Trwa ładowanie...

Czekają na Rosjan. Kim są Ukraińcy wierzący prokremlowskiej propagandzie?

Przed wojną około 20 procent Ukraińców głosowało na prorosyjskie partie. Część z nich do dziś wierzy w przekaz płynący z Kremla. – Wojna propagandowa trwa, ale i ją Putin przegrywa – mówi WP ukraiński dziennikarz Aleksander Zamkowoi.

Share
Lisiczańsk jest miastem frontowym i jest bombardowany od miesięcy. Większość mieszkańców uciekła, została jedna trzecia. Część z nich wierzy Rosjanom. Na zdjęciu: mieszkańcy przed bunkrem w maju 2022Lisiczańsk jest miastem frontowym i jest bombardowany od miesięcy. Większość mieszkańców uciekła, została jedna trzecia. Część z nich wierzy Rosjanom. Na zdjęciu: mieszkańcy przed bunkrem w maju 2022Źródło: Licencjodawca, fot: SOPA Images
d1ftu5j

Ukraiński dziennikarz Aleksander Zamkowoi jechał niedawno taksówką w Odessie.

To ukraińskie miasto portowe nad Morzem Czarnym. Rosjanie zdążyli co prawda zablokować port, co przerwało tzw. korytarz zbożowy na cały świat, ale mieszkańcy Odessy są gotowi na ewentualny atak "orków". Miasto jest uzbrojone i gotowe do walki.

Ale nie wszyscy. Zamkowoi zdziwił się, gdy nagle taksówkarz zaczął narzekać, że amerykański pakiet pomocy dla Ukrainy, w wysokości blisko 40 miliardów dolarów, to ogromny problem.

d1ftu5j

– Zrobią z nas niewolników! Spłacać będziemy to my, nasze dzieci i wnuki – narzekał taksówkarz.

Zamkowoi nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Umowa z Amerykanami nie oznacza wcale takiego zadłużenia na przyszłość.

– Zorientowałem się, że taksówkarz powtarza po prostu plotki rozpowszechniane przez rosyjskie media – mówi mi Zamkowoi przez telefon. – Powielał przekaz dnia serwowany w prokremlowskim radiu i telewizji, które wciąż są w Ukrainie dostępne, choćby wtedy, gdy masz antenę satelitarną. 

Zobacz też: Pomysł Finów na zatrzymanie Rosji. ''To jedyny sposób''

To niejedyny przykład tego, jak kłamliwe rosyjskie informacje są rozpowszechniane w Ukrainie w czasie wojny. Bliżej linii frontowej, bo w Donbasie, nadaje prorosyjskie Radio Победа, czyli Zwycięstwo. Słodki kobiecy głos przemawia niestrudzenie do ukraińskich żołnierzy oraz cywilów. Przekaz jest jasny: poddajcie się.

d1ftu5j

Kobiecy głos sączy jad: – Wkrótce domkniemy okrążenie. Wasze oddziały są zniszczone. Wasi dowódcy się poddali. Zełenski was zdradził i nie przybędzie z odsieczą. Jeśli chcecie przeżyć, poddajcie się, albo uciekajcie. Ocalcie siebie!

Zamkowoi, który jest specjalistą od rosyjskiej dezinformacji i pracuje dla portalu StopFake.org, tłumaczy, że to znana rosyjska taktyka:

– Straszą nas, że przegramy, nie mamy szans, że Ukraina to upadłe, sztuczne państwo, a prawdziwa siła i zbawienie tkwi w Rosji. Mówią, że Zełenski jest słaby, a Putin silny. To doktryna rosyjskiego generała Gerasimowa – według niego kluczowa jest wojna informacyjna, sianie chaosu, zwątpienia i strachu. Wojna może być wygrana bez wystrzałów, jeśli przeciwnik uzna, że nie ma szans i się podda.

– Rosjanie od lat sieją tu taką właśnie propagandę: Rosja idzie do was z wyzwoleniem, a Ukraina przegrywa. Od lat podkopują naszą jedność i zaufanie do Kijowa, chcąc nas wpędzić w poczucie beznadziei i depresji – mówi ukraiński dziennikarz.    

Russia-Ukraine War: Evacuation of Luhansk Region residentsAn elderly woman waits for a passenger train to evacuate from Lysychansk, Luhansk Region, eastern Ukraine, on February 24, 2022. (Photo by Oleksii Kovaliov/Ukrinform/NurPhoto via Getty Images)NurPhotoluhansk region, lysychansk, railroad, russia ukraine war, russia ukraine conflict, unrest conflict and war, russian invasion, russia's assault, war zone, nurphoto, russian invasion 2022, ukraine-russia war 2022 Licencjodawca
Ewakuacja z Lisiczańska zaczęła się już w lutymŹródło: Licencjodawca, fot: Oleksii Kovaliov

Żduny czekają na Rosjan

Czy to działa? Dziennik "The New York Times" opisał, że niektórzy mieszkańcy frontowego miasta Lisiczańsk, w obwodzie Ługańskim, nieopodal Siewierodoniecka, wierzą w rosyjskie "doniesienia". Mieszkający tam cywile są odcięci od ukraińskich mediów. Zostaje im Radio Pobieda i inne rosyjskie rozgłośnie. A te spełniają swoje zadanie. Od rana do nocy bombardują Ukraińców fałszywymi wiadomościami o tym, jak świetnie działa armia rosyjska, która idzie z wyzwoleniem, żywnością i pokojem.

d1ftu5j

Dlatego niektórzy mieszkańcy Lisiczańska wierzą, że Kijów o nich zapominał, a pociski, które ich zabijają, lecą rzeczywiście ze strony ukraińskiej, czyli od swoich. Wielu mieszkańców ma już dosyć wojny i jest im wszystko jedno, kto wygra, byle znów zapanował pokój. Są zmęczeni.

Mają nawet pretensje do Kijowa, że dał zniszczyć ich domy i auta. – To syndrom sztokholmski – ocenia Zamkowoi. – Utożsamianie się ofiary z agresorem w sytuacji poważnego zagrożenia życia. Zmęczony, przestraszony człowiek zaczyna tracić grunt pod nogami. Jest zdezorientowany, a chce przeżyć za wszelką cenę. W tym przypadku zaczyna powtarzać słowa Rosjan wtłaczane mu codziennie przez radio. 

Mimo ciągłej ewakuacji są tacy, którzy nie chcą z Lisiczańska wyjechać – nie wpuszczają do domów ukraińskich wolontariuszy, nie wsiadają do podstawionych autobusów i czekają na Rosjan. Niektórzy mówią na nich "Żduny" (ждуни) – czyli "Czekający". Może nie przywitają Rosjan kwiatami, ale nie uciekną przed nimi.

Kim są ci Ukraińcy wierzący w rosyjską propagandę, czy wręcz gotowi czekać na ruską armię?

d1ftu5j

– Nie ma narodu, który w 100 procentach będzie jednomyślny – mówi Zamkowoi. –Jeszcze przed wojną w wyborach w Ukrainie startowały prorosyjskie partie. Nie zakazywaliśmy im działania. W ostatnich wyborach w Odessie, skąd pochodzę, prorosyjska partia opozycyjna (Za Życie) dostała 28 procent głosów, a prorosyjski kandydat na prezydenta Odessy – Mikoła Skoryk – 20 proc. Jak tylko wybuchła wojna, Skoryk uciekł. Nikt nie wie dokąd. Skasował wszystkie swoje konta – cisza.

Zamkowoi mówi, że część Ukraińców – te 20 procent – identyfikowała się przed wojną z prorosyjskimi politykami, z tamtejszą kulturą i językiem. Było im po prostu – ze względu na rodzinę w Rosji czy własną przeszłość – bliżej do Rosji niż do Zachodu.

– Ale ci ludzie byli w mniejszości – mówi Zamkowoi. – Putin wydał setki milionów rubli na propagandę, na urabianie reszty Ukraińców, żeby przeciągnąć ich nas swoją stronę, ale nic to nie dało. Próbował wszystkiego: manipulacji, kłamstw, kampanii antyszczepionkowej, polaryzacji społeczeństwa. Ale począwszy od 2014 roku ludzi sympatyzujących z Rosją było coraz mniej – głównie starsi, czujący nostalgię za ZSRR. Dlatego właśnie, widząc, że stopniowo traci Ukrainę, a jego propaganda nie działa, Putin zdecydował się zaatakować nas militarnie – twierdzi nasz rozmówca.

President of Ukraine Volodymyr ZelenskyyBAKHMUT, UKRAINE - JUNE 05: (----EDITORIAL USE ONLY â MANDATORY CREDIT - "UKRAINIAN PRESIDENCY / HANDOUT" - NO MARKETING NO ADVERTISING CAMPAIGNS - DISTRIBUTED AS A SERVICE TO CLIENTS----) President of Ukraine Volodymyr Zelenskyy visits the positions of Ukrainian troops located in the Bakhmut city and Lysychansk districts, Ukraine on June 05, 2022. (Photo by Ukrainian Presidency / Handout/Anadolu Agency via Getty Images)Anadolu Agencypresident of ukraine volodymyr zelenskyy Licencjodawca
5 czerwca żołnierzy na froncie w okolicach Lisiczańska odwiedził prezydent ZełenskiŹródło: Licencjodawca, fot: 2022 Anadolu Agency

Kim są kolaboranci?

Wielu z tych, którzy jeszcze przed 24 lutego byli prorosyjscy, zmieniło zdanie, gdy zobaczyli armię rosyjską w działaniu: mordowanie, bombardowanie cywilów (nawet miejsc, gdzie agresor wie, że kryją się dzieci), gwałty czy rabunek.

d1ftu5j

Ale nie wszyscy otworzyli oczy.

– Propaganda rosyjska sprytnie ich wykorzystuje – mówi Zamkowoi. – Jeśli z danego miasta ucieknie 100 tysięcy ludzi, a zostanie w nim prorosyjska garstka, to prokremlowskie media nie pokażą wymarłego, opustoszałego miasta, tylko właśnie tę małą grupkę witającą Rosjan.

Zamkowoi daje przykład: – 9 maja Rosjanie ogłosili, że ludność okupowanego Melitopola ma świętować z nimi dzień zwycięstwa. Przyszło 200 osób. To niewiele jak na miasto, które przed wojną liczyło 150 tysięcy mieszkańców. Ale propaganda rosyjska odtrąbiła to jako sukces.

Dlaczego część Ukraińców – mała, ale jednak – godzi się na kolaborację z okupantem?

d1ftu5j

Zamkowoi: – Powody są różne. Pierwszy to strach o swoje życie, o życie bliskich, o swój dom. Po prostu musisz zostać w domu, bo masz starą, niedołężną babcię, która już nie wyjedzie, a boisz zemsty Rosjan. Nie wychylasz się, bo nie wiesz komu ufać, a kto na ciebie doniesie. Może załapiesz się też na jakieś paczki z jedzeniem, a każdy boi się głodu. 

Z kolei inni robią to cynicznie, z pełnym wyrachowaniem – całe życie chcieli być np. komendantem policji albo dyrektorem szkoły i Rosjanie im to teraz zaoferowali. Zarobią sporo pieniędzy i jeszcze będą mieli władzę nad innymi – wyjaśnia Zamkowoi.

UKRAINE RUSSIAN WARLYSYCHANSK, UKRAINE -- JUNE 11, 2022: Residents in a carry their food given out by police officers, in Lysychansk, Ukraine, Saturday June 11, 2022. (Marcus Yam / Los Angeles Times via Getty Images)Marcus Yamrussian, united states, separatist region, escalation, donbas, buildup, ukrainian, america, tension, troop, joe biden, vladimir v. putin, standoff, invasion, volodymyr zelensky, instability, border, ukr, civilian casualty Licencjodawca
Wojsko ukraińskie rozdaje chleb mieszkańcom, którzy zostali w LisiczańskuŹródło: Licencjodawca, fot: Marcus Yam

Inny zestaw wartości

Pytam, czy podział na ludność ukraińsko– i rosyjskojęzyczną jest w Ukrainie istotny? Zamkowoi zaprzecza. Mówi, że w Odessie chodził do ukraińskojęzycznej podstawówki, a potem szkoła średnia i uniwersytet były rosyjskojęzyczne. Jest więc dwujęzyczny, ale lepiej mówi po rosyjsku. Tak, jak cała Odessa. I nikt z tego nie robił problemu. Dlatego Ukraińcy śmieją się, gdy Putin twierdzi, że musi "chronić ludność rosyjskojęzyczną".

Jak to jednak możliwe, że ta mocno rosyjskojęzyczna część Ukrainy, głównie wschód i południe, identyfikuje się tak mocno z Ukrainą, Zełenskim i Kijowem, i tak zaciekle walczą z "orkami" z Rosji?

Zamkowoi tłumaczy mi to na przykładzie wojny USA o niepodległość od korony brytyjskiej.

– Amerykanie mówili po angielsku, ale nie chcieli być poddanymi brytyjskiego króla. My też mówimy w dużej części po rosyjsku, jak Rosjanie, ale stoi za nami nasza ukraińska historia, kultura oraz zupełnie inne od rosyjskich wartości. Wiele od Rosjan w historii wycierpieliśmy. I nie chcemy dłużej tkwić pod butem despoty z Kremla, w jego skorumpowanym kraju. Chcemy być wolni. Język mamy taki sam jak oni, ale wartości, jakie wyznajemy – wolność jednostki, demokracja – na pewno odróżniają nas od Rosjan.

d1ftu5j
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d1ftu5j
d1ftu5j