Jesienne ognie

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Gdy słońce zaszło, zjechaliśmy z drogi i znaleźliśmy sobie miejsce w jednym z niewielkich gajów, z których tak słynął kiedyś ten kraj. Dlaczego słynął? Ano dlatego, że w istocie te zagajniki były siedliskami driad, porzuconymi osiemnaście lat temu.
Ogólnie biorąc, wszyscy tak zwani potomkowie feyrów — zarówno starsi, jak i elfy, wspomniane driady, gnomy, orki, trolle oraz inne magiczne narody i plemiona zaraz na początku także padły ofiarą ataku. Ludzie pospiesznie próbowali zawrzeć z nimi przymierze. Tylko że... Gnomy nieuważnie wysłuchały posłów, burknęły coś w stylu „dawno trzeba było z wami zrobić porządek, chwała feyrom, że się za to wzięły” i zaszyły się w swoich kopalnianych szybach. Driady — najbliższe prawdziwym feyrom — skryły się wewnątrz zaczarowanych drzew i nosa stamtąd nie wystawiały. Orkowie poradzili posłom, żeby się przeszli za Wrota — czyli innymi słowy „do wszystkich diabłów”. Z tej ogólnej polityki chowania głowy w piasek wyłamały się tylko elfy.
To oni, rdzenni mieszkańcy Burzliwej Puszczy, najsilniej odczuli pierwsze uderzenie. Zginęła ich wówczas niemal połowa. Dysząc żądzą zemsty, elfy sformowały armię i wraz z ludźmi ruszyły pod Wrota.
Armia złotowłosych przystojniaków przekroczyła Wrota, nie napotykając żadnego oporu. Przez trzy godziny ludzkie oddziały czekały pod Wrotami, ale magowie nie otrzymywali żadnych wiadomości. Wreszcie elfy wyszły z powrotem — i niezwłocznie skierowały się w stronę Wiecznych Dąbrów. Później władca elfów przysłał do Akademii list z kwiecistymi, wyszukanymi usprawiedliwieniami, stwierdzając w nim, że Książęta czynią swoje prawo, a elfy nie zamierzają odtąd angażować się w tę wojnę. I tak to się skończyło. Elfy zaszyły się w swoich leśnych miastach, a feyry omijały je szerokim łukiem.
— Nad czym tak rozmyślasz? — spytał Kes, niedbale rzuciwszy na trawę zwinięty koc i przeciągnął się, aż wszystkie stawy mu zatrzeszczały. Po chwili wahania zrzucił płaszcz, zostając tylko w cienkim podkoszulku rozchełstanym na piersi.
— A tak sobie myślę. Nie wiem, przejść się po krzakach i zrobić mały zwiad, czy przelecisz je czarami?
— Przejdź się, a ja tymczasem skombinuję coś do jedzenia. Tylko ostrożnie, jesteśmy za blisko twoich ulubionych lasów, a że broń masz taką samą jak wszystkie elfy...
— Że co proszę?!
— A bo wy z tych feyrzych pokoleń zawsze tacy sami: srebro, serwantki, serwetki i fintifluszki.
Zgrzytnęłam zębami. Oj, stanowczo kiedyś zamienimy się miejscami. Niech ja tylko powstrzymam ludzi i feyry od wzajemnego wyrzynania się, a wtedy zajmę się planowym polowaniem na konkretnego łapsa, żeby mu wbić do tego pustego łba chociaż jedną rozsądną myśl.
— Pożogar, idziemy!
Chwyciłam psa za kark.
— Złapiemy paru wrednych feyrów i zamordujemy ich ze szczególnym okrucieństwem. Nagle dotarło do mnie, że jak odejdziemy z polany, to trafi w nas zaklęcie poszukiwawcze. Do licha!
— Ej, Kes, a może by jednak magią, co?
— Dajże spokój, na parę mil dookoła nikogo nie ma! — machnął ręką, zajadle grzebiąc w jednym z worków.
— Jeśli nie masz szpiegomanii, to możesz się tu spokojnie rozgościć i odpocząć.
Co jemu się zdawało? Że usłyszawszy coś takiego, zawstydzę się i rzucę się mu pomagać w urządzeniu obozu?! Naiwniak.
— Kes, a co ty właściwie chcesz jeść? — spytałam, opierając się o gruby pień starego dębu. Pożogar położył mi łeb na kolanach. — Żeby palić ognisko w środku gaju driad, trzeba być samobójcą.
— Albo magiem. Jak ci się zdaje, dlaczego wybrałem właśnie to miejsce na nocleg?
Zdążył już nazbierać chrustu i teraz w skupieniu pstrykał palcami, próbując rozpalić ognisko. Mhm… Pamiętam, że jak przyjeżdżał do domu, ciągle się skarżył, że nie cierpi lekcji piromagii. Nagle jego starania przyniosły skutek. I to jaki! Słup ognia wystrzelił w górę na metr czy dwa, lecz nie z przygotowanej sterty patyków, a z własnej ręki Kesa. Wstrząsnął płonącą dłonią, ale ogień nie miał najmniejszego zamiaru gasnąć. Skupiwszy się, zdołał jednak przerwać działanie zaklęcia. Rękę, jak było do przewidzenia, miał całą, bez najmniejszego śladu oparzenia. Zaklinacz, jak się patrzy, szlag by go trafił!
Z żalem zepchnęłam z kolan łeb i łapy Pożogara, ciężkie, lecz, o dziwo, uspokajające, i wstałam.
— Ej, a może by go tak krzesiwem? Czy może u czarodziejów taki fason, że kartofle się piecze tylko na własnej dłoni?
Posłał mnie za Wrota, zamknął oczy i wyrzucił z siebie jakąś inkantację. Gdy wreszcie skończył, ogień płonął raźno, a ja opiekałam na cienkim badylu znalezioną we własnych jukach piętkę chleba, już trochę czerstwą, ale jeszcze jadalną. Po co się ma marnować, jak sama nie zjem, to dam Pożogarowi. Ten jaskiniowiec jadł wszystko i wszędzie. Zupełnie jakby chciał odjeść się za wszystkie lata wojny.
— Nic nie rozumiem! — Kes zerwał z mojego patyka chleb i wepchnął sobie od razu połowę do ust. — To nie ja! — ciągnął, nie zwracając uwagi na moje oburzenie.
— Jakiś czarodziej - żartowniś to zapalił, nie ja! Ale na ileś mil wokół nie ma magów! Nic... mniam... nie rozumiem...
Patrzyłam smętnie, jak chleba ubywa. No, dobrze, mag. No, dobrze, rozpalił. No, pożartował sobie. Dobrze, na milę wokół nie ma magów. I co z tego?
Chwila! Jeśli ich nie ma nigdzie w pobliżu, to znaczy, że tajemniczy żartowniś znajduje się gdzieś na tej polanie!
Kes najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku. Wypowiedział parę zaklęć, których nie mogłam odbić. Potrząsnął głową jak ogłuszony.
— Dziwne. Ty nie masz mocy. A już myślałem... ale w takim razie kto?
— Nie wiem — mruknęłam z największym przekonaniem, na jakie potrafi łam się zdobyć. — Nie masz nic przeciwko temu, że się na chwilę oddalę?
— Gdzie?
— W krzaczki! — nie wytrzymałam. — Zamierzasz mi towarzyszyć, czy jednak przygotujesz coś do jedzenia?
Ja wiem, że tak nie można z ludźmi, a już zwłaszcza z tymi, którzy uważają się za przedstawicieli tak zwanej silniejszej płci. Mężczyźni to w ogóle strasznie wrażliwe towarzystwo, mają delikatną konstrukcję psychiczną, są nerwowi i bardzo łatwo ich urazić. Kes należał do chlubnych wyjątków. Zamiast wysunąć kolce, roześmiał się i zaraz zapomniał o tajemniczym kawalarzu.
Skinąwszy na Pożogara, ruszyłam w stronę zarośli rosnących w bezpiecznej odległości od Kesa, oszacowawszy, że mimo wszystko jeszcze znajdują się w strefie, w której zaklęcie poszukujące mnie nie wykryje.
— Co ty kombinujesz?! — syknęłam, gdy tylko gałęzie nas zasłoniły. — Całkiem ci rozum odebrało, kundlu zatracony? A gdyby on nie był taki naiwny?
Pożogar spojrzał na mnie i z widocznym rozdrażnieniem zamachał ogonem na boki.
— A co ja mam do tego? Lepiej nie pozwalaj mu używać magii ogniowej, bo po nas wszystkich zostanie tylko trochę popiołu i żałobne wiersze!
— Bo co? Przestań mówić ogródkami, powiedz jasno, co się stało!
— Księżniczko, a toż sami mogliście się domyślić! Jesteście Płomieniem Jesiennych Ogni, mówiłem to już ze sto razy! To nie wasz czas, moc jest uśpiona, ale przez to nie staniecie się kimś innym, nie przestaniecie być ogniem.
— Pożogar! — jęknęłam. — Prosiłam! Jasno, zrozumiale, zwięźle i bez zagadek? Co: ja? Jaka ja?
— Jeszcze trzeba wyraźniej? Dziewczyno, słuchaj: jesteś płomieniem, co przyciąga do siebie dusze, które nie zaznały spokoju, jesteś jego duszą i istotą, tak jak Łowiec jest duszą i istotą jesieni.
Niby kim ja jestem…? Dobre pytanie. Sama bym chciała wiedzieć!
— Ale ja niczym się nie różnię od człowieka! No, prawie niczym... Jaki znowu płomień? Jakie dusze?
— To zewnętrzna powłoka, może oszukać każdego, ale nie ciebie samą. Zajrzyj w siebie, to zrozumiesz.
— W siebie? Znaczy co, mam sobie rozpruć brzuch i zrobić przegląd flaków?
— Księżniczko, przestań! Po prostu pomyśl o tym, za kogo siebie uważasz, a znajdziesz odpowiedź...
Tak bym też na pewno zrobiła, gdyby nie Kes, który właśnie z trzaskiem przedzierał się przez gęstwinę.
— Czy mi się zdaje, czy z kimś rozmawiałaś? — Rozglądał się, próbując ustalić, gdzie się podział mój rozmówca.
— Sama ze sobą — burknęłam. — A tak przy okazji, nie przyszło ci do głowy, że trzeba było mnie uprzedzić, zamiast tłuc się tutaj jak troll po składzie porcelany?
Wymownie spojrzałam na swój rozpięty pas (dzięki Bogu, wpadłam na pomysł, żeby się ubezpieczyć). Kes zarumienił się, jego uszy na tle srebrzystych włosów zrobiły się wręcz malinowe. Wymamrotał pod nosem coś, co brzmiało jak zdawkowe przeprosiny. Machnąwszy ręką na natręta, zapięłam pas i ruszyłam w stronę ogniska, od którego dochodziły smakowite zapachy. Okazało się, że Kesa łatwo uspokoić i odsunąć od siebie podejrzenia. A w ogóle, robi się strasznie miły, kiedy jest mu głupio. Aż po prostu żal mnie ogarniał na myśl, że w ostatecznym rozrachunku tak czy owak będę go musiała zabić. Albo on mnie — to już jak się trafi . Na razie skłaniałam się do myśli, że on jest silniejszy. Silniejszy... bo też ja nie stałam się feyrem. Poruszam się, zachowuję i myślę jak człowiek, właściwie uważam się za człowieka. Ta myśl walnęła mnie jak obuchem. Co to mówił Pożogar? Zapytaj samą siebie?
Rzuciłam się na koc i, nie zwracając uwagi na dalszy ciąg usprawiedliwień zakłopotanego maga, zadałam sobie proste i jasne pytanie: „Kim jestem?”Odpowiedź przyszła od razu — w postaci wizji...


Galop graniczący z lotem, wiatr chłoszcze po twarzy. Dziadziu! Dziadziu, jeszcze szybciej! Szybciej!
Za plecami trzepoce podarowany przez ojca płaszcz, utkany z północnych wiatrów, spadania liści i blasku księżyca. Obok mknie jesienna sfora — wierne gończe złotego słońca. Gra Róg dzikich łowów, dalej i dalej mknie jesienna kawalkada.
— Leć, Rey-line, leć, dziewczę...
Płaszcz sam ze mnie sfruwa, porywa go ognisty jastrząb. Za mymi plecami rozpościerają się ogromne skrzydła, jakby ptaka, ale zamiast piór tańczą w powietrzu języki płomieni. — Leć, Ogniu Jesiennych Ognisk, wezwij ich! Wezwij tych, którzy nie żałowali swojej krwi dla marzeń i honoru! Wezwij ich, Wielkich Wojowników, którzy padli w dawnych walkach Ładu z Chaosem... Wskaż im drogę.


— Rey! Rey!!! Co tobie?
— Wszystko w porządku! — machnęłam ręką, uciszając natrętny głos wyrywający mnie z odnalezionego wspomnienia. — Przypomniało mi się trudne dzieciństwo i chciałam pomedytować. Co jest?
— No... jedzenie właściwie gotowe. Chciałaś jeść...
— To czego nic nie mówisz?
Otóż i nasza kobieca logika. W całej okazałości.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇