Jestem klonem!
VII Beniamin zamknął pokój na klucz. W głowie miał tylko jedną myśl: „Pamiętnik!”. Wyciągnął go z zamykanej na klucz szuflady i położył na biurku w kręgu światła lampy. Otworzył pamiętnik i na pierwszej stronie ujrzał napis, którego się spodziewał: „Pamiętnik Kastora Lerchera”. Nie sądził jednak, że zobaczy pismo podobne do własnego — charakterystyczny dla mańkuta styl, precyzyjny i dokładny, lekko pochylony na lewo, o dużych, nieco dziecięcych literach. Drżącymi palcami zaczął przewracać kartki pięknego florenckiego papieru zapisane tylko z jednej strony. Beniamin zauważył od razu, że pamiętnik powstał podczas ostatnich kilku miesięcy życia Kastora. Ostatnią stronę napisał na dzień przed wyjazdem do Grecji. Początkowo chciał przeczytać pamiętnik jednym tchem jeszcze tego wieczoru, jednak powstrzymał się z wielkim trudem, bo nagle zaświtała mu w głowie myśl, że pamiętnik stanie się drabiną prowadzącą do gwiazdozbioru Bliźniąt, że połączy go z Kastorem. Przyszło mu też do głowy, by pójść śladami brata,
zapisując od czasu do czasu własne wynurzenia, odczucia, nastroje, radości i smutki. Nie zamierzał pisać pamiętnika, tylko rozmawiać z bratem, czuć się bliżej niego. Postanowił również, że rozpocznie pisanie dokładnie w tym samym dniu, w którym zaczął swój pamiętnik Kastor. Tak więc zamknął pamiętnik w szufladzie i nie tknął przez wiele tygodni, aż do pewnego marcowego wieczoru. Wtedy to rozpoczął tak drogie mu przeszukiwanie zakamarków pamięci i uczuć Kastora, przeczytał pierwszą stronę jego pamiętnika i zaczął z nim rozmawiać.
„Pamiętnik Kastora Lerchera”. 21 marca
To nie ja wpadłem na to, żeby pisać pamiętnik. Pomysł ten podsunął mi stary przyjaciel taty, Grzegorz, profesor greki. Mówi, że to dobrze robi. Kazał mi obiecać, że będę pisał tylko wtedy, gdy będę miał na to ochotę, a nie z obowiązku czy — co gorsza — z przyzwyczajenia. Nie trzeba mi było tego powtarzać.
Dziś jest pierwszy dzień wiosny. Tego lata skończę szesnaście lat. Szesnaście lat! Mama uparcie widzi we mnie małego chłopca, tata jakby nieco mniej. Oczywiście, zaprzeczają, że tak jest. Wyczytałem gdzieś, że prawie wszyscy rodzice łudzą się, że czas nie płynie, i dlatego uparcie traktują swoje potomstwo jak wieczne dzieci. Tak... ale oczekują, że będziemy zachowywali się jak dorośli. W tym, co wyczytałem, musi coś być, bo mama, gdy zebrało jej się na wyznania, powiedziała, że narodziła się na nowo, gdy ja się urodziłem. Mam matkę rówieśniczkę! A może jestem niesprawiedliwy i nie powinienem tak ironizować. Prawda jest taka, że jestem szczęściarzem mając takich rodziców — kochają mnie i nie próbują na siłę narzucać mi swoich przekonań, jak to robi większość starych moich kumpli. Tata nie raz mi mówił, że wychowanie nie opiera się na zasadach, ale na przykładach, a przede wszystkim na miłości. Tata jest filozofem. Mam to szczęście mieszkać w ładnym domu, w pięknym mieście. Chciałbym, żeby wszyscy byli takimi
szczęściarzami, jak ja, a przecież na świecie trwają wojny i panuje głód, często chłopaki w moim wieku gonią z karabinem, jeśli w ogóle dożywają mojego wieku. Jednak czuję, że jestem niewdzięcznikiem wobec Losu, a przede wszystkim wobec rodziców, bo tak w głębi duszy nie jestem szczęśliwy. Czasami to sobie wyrzucam. Kto wie, czy nie byłbym szczęśliwy, gdybym miał obok mnie utraconego braciszka? Kto wie, jak by minęło tych piętnaście lat razem z bratem, jeśliby nie umarł? Rosnąć razem w brzuchu mamy, a potem — nic, nawet jednego wspomnienia. Kto wie, dlaczego mama i tata nie chcieli mieć już więcej dzieci? Może nie mogli. Ciągle nie umiem tego zrozumieć. Czasem marzę, żeby mój brat powrócił, ale taki maleńki, jak wtedy. A ja przekazałbym mu wszystko, czego nauczyłem się przez tych piętnaście lat, i zawsze bym przy nim był. Powracam w marzeniach do zabaw z dzieciństwa i nie czuję nudy ani zmęczenia. Ale sen z otwartymi oczyma trwa chwilę, a potem jestem sam.
No, nieźle rozpocząłem ten pamiętnik!
Beniamin — odwrocie kartki
Kastorze, nie jestem bratem, o którym śniłeś (nawet nie wiedziałem o jego krótkim istnieniu). Ile rzeczy ukryli przede mną tata i mama! Jestem nieco bardziej dojrzały od ciebie, ale zaledwie o parę miesięcy — 29 marca skończę szesnaście lat. Urodziłem się po twojej śmierci i mam wrażenie, jakbym cię zastąpił. Gdybyś ty widział, jak jestem do ciebie podobny! Wyglądam jak twój bliźniak. Dziwne są żarty natury. Piszę do ciebie te linijki i będę pisał tak długo, jak długo trwać będzie twój pamiętnik. Ogarnia mnie dziwne uczucie: piszę do ciebie, gdziekolwiek jesteś, w nadziei, że możesz to przeczytać, choćby sercem, ale właściwie wydaje mi się, jakbym pisał do siebie samego. Tak bardzo mi cię brakowało, Kastorze, i jakie to przeżycie przeczytać pierwszą stronę twego pamiętnika, całą przepełnioną braterską miłością! Ja też nie jestem szczęśliwy, wiesz? Ale od dzisiaj nie będę taki samotny. Tyle rzeczy chciałbym ci napisać, ale nie wiem, co wybrać, od czego zacząć. Boję się, że wydam ci się ciekawskim i naiwnym
dzieckiem, lecz mimo to chciałbym cię o coś prosić, o coś najważniejszego. Odważę się jednak i spróbuję: opowiedz mi, jeśli możesz, co się dzieje po śmierci? Ile razy zadawałem sobie to pytanie, myśląc o tobie. Wśród moich kolegów z klasy poglądy są podzielone i różne: jedni uważają, że po śmierci jest drugie życie, inni temu zaprzeczają. Mało się o tym mówi, jeśli w ogóle się mówi. Czasem nawet rzuca się na ten temat jakiś dowcip. Giulio, wielki oryginał, o którym ci jeszcze opowiem, klepnął mnie kiedyś w plecy i powiedział, żeby pewne sprawy zostawić staruszkom. Nie przekonał mnie, rzecz jasna, ale powiem ci szczerze, że mam mgliste poglądy na śmierć. Sądzę, że tak naprawdę nikt nie wie, co nas czeka.
To samo pytanie zadałem którejś niedzieli tacie i mamie. Siedzieliśmy wtedy przy stole. Tata omal się nie zadławił kawałkiem jedzenia i odpowiedział, że woli nie fantazjować na temat czegoś, czego nie zna. Mama powiedziała po prostu, że nie wie, i że być może jest tak, że to, co staje się po śmierci. zależy od tego, w co człowiek wierzył za życia. Mówiła też, że gdy już odejdzie, chciałaby zamieszkać w jakimś kąciku mojego serca i w moich wspomnieniach; przynajmniej ma nadzieję, że tak będzie. Był też u nas Grzegorz, który mrugnął do mnie okiem i powiedział: „Twoje lata dopiero rozkwitają, a ty już się zastanawiasz, jak będzie na końcu? Znamienne”. Potem podniósł kieliszek i zachęcił nas do wzniesienia toastu: „Za życie!”. Tylko ty możesz dać mi odpowiedź, Kastorze. Naprawdę chcę cię poznać, chcę wiedzieć, czy jeszcze w jakiś sposób istniejesz, czy jesteś teraz choć troszkę szczęśliwszy. Może wy, dusze, możecie pokazywać nam się tylko w snach. Jeśli mnie słyszysz, proszę, odwiedź mnie. Nie wymagam, byś
zjawił się już tej nocy, lecz mam nadzieję spotkać cię, prędzej czy później. A więc, czy dasz mi odpowiedź na moje pytanie? Mało już miejsca na tej stronie, przyjdzie mi zakończyć tym samym stwierdzeniem, co ty — nieźle rozpocząłem ten pamiętnik!
„Pamiętnik Kastora Lerchera”. 22 marca
W każdej klasie jest jakiś zgrywus; w naszej klasie jest nim Stefan. Dzisiaj, jak zwykle, Stefan cały czas przeszkadzał w lekcji opowieściami o swoich ostatnich miłosnych podbojach. Pod koniec miałem już tego dość i na przerwie, przy wszystkich, przerwałem mu mówiąc, że choć z nauką u niego kiepsko, to ma zapewnioną przyszłość jako opowiadacz niestworzonych historii. W pierwszej chwili chciał się na mnie rzucić, ale odciął się tylko, że jeśli chodzi o kobiety, to jestem ostatni w klasie. Muszę przyznać, że miał rację. Na samą myśl, że miałbym podejść bliżej do jakiejś dziewczyny, nogi mam jak z galarety. Nie potrafię swobodnie rozmawiać z Tycjaną. Zazwyczaj jest tak, że chłopaki w moim wieku przesadzają, udając doświadczonych facetów, dla których seks nie ma tajemnic, ale jeśli o mnie chodzi, to w tej materii poruszam się jak dzieciak. Skąd ten pośpiech, by dorastać? O pewnych rzeczach w ogóle nie rozmawiam z rodzicami; gdybym to zrobił, chyba spaliłbym się ze wstydu. A przecież są inteligentni, otwarci,
wyczuleni na każdy mój problem. Mógłbym o tym pogadać z Grzegorzem, ale u niego seks ma raczej wymiar nieziemski, więc nie sądzę, żeby dał mi jakąś dobrą radę. Co tu dużo mówić: jestem kompletnie nieprzystosowany. Może urodziłem się w złej epoce. Wolałbym żyć w starożytnej Grecji albo we Florencji z czasów Dantego i Cavalcantiego, mając, rzecz jasna, tych samych rodziców. Tragicznie u mnie w kwestii miłości, nie lepiej też z przyjaźniami. Przyjaźń to pokrewieństwo dusz, bliskość, którą odkryłem jak na razie tylko ze starym Grzegorzem. Tyle tylko, że Grzegorz nie jest kumplem z klasy, a moim ukochanym nauczycielem.
Beniamin — na odwrocie kartki
Kastorze, to ja mógłbym być autorem tej drugiej kartki twojego pamiętnika. Z nikim nie czuję się specjalnie związany, oprócz ciebie. Grzegorz byłby idealnym przyjacielem, ale jest dla mnie bardziej zastępczym ojcem. Niekiedy czuję się, jakbym nie miał korzeni. Czasem w towarzystwie zachowuję się jak błazen, ale to tylko mój sposób maskowania nieśmiałości. Tu bardziej chodzi o autoironię. Zwierzę ci się, że jeszcze nigdy nie całowałem się z dziewczyną, wiesz, tak naprawdę. Jest jedna dziewczyna, która mi się podoba. Prawdę mówiąc, znalazłoby się ich więcej, ale Eleonora podoba mi się najbardziej ze wszystkich. Ma błękitne oczy i brązowe, przycięte na pazia włosy. Jest nieco wyższa ode mnie, co mnie trochę onieśmiela. Jak tylko się do niej zbliżam albo jak próbuję z nią porozmawiać, odczuwam to samo, co ty przy Tycjanie. To niesamowite, że jestem do ciebie podobny nawet w tym. Oczywiście bardzo się z tego cieszę. Wszystko w tobie mnie przyciąga i fascynuje, ale gdy się nad tym zastanowię, przeraża mnie to, a
nasze podobieństwo wydaje mi się niewiarygodne. Jak sen. Jeśli tak jest, mam nadzieję, że się z niego nie obudzę, że nie będę znów sam.
„Pamiętnik Kastora Lerchera”. 24 marca
Co to za życie być w połowie synem sztuki! Dzisiaj znowu musiałem robić za modela, stojąc przez godzinę w jednej pozycji przebrany za Pulcinellę. Czułem się trochę głupio, ale zostały już do zrobienia tylko retusze. Jutro mama powinna skończyć mój portret, ale już widać, że kolorystyka wyszła jej genialnie. Mama naprawdę jest wielką artystką. Zaproszono ją do wystawienia prac w jednej londyńskiej galerii. Chciałbym z nią pojechać, ale to nie możliwe ze względu na szkołę.
Beniamin — na odwrocie kartki
Dziś po południu nie było rodziców, więc znowu poszedłem na strych zobaczyć, co jeszcze kryją skrzynie. Znowu ujrzałem portret Pulcinelli i wyobraziłem sobie, jak się męczysz w roli modela. Spróbowałem założyć twój kostium — strasznie śmierdzi naftaliną, ale pasuje mi prawie idealnie. Stanąłem przed lustrem, bez maski i stożkowego kapelusza, zmierzwiłem włosy próbując przybrać ten sam wyraz twarzy, nieco zasmucony, który mama uchwyciła na portrecie. Potem przejrzałem album ze zdjęciami — żebyśmy się dobrze zrozumieli — ten sam, o którym nasi drodzy rodzice mówili, że zaginął. Miałem wrażenie, że oglądam nie zwykły album, ale film o twoim życiu, a może i o własnym. Tak bardzo, bardzo cię przypominam. Sądzę, że mało kiedy dwaj bracia są tak podobni i tak ze sobą związani, jakby byli syjamskimi bliźniętami!