Co jak co 

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

WIERNY DRUH

Jeanne znów przepadła. Czekaliśmy na nią we troje w pracowni Legera. Fernand był w Verdun i Jeanne uciekła właśnie do Verdun. Pięć dni wcześniej, prosto z Cannes, gdzie hulała z grupą amerykańskich przyjaciół, wpadła do pracowni, oznajmiając: " Tak mi wstyd! Verdun pod ostrzałem, a ja baluję. Jadę do Verdun. Niech ten rogacz Leger wie, że jest mój i że nie ma sobie równych. On i nikt inny, Fernand!..."

Latała jak postrzelona, jakby postradała zmysły, porwana namiętnością. Tego samego wieczoru na Dworcu Wschodnim wsiadała do pociągu zrobiona na paniusię: sztyblety zapięte na łydkach, przylegająca suknia z grubej wełny, na głowie kapelusz z piórami i pół tuzina wypchanych toreb, skąd wystawały szyjki butelek, podskakujące wokół niej niczym sfora trzymanych na smyczy terierów. Jeanne była pijana ze szczęścia. "Z Bogiem! krzyczała. - Wracam za trzy dni!..."

O miłosnych perypetiach Jeanne i Fernanda krążyły po Montparnassie legendy. Nie było to pierwsze zniknięcie Jeanne. Po pięciu dniach byliśmy coraz bardziej zaniepokojeni, my troje, którzy na nią czekaliśmy: Kiki, młoda, piętnastoletnia pomoc domowa, którą Jean n e trzymała w pracowni Legera, by ta nie zeszła na złą drogę, i która została później grubą Kiki z Montparnasse'u, szansonistką w "Bec de Gaz", niedawno zmarłą; Max Jacob, przyjeżdżający na Montparnasse, by sprzedawać spod płaszcza swe książki (les Allies sont en Armenie), który często spóźniał się na ostatnie metro, a Jeanne zapraszała go na poddasze Fernanda słowami: "Jest niezłe wyrko, zmieścimy się wszyscy, ja, posługaczka, nawet ty na trzeciego..."; wreszcie ja sam, przychodzący codziennie ze szpitala, z obciętą ręką, zobaczyć, czy Jeanne nie wróciła.

* Pod koniec 1914 roku miało miejsce drugie widzenie Maksa Jacoba. Pierwsze miał już wcześniej, w roku 1909, w swym pokoju, pod numerem 7 przy placu Ravignan, były to jednak raczej pijackie urojenia, Max słynął bowiem z tego, że lubi pociągnąć sobie eteru, i nikt nie brał go zanadto serio. Za tym drugim razem Chrystus objawił mu się w kinie, gdzie dołączył na ekranie do Bandy w czarnych habitach Paula Fevala. Jako że tym razem stało się to w kinie, wszyscy wzięli rzecz poważnie i zrobił się wielki szum. Wszystkie czubki z Montparnasse'u chciały się na- wracać. Co do Maksa, splot wydarzeń sprawił, iż w niespełna sześć tygodni później trafił pod sztandary, wyrzekł się wiary swych ojców, nawrócił i został ochrzczony.

W jakim kinie? W jakim kościele? Nie wiem. Dwadzieścia razy Max opowiadał mi historię swych duchowych perypetii, za każdym razem podając tyle wariantów miejsc i okoliczności, że nie mogę dodać niczego więcej w tej sprawie. Należałoby poprosić o zdanie Picassa, który był ojcem chrzestnym Maksa Jacoba 18 lutego 1915 roku (?), być może jednak Picasso jest podobny do mnie i ma to gdzieś.

Wkrótce po tym, jak w roku 1916 spod numeru 17 przy ulicy Gabrielle przeniósł się na poddasze Fernanda przy ulicy Notre-Dame-des-Champs 86, zaczęto mówić, że Max Jacob miał trzecie widzenie, tym razem w bazylice Sacre Coeur. Miała mu się ukazać Najświętsza Panienka, mówiąc: "Jakiś ty brzydki, mój biedny Maksie!" Kiki, szansonistka, nigdy nie błyszczała inteligencją. Gdy produkowała się w swej knajpce "Bec de Gaz", była rozwinięta niczym dorodna głowa sałaty. Jako mała posługaczka błyszczała w jeszcze mniejszym stopniu i była małą, kapuścianą główką.

Gdy pewnego wieczoru Max chciał ją zabrać do kina, odpowiedziała mu, bez żadnej ukrytej myśli, najmniejszej złośliwości, bez drwiny, lecz po prostu dlatego, że tak właśnie myślała, w żadnym razie nie mogąc wyobrazić sobie, by jej słowa mogły kiedykolwiek stać się sławne w ustach Najświętszej Panny: "Mój biedny Maksie, jesteś za brzydki!" Mimo to w inne wieczory dotrzymywała mu towarzystwa, gdyż nudziła się z nami dwoma. Nieobecność Jeanne Leger trwała zbyt długo. ###* Niedowiarek ze mnie. Nie mnie zabierać głos w tej sprawie. Lecz gdy Żyd się nawraca, rodzi się zawsze niestosowne pytanie. Zadano je nawet w odniesieniu do Jezusa Chrystusa we własnej osobie. Chodzi o napletek. O to, by ustalić, czy ten kawałeczek skóry żydowskiego dziecka, ucięty w chwili obrzezania, w ósmym dniu życia, ma nadal udział w boskości Syna Bożego i czy w chwili Zmartwychwstania Jezus był fizycznie integralny? A jeżeli tak, w jakim stadium Chrystus odzyskał swój napletek, dziecięcym czy dojrzałym?

Zabrał go do Nieba, czy pozostawił na ziemi? Przynajmniej tuzin kościołów szczyci się posiadaniem szlachetnej relikwii, w tej liczbie Rzym, Paryż, Kolonia, Wiedeń, Brugia, Boulogne, Besan9on, Nancy, Metz, Le Puy, Conques, Hildesheim. W Anvers, gdzie poświęcono mu kaplicę całą ze złota, święty Napletek jest w każdą sobotę przedmiotem adoracji, a raz w roku w uroczystej procesji przemierza triumfalnie ulice miasta. Do Charroux, nieopodal Poitiers, ściągają doń pielgrzymi itd... Zatem nie był to żart. Za każdym jednak razem, gdy chciałem omówić tę kwestię z Maksem, Max Jacob wciskał swój melonik na łepetynę i wychodził, trzaskając drzwiami, sztywny w karku niczym rabin, i słyszałem, jak zbiega po stromych, kręconych schodach Fernanda Legera...
Biedny Max, nosił żółtą gwiazdę.
Boże, błogosław Maksowi Jacobowi! ###* Wieczorem Kiki i Max wybierali się do kina przy ulicy Jules-Chaplain; poszedłem z nimi do rogu i patrzyłem, jak oddalają się, pod rękę, niczym zakochani, Max, wymachując hebanową laską, donośnym głosem recytował Cień mej miłości, piękny wiersz, który ułożył specjalnie dla Kiki (swoją drogą, co stało się z tym poruszającym, pełnym melancholii wierszem, którego nie odnalazłem nigdy w żadnym ze zbiorów Maksa Jacoba? Kiki miała sporządzić dla mnie kopię, ale ta leniwa, roztargniona, beztroska gęś nigdy tego nie uczyniła).

Przemierzyłem bulwar Raspail i wszedłem do butiku pani Bron, modystki, która otwierała zaplecze zakładu z chwilą, gdy wielkie kawiarnie Montparnasse'u musiały w myśl obowiązujących przepisów zamknąć swe podwoje, czyli o godzinie dwudziestej pierwszej trzydzieści.

U modystki zbierało się miłe bractwo majstrów i praktykantów, którzy upodobali sobie to bistro na niby, a że u pani Bron można było dostać oryginalny, mocny calvados, było rzeczą pewną, że natkniecie się tu na najtęższych opojów Montparnasse'u, którzy skołowani, ze zmierzwioną głową, królowali nieraz po blady świt pośród cylindrycznych pudeł, kartonów ze wstążkami, pilśniowych kapeluszy, egret, piór, mewich skrzydeł, kołnierzy z głuszca, rajskich ogonów, okładanych łabędzim puchem toczków.

Było tu nader sympatycznie, atmosfera ciepła i życzliwości, jakiej nie odnalazłem w żadnym innym zakątku Świata. Zresztą u pani Bron można było napić się na kreskę, toteż jej butik pozostał lokalem przyzwoitym, któż chciałby bowiem zaszkodzić dobrodziejce całej dzielnicy.

Tego wieczoru zaplecze było przepełnione. Pośpiech. Przepychanki. Zrobiłem jak inni. Naparłem. Przywarłem. Wprawiłem łokcie w ruch. Przedarłem się. Wcisnąłem tak daleko, jak się dało. I nagle oniemiałem ze zdumienia. Na stołku, z talerzem na kolanach, posilając się sumiennie, wychylając co i rusz kieliszek calvadosu, mówiąc z pełnymi ustami, parskając śmiechem, porywając słuchaczy, rozsiadł się wojak, żołnierz malowany, jakiego Bernard Naudin nie ośmieliłby się przedstawić na afiszu wzywającym naród do udzielenia "Pożyczki na rzecz Zwycięstwa ", wyga frontowy, jakiego dotąd nie dane mi było spotkać, cały schlapany błotem, lecz choć ubłocony po uszy, nie zapomniał przed wejściem do modystki poprawić makijażu, usta czerwone, brwi pociągnięte czernidłem, długie niebieskie rzęsy sięgające skroni, wypomadowane cynobrem policzki, choć cera ziemista, ślady zmęczenia na twarzy, pod kaskiem, który zsunął się na czoło, odsłaniając podcięte włosy, delikatny kark po potylicę, słowo daję, to była Jeanne, tak, Jeanne
Leger, ledwie żywa, w gorączce, podczas publicznej spowiedzi, ale choć leci z nóg, gra zucha i wywołuje salwy śmiechu.

- Ależ mam apetyt! . . . - mówiła. Jadę prosto z Verdun, a już myślałam, że nie zobaczę Paryża! Dacie wiarę, że mundurowi wysadzili mnie z pociągu w Bar-IeDuc i przez trzy dni wozili mnie więźniarką, żeby dotrzeć do Chalons-sur- Marne... Wzięli mnie za szpiega... Chcieli rozstrzelać... O la la!... Wsiadaj!... Jeszcze czego... Pozdrowienia dla wszystkich od Fernanda!... Widziałam się z nim. Przespałam. Całą noc spędziłam w jego ziemiance... Leger kazał pozdrowić wszystkich kumpli!... Świetny facet, nigdy nie myśli o sobie... Gość, no nie?... Chłop na schwał... Wiecie, czym się zajmował, kiedy znalazłam go na pierwszej linii? Ha, malował! Nie, przesadzam, brak mu narzędzi. Za to rysował. Patrzcie, jest tego cała torba, rysunki i szkice, kiedyś to wykorzysta. Mówię wam, to nie byle kto!... Chociaż tam są sami równi goście...

Verdun to piekło, ale i Królestwo Boże. Rzecz jasna, widziałam tylko żyjących. Chcesz tam dojechać, dogadaj się z kolejarzami, to kochane zuchy. Każdemu miękło serce, gdy mówiłam, że jadę do mojego chłopa. Żadnych kpin. Ani jeden nie odesłał mnie z kwitkiem. Wszyscy pomagali. Mówili, jak ominąć peron, którędy przebiec po nasypie, wskoczyć do nocnego składu od strony torów. Jeden polecał mnie drugiemu. I to z taką ochotą, zapałem, jakby sprawiało im przyjemność, że mogą zagrać władzy na nosie. Opiekowali się mną, robili słodkie oczy, jak dzieci, i z pieszczotą w głosie wołali na mnie "Paryżanka ", przekazując w strefie ognia maszynistom składów z amunicją, co to kursują po liniach strategicznych.

Żegnaliśmy się z ciężkim sercem, ale jechałam do mego mężczyzny! Co począć, czasem ulegałam ich tęsknym namowom. Jestem wszak tylko słabą kobietą. Ot, dlaczego tak się osmyczyłam, w myślach błagając Fernanda o wybaczenie. Jak myślicie, jest mi do twarzy?...
Wreszcie Jeanne dostrzegła mnie i rzuciła mi się na szyję:
- Cóż to, Blaise, słuchasz i ani słowa!...
Po czym przeciągle pocałowała mnie w usta.
- Wiesz, zaliczyłam swojego chłopa - powiedziała już na ulicy, gdy odprowadzałem ją do domu. - Fernand, toż to największa figura naszych czasów... ###* Pięć dni później Jeanne wracała do Cannes, jak gdyby żadna metamorfoza nie nastąpiła. Wielka torba wypełniona po brzegi rysunkami i szkicami wisiała w ciemnym kącie pracowni Fernanda Legera.

1955

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥