać, ale konała z głodu.
- Skąd mam wiedzieć, że dotrzymasz słowa? - spytała.
- Przysięgnę - odparła druga matka. - Przysięgnę na grób mojej własnej matki.
- A ona ma grób?
- O tak. Sama ją do niego złożyłam, a kiedy zobaczyłam, że próbuje się wyczołgać, zakopałam ją z powrotem.
- Przysięgnij na coś innego, żebym mogła ci zaufać.
- Na moją prawą dłoń - powiedziała druga matka unosząc rękę. Powoli pokiwała długimi palcami, demonstrując szponiaste paznokcie. - Przysięgam na nią.

Koralina wzruszyła ramionami.
- W porządku - rzekła. - Umowa stoi.
Zjadła śniadanie, próbując nie przełykać zbyt szybko. Była głodniejsza niż sądziła. A gdy tak jadła, druga matka obserwowała ją uważnie. Trudno było odczytać wyraz owych oczu z czarnych guzików, lecz Koralinie wydało się iż tamta także sprawia wrażenie głodnej.
Wypiła sok pomarańczowy, lecz choć miała ogromną ochotę, nie potrafiła się zmusić do skosztowania gorącej czekolady.
- Gdzie mam zacząć szukać? - zapytała.
- Gdzie tylko zechcesz - odparła druga matka, jakby kompletnie jej to nie obchodziło.
Koralina spojrzała na nią, zastanawiając się głęboko. Uznała, że nie ma sensu zwiedzać ogrodu i okolicy. Nie istniały, nie były prawdziwe. W świecie drugiej matki nie było opuszczonego kortu tenisowego ani bezdennej studni. Pozostawał jedynie sam dom.

Rozejrzała się po kuchni, otworzyła piekarnik, zerknęła do zamrażarki, przeszukała szufladę na warzywa w lodówce. Druga matka trzymała się blisko, patrząc na Koralinę z drwiącym uśmieszkiem tańczącym na wargach.

- Jak duże są dusze? - spytała Koralina.
Druga matka usiadła przy stole i oparła się o ścianę. Milczała. Podłubała w zębach długim, polakierowanym na szkarłatno paznokciem, a potem delikatnie postukała palcem - stuk stuk stuk - w błyszczącą czarną powierzchnię czarnego oka-guzika.
- Świetnie - rzuciła Koralina - nie mów mi. Bez łaski. Nie potrzebuję twojej pomocy. Wszyscy wiedzą, że dusza jest wielkości piłki plażowej.
Miała nadzieję, że druga matka powie coś w stylu "bzdura, dusza jest wielkości dojrzałej cebuli - albo walizki - albo zegara szafkowego", jednakże tamta jedynie się uśmiechnęła. Stukanie paznokcia w oko rozbrzmiewało miarowo, niestrudzenie, niczym kapanie wody ściekającej powoli z kranu do zlewozmywaka. A potem Koralina uświadomiła sobie, że to rzeczywiście kapanie wody.
Była sama.

Zadrżała. Wolała wiedzieć, gdzie przebywa druga matka. Skoro nie było jej nigdzie, to mogła być wszędzie. A zresztą łatwiej bać się czegoś, czego nie widzimy. Wsunęła ręce do kieszeni. Jej palce zacisnęły się na kamieniu z dziurką pośrodku. Jego dotyk dodawał otuchy. Koralina wyjęła kamień z kieszeni, uniosła go przed siebie, jakby trzymała w dłoni pistolet i wyszła na korytarz.
Nic, poza kapaniem wody ściekającej do metalowego zlewu, nie zakłócało wszechobecnej ciszy.

Koralina zerknęła w lustro po drugiej stronie korytarza. Na moment jego powierzchnia zamgliła się i wydało jej się, iż w szkle pływają twarze, niewyraźne, pozbawione rysów. Potem twarze zniknęły i w zwierciadle pozostała jedynie dziewczynka, drobna jak na swój wiek, trzymająca w palcach coś, co lśniło łagodnie niczym zielony, rozżarzony węgielek.

Koralina zaskoczona spojrzała na swą rękę i ujrzała jedynie kamyk z dziurą pośrodku, zwykły kawałek brązowej skały. Potem popatrzyła w lustro, w którym kamień lśnił niczym szmaragd. Z lustrzanego kamienia wytrysnęła smuga zielonego ognia, szybując w stronę sypialni Koraliny.
- Hm - mruknęła Koralina.
Weszła do sypialni. Zabawki podskoczyły radośnie, jakby ucieszył je jej widok. Mały czołg wytoczył się ze skrzyni, by ją powitać; po drodze zgarnął pod gąsienice kilka innych zabawek, po czym wypadł na podłogę, przewracając się przy okazji i leżał na dywanie jak chrząszcz na grzbiecie, mamrocząc i kołysząc gąsienicami. Koralina podniosła go i odwróciła. Zawstydzony czołg umknął pod łóżko.

Rozejrzała się po pokoju.
Zajrzała do szafek i szuflad. Potem podniosła jeden koniec skrzyni z zabawkami i wysypała je wszystkie na dywan, gdzie natychmiast zaczęły przeciągać się, marudzić i wiercić niezręcznie. Szara szklana kulka potoczyła się po podłodze i odbiła od ściany. Koralinie żadna z zabawek nie kojarzyła się z duszą. Podniosła i obejrzała uważnie srebrną bransoletkę z amuletami. Przywieszone do niej małe srebrne zwierzątka ścigały się przez cała wieczność - lis nigdy nie chwytał królika, niedźwiedź nie doganiał lisa.

Koralina otworzyła dłoń i spojrzała na kamień z dziurą pośrodku w nadziei, iż dostrzeże jakąś wskazówkę. Nic z tego; większość z zabawek ukrytych w skrzyni zdążyła już odpełznąć i ukryć się pod łóżkiem. Pozostało tylko kilka (zielony plastikowy żołnierzyk, szklana kulka, jaskraworóżowe jojo itp.), z tych, które zawsze znajduje się na dnie pudeł prawdziwego świata: przedmioty zapomniane, porzucone, niekochane.

Już miała wyjść i zacząć szukać gdzie indziej, gdy nagle przypomniała sobie głos w ciemności, cichutki szept i to, co jej poradził. Podniosła do prawego oka kamień z dziurką, zamknęła lewe i spojrzała na pokój przez otwór w kamieniu.

Widoczny za nim świat był szary i bezbarwny niczym ołówkowy szkic. Wszystko wokół było szare - nie, nie wszystko. Na podłodze coś lśniło, coś barwy żaru w kominku, czerwono-pomarańczowego tulipana skłaniającego głowę w blasku majowego słońca. Koralina sięgnęła lewą ręką, przerażona myślą, że jeśli oderwie oko od kamienia, przedmiot zniknie. Zaczęła macać w jego poszukiwaniu.

Jej palce zamknęły się na czymś gładkim i zimnym. Chwyciła to, opuściła kamień z dziurką i spojrzała w dół. Pośrodku różowej dłoni leżała szara szklana kulka z samego dna skrzyni z zabawkami. Koralina ponownie podniosła kamień i spojrzała przez niego na kulkę, ta zaś znów zapłonęła, migocząc czerwonym ogniem.
W jej umyśle odezwał się głos.
- Istotnie, o pani, teraz przypominam sobie, że byłem chłopcem. O tak. Musisz jednak się spieszyć. Pozostało nas jeszcze dwoje, a wiedźma złości się, bo mnie odnalazłaś.
Jeżeli ma mi się udać, pomyślała Koralina, to nie w jej ubraniu. Przebrała się z powrotem w piżamę, szlafrok i kapcie, pozostawiając na łóżku starannie złożony szary sweter i czarne dżinsy. Pomarańczowe buty zostawiła na podłodze obok skrzynki. Szklaną kulkę wsunęła do kieszeni szlafroka i wyszła na korytarz.

Coś ukłuło ją w twarz i ręce; przypominało piasek, unoszony przez wiatr na plaży. Koralina zasłoniła oczy i ruszyła dalej.
Ukłucia piasku stawały się coraz boleśniejsze, coraz trudniej też było iść naprzód. Jakby musiała walczyć z wiatrem w burzliwy dzień. Wichura była potężna i bardzo zimna.
Koralina cofnęła się o krok w stronę, z której przyszła.
- Och, idź dalej - szepnął w jej uchu ulotny głos - bo wiedźma się gniewa.
Kolejny krok w głąb korytarza. Gwałtowny powiew wiatru zasypał ją niewidzialnym piaskiem, który kłuł policzki i twarz, ostry jak szpilki, ostry jak szkło.
- Graj uczciwie! - krzyknęła Koralina.
Nikt nie odpowiedział, lecz wiatr uderzył raz jeszcze, a potem potulnie ucichł i zniknął. Mijają kuchnię Koralina usłyszała w nagłej ciszy kapanie wody z cieknącego kranu, czy też może niecierpliwe stukanie długich paznokci drugiej matki o blat. Oparła się pokusie zajrzenia do środka.

Po kilku krokach dotarła do drzwi frontowych i wyszła na zewnątrz.
Zbiegła po schodach i okrążyła dom. Po chwili stanęła przed drzwiami drugich panien Spink i Forcible. Otaczające je lampki rozbłyskiwały i gasły niemal losowo, nie układając się w żadne znane Koralinie słowa. Drzwi były zamknięte - przeraziła się, że na klucz i z całych sił pociągnęła je do siebie. Przez moment stawiały opór, potem ustąpiły nagle i Koralina wpadła do ciemnego pomieszczenia.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯