"Kiedyś zapożyczałam się u chłopaka". Dziś "Jadłonomię" zna prawie każdy Polak

Mając dwadzieścia lat rzuciła pracę w korporacji, by zająć się wegańską kuchnią. Brzmi jak szaleństwo, ale jej się udało. Wydała dwie książki, których nakład się wyczerpał, a teraz myśli o trzeciej.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dziś jej marka wyceniana jest na 10 mln. zł.
Dziś jej marka wyceniana jest na 10 mln. zł. (fot. Zuza Krajewska)
WP

Jej historia przypomina film z happy endem. Pracowała w agencji reklamowej, z której odeszła, bo miała na siebie inny pomysł. Chciała propagować weganizm jako smaczną i pełnowartościową kuchnię. W Polsce, w kraju białej kiełbasy i kotleta! Początkowo blog był zabawą, formą kanału, gdzie miała umieszczać sprawdzone przez siebie przepisy. Sama nie przypuszczała, że zdobędzie tak wielką popularność. Jej pierwsza książka "Jadłonomia. Kuchnia roślinna – 100 przepisów nie tylko dla wegan" szturmem zdobyła górne półki we wszystkich księgarniach. Zaufali jej kucharze wegetariańskich restauracji, czytelnicy, amatorzy smacznej kuchni, a nawet producenci telewizyjni. Na kanale kuchnia + prowadzi program "Zielona rewolucja Marty Dymek". Dziś jej marka wyceniana jest na 10 mln zł. Mimo to, Marta wciąż jest tą samą osobą - skromną, sympatyczną i jak sama mówi, "ze społecznikowskim zacięciem".

Najbardziej fascynujące w twoim życiorysie jest to, że zrezygnowałaś z wyścigu szczurów - zostawiłaś etat w agencji reklamowej i zdecydowałaś, że poświęcisz się blogowi.
Zawsze gdy słyszę słowa, "kariera” czy "wyścig szczurów”, to czuję niepokój, że to są zbyt uproszczone kategorie. Przez nie wydaje się, że mój wybór był o wiele bardziej heroiczny i spektakularny niż w rzeczywistości. A kiedy zaczynałam zajmować się blogiem, to blogosfera nie była jeszcze tak popularna jak wiele lat później. Ja w każdym razie nie myślałam o blogu jak o narzędziu, które przyniesie mi sukces. Nie przyszło mi do głowy, że może wymagać jakiegoś planu. To był dla mnie rodzaj kanału, takiego małego okienka, z którego mogłam nadawać i dzielić się ze światem tematem wegetarianizmu. Kiedy rezygnowałam z pracy, miałam pomysł, że chcę zajmować się tematem wegańskiego jedzenia - to było dla mnie kluczowe. Nie wiedziałam jednak, co to będzie: czy praca na blogu, czy może raczej gotowanie, albo pieczenie? Dopiero potem okazało się, że blog jest motorem wszystkich zmian i służy realizacji moich pomysłów.

fot. Zuza Krajewska
Podziel się
WP

Czyli to nie była forma żadnego biznesplanu?

Absolutnie nie. Gdy odchodziłam z pracy, to blog miał już dwa lub trzy lata, ale był raczej formą pamiętnika. Gdy odeszłam z pracy, zaczęłam więcej w niego inwestować, a przede wszystkim uczyłam się nowych rzeczy. Niedługo potem, niespodziewanie pojawiła się nagroda "Blogu Roku" i wszystko szybko się potoczyło...

Mam wrażenie, że przez swoją skromność nie mówisz mi wszystkiego. Coś ukrywasz?

(Śmiech) Faktycznie ta historia może brzmieć filmowo i łatwo się ją szufladkuje. Ale gdy odchodziłam z pracy, nie myślałam, że robię coś bohaterskiego. Dziś czuję dyskomfort zgarniając pochwały za odwagę, której wtedy nie czułam. Po prostu byłam dość młodą osobą, a cała sprawa jedzenia i wegetarianizmu bardzo mnie poruszała. Więc chyba moje przekonania i wiara w ideę, że można jeść zdrowo i etycznie sprawiły, że Jadłonomia stała się tak popularna. Nie myślałam o tym w kategoriach mądrej czy odważnej decyzji.

WP

Dziś większość osób grzecznie chodzi do korporacji, spędza tam osiem godzin, a potem wraca do domu i zajmuje się blogiem po godzinach.

Myślę, że etatowa praca i blogowanie są do pogodzenia. Wszystko należy rozpatrywać w kategoriach "co tak naprawdę chcę robić". Dla mnie kwestia propagowania wegetariańskiej diety była priorytetem. Chciałam o tym pisać, a przede wszystkim uczyć się. Dbałam o to, by wszystkie artykuły były dobrze napisane, a przede wszystkim sprawdzone. Praca na blogu była ostatnim krokiem na drodze nauki i samorealizacji. Bardziej skupiałam się na sobie i swoich umiejętnościach oraz na tym, ile jeszcze muszę się nauczyć.

Facebook.com
Podziel się

Ile czasu minęło od momentu gdy zostawiłaś pracę w korporacji do czasu gdy zaczęły pojawiać się pierwsze pieniądze? W jednym z wywiadów przeczytałam, że nie zarabiasz na blogu.

WP

(Milczenie) Zawiesiłam się. Właśnie zdałam sobie sprawę, ile wydatków muszę ponieść w związku z udoskonaleniem bloga. Więc pewne kwestie związane z zarabianiem na blogu należałoby zrewidować. A pierwsze pieniądze pojawiły się dopiero po wydaniu pierwszej książki. Wcześniej były to jakieś drobne np. 300 zł. które zarobiłam na prowadzeniu warsztatów kulinarnych. Przez bardzo długi czas żyłam z oszczędności, które miałam uciułane ze stypendiów. Bywało też, że zapożyczałam się u chłopaka. W tamtym okresie łapałam się wielu idiotycznych prac, które nie przynosiły dużych kwot. Kiedyś nawet prowadziłam catering i gotowałam dla dziewczyn na planie filmowym, ale bardzo szybko okazało się ile czeka mnie nauki. Gotowanie i przeliczanie wydatków na składniki, to dwie bardzo rożne rzeczy. Z tej pracy czasem przynosiłam do domu 100 zł. Dopiero wydanie książki sprawiło, że przestałam się martwić o to, czy starczy mi do końca miesiąca.

Niedawno wyszła kolejna książka "Nowa Jadłonomia". I cały nakład został wyczerpany.

To niesamowite. Wciąż jestem zadziwiona życiem moich książek. Pamiętam, że kiedy wydawałam pierwszą, to moja mama mówiła o niej koleżankom w pracy, mając nadzieję, że sprzeda się choć kilka sztuk (śmiech). Ja też o niej myślałam w podobny sposób, bo przecież weganizm jest sprawą niszową. Pierwsze nakłady wynosiły około 3 tys. egzemplarzy na cały rok, a tymczasem one schodziły w mgnieniu oka! Co zabawne, wydawcy wciąż mnie ostrzegali - "pamiętaj, Polska to płytki rynek. Książki sprzedają się tylko po wydaniu, a potem giną”. A tymczasem moje książki sprzedają się jeszcze długo po dacie premiery. Pierwsza była wydawana w każdej możliwej wersji: z miękką okładką, twardą, ze skrzydełkami, w dużym i małym formacie. Każda była kupowana! Dla mnie niesamowite jest to, że ludzie pożyczają sobie książkę, a potem postanawiają kupić, bo pomaga im w kuchni.

Weganizm faktycznie wciąż jest niszą w Polsce. Więc, co Twoim zdaniem jest siłą tych książek?

WP

Dobre pytanie. Gdybym to wiedziała, byłabym bardzo bogatym człowiekiem. Bardzo długo pracuję nad każdą z książek. Dlatego są tylko dwie, a nie dwadzieścia. A mogłoby ich tyle być, tylko po co? Staram się poważnie podchodzić do tematu. Moje przepisy są dopracowane, sprawdzone i pyszne. Przede wszystkim staram się żeby były sensowne: żeby składniki były dostępne, żeby nie trzeba było siedzieć w kuchni przez kilka godzin, i żeby nie było zbyt drogo. Można zatem stwierdzić, że siłą książek jest prostota i dostępność. Bo wtedy ludziom chce się gotować.

Materiały prasowe
Podziel się

I chyba po prostu trafiłaś w swoją niszę. Twój blog, jest najpopularniejszym blogiem o kuchni wegańskiej.

Na pewno. Choć mam problem z określeniem słowa "nisza”. Gdy zakładałam bloga, wegetarianizm był marginalną rzeczą, a weganizm w zasadzie nie istniał. Pamiętam jakie to było trudne na początku. Wielokrotnie słyszałam, że czegoś nie mogę robić, albo z kimś współpracować, bo propaguję weganizm, a on nikogo nie zainteresuje. Teraz można mieć poczucie, że Jadłonomia wpisuje się w trend, ale początki były zupełnie inne.

WP

Ja uważam, że twoją siłą jest skromna osobowość. Wyróżniasz się na tle znanych blogerów. Kiedy zapytałam cię o możliwość przeprowadzenia wywiadu, zastrzegłaś, że nie chcesz byśmy rozmawiały o tobie. To nietypowe. Dziś każdy chce mówić tylko o sobie.

To bardzo miłe co mówisz. Jeżeli faktycznie tak jest, to bardzo się cieszę. Nigdy nie chciałam być osobą rozpoznawalną, nigdy nie chciałam być celebrytką. Jeśli moja twarz gdzieś żyje, to tylko dlatego, że wykorzystuję ją, by przemycać ważną dla mnie ideę. Mam społecznikowskie zacięcie.

I wyraźną misję...

A jestem dość sprytna w szerzeniu tej misji. Temat niejedzenia mięsa jest dla mnie o tyle ważny, że nie mówię o nim głośno. Staram się raczej dawać przykład i pokazać, że można jeść inaczej. Wierzę w to, że to ma głębszy, ukryty sens. Końcówka XX wieku oraz początek XXI wieku bardzo namieszały w produkcji jedzenia. Ta ilość i jakość mięsa oraz produktów pochodzenia zwierzęcych bardzo odbiega od zdrowych norm. Wierzę, że wegetarianizm i weganizm mogą pomóc zmienić świat, nawet jeśli zadbamy tylko o własne "podwórko". Staram się pokazać alternatywę i absolutnie nie ingerować w czyjś talerz.

Bo tak robią tylko ekoświrusy.

To byłoby szkodliwe gdybym ludziom coś narzucała. Najlepsza rzeczą jako mogę robić to dawać przykład i wybór.

Zawsze chciałam cię o to zapytać: skąd wzięła się nazwa "Jadłonomia"?

Jestem osobą o zadaniowym zacięciu i lubię szybkie decyzje. Pod koniec liceum chciałam założyć bloga, bo mama ciągle prosiła mnie o przepisy dla znajomych i denerwowało mnie to, że muszę je pisać, a potem drukować. Poprosiłam więc mojego chłopaka, żeby w końcu założył mi bloga. Chłopak powiedział, „Ok, zakładamy. Jaka jest nazwa”? I zdałam sobie sprawę, że nie mam nazwy! Zaczęłam kombinować: jedzenie, ekonomia... Zaczęłam łączyć dziwaczne nazwy i wyszło mi Jadłonomia. I tak już zostało.

Zdarza ci się jadać na mieście? Bywasz wybredna?

Bardzo lubię jeść na mieście, bo miejsc wegańskich jest teraz mnóstwo. Nawet w miastach średnich wielkości. Uwielbiam jadać w wegańskich knajpkach: w Poznaniu, Wrocławiu czy w Zielonej Górze. Żyję z gotowania, karmienia ludzi i myślenia o jedzeniu. Więc gdy nagle ktoś poda mi talerz z gotowym posiłkiem, czuję się wspaniale. A przez talerz spotykam drugiego człowieka. Myślę sobie - skąd ktoś miał taki pomysł na dany składnik; z czego wynika, że użył takiej przyprawy? Jestem ciekawa świata ale i jedzenia. Uwielbiam jeść, a obcowanie z jedzeniem bywa dla mnie bardzo satysfakcjonującym doświadczeniem.

A zdarzają ci się grzeszki? I nie pytam o wegański sernik z orzechów nerkowca.

Mam bardzo wyluzowane podejście do jedzenia. I wydaje mi się, że różnorodność jest najfajniejsza. Czyli przemyślane zdrowe orkiszotto, sałatka ale dla równowagi również zwykła, wegańska kanapka.

Domyślny opis zdjęcia na stronę główną Facebook.com
Podziel się

Dziś bloger jest człowiekiem instytucją. Musi znać się na marketingu, social mediach i pisaniu. A Ty sama wszystko ogarniasz?

Nie, to już nie jest możliwe. Miałam różne momenty - zatrudniałam osoby do pomocy, ale miałam też czas, że próbowałam wszystko robić sama. Teraz współpracuję z osobami, których pracę cenię: z graficzką strony, która wie, jak usprawnić mechanizm wyszukiwania czy dodawanie filtrów i kategorii. Współpracuję z typografką, Zuzą Rogaty, która pomagała mi podczas wydawania książek. Teraz dołączyła do nas Ania, która opiekuje się skrzynką na Facebooku. Wciąż dużo rzeczy robię sama, ale myślę że to będzie się zmieniać, bo w planach jest napisanie trzeciej książki.

Masz już na nią jakiś zamysł?

Tak, i niczego więcej nie powiem (śmiech). Praca nad książką zacznie się w przyszłym roku. A że długo pracuję nad każdą z nich, więc w księgarniach pojawi się prawdopodobnie za dwa lata. Myśl o niej budzi we mnie wielka ekscytację.

Czy w dzisiejszej blogosferze jest jeszcze miejsce na blogi kulinarne?

Nie śledzę już blogosfery. Jadłonomia jest już bardziej portalem kulinarnym, który żyje własnym życiem. Ale przyglądam się książkom kulinarnym, które pojawiają się na rynku. Myślę że tu jest jeszcze wiele przestrzeni na nowe tytuły i propozycje książek o daniach wegańskich.

Rozmawiała Kamila Gulbicka

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP