Trwa ładowanie...
d1poq7a

Fragment książki ”PS Kocham Cię na zawsze”. Kontynuacja bestsellera Cecelii Ahern

„PS Kocham Cię na zawsze” to powieść, która chwilami bawi, ale przede wszystkim wzrusza. Cecelia Ahern ponownie tworzy piękną i poruszającą historię o miłości „na zawsze” i o życiu, które nie jest bajką. To opowieść o życiu po stracie tego, kogo kochamy najmocniej, ale też o nieustannej walce o szczęście.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Hilary Swank na planie filmu PS. Kocham Cię
Hilary Swank na planie filmu PS. Kocham Cię (Getty Images)
d1poq7a

„PS Kocham Cię” stało się światowym fenomenem dwa razy. Po raz pierwszy w 2004 roku, gdy ukazała się powieść nikomu wtedy nieznanej debiutantki Cecelii Ahern. Książka sprzedała się w nakładzie 1,14 miliona egzemplarzy.

Drugi raz – trzy lata później wraz z premierą filmu z Hilary Swank i Gerardem Butlerem w rolach głównych. Film zarobił 156 milionów dolarów przy zaledwie 30 milionowym budżecie.

Fenomen „PS Kocham Cię” sprawił, że do dziś książki Ahern sprzedały się łącznie w ponad 25 milionach egzemplarzy. Wśród nich znalazła się m.in. bestsellerowa i głośna powieść „Love, Rosie”.

d1poq7a

Mimo to autorka długo dojrzewała do napisania kontynuacji swojej kultowej książki.

Akcja „PS Kocham Cię na zawsze” rozpoczyna się siedem lat po śmierci Gerry’ego. Jego żona – dobrze znana z pierwszej części – Holly Kennedy poukładała swoje życie na nowo. Ma stabilną pracę i zamierza zamieszkać ze swoim nowym partnerem, Gabrielem. Ciara, siostra Holly, namawia ją do udziału w podcaście, w którym miałaby opowiedzieć o swoich doświadczeniach po śmierci Gerry’ego i o listach, które jej zostawił.

Jedną ze słuchaczek podcastu jest Angela, która – zainspirowana pomysłem listów Gerry’ego — postanawia założyć klub PS Kocham Cię. Członkami klubu są osoby, które Angela poznała na terapii grupowej dla nieuleczalnie chorych, jego celem zaś jest pozostawienie wiadomości dla bliskich. Dokładnie tak, jak zrobił to Gerry dla Holly. Do klubu PS Kocham Cię zapraszają Holly. Ta jednak obawia się powrotu do traumatycznych wydarzeń, które zostawiła już za sobą...

„PS Kocham Cię na zawsze” to powieść, która chwilami bawi, ale przede wszystkim wzrusza. Ahern ponownie tworzy piękną i poruszającą historię o miłości „na zawsze” i o życiu, które nie jest bajką. To opowieść o życiu po stracie tego, kogo kochamy najmocniej, ale też o nieustannej walce o szczęście. Autorka dociera do najskrytszych zakamarków ludzkiego serca i opisuje najgłębiej skrywane uczucia. „PS Kocham Cię na zawsze” to lektura, którą mocno i głęboko się przeżywa, która każdemu na długo zapadnie w pamięć, a wielu z nas skłoni także do refleksji.

d1poq7a

Cecelia Ahern to irlandzka autorka bestsellerowych powieści i zbiorów opowiadań. Zasłynęła debiutem „PS Kocham Cię”. Wśród jej bestsellerowych powieści można wymienić jeszcze m.in „Love, Rosie” i „Kiedy cię poznałam”. Ahern jest również producentką serialu komediowego telewizji ABC „Samantha Who?”. Jej książki sprzedały się łącznie w ponad 25 milionach egzemplarzy w niemal 50 krajach świata.

   Akurat

PROLOG

Celuj w księżyc, a nawet jeśli chybisz, wylądujesz wśród gwiazd.

d1poq7a

Te słowa wyryte są na nagrobku mojego męża. Często je powtarzał. Pełen radosnego optymizmu sypał takimi pozytywnymi, motywacyjnymi powiedzonkami, jakby były paliwem życia. Te pozytywne, dodające otuchy słowa na mnie nie działały. Póki nie umarł. Dopiero wtedy, gdy wypowiadał je do mnie zza grobu, zaczęłam je naprawdę słyszeć, czuć i rzeczywiście w nie wierzyć. Trzymałam się ich.

Przez okrągły rok po swojej śmierci mój mąż Gerry żył dalej, obdarowując mnie słowami w comiesięcznych listach niespodziankach. Jego słowa były wszystkim, co miałam; już nie wypowiadane, ale wciąż słowa, spisane z jego myśli, pochodzące z jego umysłu, z mózgu kontrolującego ciało o bijącym sercu. Słowa oznaczały życie. A ja je chwytałam, mocno zaciskałam palce na jego listach, aż bielały mi knykcie, a paznokcie wbijały się w skórę dłoni. Uczepiłam się ich, jakby były moim kołem ratunkowym.

Jest 1 kwietnia, godzina 19.00, a ja głupia upajam się nową jasnością. Wieczory stają się dłuższe, wiosna łagodzi ostatnie, nieprzyjemnie ostre ukąszenia zimy. Kiedyś bałam się tej pory roku; wolałam zimę, gdy wszędzie można się ukryć. Ciemność sprawiała, że czułam się, jakbym była schowana pod bandażem, zamazana, niemal niewidzialna. Uwielbiałam to. Celebrowałam krótkie dni i długie noce; ciemniejące niebo było jak odliczanie czasu do upragnionej hibernacji. Teraz patrzę w światło, które musi sprawić, bym nie została wessana z powrotem.

Moja przemiana przypominała natychmiastowy szok, jaki przeżywa ciało w lodowatej wodzie. W pierwszej chwili czujesz przemożną chęć, by z wrzaskiem z niej wyskoczyć, ale im dłużej pozostajesz pod powierzchnią, tym bardziej się przyzwyczajasz. Zimno, podobnie jak ciemność, może stać się czymś zwodniczo wygodnym, czego nie chcesz porzucić. Ale mnie się to udało; kopiąc nogami i zagarniając wodę rękoma, wydostałam się na powierzchnię. Wynurzyłam się ze zsiniałymi wargami, szczękając zębami, odtajałam i znów wróciłam do świata.

d1poq7a

Dzień przechodzący w noc, zima przechodząca w wiosnę, miejsce, gdzie wszystko się zmienia. Cmentarz, uważany za miejsce ostatniego spoczynku, pod ziemią wcale nie jest spokojny. W grobach, w uścisku drewnianych trumien szczątki ulegają przeobrażeniu, sumiennie rozkładane przez naturę. Nawet spoczywając na cmentarzu, ciało ulega nieustannym przemianom. Beztroski śmiech dzieci gdzieś w pobliżu przecina ciszę; nie zdają sobie sprawy, że stoją na granicy światów, albo się tym po prostu nie przejmują. Żałobnicy milczą, ale nie ich ból. Rana może być w środku, ale słyszysz ją, widzisz, czujesz. Ból spowija ciała jak niewidzialna peleryna; czyni wszystko jeszcze cięższym, odbiera oczom blask, spowalnia kroki.

W dniach i miesiącach, które nastąpiły po śmierci mojego męża, szukałam z nim jakiejś nieuchwytnej, transcendentalnej więzi, desperacko pragnąc znów poczuć się dobrze z samą sobą. To było jak potworne pragnienie, które musi zostać zaspokojone. W te dni, w które jakoś funkcjonowałam, wrażenie jego obecności podkradało się do mnie od tyłu i klepało mnie w ramię – i nagle czułam nieznośną pustkę. Wypalone serce. Nigdy nieustający ból.

Chciał zostać skremowany. Jego prochy spoczywają w urnie wsuniętej w niszę w ścianie kolumbarium. Jego rodzice zarezerwowali miejsce obok niego. To puste miejsce w ścianie obok jego urny jest dla mnie. Czuję się, jakbym stała oko w oko ze śmiercią, którą tak chętnie bym powitała wtedy, gdy umarł. Byle tylko do niego dołączyć. Chętnie weszłabym do tej niszy, zgięłabym się jak akrobatka i objęła urnę z jego prochami swoim ciałem.

On jest w tej ścianie. Chociaż nie, nie ma go tutaj. Odszedł. Energia jest gdzie indziej. Jest rozproszonymi, rozsypanymi cząstkami materii wokół mnie. Gdybym mogła, posłałabym całą armię, by wyśledzić każdy atom i poskładać je z powrotem, ale wszyscy konni i wszyscy dworzanie… Uczymy się tego na samym początku, ale pojmujemy, co to znaczy, dopiero gdy nadejdzie koniec.

d1poq7a

Mieliśmy przywilej nie jednego, lecz dwóch pożegnań; długo chorował na raka, a potem przez rok dostawałam jego listy. W głębi ducha wiedział, że dzięki temu będę mogła lgnąć do niego, do wspomnień; nawet po śmierci znalazł sposób, by stworzyć nowe wspomnienia. Magia. Żegnaj, ukochana, żegnaj raz jeszcze. To powinno było mi wystarczyć. I myślałam, że tak jest. Może to dlatego ludzie przychodzą na cmentarze. Po kolejne pożegnania. Może w ogóle nie chodzi o to, żeby się przywitać, lecz o pociechę pożegnania, rozstania w ciszy i spokoju, bez poczucia winy. Nie zawsze pamiętamy, jak się poznaliśmy, ale często pamiętamy nasze rozstania.

Jestem zaskoczona, że tu wróciłam, w to miejsce i do tego stanu umysłu. Od jego śmierci minęło siedem lat. Sześć lat od chwili, gdy przeczytałam jego ostatni list. I naprawdę zaczęłam żyć dalej, ale ostatnie wydarzenia wszystko zakłóciły, wstrząsnęły mną do głębi. Powinnam żyć przyszłością, ale czuję jakiś hipnotyczny przypływ, jak gdyby on sięgał ręką i ciągnął mnie do tyłu.

Przyglądam się nagrobkowi i po raz kolejny czytam jego powiedzonko:

Celuj w księżyc, a nawet jeśli chybisz, wylądujesz wśród gwiazd.

d1poq7a

A więc to musi być właśnie takie uczucie. Bo tak zrobiliśmy, on i ja. Właśnie tam celowaliśmy. Chybiliśmy. To tutaj, wszystko to, co mam, wszystko, czym jestem, i to nowe życie, które zbudowałam przez ostatnie siedem lat bez Gerry’ego, musi być jak lądowanie wśród gwiazd.

   Getty Images

– Zostawił mi dziesięć listów, które miałam otwierać w kolejnych miesiącach po jego odejściu. I podpisywał każdy z nich: „PS Kocham Cię”.

Słuchacze są wyraźnie wzruszeni i zaskoczeni. Odwracają się do siebie, wymieniają spojrzenia i coś szepczą, milczenie zostało przerwane. Maleństwo Sharon zaczyna płakać. Sharon ucisza dziecko, kołysze je, z nieobecnym spojrzeniem puka miarowo w smoczek.

Ciara odzywa się na tyle głośno, by przebić się przez kwilenie dziecka:

– Kiedy cię poprosiłam, żebyś wzięła udział w tym podcaście, stanowczo zapowiedziałaś, że nie chcesz się skupiać na chorobie Gerry’ego. Chciałaś mówić o tym, co ci podarował.

Zdecydowanie kręcę głową.

– Nie, nie chcę mówić o tym, jak chorował na raka, przez co musiał przejść. Jeśli chcecie mojej rady, spróbujcie nie fiksować się na mroku. Jest go aż za dużo. Wolałabym mówić o nadziei.

Ciara patrzy na mnie z błyskiem dumy w oczach. Mama mocno splata palce.

– Ścieżka, którą wybrałam, to było skupienie się na tym, co mi podarował; i to był dar wynikający z jego utraty: odnalezienie siebie. Nie czuję się w mniejszym stopniu człowiekiem ani nie wstydzę się powiedzieć, że śmierć Gerry’ego mnie złamała. Jego listy pomogły mi znów odnaleźć siebie. Musiałam go stracić, żeby odkryć tę część siebie, o której istnieniu nie miałam pojęcia.

– Zatracam się w słowach i już nie mogę ich powstrzymać. Muszę im to opowiedzieć. Gdybym siedem lat temu była jednym z tych słuchaczy, musiałabym to usłyszeć. Odnalazłam w sobie nową, zaskakującą siłę, odnalazłam ją na samym dnie w ciemnym i samotnym miejscu, ale ją odnalazłam. I niestety to właśnie tam odnajdujemy w życiu większość skarbów. Kopiemy, męczymy się w ciemności i w błocie i w końcu natrafiamy na coś konkretnego.

Odkryłam, że skaliste dno może być tak naprawdę trampoliną.

Słuchacze, zachęcani przez pełną entuzjazmu Ciarę, biją brawo.

Płacz malucha Sharon przechodzi we wrzask, wysoki, przeszywający dźwięk, jakby ktoś wyrywał mu nogi. Starszy chłopczyk rzuca ryżowym wafelkiem w malucha. Sharon wstaje, zerka przepraszająco w moją stronę, a potem rusza przejściem między krzesełkami. Jedną ręką popycha podwójny wózek, w drugiej trzyma płaczące niemowlę. Dwoje starszych dzieci zostawia z moją mamą. Niezdarnie manewruje wózkiem do wyjścia, wjeżdża nim na krzesła, zrzucając wiszące na nich torebki, ich paski i rączki wplątują się w koła, Sharon mruczy pod nosem przeprosiny.

Ciara czeka z kolejnym pytaniem, dopóki Sharon nie wyjdzie.

Sharon wjeżdża wózkiem w drzwi, próbując je w ten sposób otworzyć. Mathew, mąż Ciary, biegnie jej pomóc i przytrzymuje drzwi, ale podwójny wózek jest za szeroki, żeby się w nich zmieścić, Sharon, spanikowana, tłucze wózkiem o framugę. Niemowlę wrzeszczy, wózek stuka, a Mathew mówi jej, żeby przestała, i odblokowuje dolną część drzwi. Sharon spogląda na nas z zażenowaniem. Naśladuję jej wcześniejszą minę, przewracam oczami i ziewam. Posyła mi pełen wdzięczności uśmiech, po czym się wymyka.

– To się wytnie – żartuje Ciara. – Holly, oprócz tego, że Gerry zostawił ci po śmierci te listy, czy odczuwałaś jego obecność w jakiś inny sposób?

– Chodzi ci o to, czy widziałam jego ducha?

Niektórzy ze słuchaczy śmieją się cicho, inni desperacko czekają na „tak”.

– Jego energię – mówi Ciara. – Jakkolwiek chcesz to nazwać.

Przez chwilę milczę i się zastanawiam, przywołuję to uczucie.

– To dziwne, ale śmierć ma fizyczną obecność; śmierć może być jak wrażenie, że ta druga osoba jest w pokoju. Luki, które pozostawia po sobie ktoś, kogo kochamy, to, że go już nie ma, jest wyczuwalne, więc były czasem takie chwile, gdy Gerry wydawał mi się bardziej żywy niż ludzie wokół mnie. – Wracam myślami do tych samotnych dni i nocy, gdy utknęłam między światem rzeczywistym i tym, co działo się w mojej głowie. Wspomnienia potrafią być bardzo silne. Potrafią być błogą ucieczką i miejscem, które można odkrywać, ponieważ znów go dla mnie przywołały. Ale uważajcie, potrafią też być więzieniem. Jestem wdzięczna Gerry’emu za to, że zostawił mi te listy, bo wyciągnął mnie ze wszystkich tych czarnych dziur i ożył, dzięki czemu mogliśmy wspólnie tworzyć nowe wspomnienia.

– A teraz? Siedem lat później? Czy Gerry wciąż z tobą jest?

Milczę. Wpatruję się w Ciarę rozszerzonymi oczami, jak zając, który zamarł w świetle reflektorów. Wszystko mi się plącze. Do głowy nie przychodzą żadne słowa. Jest?

– Jestem pewna, że Gerry zawsze będzie częścią ciebie – mówi cicho Ciara, wyczuwając, w jakim jestem stanie.

Zawsze będzie z tobą – dodaje uspokajająco, jakbym o tym zapomniała.

Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Rozproszone, rozsypane cząstki materii wokół mnie.

– Oczywiście – uśmiecham się nerwowo. – Gerry zawsze będzie ze mną.

Ciało umiera, ale duch, dusza zwleka z odejściem. W pierwszym roku po śmierci Gerry’ego były dni, gdy czułam się tak, jakby jego energia była we mnie, jakby mnie budowała, wzmacniała, zmieniała w fortecę. Mogłam zrobić wszystko. Byłam nietykalna. W inne dni czułam jego energię, która rozrywała mnie na milion kawałków. To było przypomnienie o tym, co straciłam. Nie mogę. Nie chcę. Wszechświat odebrał mi najwspanialszą część życia i dlatego bałam się, że może mi też odebrać całą resztę. I uświadamiam sobie, że tamte dni były cenne, bo teraz, siedem lat później, w ogóle nie czuję, że Gerry jest ze mną.

Zagubiona we własnym kłamstwie zastanawiam się, czy dla słuchaczy zabrzmiało ono równie pusto, jak dla mnie. Ale powoli kończymy. Ciara zachęca słuchaczy, żeby zadawali pytania, a ja rozluźniam się trochę, czując, że koniec już blisko. Trzeci rząd, piąta osoba, zmięta chusteczka w ręce, rozmazany tusz do rzęs.

– Cześć, Holly, mam na imię Joanna. Kilka miesięcy termu straciłam męża i szkoda, że nie zostawił mi listów, tak jak twój. Możesz nam powiedzieć, co napisał w ostatnim liście?

– A ja chcę wiedzieć, co było we wszystkich – odzywa się ktoś inny i słychać pomruk aprobaty.

– Mamy czas, żeby posłuchać o nich wszystkich, jeśli Holly nie ma nic przeciwko temu – mówi Ciara, zerkając na mnie.
Biorę głęboki oddech i powoli wypuszczam powietrze. Od tak dawna nie myślałam o tych listach. To znaczy myślałam o nich jak o koncepcji, ale nie indywidualnie, nie w kolejności, szczegółowo… Od czego zacząć? Nowa nocna lampka, nowa kreacja, noc karaoke, nasiona słonecznika, urodzinowy wyjazd z przyjaciółmi… Jak mieliby zrozumieć, jak ważne były dla mnie wszystkie te z pozoru nieistotne rzeczy? Ale ostatni list… Uśmiecham się. To proste.

– W ostatnim liście napisał: „Nie bój się znów zakochać”.

Chwytają się tego, to piękne słowa, wspaniałe i odważne ze strony Gerry’ego zakończenie. Joanna nie jest tak wzruszona, jak pozostali. Widzę w jej oczach rozczarowanie i zagubienie. Rozpacz. Jest tak głęboko pogrążona w żałobie, że nie to chciałaby usłyszeć. Wciąż trzyma się myśli o mężu; dlaczego miałaby rozważać inne możliwości?

Wiem, co sobie myśli. Nigdy nie będzie w stanie znów kogoś pokochać. Nie w ten sposób.

d1poq7a

Podziel się opinią

Share

d1poq7a

d1poq7a