Godzina Tygrysa

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Szedł w wątłym niebieskawym świetle brzasku dnia wschodzącego nad lodowcem. Szedł równym krokiem, nie patrząc pod nogi, po oślepiającym zboczu, które skrzypiało pod jego butami zaopatrzonymi w ostre raki. Szedł, wbijając niekiedy czekan, zapomniawszy o najbardziej elementarnych środkach ostrożności, jakich należy przestrzegać, gdy idzie się po lodowcu. Szedł pogrążony w myślach, we wspomnieniach, a przed nim, wyraźnie odcinający się na ciemnym jeszcze na północy niebie, rysował się szczyt z czerwonego granitu, straszliwa Aiguille du Fou.
Nagle stracił równowagę.
- Och! Czyżbyś chciał, żeby twój stary Jacques zleciał?

Nieco rozwlekły akcent sabaudzki i ton zarazem gderliwy i serdeczny, tak dobrze mu znane, przywołały go natychmiast do rzeczywistości. A rzeczywistość była taka, że omal nie upadł i nie ześliznął się do wąskiej sinawej rozpadliny, otwierającej się o kilka kroków dalej.

Odwrócił się i uśmiechnął dość żałośnie, jak zbesztane dziecko proszące, by mu wybaczono nieostrożność. Jacques Servoz, jego przewodnik, jego przyjaciel, którego poprzedzał, odkąd opuścili biwak, dogonił go, zwijając linę w równe zwoje.

- To nic, Abel, dzisiaj ja sam jestem padnięty! No, puść mnie na prowadzenie, a ty się pozbieraj.
- Wybacz. Nie myślę o tym, co robię.
- Widzę. Stale myślisz o Johannie, nie sądź, że tego nie pojąłem! Tyle że to ani czas, ani miejsce po temu. Jeśli chcesz zawrócić, powiedz od razu... Wiesz, że nie będę miał ci za złe.
- Zgłupiałeś? Zawrócić˙ Jeszcze czego!
- Świetnie. Idziemy dalej. Ale musisz w takim razie wybrać: ona albo wspinaczka. Nie możesz myśleć równocześnie o jednym i drugim...
- Och, cicho już, błagam! - żartobliwie powiedział Abel. - Wyobraź sobie, że dokładnie to samo mi powiedziała przy rozstaniu: "Ha, w tym roku musisz wybrać: albo ja, albo góry˙"
- I co odpowiedziałeś?
- Nic. Zanuciłem tylko tę piosenkę z nowego albumu Dylana: Most likely you go your way and I˙ll go mine...
- To znaczy?
- "Najpewniej ty pójdziesz swoją drogą, a ja pójdę swoją..." Przez cały ten czas, jak byliśmy z Johanną razem, zawsze mieliśmy jakąś piosenkę Dylana. Na każdą okoliczność życia... Zaczęło się od One Too Many Morning, kiedyśmy się poznali. Potem była Love Minus Zero No Limit, którą nazwaliśmy hymnem naszej miłości. O rany! Tyle razy puszczaliśmy ją tam i z powrotem! Płyta jest bardziej zdarta niż stary singiel... Zdarzyło nam się nawet słuchać jej stojąc na baczność, jak dwoje kretynów˙ Ale zawsze przebiegał nas taki sam dreszcz przy słowach: "Kochanie, milcząco do mnie mów..." A przecież Johanna wcale nie mówi milcząco, to znaczy rzadko. A jak wpadnie w nerwy...! Pamiętam, raz podeptała nowy album, który jej podarowałem na urodziny... Aż się pochorowałem z tego! I jak ostatni debil mogłem tylko powtarzać: och, nie! nowy Dylan! nowy Dylan!

No i właśnie nowego Dylana, Blonde on Blonde, kupiłem jej tego dnia, kiedyśmy postanowili rozstać się na lato. Jest tam genialny blues zatytułowany Visions of Johanna...


Na samym początku dziejów ich miłości, w czerwcu roku 1964, rzeczywiście była piosenka One Too Many Morning, ale ich historia zaczęła się kilka godzin wcześniej, gdy jeszcze żadnemu przez myśl nawet nie przeszło, że się pokochają - wręcz przeciwnie.

Nad Paryżem rozpętała się burza i wielkie krople deszczu rozbijały się o parujący asfalt. Przy wjeździe na Autostradę Południa samotny chłopak z uniesionym kciukiem dusił się od dobrych dwudziestu minut w nieprzemakalnej pelerynie khaki i zaczynał już tracić nadzieję, że jakiś samochód osobowy czy ciężarowy zatrzyma się przy nim. Przyjechał z Kalifornii - było to wypisane fluorescencyjnymi literami na jego ciężkim plecaku, w poprzek którego przytroczone miał starannie ułożone czekan, buty lodowcowe i kilka zwojów liny. Jechał do Chamonix - takie przynajmniej widniało na kawałku kartonu życzenie wykaligrafowane grubym mazakiem, zaczynającym się rozmywać w deszczu. Za każdym razem gdy jakiś pojazd stawał na czerwonym świetle, Abel przez opuszczoną do połowy szybę prosił i tłumaczył, wyjaśniając w niepewnej francuszczyźnie, "że jest studentem i że chce się s p i ą ć na Mont Blanc". Nadaremno: kiedy zapalało się zielone światło, doskonale obojętni kierowcy ruszali jak błyskawica, a spod kół tryskały strugi wody,
lejąc mu się nawet pod pelerynę - "cholera!" Pot i deszcz: był przemoczony do suchej nitki i klął w duchu tych drańskich skurwieli Francuzów...

A przecież rankiem tego samego dnia, kiedy wylądował na Orly, szalał ze szczęścia. Był w Paryżu! Był we Francji! W kraju Rimbauda i Prousta! W kraju, gdzie są Grandes Jorasses i Aiguille du Midi! W kraju swojej Ma, swojej kochanej staruszki Madeleine!... W "drugiej ojczyźnie każdego, kto miłuje wolność i poezję", jak mu dość pompatycznie napisał stary Ford, jego profesor literatury porównawczej, kiedy go powiadomił o swoich planach! O wyjeździe do Francji...

Był we Francji. I w oczach miał łzy. Chciało mu się rzucać na szyję wszystkim ludziom mijanym na schodach prowadzących do sali odbioru bagażu, ściskać ich, mówić im, że ich kocha. Podśpiewywał, podskakiwał na śliskim marmurze holu, oszołomiony zmęczeniem podróżą i różnicą czasu. I w ogóle się nie oburzył na ograniczonego tłustego celnika, który kazał mu opróżnić plecak do samego dna i skrupulatnie przez dobry kwadrans oglądał cały jego ekwipunek wysokogórski, hak po haku, karabinek po karabinku, po czym stwierdził, że nic z tego chyba nie powinno służyć "szprycowaniu się haszyszem"˙

Wyglądało na to, że amerykańscy studenci, jeszcze nie tak nagminnie palący choćby zwykłą "trawkę", zaczynają mieć złą reputację w oczach władz francuskich. Abel do nich należał i ignorancja celnika po prostu ubawiła go do łez...

Śmiał się z tego jeszcze łażąc po ulicach Paryża, który zostawiał sobie na dokładniejsze zwiedzanie, w dwa albo trzy dni, w drodze powrotnej...
Notre-Dame, Luwr, Plac Zgody - i o czwartej po południu ustawił się przy wjeździe na autostradę. Obliczył, że przyjdzie mu jechać przez całą noc. Nazajutrz koło południa, może ciut wcześniej, znajdzie się w Chamonix.

Minęła jednak godzina, potem druga... Później ruszyła falanga mieszkańców podparyskich miejscowości, "tych mend, które nigdy nie jadą dalej jak do swojej zasranej podparyskiej dziury˙"... I deszcz zaczął lać mocniej. I teraz Ablowi było już chłodno. I głodno. I senno. I w napadzie zniechęcenia jął liczyć w myśli, czy wystarczyłoby mu pieniędzy na pociąg, gdyby oszczędził później na reszcie. Ale rezygnowanie z czegoś nie było w jego stylu. Czy zrezygnowałby, gdyby się znalazł w tarapatach na Aiguilles Rouges albo na Dent du Géant? Czy zrezygnował na Sentinel Rock, kiedy pękła mu lina? Nie! postanowił wspinać się dalej bez zabezpieczenia... W nadziei zatem, że rozczuli kierowców ciężarówek, zaczął deklamować wiersze Rimbauda i całe stronice Prousta, których nauczył się na pamięć. Ale kierowców ani trochę to nie rozczuliło. Brali go po prostu za wariata i dawali mu to do zrozumienia pukając się w czoło albo naciskając klakson. Jeśli wymownym gestem nie zginali ręki w łokciu!
- Cholera! Jasna cholera!

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟