Karol Marks
Niezapomniane pierwsze zdanie Manifestu Partii Komunistycznej ma siłę pioruna. „Przeraźliwy potwór krąży po Europie” – w takiej wersji pojawiło się ono w pierwszym angielskim wydaniu, opublikowanym w gazecie „Red Republican” w 1850 roku w tłumaczeniu Helen Macfarlane, czartystki i feministki, która znała Marksa i Engelsa i którą obaj darzyli wielkim podziwem. Niestety, nie wiedzieć czemu „przeraźliwy potwór” jakoś się nie przyjął. Wersja, jaką obecnie znamy wszyscy, to tłumaczenie Samuela Moore’a, opublikowane w 1888 roku i od tego czasu przedrukowywane tysiące razy: „Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się w świętej nagonce przeciw temu widmu: papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci”.
Ta początkowa salwa przebrzmiała niemal tuż po wystrzale. Pierwsze niemieckie wydanie Manifestu ukazało się około 24 lutego 1848 roku, złożone przez Towarzystwo Oświatowe Robotników w Londynie (kupili w tym celu nową czcionkę gotycką), a potem oddane do drukarni niedaleko Liverpool Street przez młodego, pełnego entuzjazmu Friedricha Lessnera. „Byliśmy pijani entuzjazmem” – wspominał. Zanim odebrał gotowe egzemplarze – oprawione w odpowiednio jaskrawożółty papier – nadeszły wieści z Francji, że rewolucja już się rozpoczęła, w Paryżu są barykady i trwają walki na ulicach. François Guizot, człowiek, który podpisał nakaz wydalenia Marksa w 1845 roku, został pozbawiony stanowiska premiera 23 lutego; król Ludwik Filip abdykował następnego dnia, a jego tron dosłownie stanął w płomieniach. Kolejny z wrogów Marksa, austriacki kanclerz Metternich, został obalony trzy tygodnie później. Osiemnastego marca zawierucha rewolucyjna dotarła do Berlina.
Galijski kogut zapiał i nagle przebudziła się cała Europa. „Nadchodzi nasz czas, czas demokracji – pisał Engels w ekstatycznej depeszy do «Deutsche-Brüsseler-Zeitung». – Płomienie w Tuileryj i Palais Royal to jutrzenka proletariatu. Panowanie burżuazji wszędzie załamie się albo zostanie złamane. Miejmy nadzieję, że Niemcy pójdą w ślady Francji. Teraz – albo nigdy – wyrwą się one ze swego poniżenia”17. Niemcy – a raczej król Prus – miały inny pogląd na tę sprawę. Jego szpiedzy w Belgii przyglądali się „Deutsche-Brüsseler-Zeitung” z rosnącym przerażeniem:
Ta szkodliwa gazeta – relacjonował agent policji – bez wątpienia wywiera nader demoralizujący wpływ na nieoświeconą publiczność, do której jest adresowana. Kuszącą teorię podziału bogactwa przedstawia się robotnikom fabrycznym i najemnym jako przyrodzone prawo, wpaja im się także głęboką nienawiść do władz i reszty społeczeństwa. Ponura będzie przyszłość ojczyzny i cywilizacji, jeśli takimi działaniami podważy się religię i szacunek dla prawa, i jeśli zarażą się nimi niższe klasy społeczne.
Już w kwietniu 1848 roku ambasador Prus żądał zamknięcia tego wichrzycielskiego szmatławca, który „atakuje rządy Jego Królewskiej Mości w sposób odrażający, obelżywy i barbarzyński”.
Bezskutecznie. Ale gdy we Francji proklamowano republikę, belgijska policja wpadła w panikę. Późnym popołudniem 3 marca 1848 roku Marks otrzymał podpisany przez króla Belgii Leopolda I nakaz opuszczenia kraju w ciągu dwudziestu czterech godzin i bez możliwości powrotu.