Heroina

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Dzień zaczął się rano, gdzieś około dziesiątej, w łóżku, na którym leżałem jak wielka, słodka kałuża. Obudziło mnie coś jakby chomik w brzuchu. Łaskoczące, gryzące i ruchliwe gówno, które we mnie siedziało i szukało wyjścia, ale wyjścia nie było. Otworzyłem oczy, jednak nadal widać było tylko bardzo niejasne rzeczy. Za oknem świeciło, ale zasłony były prawidłowo zasunięte.
Poszedłem w końcu do kibla, ale nawet odlanie się było jeszcze niemożliwe, jakby pozarastały mi wszystkie otwory w ciele. Trzeba było poczekać, albo znieczulić w sobie gówno. To znaczy znieczulić siebie. Włączyłem komórkę, która natychmiast zapiszczała.
- Masz siedem nowych wiadomości - oznajmił zadowolony z siebie telefon.
- Dzień dobry, panie Tomaszu - zaczął szczekać karabin maszynowy. Każda spółgłoska wrzynała się w ucho jak mały pocisk rozpryskowy. Już samo "dź" z "dzień dobry" mogło zabić bardziej wrażliwych słuchaczy. Ale ja i tak byłem trochę nieżywy.
- Dzień dobry, panie Tomaszu. Rozmawiałem z wieloma osobami i tylko kobiety zgadzają się z panem, że ja umiem brać na siebie odpowiedzialność wyłącznie za osoby nieodpowiedzialne. Co pan na to? Musimy się spotkać.
- Cześć - zaczął nosowy bas Maćka, dziecinny, bo trochę sepleniący. - Może byśmy razem zrobili coś bardzo przyjemnego?
- Dzień dobry, nazywam się Katarzyna i chcę, żeby pan mi powiedział, jaka jestem.
- Cześć, Tomek. Tu Bartek. Zrób coś. - Bartek miał szesnaście lat, ciemne oczy, wiśniowe rumieńce oraz matkę, którą znałem i która mnie lubiła, chociaż czasami miałem wrażenie, że ona w każdej chwili mogłaby mnie rozszarpać.
- Cześć. To ja. Może wolisz, żebym w ogóle nie dzwoniła? Chciałam się dowiedzieć, jak się czujesz i czy się spotkamy.
- Dzień dobry, tu Andrzej Sieklucki, chciałem się umówić na trening przed wywiadem dla prasy.
- Cześć, tu Gabriel - rozległ się wreszcie głos, lekko drżący jak na mężczyznę, ale bardzo przyjemny, aksamitno-migdałowy. - Chcę cię pozdrowić, Tomku, i przypomnieć, że pojutrze odbędzie się chrzest ewidentnie najsłodszego na świecie niemowlaka. No i chcę też zapytać, czy jakoś konspirujemy?
Chodziło oczywiście o najsłodszą konspirację świata. Nie wiedziałem, jak Gabriel chciał ją pogodzić z istnieniem najsłodszego na świecie niemowlaka. Ale związki Gabriela z życiem były zawsze bardzo problematyczne. Jakoś strasznie trudno było uwierzyć, że spłodził dziecko. Łatwiej już uznać, że to spirala albo globulka rozwinęła się w samoistny organizm.

Słuchanie wiadomości jest czymś takim jak piłowanie drzewa. Spociłem się porządnie, a potem już miałem wybrać Gabriela, kiedy jednak zdecydowałem, żeby zadzwonić do Maćka. Być może nie było to do końca zgodne z rachunkiem ekonomicznym. Maciek, mimo że miał kasę, zawsze starał się być częstowany. Ale z drugiej strony, Maciek znał nieprawdopodobną ilość dilerów. Był wielkim, chodzącym zabezpieczeniem przed dilerską nieuchwytnością.
Dilerzy w ogóle są dosyć nieuchwytni. Muszą być trudni do osiągnięcia, bo to zapewnia im bezpieczeństwo. Wiedzą, że klient i tak do nich dotrze, bo klientowi bardziej zależy niż policji czy jakiejś konkurencji. Ale od czasu do czasu diler robi się nieosiągalny nawet dla najbardziej zaufanych klientów. Zapada się wtedy we własny, zupełnie osobisty świat, skomponowany z takich elementów jak aresztowania, okaleczenia, interwencje mamy, kokainowe orgie kończące się samobójstwem lub morderstwem. I wiele innych sytuacji, które dla nas objawiają się jednym krótkim tekstem:
- Cześć, to ja. Nagraj się po sygnale.
Wystukałem numer. Po dłuższej chwili rozległo się zaspane "Halo?" Maćka.
- Cześć, to ja - zacząłem rzeźko. - To ja, twój zegar biologiczny. - Pragnąłem wywołać mu mróweczki wzdłuż kręgosłupa, ale mówiąc to, sam je poczułem i to tak, że musiałem kucnąć, nagi ze słuchawką, na dywanie.
- No tak - zamruczał Maciek. - O tej porze tylko ty możesz dzwonić.
- Zrób coś.
- Dobra, tylko wiesz, jakoś nie mam teraz kasy, bo remont....
- Ale ja mam - uciąłem. Maciek zaczął remontować mieszkanie rok temu. I przez cały rok nie mógł skończyć tej roboty. Przyczyny prawdopodobnie były dwie. Po pierwsze, monotonne pokrywanie tej samej ściany kolejnymi warstwami tej samej farby musiało mu potęgować przyjemność, dlatego przedłużał malowanie, jak mógł. Po drugie, z Maćkiem było tak, że wszystko natychmiast mu się psuło. Telewizor, wiertarka, wieża, nawet zgniatacz do orzechów. Niedawno już drugi telewizor z rzędu, po kilku dniach normalnego funkcjonowania, zaczął odbierać z całej kablówki wyłącznie jeden program arabski, pokazujący przez 24 godziny na dobę spikerkę, która praktycznie była samym tylko makijażem.
Maciek nawet kiedyś wynajął specjalistę od spraw pozaziemskich, żeby sprawdził, skąd się bierze takie przekleństwo. Specjalista wykrył, że Maciek miał bardzo złośliwego dziadka, który po śmierci został zmuszony do pokutowania w sprzętach otaczających Maćka. Nie było w tym zresztą nic dziwnego, bo inteligentne sprzęty elektroniczne - tak twierdził specjalista - funkcjonują tylko dzięki duchom, inaczej nie byłyby inteligentne i obdarzone nadprzyrodzonymi mocami, takimi, jak na przykład natychmiastowe przekazywanie informacji na odległość. A w przypadku Maćka tak się złożyło, że jego dziadek był złośliwy i psuł to, czym miał zawiadywać.
Maciek z początku nie chciał uwierzyć w to wyjaśnienie, ponieważ dziadek, który zresztą naprawdę umarł, nie był nigdy specjalnie złośliwy. Ale takie wydarzenie jak śmierć mogło mu zmienić charakter.

Tak czy inaczej, nieustający remont i konieczność ciągłego kupowania nowych sprzętów były dobrym wykrętem, żeby nie płacić za przyjemność. Wykrętem, bo Maciek tak naprawdę miał zawsze dosyć pieniędzy. Jego ojciec był prezesem wielkiej firmy budowlanej. Kiedy willa, w której mieszkał, przestała być godna takiego prezesa, przeprowadził się do innej, a starą zostawił synowi. Maciek podzielił willę na dwie części: mniejszą, mieszkalną, a właściwie niemieszkalną, w której trwał nieustający remont, oraz większą, produkcyjną, czyli studio.
W studiu Maciek pracował nad biżuterią. Kiedyś skończył wzornictwo przemysłowe, ale chciał zostać projektantem biżuterii, najlepiej sławnym na cały świat. Jego obsesją były cieniuteńkie, srebrne druciki, tak cienkie, że aż prawie niedostrzegalne, ale bardzo długie. Miały służyć jako biżuteria letnia, do noszenia na plażę. Szczęśliwa właścicielka drucików - istniejąca tylko w teorii - miała sobie nimi wielokrotnie oplatać talię, rękę, nogę, a nawet obwiązywać się luźną siecią takich drucików po założeniu kostiumu kąpielowego.
Obraz kobiety obwiązanej drucikami musiał bardzo podniecać Maćka na początku jego działalności. Potem bardziej zaczęły go podniecać same druciki, które ciągle się rwały.
Umówiłem się z Maćkiem w lokalu Guerilla, otwartym już od południa. Potem zjadłem śniadanie, składające się z łagodnych serków, łatwych do zjedzenia i do ewentualnego zwymiotowania. Następnie powlokłem się do Guerilli, gdzie zamówiłem colę, bo kofeina pomaga człowiekowi skoncentrować się na przeżywaniu przyjemności.
Przez okno zobaczyłem nadjeżdżające granatowe renault. Maciek wziął je na kredyt, po tym jak podczas jazdy swoim poprzednim samochodem zderzył się ze swoim własnym silnikiem. Tamten samochód jakoś tak niefortunnie podskoczył na wyrwie, że silnik wypadł przez maskę na jezdnię, przed wóz, który nie zdążył wyhamować i władował się na silnik.
Drzwi trzasnęły i wielka masa z sapaniem zaczęła podążać w moją stronę. Maciek był olbrzymem i miał wielki, płaski, niegdyś złamany nos. Dodatkowo miał także ogromne oczy, bródkę i irokeza.
- No bo ja uważam - zaczął swoim nosowym basem, kiedy już się wygodnie umieścił na krześle - no bo ja, że powinny być takie lokale, w których goście mogą zmieniać miejsce, nie wstając od stolika. No bo każdy lubi siedzieć na dupie, ale to się nudzi, siedzieć cały czas w tym samym miejscu. Dlatego ludzie w pewnym momencie wychodzą z lokalu i idą do innego. Powinny więc być takie instalacje krzesłowo-stolikowe na szynach. Tak, żeby stoliki z gośćmi jeździły wzdłuż ścian, różnie pomalowanych albo poozdabianych. Z takiego lokalu nikt by nie chciał wychodzić.

Ze wszystkich możliwych sposobów udoskonalania świata w tej chwili interesował mnie tylko jeden. Zapytałem Maćka, jak się umówił z dilerem.
Okazało się, że najbardziej zaufany diler jest mentalnie niedostępny. Kiedy Maciek do niego zadzwonił, chłopiec nawet nie mówił, tylko wrzeszczał i wydawał z siebie dźwięki jak klakson.
Na szczęście od miesięcy w jednej z piwnic w śródmieściu siedział sobie taki człowiek, który nic nie robił, tylko jarał. Nie musiał wychodzić, bo w swojej piwnicy miał ogromny zapas brauna. Odziedziczył go po jakiejś grupie dilerów, która zniknęła i nie bardzo było wiadomo, co się z nią stało. Mogła zostać wyaresztowana, wystrzelana, albo przeszła wewnętrznš przemianę i wstąpiła do klasztoru. Jedyne, co było pewne, to to, że zostało pół kilo brauna. I ten facet go sobie powoli wyjarywał.
Na pewno wielu ludzi pragnęłoby zaznajomić się z takim facetem. Dla większości było to zupełnie niemożliwe, ale Maćkowi się udało. Jeden z jego kolegów, członek słodkiej konspiracji, mieszkał niedaleko od tej wspaniałej piwnicy i znał jej lokatora jeszcze z jego przedpiwnicznych czasów. Kolega często schodził do piwnicy, aby kupić ćwierć grama. Bełkotliwa niemrawość Maćka musiała w koledze wzbudzić takie zaufanie, że zaprowadził go tam. I ta sama bełkotliwa niemrawość musiała również wzbudzić zaufanie w piwnicy, bo Maciek zaprzyjaźnił się z podziemnym osobnikiem i mógł się u niego zjawiać o każdej porze. Ruszyliśmy więc na wyprawę do piwnicy.
Była niedaleko, ale Maciek uparł się, żeby podjechać tam jego samochodem. Moje bezwładne ciało rozlało się na siedzeniu obok kierowcy, z nadzieją, że renault zepsuje się albo rozbije jakoś łagodnie. Wszystko było bez smaku i bezwonne, więc wypadek mógł być bezbolesny.
Na szczęście podróż trwała zbyt krótko, żeby dziadek Maćka mógł nabałaganić w elektronice samochodu. Po minucie zatrzymaliśmy się pod brązową kamienicą, przed bramą, znad której zwieszały się wielkie anioły bez twarzy. Maciek wygramolił się na chodnik i podszedł do okienka od piwnicy, które wychodziło na ulicę mniej więcej na wysokości jego buta. Leciutko kopnął szybę albo może potarł ją czubkiem stopy. Potem pociągnął mnie za sobą i weszliśmy na podwórko.
Przez krótką chwilę zainteresowała mnie duża ilość połamanych łyżeczek, które leżały na błotnistym trawniku malowniczo porozrzucane, a nawet powbijane w ziemię. Nie przyjrzałem im się jednak, bo od razu stanęliśy przed klatką schodową i czekaliśmy, patrząc na drzwi. Miałem nadzieję, że jest to ostatnia fizyczna przeszkoda, jaka dzieli nas od jarania. Ale drzwi się otworzyły i ukazała się w nich przeszkoda biologiczna.
Był to mały, na oko piętnastoletni blondynek, całkowicie pokryty pryszczami, tak ropiejącymi, że aż szarymi. Miał je nawet na powiekach i może dlatego mrugał, jakby porażony naszym widokiem. Potem przywitał się z Maćkiem niesamowicie czystym, wysokim głosem. Mógł być jeszcze młodszy niż myślałem.
Zeszliśmy za nim w głąb piwnicy, gdzie za każdym krokiem robiło się coraz ciemniej i coraz bardziej heroinowo. Wreszcie dotarliśmy do wąskiego pomieszczenia wypełnionego ciężkimi, antycznymi krzesłami, szafami i komodami, z których zwieszały się brązowe amorki. Ze starości zatarły im się głowy i kończyny, tak że upodobniły się do embrionów. Tutaj rodzina blondynka musiała przechowywać resztki swojej albo cudzej świetności.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇