Halina Poświatowska: Nienawidzę listów, które nie są Twoimi

Ona – poetka chora na serce. On – niewidomy literat. Dostał od niej sto osiemnaście listów, ona od niego dziewięćdziesiąt kilka. Halina Poświatowska i Ireneusz Morawski, ich korespondencja to jeden z najpiękniejszych romansów w polskiej literaturze XX wieku.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
To zdjęcie Haliny Ireneusz nosił w portfelu.
To zdjęcie Haliny Ireneusz nosił w portfelu. (Materiały prasowe)

Poznali się pod koniec 1956 roku. Na jej pierwszym wieczorze autorskim w redakcji ”Gazety Częstochowskiej”. Ona, debiutująca poetka. On, przyszły student polonistyki. ”Połączyło ich niecodzienne, trudne do określenia uczucie” - pisze we wstępie do książki Mariola Pryzwan.

Pół roku po tym pierwszym spotkaniu, Morawski wyjechał na studia do Wrocławia. Rok później Halina do Stanów na operację serca. Została tam przez trzy lata. Połączyły ich listy.

On: 1 czerwca 1959 roku: (...) Możesz odejść bardzo daleko. I tak jesteśmy zszyci najdelikatniejszą podszewką”.

Ireneusz stracił wzrok we wczesnym dzieciństwie, pisał do Haliny na specjalnej maszynie. Była zachwycona jego stylem. Sama próbowała pisać tak, jakby nie widziała, unikając metafor wzrokowych. Kiedy w końcu korespondencja od niego przestała regularnie przychodzić. Poświatowska nie mogła się z tym pogodzić.

Ona: 12 lutego 1966 roku: ”Ireneusz, jest mi z tobą dobrze, głupstwo, jest mi wspaniale. Czuję cię wszystkimi nerwami, rozpoznaję poprzez wszystkie łgarstwa. No, a teraz powiedz, dlaczego to zrobiłeś? Albo nie mów dlaczego, powiedz, jak mogłeś. Jak mogłeś będąc sobą i znając mnie tak, jak mnie znasz, bo jeśli nie ty, to kto, udawać, piszę udawać, że mnie nie ma, że nigdy nie było, że... To tak, jak gdybyś mnie pogrzebał. (...) A w końcu co ja na to poradzę, że jesteś mi tak potrzebny, jak jesteś, a jesteś. Możesz nie pisać, możesz sobie milczeć choćby wieczność, to i tak nic nie zmieni. Nie piszę, że cię kocham, bo to bzdura, ale pewnie cię kocham.”

I znów ona: 31 marca 1966 roku napisała do niego ostatni raz: ”O listy się nie martw. Opiekuję się nimi troskliwie, kocham je, masz rację. One są wszystkie moje. I trudno Ci będzie kiedykolwiek udowodnić, że tam to nie jesteś najprawdziwiej Ty. Nie napiszesz już przecież takich listów do nikogo. I już nikogo nie będziesz kochał tak, jak mnie, prawda?”.

Materiały prasowe
Podziel się

Ireneusz Morawski. Czytelnicy Haliny Poświatowskiej poznali go jako tytułowego bohatera "Opowieści dla przyjaciela", autobiograficznej książki wydanej w 1967 roku. Zmarł we Wrocławiu w 2011 roku, czterdzieści cztery lata po Halinie Poświatowskiej.

Dlaczego pisać przestał? Tak to tłumaczył:

”(...) Ona potrzebowała korespondenta, któremu opowie siebie w danym dniu i godzinie, a ja dałem się wciągnąć w tę cudowną pułapkę, przed którą się broniłem, kiedy przyjaciel Andrzej mówił mi, ty jesteś cholernie przystojny, że pani Poświatowska jest w tobie zakochana, że każe mi ciągle o tobie opowiadać i mam cię namówić, żebyś przyszedł do niej. (...) Coraz gorzej mi było w tej ”Cudownej Pułapce”. Chyba jest tak, że Miłość potrzebuje nadziei, rozwoju, potrzebuje jutra, a przyjaźni wystarczy tylko Kotwica, która utrzyma ją w miejscu.

Moja Miłość była bez jutra, a Kotwicy Przyjaźni nie czułem. Czułem, że spełniam postulat Haliny: ’Jesteś mi potrzebny’, ale zaczynałem nie móc sprostać tej Potrzebności”.

Podobała się mężczyznom. Nigdy nie narzekała na ich brak wokół siebie. Tak opowiadała o Poświatowskiej Kalina Błażejowska w rozmowie z Wirtualną Polską:

”Była atrakcyjna i ciągle ktoś ją próbował poderwać. Jak kierowca, który się jej oświadczył w taksówce: matka wyciągała ją z auta siłą, żeby już przestała z nim flirtować. Caroline (Karpinski - red.) wspominała, jak były razem w Sopocie: zostawiła Halinę samą dosłownie na pięć minut, a kiedy wróciła, już było obok niej trzech facetów. Poświatowska sama z tego żartowała: w Stanach pisała do matki: ”ilu ja ich sobie nazgarniałam!”. I prosiła matkę, żeby w jej zastępstwie odpisywała na listy od chłopaków, bo samej jej się już nie chce. A poza tym znaczki drogie”.

Materiały prasowe
Podziel się

Zdarzało jej się słyszeć, że uroda przyćmiewa jej talent. Bawiło ją to.

Zabiegała o to, by ich listy wydać. ”Zgódź się, żebym je pokazała ludziom, żebym je pokazała wydawcom. Mnie nawet nie zależy tak bardzo, żeby były drukowane natychmiast, możesz czekać – możesz czekać i wydrukować je wtedy, kiedy mnie już nie będzie, ale chcę, koniecznie chcę wiedzieć, że one będą wydrukowane. One są piękne, lepsze, mój drogi, od mojej książki i, daruj, ale lepsze od twoich opowiadań; im nie wolno umrzeć” - pisała do Ireneusza Morawskiego. Nie zgadzał się. Do końca jej życia, a potem i swojego, był w tej decyzji nieprzejednany. Nie chciał zranić żony. Ale to dzięki niej, Helenie Morawskiej jest ta książka.

Co z tym sercem?

Poświatowska odeszła młodo. Za jej chore serce odpowiada wojna. W 1945 roku Halina miała dziewięć lat. Podczas wyzwalania Częstochowy, razem z rodzicami schroniła się w piwnicy. Było zimno. Rozchorowała się.

Kalina Błażejowska: ”Rozmawiałam z profesorem Aleksandrem Skotnickim, który Poświatowską pamiętał jako pacjentkę kliniki na Kopernika. Ale najbardziej pomógł mi prof. Antoni Dziatkowiak, który – na podstawie informacji, jakie miałam z autobiografii i listów – ustalił rozpoznanie i dokładnie wytłumaczył, co i jak. Mówiąc w skrócie: jako 9-latka Halina zachorowała na anginę, która przerodziła się w gorączkę reumatyczną. Dalej było zapalenie wsierdzia i stąd wada serca: niedomykalność zastawki mitralnej i stenoza mitralna, z przewagą niedomykalności. Wtedy w Polsce nie robiono na to operacji, stąd konieczność wyjazdu do Stanów, gdzie takie zabiegi z powodzeniem – z użyciem hipotermii i sztucznego płucoserca – przeprowadzano.

Nie wiedziano jednak jeszcze, że po takiej operacji wada może się odnowić. I to miało miejsce u Poświatowskiej. Kolejna operacja, już w Polsce, przeprowadzona przez doktora Sitkowskiego w szpitalu na Płockiej w Warszawie, polegała na wstawieniu sztucznej zastawki. Duże ryzyko – raz, że to był jeden z pierwszych tego typu zabiegów, dwa, że każde ponowne otworzenie klatki piersiowej jest niebezpieczne. Poświatowska przeżyła, wydawało się, że przeszła okres krytyczny, była przytomna. Ale ósmego dnia po operacji zmarła. Zapewne w wyniku zakrzepu albo zatoru”. Był 11 października 1967 roku.

Nie ma Haliny, nie ma Ireneusza, jest zapis czułości, bliskości, niezwykłego uczucia.

Materiały prasowe
Podziel się

O autorce: Mariola Pryzwan (1963) – nauczyciel-bibliotekarz, publicystka. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej w Gdańsku. Ze wspomnień złożyła biografie m.in. Ireny Jarockiej, Anny German, Zbigniewa Cybulskiego, Haliny Poświatowskiej, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Władysława Broniewskiego, Marii Dąbrowskiej, Marii Kownackiej, Anny Jantar; z wypowiedzi samych bohaterów książki: "Anna German o sobie" i "Cybulski o sobie”.

Materiały prasowe
Podziel się

Przygotowując materiał korzystałam z książki: ” Tylko mnie pogłaszcz. Listy do Haliny Poświatowskiej.”, Ireneusz Morawski, Mariola Pryzwan, Wydawnictwo Prószyński.

Obejrzyj też: #dziejesiewkulturze

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.