Jedna Dharma
ROZDZIAŁ PIERWSZY ###Wiele ścieżek, jedna droga
Istnieje jedna Drahma, a nie wiele;
Różnice wynikają z potrzeb ignorantów.
Seng Tsan, trzeci patriarcha zen
Klasztor Dai Bosatsu jest wtulony w zbocza gór Catskill w północnej części stanu Nowy Jork. W pokoju medytacyjnym z widokiem na Beecher Lake siedziało nas czterdzieścioro. Był wczesny maj i zima wreszcie ustępowała wiośnie. Nyoshul Khen Rinpocze, sławny mistrz medytacji tybetańskiej dzogczen, wprowadzał nas w praktykę poprzez inicjację, nauczanie i swą niezwykłą obecność.
Podobnie jak wielu nauczycieli buddyjskich, miał zarówno fantastyczne poczucie humoru, jak i niespotykaną mądrość i współczucie, które urzeczywistniał w życiu.
Panowała atmosfera spokoju i głębokich nauk, a mimo to w moim umyśle toczyła się zacięta walka. W życiu człowieka przychodzą takie chwile, gdy filozofia i umiłowanie mądrości przekształcają się z subtelnej muzy we wstrząsającego naszym życiem boga. To była jedna z takich chwil.
Dręczył mnie duchowy dylemat, którego mój umysł nie potrafił rozwikłać. Czułem się tak, jakbym zgodnie z najlepszymi zasadami zen połknął rozpaloną do czerwoności żelazną kulę i nie mógł jej ani strawić, ani wydalić. Powodem tego kryzysu było spotkanie dwóch starożytnych buddyjskich tradycji, z których każda miała swoje metody, język i filozofię oraz własny punkt widzenia. Przez ponad dwadzieścia pięć lat zgłębiałem nauki tradycji therawady, szczególnie w ujęciu Mahasi Sayadawy z Birmy.
Jego niezwykła mądrość i wiedza w dużej mierze przyczyniły się do odrodzenia się zainteresowania praktyką Satipatthana, zwaną też "Czterema Podstawami Uważności", którą Budda nazywał bezpośrednią drogą do oświecenia. Zgodnie z birmańskim poglądem praktyka medytacji prowadzi do wolności, która przekształca nawet samą świadomość. Wszystko inne oznacza, że wciąż jesteśmy uwięzieni w cyklu narodzin i śmierci.
Jednak wiosną 1991 roku słuchałem nauk dzogczen o naturze umysłu, które nie do końca pasowały do binnańskiego modelu. Dzogczen, znane też pod nazwą "Naturalnej Wielkiej Doskonałości", to najwyższe nauki szkoły ningmapa buddyzmu tybetańskiego. Poetyckim językiem Rinpocze nauczał o poglądzie dzogczen, zgodnie z którym zjednoczenie świadomości i pustki to prawdziwa natura wyzwolonego umysłu. I dlatego przez ponad miesiąc bezlitośnie dręczyły mnie dwa pytania: Która ścieżka jest właściwa - "wolność przekształcająca świadomość" czy też "wolność jest świadomością"? Oraz - Skąd mam wiedzieć?
Po kilku tygodniach morderczych zmagań i starań, by te kwestie pogodzić, stało się jasne, że nie uda mi się odpowiedzieć na te pytania za pomocą własnego myślącego i rozumującego umysłu. Co robić? Z obu praktyk i nauk wynosiłem ogromne korzyści i dla wielu nauczycieli żywiłem głęboki szacunek. Z konfliktu, który zdawał się trzymać w szachu całe moje duchowe życie, zrodził się spontanicznie jeden z tych momentów, które niespodziewanie przynoszą rozwiązanie. Zdałem sobie sprawę, że w odniesieniu do ostatecznej natury i opisu całkowicie oświeconego umysłu, po prostu tego nie wiem.
W mojej praktyce zaczęła się pojawiać nowa mantra i była to bardzo szczera reakcja na męczący mnie dylemat: "Któż to wie?" Jednak zamiast mieć poczucie własnej ignorancji i zagubienia z powodu tej niewiedzy, poczułem, że opuszczam własnoręcznie zbudowane więzienie duchowych koncepcji i modeli, które przez lata budowałem. Niesamowicie odświeżający powiew zainteresowania i otwartości rozwiał niektóre zakorzenione opinie na temat ostatecznej natury rzeczywistości.
Czy świadomość to już koniec duchowej ścieżki czy też środek, za pomocą którego do tego końca docieramy? Czy jedno i drugie? Jaka jest natura świadomości? Okazało się, że bardziej interesujące i istotne duchowo było trzymanie się pytań, a nie konkluzji.
Nie wiedzący umysł, określenie często używane przez mistrza zen Seunga Sahna, umożliwił mi objęcie wielu poglądów, dostrzeżenie różnych opinii i metod jako skutecznych narzędzi prowadzących do wyzwolenia, a nie prawd absolutnych, za jakie je miałem. I właśnie to zrozumienie tworzy kontekst do zgłębiania Jednej Dharmy wolności.
"Skuteczne narzędzia" to pojęcie często używane w literaturze buddyjskiej, odnoszące się do konkretnych metod i praktyk, za pomocą których pomaga się ludziom uwolnić się z więzów ignorancji. Dzięki skutecznym narzędziom możemy zrobić wszystko, co jest użyteczne, wszystko, co rzeczywiście pomaga. W przypadku każdego z nas w różnych czasach sprawdzają się różne tradycje, koncepcje filozoficzne i metody, czy to z uwagi na temperament, pochodzenie czy też możliwości.
Dla niektórych język pustki może być suchy jak pustynia, a dla innych odkrywać istotę wyzwolenia. Niektórzy mogą szybko odkryć samą naturę świadomości, podczas gdy inni będą podkreślać porzucanie stanów umysłu, które ją przysłaniają. Niektórzy odkryją, że ścieżka oddania sprawia, iż jaźń staje się prawdziwie pusta, natomiast dla innych taka droga może jedynie być samooszukiwaniem się.
Każdemu z nas niezbędna jest całkowita szczerość w introspekcji i mądre przewodnictwo nauczycieli, żeby odnaleźć naszą właściwą ścieżkę. Podczas buddyjsko-chrześcijańskiej konferencji w 1996 roku w klasztorze Gethsemane, w którym przez wiele lat przebywał i tworzył Thomas Merton, Dalajlama mówił właśnie na ten temat.
Buddyjscy mnisi oraz praktykujący z wielu tradycji - tybetańskiej, birmańskiej, kambodżańskiej, lankijskiej, chińskiej, tajskiej i amerykańskiej - a także mnisi chrześcijańscy, siostry zakonne i osoby świeckie z wielu różnych tradycji, przedstawili swoje poglądy na temat jaźni i duszy, medytacji i modlitwy. Dalajlama, przedstawiając swoje rozumienie tych kwestii, podczas konferencji często powtarzał: "To odpowiada mnie. Wasz sposób pojmowania może być odpowiedni dla was".
Jeśli traktujemy poglądy metafizyczne (metafizyka to gałąź filozofii, która analizuje naturę rzeczywistości) jako prawdy absolutne, konflikt jest nieunikniony, czego przykładem są wojny religijne i ideologiczne, przewijające się w historii. Nawet w przypadku łagodniejszych kontrowersji filozoficznych buddyzmu obstawanie przy określonych poglądach doprowadziło do ostrych podziałów. Po koncepcjach "właściwych" i "niewłaściwych" szybko pojawiają się pojęcia "my" i "oni". Wtedy przywiązanie do naszego sposobu pojmowania staje się podstawową i jednocześnie błędną kwestią wiary.
Jeśli jednak potraktujemy całą metafizykę jako skuteczne narzędzie, służące do pobudzania nowych sposobów postrzegania, jako nową metodę uwalniania się od cierpienia, wtedy łatwiej się nam będzie otworzyć na cudze poglądy. W ten sposób staje się możliwe uczenie się od siebie nawzajem.
CZYM JEST JEDNA DRAHMA? Tysiąc lat temu bardzo szanowany mnich o imieniu Atiśa, z Uniwersytetu w Nalandzie, odbył podróż z Indii do Tybetu, żeby pomóc w przywróceniu czystości klasztornego życia. Kiedy dotarł do Tybetu, miał sześćdziesiąt lat, i choć zamierzał zostać tylko trzy lata, spędził tam resztę życia, aż do śmierci w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Pewnego razu Atiśa spotkał jednego ze słynnych tłumaczy tekstów buddyjskich na język tybetański, który zapytał go o najlepszy sposób na praktykowanie.
Atiśa odpowiedział: "Powinieneś znaleźć punkt wspólny dla wszystkich nauk i na jego podstawie praktykować". To właśnie jest Jedna Dharma: doświadczanie istoty rzeczy wspólnej wszystkim naukom. Jak jednak ją znaleźć wśród tylu różnych tradycji i szkół oraz ścieżek praktykowania?
W osiągnięciu tego pomogą nam dwie sprawy.
Po pierwsze, musimy zbudować podstawy pojmowania, które będą nas wspomagać w dalszych poszukiwaniach. Większość z nas nie wyrosła w kulturze buddyjskiej, gdzie podstawy Dharmy wpajane są od dziecka, dlatego potrzebujemy pewnej głębi doświadczeń i pojmowania w naszej praktyce, zanim rozumnie zaczniemy szukać - i znajdziemy - cechę wspólną wielu ścieżkom. Przyspieszanie tego procesu jedynie wprowadzi zamęt.
Drugim sposobem urzeczywistnienia Jednej Dharmy, który sprawdza się również wtedy, kiedy praktykujemy według jednej metody, jest otwarcie się na różnorodne poglądy i punkty widzenia. Wielkie bogactwo nauk dostępnych obecnie na Zachodzie oferuje nam niezliczone style praktykowania i systemy myślenia. Wynikiem tego jest wielki wybór skutecznych środków umożliwiających każdemu z nas nie tylko odnalezienie konkretnej metody, odpowiadającej naszemu temperamentowi i aspiracjom, lecz także korzystanie z bogactwa i głębi wielu tradycji.
Gdy już ugruntujemy się w jakiejś tradycji, możemy się uczyć od innych, rozumiejąc, iż w ich sercach znajduje się punkt wspólny, który wspiera nas w podróży ku wolności. W Jednej Dharmie wyłaniającego się buddyzmu Zachodu, metodą jest uważność, przejawem - współczucie, a istotą - mądrość. Uważność, czyli metoda, to klucz do teraźniejszości. Bez niej zagubilibyśmy się w wędrówkach naszych umysłów. Uważność służy nam w najprostszych kwestiach, sprawiając, że nie tracimy kontaktu z rzeczywistością podczas mycia zębów czy nalewania filiżanki herbaty. Również Budda mówił o uważności jako o ścieżce całkowitego przebudzenia, pomagającej osiągnąć szczęście i spokój: "To bezpośrednia ścieżka wiodąca do oczyszczenia wszystkich istot, do przezwyciężenia smutku i lamentów, do położenia kresu bólowi i zgryzotom, do osiągnięcia prawdziwej drogi, do urzeczywistnienia nibbany".
Przejawem Jednej Dharmy jest współczucie. Kiedy jesteśmy uważni w chwili obecnej, współczucie staje się naturalną reakcją na otaczające nas cierpienie. Kiedy otwieramy się na cierpienie, serce w prosty i spontaniczny sposób pragnie nieść wszelką możliwą pomoc. Czasem są to drobne gesty życzliwości, a czasem bardziej odważne działania świadczące o trosce i zainteresowaniu. Możemy też pielęgnować współczucie i praktykować je, wzmacniając w sobie ten rodzaj spontanicznego reagowania. Nyoshul Khen Rinpocze wprowadził tę praktykę w życie w bardzo prosty i bezpośredni sposób: "Chciałbym dać wam małą radę. Zrelaksujcie się. Po prostu się zrelaksujcie. Bądźcie dla siebie mili. Idąc przez życie, po prostu bądźcie życzliwi dla ludzi. Starajcie się im pomóc, a nie krzywdzić. Starajcie się żyć z nimi w zgodzie, a nie w konflikcie. Z tymi słowami was zostawiam, życząc wszystkiego najlepszego".
Istotą Jednej Dharmy jest mądrość. Doskonałość mądrości jest światłem, które rozświetla nasze życie i odkrywa zarazem przyczyny i kres cierpienia. Poprzez uważną obserwację chwili obecnej dostrzegamy nietrwałą naturę zjawisk i pojmujemy szczęście wynikające z nieprzywiązywania się.
A poprzez nieprzywiązywanie się doświadczamy wrodzonej czujności mądrego umysłu. Nie wystarczy pojmować tego konceptualnie lub czuć się usatysfakcjonowanym przelotnym wglądem. Jedna z nauk Buddy jest doskonałym przypomnieniem pewnej prawdy: kiedy praktykujemy, rośnie nasza mądrość; kiedy nie praktykujemy, ubywa jej. Mądrości nie zdobywa się raz na zawsze; to rodzaj pojmowania, które trzeba pielęgnować i rozwijać przez całe życie. Droga Buddy jest szeroka, a możliwości dla każdego z nas nieograniczone. Jednak następny krok zależy od nas samych.