Dowódca niszczyciela

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Prolog

Cesarska Marynarka Wojenna Japonii posiadała podczas wojny 25 lotniskowców, 12 okrętów liniowych, 18 ciężkich krążowników, 26 lekkich krążowników, 175 niszczycieli i 95 okrętów podwodnych. Jednak to flotylle niszczycieli, których ogólna liczba w żadnym momencie nie przekroczyła 130, ponosiły główny ciężar wojny. Były one końmi pociągowymi Cesarskiej Marynarki Wojennej.

Niszczyciele eskortowały również transportowce, a nawet same zastępowały okręty transportowe przez wiele miesięcy wojny - szczególnie od początku 1943 do połowy 1944 roku, kiedy znaczna część większych japońskich okrętów wojennych była "oszczędzana" i znajdowała się w bezpiecznej odległości od strefy działań wojennych.

Japońskie niszczyciele brały udział w licznych zaciętych bitwach morskich i na początku wojny odniosły wiele wspaniałych zwycięstw. Sukcesy te miały świadczyć o wyższości japońskich niszczycieli i ich załóg nad marynarzami i niszczycielami alianckimi.

Jednakże od połowy 1943 roku japońskie niszczyciele musiały pracować miesiąc po miesiącu bez właściwej konserwacji i remontów, a ich załogi nie miały chwili wytchnienia, aż do chwili utraty przewagi nad sprzymierzonymi. Było to spowodowane głównie zadziwiającym postępem technicznym, jakiego dokonali alianci oraz wzrastającą przewagą liczebną ich samolotów.

Mimo to japońskie niszczyciele walczyły odważnie, wręcz bohatersko do końca wojny. Uważam, że ich dokonania należy przedstawić nowym pokoleniom. Chociaż działań niszczycieli nie da się porównać z wielkimi i słynnymi bitwami, jak te na Morzu Koralowym, o Midway, wokół Marianów czy w Zatoce Leyte, toczonymi głównie przez samoloty i wielkie okIęty, to wysiłki i osiągnięcia niszczycieli w mniejszych bitwach - o których powoli wszyscy zapominamy - warte są szczegółowego opisania.

Japońskie lotniskowce odegrały główną rolę podczas ataku na Pearl Harbor - w rzeczywistości była to akcja jednostronna - jak również podczas trzech kołejnych dużych operacji, zakończonych całkowitą porażką Japończyków: pod Midway, na Marianach i w Zatoce Leyte.

Japońskie pancerniki, oczko w głowie naczelnego dowództwa, starano się "oszczędzać" za wszelką cenę, a skutki takich decyzji były tragiczne. 72400-tonowy Musashź, który zużywał tyle paliwa, co 30 dużych niszczyciełi, podczas wojny wziął udział tylko w jednej akcji. Został zatopiony w Zatoce Leyte,* zanim w ogóle miał okazję skierować swoje dziewięć 457-milimetrowych dział w jakikolwiek cel.

Yamato, jego siostrzany okręt, uczestniczył zaledwie w dwóch bitwach. Pod Leyte zawrócił przed schwytanymi w pułapkę amerykańskimi lekkimi lotniskowcami. Pięć miesięcy później wypłynął ku Okinawie w misji samobójczej i zatonął na Morzu Wschodniochińskim ponad 300 mil od celu.

Natomiast niewiełkie niszczyciele japońskie uczestniczyły w różnych zadaniach, eskortując wielkie okręty, zatapiając wrogie jednostki nawodne i okręty podwodne oraz transportowały wojskai zaopatrzenie.

Najwięcej czasu spędziłem walcząc na niszczycielach i był to najszczęśliwszy okres mojej służby. Koledzy z marynarki nazywali mnie wtedy "cudownym kapitanem", a mój niszczyciel Shźgure - "niezniszczalnym". Nie sądzę, abym naprawdę zasłużył na ten przydomek. Oficerowie, którzy zginęli na 129 japońskich niszczycielach, zatopionych podczas działań wojennych, posiadali takie same umiejętności jak oficerowie innych flot, a wielu było lepszych ode mnie. Fakt, że przetrwałem, był wyłącznie kwestią szczęścia.

Wśród tych, którzy przeżyli, są inni, równie lub bardziej uzdolnieni. Jak dotąd milczą na temat własnych dokonań na morzu, znając prawdopodobnie stare wschodnie powiedzenie: "pokonani nie powinni opowiadać o swych bitwach".

Ja zdecydowałem się złamać tę zasadę nie dla siebie, ale pragnąc oddać hołd należny niszczycielom i marynarzom. To, że wojna została przegrana, nie ujmuje im zasług ani nie umniejsza osiągnięć. Jeśli to co piszę, wydaje się nazbyt koncentrować wokół mnie, czytelnik powinien pamiętać, że po prostu staram się przedstawić typowego marynarza niszczyciela, z jego typowymi zasługami i błędami - nic więcej.

Książka ta nie przedstawia pełnej historii wszystkich japońskich niszczycieli. szczególnie mało dokładna jest moja relacja dotycząca niszczyciela Yukikaze, który przetrwał osiem wielkich operacji i bitew, działając aż do ostatniego dnia wojny i którego dzieje, według mnie, zasługują na opisanie w osobnej pracy. powinien to zrobić jego dowódca w latach 1941-44, komandor Ryokichi Kanma. Mam nadzieję, że w końcu przekaże nam pełną relację.

7 kwietnia 1945 roku japoński lekki krążownik Yahagi przez 90 minut odpierał ataki powietrzne amerykańskich Avengerów i Hellcatów, podczas których został trafiony bezpośrednio sześcioma torpedami, dwunastoma 250-funtowymi* bombami i wieloma innymi lżejszymi pociskami. Takie cięgi okazały się zbyt srogie nawet dla tego dzielnego okrętu.

Wypłynął z Morza Wewnętrznego wczesnym rankiem wraz z ośmioma niszczycielami i gigantycznym pancernikiem Yamato. Ich celem była Okinawa, gdzie miały dokonać samobójczego ataku na amerykańskie siły inwazyjne. Była to wyraźnie samobójcza operacja, gdyż japońskie okręty wojenne miały jedynie tyle paliwa, aby dotrzeć do Okinawy - za mało by powrócić.

Ale tak się stało, że niecałe 100 mil od Japonii, zespół Yamat dosięgła furia nieprzyjacielskiego ataku i lekki krążownik Yahagi tonął.

Jako dowódca, stałem na jego pomoście, a fale morskie były coraz bliżej. Obok mnie stał kontradmirał Keizo Komura, dowódca sił eskortujących. Wokół nas widać było spustoszenie dokonane przez nieprzyjacielski atak. W każdym miejscu na pokładzie Yahagź leżały ciała i szczątki ludzkie; prawie wszystko zniszczyły huraganowe naloty. Okręt miał przechył 30 stopni na lewą burtę i pogrążał się szybko w wodzie. Admirał Komura wyszedł cało z ataku, a ja nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zostałem trafiony i że krew leciała ciurkiem z mojego lewego ramienia.

Gdy po raz ostatni rozejrzałem się wokół, ujrzałem pancernik Yamato jakieś 5500 metrów przed nami. Nadal walczył. Dwa z naszych ośmiu niszczycieli już poszły na dno. Trzy inne stały i płonąc, tonęły. Pozostałe trzy desperacko zygzakowały.
- Chodźmy - powiedział Komura.

Przytaknąłem. Zdjęliśmy buty i wskoczyliśmy do wody. Chwilę później okręt poszedł pod powierzchnię, ciągnąc nas za sobą na dno Morza Wschodniochińskiego. Gigantyczny wir tonącego okrętu złapał nas jak potężna pięść. Wiłem się i walczyłem bezskutecznie.

Zabrakło mi powietrza i zachłysnąłem się wodą morską. Wokół mnie panowała atramentowa ciemność. Czy umarłem? Jeszcze nie. Nadal walczyłem. Nigdy się nie dowiem, ile minęło czasu, ale wydawało mi się, że trwa to bardzo długo. Nagle poczułem, że zelżał uścisk potężnej pięści. Blada poświata w ciemnościach nade mną wskazywała na to, że płynę do góry. Strumień piany wytrysnął mi z nosa, gdy ponownie zachłysnąłem się wodą. Kopałem i walczyłem. W końcu czarna otchłań ustąpiła miejsca niebieskiemu niebu i światłu dnia.

Zdumiewająco szybko znalazłem się z powrotem na powierzchni. Oszołomiony, z trudem się na niej utrzymywałem, ale pokrzepił mnie widok ciągle walczącego Yamato. Dziesiątki amerykańskich samolotów opadły go niczym chmara komarów, wypuszczając śmiercionośne pociski, lecz olbrzymi okręt kontynuował walkę. Ten pokrzepiający widok pomógł mi otrząsnąć się z odrętwienia. Jednak sytuacja ta nie miała trwać długo.

O 14:20 przerażający słup ognia i białego dymu wystrzelił z pancernika i zakrył wszystko, wznosząc się na 6100 metrów w niebo.Gdy dym stopniowo się rozpynął, ukazał w miejscu okrętu pustkę. Wspaniały pancernik Yamato, dumę cesarskiej floty, pochłonęło morze. To był koniec Cesarskiej Marynarki Wojennej.

Przeszły mnie dreszcze, a po policzkach pociekły gorzkie łzy. Chociaż byłem bardzo przygnębiony, mocno walczyłem o życie, czepiając się jakichś szczątków unoszących się na wodzie. Czułem się człowiekiem skończonym. Od początku wojny na Pacyfiku wziąłem udział w ponad 100 akcjach i podczas gdy liczni przyjaciele i towarzysze ginęli, ja zawsze powracałem zwycięski.

Teraz po raz pierwszy w swojej karierze poczułem przykry smak porażki. Nagle opadły mnie wspomnienia. Wróciłem pamięcią do przeszłości sądząc, że nie mam już szans na ratunek.

Przypominałem sobie zaciekłą dyskusję z poprzedniego dnia, kiedy trzech admirałów i dziesięciu dowódców okrętów analizowało rozkaz wypłynięcia w rejs, który miał być ostatnią akcją bojową floty Japonii. Żaden z nas nie liczył na to, że odniesiemy sukces. Yamato, z krążownikiem Yahagź oraz dziesięcioma niszczycielami, miał płynąć pod Okinawę z ilością paliwa wystarczającą tylko na rejs w jedną stronę. Jako okręty wypełniające zadanie samobójcze, mieliśmy dotrzeć do Okinawy i zużyć całą naszą amunicję przeciwko flocie amerykańskiej. Zostaliśmy zmiecieni z powierzchni morza nie dalej niż w połowie drogi do celu.

Ujrzałem wyraźnie, jak na jawie, moją rodzinę w domu. Nagle ich twarze rozmyły się, gdyż zaczęło padać. Szlochałem, mamrocząc na głos: "Żegnaj, Chizu. Byłaś dobrą żoną i dobrą matką dla naszych dzieci. Żegnajcie, Yoko i Keiko, żegnaj Mikito! Po śmierć waszego ojca i klęsce ojczyzny zaznacie strasznej niedoli. Ach, wybaczcie swemu ojcu!

Spróbujcie mnie zapamiętać jako człowieka który walczył, jak umiał najlepiej". Wtedy usłyszałem śpiew. Nie byłem sam! Rozejrzałem się i spostrzegłem, że w wodzie znajdują się dziesiątki innych marynarz Stopniowo wszyscy przyłączyli się do śpiewu, mimo że szkolono ich, aby w takiej sytuacji nie podejmowali zbytecznego wysiłku.

W tych przykrych okolicznościach wsłuchałem się w ponure strofy prastarej Pieśni Wojownika:

Jeśli wyruszę na morze,
Moje ciało woda wyrzuci na brzeg.
Jeśli służbę pełnić będę na górze,
Zielona trawa przykryje mnie całunem.
Walcząc więc w imię Cesarza
Jestem spokojny, że w domu nie przyjdzie mi umrzeć.

Przestałem szlochać i zamknąłem oczy, by jeszcze raz ujrzeć swoje dzieciństwo, szkołę, rejs szkolny kadetów, chwalebne bitwy na Morzu Jawajskim, Salomonach...

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀