Cyfrowy detoks. Czy można dzisiaj żyć bez internetu, telefonu i telewizji?

Cyfrowy detoks. Czy można dzisiaj żyć bez internetu, telefonu i telewizji?

Eksperyment pewnej rodziny - pół roku bez nowoczesnych technologii
Źródło zdjęć: © Oficjalna strona Susan Maushart

/ 15Eksperyment pewnej rodziny - pół roku bez nowoczesnych technologii

Obraz
© Oficjalna strona Susan Maushart

Czy próbowaliście w ostatnim czasie przeżyć przynajmniej jeden dzień bez korzystania z internetu i telefonu/smartfonu, zaglądania na Facebook i inne serwisy społecznościowe, a także bez oglądania TV czy gry na konsoli? Czy potraficie jeszcze normalnie funkcjonować bez nowych technologii i mediów? Czy odcięci nagle od tego wszystkiego będziecie szczęśliwsi?
Susan Maushart postanowiła to sprawdzić na własnej skórze. Amerykańska dziennikarka na pół roku odcięła siebie i trójkę swoich nastoletnich dzieci od nowoczesnych technologii. Schowała laptopy i wyciągnęła baterie ze smartfonów, wyniosła telewizory i konsole, a przez pierwsze dwa tygodnie wyłączyła także prąd w całym domu. Krótko mówiąc: cyfrowy odwyk.
Dlaczego się na to zdecydowała? Czy Eksperyment się udał? Jak to wszystko się skończyło? Jak przeżyły to pół roku "w realu" dzieci autorki oraz ona sama? W jaki sposób zmienia się nasze życie bez nowych technologii? Odpowiedzi na te oraz na wiele innych pytań na kolejnych stronach galerii oraz w książce "E-migranci" (Wyd. Znak), w której Susan Maushart opisała cały Eksperyment.

/ 15Życie w cyfrowym świecie

Obraz
© fotolia.pl

Susan Maushart, amerykańska dziennikarka i matka samotnie wychowująca troje nastolatków, przyznaje już na wstępie, że jej dzieci chętniej zgodziłyby się obywać bez wody, pożywienia czy akcesoriów do pielęgnacji włosów niż żyć bez mediów elektronicznych.
"Osiągnąwszy wiek lat czternastu, piętnastu i osiemnastu, moje dwie córki i syn nie używają mediów. Oni je zamieszkują. Dokładnie tak jak ryby zamieszkują staw. Z wdziękiem. Bez emocji. I z kompletnym brakiem świadomości czy ciekawości tego, jak się tam znaleźli. Nie pamiętają czasów sprzed ery e-maila, komunikatora internetowego czy wyszukiwarki Google.
Nawet media z okresu własnego dzieciństwa - kasety wideo i dostęp do internetu przez dial-up, Nintendo 64 i "przewodowe" telefony - traktują niczym relikty przeszłości, równie osobliwe jak kałamarze. O całej cywilizacji sprzed ery płaskiego ekranu HD mówią "czarno-białe czasy".".

/ 15Mają internet dłużej niż zęby trzonowe

Obraz
© fotolia.pl

Autorka "E-migrantów" pisze, że jej dzieci należą do pokolenia, które, "dosłownie i w przenośni, zjadło zęby na klawiaturze i zaczęło mówić "komp" równie szybko jak "mama", "soczek" czy "już!". To dzieci, które mają telefony i bezprzewodowy internet dłużej niż zęby trzonowe; dzieci, które pracując w trybie wielozadaniowym, łączą odrabianie lekcji z odbiorem przekazu innych treści z pięciu czy sześciu mediów elektronicznych, przy akompaniamencie synkopowanych sygnałów komunikatora internetowego, pulsującego natarczywie niczym daleki łoskot plemiennego tam-tamu".
Maushart twierdzi, że Eksperyment, który nazywa także Zimą Naszej e-Migracji (oryginalny tytuł książki brzmi: "The Winter of Our Disconnect") rozpoczął się jako forma oczyszczenia , ale ostatecznie stał się czymś znacznie więcej. Cyfrowy odwyk odmienił smak i treść życia rodziny Maushart, a nawet wpłynął znacząco na... zmysł smaku.
Autorka pisze, że półroczna ucieczka jej rodziny z ery informacyjnej zmieniła ich życie na zawsze - zdecydowanie na lepsze. Czy aby na pewno? Czy jej dzieci uważały tak samo?

/ 15Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci

Obraz
© fotolia.pl

Można uznać, że amerykańska dziennikarka nieco przesadza, ale uzależnienie od nowych technologii opisuje nie tylko na przykładzie dzisiejszych nastolatków (tzw. cyfrowi tubylcy), ale także własnym i podobnych jej "cyfrowych imigrantów", którzy może i zawitali do globalnej wioski stosunkowo późno, ale nie oznacza to, że nie popadli w nałóg.
Co ważne, Maushart nie odsądza internetu i nowych technologii od czci i wiary: "Nie jestem seniorką, która ubolewa nad tym, że w rozjarzonym neonami świecie nie pali się już świec". Wręcz przeciwnie - fascynują ją możliwości, jakie otwierają przed nami media i uważa je za niezwykle pożyteczne narzędzia, przynajmniej do momentu, gdy mamy nad swoim nadużywaniem internetu czy iPhone'a jakąkolwiek kontrolę.
Dziennikarka wylicza kolejne dane, wyniki badań, eksperymentów i ankiet, bo konkretne fakty oraz przytaczane przez nią przykłady "z życia wzięte" są dużo bardziej przekonujące niż starcze pohukiwanie w stylu: "internet jest zły!".

/ 15Jak się wylogować?

Obraz
© fotolia.pl

Czy największy wyznaniem naszych czasów nie jest przypadkiem to, jak znaleźć w sobie dość odwagi cywilnej, żeby się wylogować? Według jednego z raportów z 2010 roku około 93 proc. nastolatków w Stanach Zjednoczonych dysponuje dziś dostępem do sieci, a 75 proc. korzysta z telefonów komórkowych. Jak pokazują dane marketingowe, 92 proc. nastolatków ma iPoda lub odtwarzacz MP3, a ponad dwie trzecie - własny komputer (natomiast dostęp do komputera w domu ma niemal każdy).
Jeszcze bardziej dają do myślenia statystyki pokazujące intensywność interakcji nastolatków z posiadanymi mediami. Według jednego z projektów badawczych z 2005 roku (dzisiaj to już "historia starożytna", jak trafnie zauważa autorka) co trzeci młody użytkownik mediów "przez większość czasu" korzysta z kilku urządzeń elektronicznych jednocześnie.
Okazało się, że przeciętny amerykański nastolatek spędzał osiem i pół godziny dziennie (nieco więcej niż wynosi przeciętny dzień roboczy) na różnych formach medialnej interakcji. "Po uwzględnieniu czynnika wielozadaniowości cytowany wskaźnik wzrósł jeszcze bardziej - "ekspozycja", jak zjawisko to określają obecnie badacze, wydłużyła się do prawie jedenastu godzin". A dodajmy, że badacze nie uwzględnili czasu spędzonego na wysyłaniu SMS-ów i rozmowach przez telefon komórkowy...

/ 15"Jak możesz robić coś takiego swoim dzieciom?"

Obraz
© EastNews

Maushart pisze, że gdy pierwszy raz oznajmiła swoim dzieciom - 18-letniej Anni, 16-letniemu Billowi i 14-letniej Sussy - że w ramach eksperymentu zamierza na pół roku odłączyć rodzinę od całego arsenału elektronicznego (od najmniejszego iPoda shuffle aż po podrasowanego peceta do gier swojego syna, który to komputer przypomina raczej potężnego pickupa), jej dzieci nawet nie usłyszały komunikatu.
W końcu były zajęte - stalkowaniem nowych znajomych na Facebooku, wgrywaniem fotek z ostatniej imprezy, oglądaniem filmików na YouTube i wieloma innymi, nieznoszącymi zwłoki, wirtualnymi czynnościami.
Większość osób, które Maushart informowała na temat Eksperymentu reagowało mniej więcej w taki sposób: "Jak możesz robić coś takiego swoim dzieciom?". "Ucierpieć miały dzieci, a ja sama, oszalały mózg całego przedsięwzięcia, byłam kandydatką na dręczycielkę, skrzyżowaniem superniani ze strażniczką z więzienia Abu Ghraib" - komentuje dziennikarka.

/ 15Bezpośrednie doświadczenie życia

Obraz
© Książki WP

Reakcje wiele osób wyraźnie wskazywały na to, że prawo dziecka do dostępu do internetu i telefonu komórkowego jest dzisiaj czymś zbliżonym do "prawa do jedzenia, ubrania, dachu nad głową i serum wygładzającego włosy. Morzenie dzieci głodem informacji, jak sugerowało powszechne przekonanie, stanowiło już formę maltretowania - i było to dokładnie to, co moje własne dzieci przez cały czas usiłowały mi powiedzieć" - czytamy w książce.
Maushart podkreśla wyraźnie, że zdecydowała się na szaleństwo odłączenia od cyfrowego świata dla dobra i higieny psychicznej swojego i swoich dzieci, a bezpośredniej inspiracji dostarczyła jej najsłynniejsza opowieść o kuracji odwykowej w historii literatury, czyli... "Walden" Henry'ego Davida Thoreau, książka, którą Maushart stara się czytać co najmniej tak często, jak robi sobie cytologię.
Thoreau w 1844 roku opuścił swój dom i zamieszkał w lasach otaczających staw Walden, by "bezpośrednio doświadczać życia". Przez dwa lata mieszkał we własnoręcznie zbudowanej drewnianej chacie, jadł placki z mąki pszennej i złowione w stawie ryby. Nie miał sąsiadów, bieżącej wody oraz, jak łatwo odgadnąć po dacie jego eksperymentu, internetu, telewizora, smartfonu czy Playstation.

/ 15Pierwsze dwa tygodnie eksperymentu - bez prądu

Obraz
© fotolia.pl

Pierwsze dwa tygodnie Eksperymentu było radykalnym wstępem do półrocznego cyfrowego detoksu. Maushart na 14 dni odcięła swoją rodzinę nie tylko od nowych mediów, ale także oświetlenia i urządzeń AGD. Dlaczego? "Jeżeli chcemy zanurzyć się w basenie pełnym zimnej wody, na pewno lepiej jest wskoczyć do niego od razu, choćby za cenę utraty oddechu, niż męczyć się kawałek po kawałku".
W rozdziale "Nastają ciemności" autorka opisuje szczegółowo m.in. wynoszenie telewizorów, chowanie laptopów, odłączanie i pakowanie ładowarek do licznej kolekcji "cyfrowego chłamu": telefonów komórkowych, konsoli Nintendo DS., PS/3, iPoda, dwóch archaicznych Game Boyów, kilku przenośnych dysków czy aparatu cyfrowego.
Opisując pierwsze dwa pozbawione prądu tygodnie, Maushart pisze m.in. o trudach życia bez klimatyzacji w czterdziestostopniowych upałach, rodzinnych kolacjach przy świecach, ręcznym praniu i zmywaniu czy o organizowaniu czasu bez telefonu komórkowego.

/ 15Jak sobie poradzić z nudą bez internetu?

Obraz
© fotolia.pl

Jednym z największych problemów, jakie napotkała w czasie półrocznego cyfrowego detoksu rodzina Maushart była nuda i próby jej zwalczenia. Sama autorka "E-migrantów" szczególnie dotkliwie przeżyła rozstanie ze swoim ukochanym iPhone'em. Maushart przytacza w książce inne beznadziejne przypadki - przykładem Galen Gruman z "Computerworld", który boi się podziemnych tuneli i przejść. Nie dlatego, że cierpi na klaustrofobię, ale z obawy przed utratą zasięgu.
Dziennikarka opisuje w książce swoją "infożądzę" (permanentną potrzebę wchłaniania wciąż nowych informacji), zespół nagłego odstawienia gadżetu, nasz zbiorowy lęk o byciu poza zasięgiem czy "wibracje fantomowe", których doświadcza coraz więcej użytkowników telefonów ("słyszymy" sygnał nowej, nieistniejącej wiadomości).
Wiele lat temu schowany w lesie Thoreau ostrzegał, abyśmy nie stali się "narzędziami własnych narzędzi". To autor "Walden" pisał również, że trawimy życie na drobiazgach, co Maushart komentuje w swoim stylu: "Ciekawe, co facet, który tradycyjną pocztę uważał za frywolną, powiedziałby o iPhonie?".

10 / 15W czasach "infotyłości"

Obraz
© fotolia.pl

Sporo miejsca w książce Maushart poświęca temu, w jaki sposób nowe technologie i życie w cyfrowym świecie wpłynęły na wychowanie dzieci oraz - szerzej - na współczesne rodziny. Opisuje rodzicielstwo w dobie komunikacji mobilnej, rodzicielską obsesję kontaktu, cyfrowe odrabianie lekcji, wpływ internetu na mózgu nastolatków czy (najczęściej nieudane) próby kontrolowania przez rodziców uzależnień internetowych ich dzieci.
Część ekspertów i obserwatorów wirtualnego świata stawia tezę, że w epoce internetu wszyscy cierpimy na ADHD. Nasze dzieci znają mniej faktów, mają mniejszą wiedzę historyczną, a konstruowanie argumentacji i utrzymywanie koncentracji przychodzi im z wielkim trudem, jednak - przekonują inni - są dużo bardziej biegli w pozyskiwaniu informacji, ostrości widzeniu czy kreatywnej inteligencji. Kto ma rację?
John Naish pisze wprost o "infotyłości", chorobie naszych czasów. Badania wykazały, że "cyfrowi tubylcy" niekoniecznie spędzają więcej czasu niż ich rodzice, natomiast na pewno dużo bardziej się upychają: "Współcześni amerykańscy nastolatkowie spędzają przeciętnie z mediami siedem i pół godziny dziennie. Ponieważ jednak używanie więcej niż jednego urządzenia naraz stało się ich nowym ustawieniem domyślnym, całkowita dzienna dawka napromieniowania przez media sięga iście Huxleyowskich dziesięciu godzin i czterdziestu pięciu minut. Daje to w ciągu ostatnich pięciu lat ponad dwugodzinny przyrost".

11 / 15Pragnienie drugiego człowieka

Obraz
© fotolia.pl

W jednym z późniejszych rozdziałów Maushart zastanawia się, co naprawdę kryje się za naszą obsesją na punkcie mediów? "Dawniej przypuszczałam, że ma to coś wspólnego z nienasyconym głodem rozrywki, informacji, odmiany. Teraz, gdy byliśmy w oczyszczającym stadium cyklu bulimicznego (cyfrowo, ma się rozumieć), nie miałam już takiej pewności. Może nasze najbardziej nieustępliwe pragnienie, nasza najgłębsza ludzka tęsknota dotyczy po prostu kontaktu. Połączenia".
James Harkin, autor książki "Lost in Cyburbia", twierdzi, że dawne media dostarczały opowieści, natomiast nowe - e-mail, serwisy społeczenościowe czy mikroblogi - dostarczają ludzi: "Umożliwiają obcowanie z innymi. Kontakt. Są technologicznym równoważnikiem uścisku dłoni, a nawet nawiązania kontaktu wzrokowego".
Innymi słowy, wychodzi na to, że tym czymś, czego dzisiaj pragniemy jest po prostu drugi człowiek.

12 / 15Facebook lepszy od seksu?

Obraz
© EastNews

"Młodzi ludzie nie mają cienia wątpliwości, że Facebook jest lepszy od seksu. I to w wymierny sposób. Według firmy Hitwise, zajmującej się tropieniem trendów w biznesie internetowym, ilość wejść na strony pornograficzne spadła pomiędzy rokiem 2007 a 2009 o jedną trzecią. [...] Wszystko wskazywało na to, że najwyższy spadek libido dotyczy użytkowników w wieku od czternastu do dwudziestu czterech lat, czyli dokładnie tej grupy demograficznej, która - wcale nieprzypadkowo - wymyśliła "zaprzyjaźnianie się"." - pisze Maushart.
Miesiąc przed końcem półrocznego Eksperymentu dziennikarka notuje, że cała rodzina ma już tego dość: "Wszyscy trochę chorzy, trochę zmarznięci, trochę znudzeni, trochę gotowi zwinąć się w kłębek i przeczekać zimę przed ekranem - j a k i m k o l w i e k ekranem".

13 / 15Co zmienił Eksperyment?

Obraz
© Książki WP

Dziennikarka pisze, że na podstawowym poziomie Eksperyment zmusił członków jej rodziny m.in. do zwracania większej uwagi na to, co jedzą, na muzykę, której słuchają, na sen (koniec z epidemią krótkiego snu i zarywania nocy z powodu Facebooka czy gier komputerowych!) i siebie nawzajem. Wspólne posiłki wcześniej były rzadkością i prawdziwym świętem - teraz stały się normą i czymś oczywistym. Nie są to może szczególnie odkrywcze wnioski, ale sześć miesięcy bez elektroniki rzeczywiście sprawiło, że Susan oraz jej dzieci powtórnie połączyły się z "samym życiem", co, jak twierdzi, scaliło ich jako rodzinę i rozwinęło jako jednostki.
"Pozbawieni swoich cyfrowych smoczków, rozejrzeliśmy się za jakimiś zastępczymi środkami łagodzenia napięć i - oprócz innych rzeczy - znaleźliśmy siebie nawzajem. [...] Bez żadnego szczególnego powodu przedłużaliśmy wspólne chwile przy obiedzie. Wchodziliśmy nawzajem w swoją przestrzeń. Podczas gdy dawniej pędziliśmy czym prędzej do swoich oddzielnych kącików, teraz szukaliśmy pretekstów, żeby się zejść i pobyć razem. Nasze rodzinne rozmowy stały się bardziej interesujące i bliższe życia, z jednego prostego powodu: bo musiały" - podsumowuje Eksperyment Maushart.

14 / 15Powrót do cyfrowego świata

Obraz
© Książki WP

Po upływie sześciu miesięcy równo o północy w rodzinie Maushart rozpoczęło się uroczyste święto powtórnego połączenia: "Prześcigające się nawzajem laptopy, żarłoczne esemesowanie, potężna dawka reality shows [...] plus podwójne DVD [...] - trudno to nazwać spokojną nocą. Ale była to feta, którą musieliśmy i chcieliśmy mieć. Na którą, do diabła, z a s ł u ż y l i ś m y".
"Media wszelkiego typu - zaopatrzone w ekran czy nie - są częścią współczesnego życia w równej mierze jak samochody, samoloty, zmywarki do naczyń i odkurzacze. Czy, jeśli już o tym mowa, jak junk food, alkohol i papierosy. Możemy czasem tęsknić za prostszym czasem i miejscem, za bezpiecznym azylem, dokąd nie dociera żaden syreni śpiew zdolny - jak się obawiamy - doprowadzić nas do zguby. Bóg mi świadkiem, że rozumiem takie tęsknoty. Ostatecznie jednak, i bez względu na siłę naszych przekonań, musimy żyć w t y m świecie - z którym, na dobre czy złe, jesteśmy zestrojeni" - pisze Maushart. I dalej:
"Jako długoterminowa strategia zarządzania środowiskiem naszych domowych mediów zakazy i nawoływanie do zaciemniania ekranów są prawdopodobnie równie skuteczne jak trzydniowa odtruwająca dieta cytrynowa dla trwałego zrzucenia wagi. Jednak jako ćwiczenie zaostrzania świadomości takie ekstremalne środki mogą być naprawdę pomocne. [...] Jednak po sześciu miesiącach zdecydowanie nadeszła pora, by powrócić do tego, co nasza kultura (słusznie czy nie) uznała za "normalne". Nawet Thoreau porzucił w końcu las".

Oprac. Grzegorz Wysocki, WP.PL, na podst. "E-migrantów" Susan Maushart (Wyd. Znak).

15 / 15Eksperyment pewnej rodziny - pół roku bez nowoczesnych technologii

Obraz
© fotolia.pl
Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]