WAŻNE
TERAZ

Wybory w Polsce 2050. Jest decyzja

Kabal

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Zamknął drzwi z wielką ostrożnością, uniósłszy je lekko na zawiasach, aby nie zdradziło go skrzypienie, i stał, nasłuchując. Dźwięki, które odbierał, komuś postronnemu niewiele by powiedziały, ale dla Zena stanowiły nieocenione wskazówki dotyczące ryzyka, z jakim będzie się musiał uporać.

Na końcu korytarza, za przeszklonymi drzwiami do salonu, matka głośno rozmawiała krótkimi wybuchami słów oddzielanymi dłuższymi przerwami. Zen nie rozumiał, co mówi, ale śpiewna intonacja i brzęczenie weneckiego "x" zdradzały, że to raczej dialekt, a nie włoski. Zatem jeżeli nie mówiła do siebie - zawsze istniała taka możliwość - to musiała rozmawiać przez telefon, z całą pewnością z Rosalbą Morosini, ich byłą sąsiadką z Wenecji, do której regularnie dzwoniła, aby poznać na czas wszystkie plotki i nowości w jedynym mieście, które nigdy nie będzie dla niej całkiem prawdziwe.

Gdzieś dalej dudnienie w tle to odgłos odkurzacza, wskazujący, że Maria Grazia, gospodyni, pracuje w jednej z sypialni w odległym końcu mieszkania. Zen szedł ostrożnie ciemnym korytarzem. Pokój po lewej stronie, wychodzący na ponure podwórko między domami, pełen był kartonów z papierami i zdjęciami, kufrów pełnych ubrań ojca i rozmaitych mebli, które z całością przetransportowano do Rzymu, kiedy matka w końcu dała się przekonać do opuszczenia rodzinnego domu nad kanałem Cannaregio.
Myśl o tym opustoszałym miejscu, które przenika krystaliczne, zmieniające się weneckie światło, sprawiała, że Zen poczuł się przez moment ulotnie nasycony, jak dziecko.

Niezwykle ostrożnie otworzył drzwi naprzeciwko. Wymyślne gipsowe gzymsy, szlaczek dookoła i róża na suficie zdradzały, że pokój miał służyć jako jadalnia, ale po przybyciu matki Zen autorytatywnie zdecydował, że będzie to jego sypialnia. Jeżeli chodziło o niego, wszelkie braki uroku i ciepła w nadmiarze rekompensowała bliskość drzwi frontowych. Wysoko na liście problemów stwarzanych przez jego matkę był ten, że za każdym razem, kiedy widziała, jak wkłada płaszcz, signora Zen chciała wiedzieć, dokąd idzie i kiedy wróci, a po powrocie oczekiwała szczegółowego sprawozdania z tego, gdzie był i co robił.

Dokładnie jak wtedy, kiedy miał dziesięć lat, mówiąc w skrócie. Zen doszedł do wniosku, że to jedyny sposób, w jaki matki potrafią utrzymywać kontakt z synami, i dlatego nie trzeba ich za to winić, a co dopiero próbować to zmienić. Pomimo tego denerwowało go to, szczególnie że związek z Tanią Biacis zaczynał stawiać coraz większe wymagania czasowe.

Zen nie żył już ze swoją żoną Luisellą od ponad dziesięciu lat, ale w oczach Kościoła i matki Zen a nadal stanowili małżeństwo. Podczas poprzedniego romansu z amerykańską ekspatriantką Zen wykorzystywał to jako sposób na utrzymanie dystansu. Ellen ostatecznie wróciła do Nowego jorku, rozczarowana niechęcią Zen a do pełnego oddania. Teraz role gwałtownie się odwróciły. Aurelio z radością przedstawiłby matce Tanię jako swoją fidanzata, tę użyteczną kategońę gdzieś między stałą dziewczyną a przyszłą żoną. To ona jednak odmówiła, śmiejąc się lekko, co - gdyby nie był tak bardzo zakochany - pewnie by go nawet obraziło.

- Przepraszam, Aurelio, ale po ośmiu latach jako signora Bevilacqua nie potrafię jeszcze stanąć twarzą w twarz z kolejną mamma.

Zatem nastąpił powrót do kłamstw i oszustw, które poprzednio charakteryzowały także jego związek z Ellen, jeżeli czuł się za nie mniej winny, to nie tylko dlatego, że jego uczucia do Tani miały samousprawiedliwiającą się intensywność, ale także dlatego, że jego matka nie była już tą patetyczną postacią jak w poprzednim okresie. Zmiana zaszła w ubiegłym roku, kiedy do mieszkania Zenów włamał się Vasco Spadola, były mafioso szukający zemsty. Signora Zen musiała wyjechać do Gilberta i Roselli Nieddu, gdzie tak wspaniale zajmowała się ich dziećmi, że teraz spędzała z nimi dwa popołudnia w tygodniu.

To zastępcze ciotkowanie - za co państwo Nieddu, których wszyscy krewni mieszkali na rodzimej Sardynii, byli niezmiernie wdzięczni - przemieniło signorę Zen z odludka, pozostającego w półśpiączce i żerującego na importowanych tasiemcowych serialach szczodrze wydzielanych na kanale piątym, w ożywioną, ciekawską, pełną zainteresowań i opinii starszą osobę nadal mocno krytyczną wobec miasta, w którym mieszkała jak cudzoziemka, ale jednocześnie świadomą jego atrakcji i możliwości. Zen z początku miał w związku z tym mieszane uczucia, gdyż musiał zrewidować część własnych nawyków i poglądów, ale szybko zaczął doceniać fakt, że signora Zen bywała częściej poza domem. W każdym znaczeniu tego słowa łatwiej było się wykraść i spędzić czas z Tanią, kiedy wiedział, że matka radośnie zajmuje się czymś gdzie indziej.

Musiał jednak panować nad swoimi historiami, a w obecnym przypadku oznaczało to, że nie może być widziany w domu. Przez ostatnie dwa dni nie było go ani w domu, ani w pracy, ale dla matki jego nieobecność nie była spowodowana chorobą, lecz pilną misją we Florencji. Zen, zaalarmowany skutkami telefonu Moscatiego do matki, zadzwonił do niej rano z łóżka Tani i powtórzył tę samą historię, więc trudno byłoby mu wytłumaczyć nagły powrót zaledwie kilka godzin później. Stąd ogromna ostrożność, z jaką zamknął się w sypialni i podszedł do komody, omijając trzeszczące deski podłogowe w nogach łóżka.

Wysunął środkową szufladę tak uważnie, jak gdyby pełna była materiałów wybuchowych, chociaż na pierwszy rzut oka nie zawierała niczego poza skarpetami i bielizną. Zen przesunął stos podkoszulków z tyłu szuflady i wyciągnął małą, szkarłatną plastikową torebkę z napisem Profumeria Nardi. Otworzył ją i spojrzał na splątaną żyłkę z końcówką stopioną w kulkę płomieniem zapalniczki. Pozostały fragment nadal tam będzie, przywiązany do balustrady górnej galerii pod kopułą bazyliki Świętego Piotra. Też będzie zakończony kulką z przezroczystego plastiku, lekko pociemniałą od ognia.

Wepchnął torebkę do kieszeni płaszcza i podszedł do szafy w kącie. Przyciągnąwszy spod umywalki rozpadające się krzesło, zdjął z szafy małą skórzaną walizkę. Po cichu odpiął zamki i podniósł wieko. Walizka pełna była paczek, pudełek i papierów. Zen wyciągnął małe, płaskie drewniane pudełko, które musiało leżeć dnem do góry, gdyż wieczko na zawiasach otworzyło się i cała zawartość z grzechotem rozsypała się po podłodze.

Matka nie usłyszała hałasu albo uznała, że pochodzi z zewnątrz, gdyż nie przestała mówić. Zen uklęknął i pozbierał narzędzia i instrumenty. Jeden potoczył się pod łóżko i kiedy Aurelio wczołgał się tam, żeby go odnaleźć, zauważył napis na drewnianej ramie. Z pewnym trudem odczytał nieregularne litery: Zen, Anzolo, Zuane, 28.03.1947.
Napis zamazał się i Zen poczuł, jak ogarnia go straszna panika. Chwycił metalowe narzędzie, którego szukał, i gwałtownie wydostał się spod przesączonej snami konstrukcji łóżka, z powrotem do światła i powietrza pokoju. Nazwisko na łóżku należało do jego ojca - po włosku Angela Giovanniego - ale napis wykonał on sam, a w roku 1947 wymieniony w nim człowiek musiał już dawno być martwy, w jakichś zamarzniętych trzęsawiskach albo sowieckim obozie. Tylko syn nadal potajemnie, za sprawą czarów, nalegał na jego ciągłą obecność w tym domu.

Wstał i otrzepał się z kurzu, a potem na palcach podszedł do drzwi na korytarz. Nacisnął skrzydło, aby zasuwa nie szczęknęła o krawędź otworu we framudze, ujął klamkę i nadusił. przyłożył ucho do szczeliny i nasłuchiwał. Ku jego rozczarowaniu radar powietrzny; na którym polegał, ucichł. Jedynym odgłosem był nieustający szmer ulicy. Zerknąwszy na zegarek, szybko otworzył drzwi. Zajęczały zawiasy.
- To ty? - zawołała matka.
- Co? - odkrzyknęła Maria Grazia z sypialni.
- Czy to ty?
Zapadła cisza, gosposia przerwała pracę i zjawiła się w drzwiach salonu. - To byłaś ty?
- Co ja byłam?
- Ten odgłos?
- Jaki odgłos?
- To brzmiało, jak... jakby otwierały się frontowe drzwi.

Matka mówiła niespokojnie. Po włamaniu domy nigdy nie są takie same. Przysadzista postać Marii Grazii nagle zjawiła się w obrysie przeszklonych drzwi salonu. Zen cofnął się gwałtownie.
- Są zamknięte - stwierdziła gosposia, najprawdopodobniej spojrzawszy wcześniej na korytarz.
- Idź i sprawdź! - nalegała matka Zena.
Aurelio próbował zamknąć drzwi, ale było za późno.
- Matko Boska! - krzyknęła Maria Grazia, kiedy go zauwazyła.
- Co się stało? - zawołała signora Zen z salonu. - O co - chodzi?
- Nie ma mnie tu! - szybko wyszeptał Zen.

Maria Grazia położyła dłoń na obfitych piersiach i bezgłośnie wyraziła ulgę.
- Wszystko w porządku, signora - zawołała. - Tylko uderzyłam się w łokieć.
Otworzyła drzwi i wykonała energiczne ruchy, przeganiając Zena, który opuścił kryjówkę i wymknął się na wolność, na schody, z uśmiechem wdzięczności.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟