WAŻNE
TERAZ

Inauguracja Rady Pokoju. Jest decyzja ws. podpisu Polski

Cel: Europa

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Aristide Briand (1862-1932)

Na dziesięć lat przed drugą wojną światową — w Europie podminowanej przez wielki kryzys ekonomiczny i rozdartej przez zaślepione nacjonalizmy — Aristide Briand nie zawahał się pójść pod prąd i z mocą oświadczyć publicznie:
„Zjednoczyć się, aby móc żyć i rozkwitać: taka jest absolutna konieczność, przed którą stoją dziś narody Europy".
Urodzony 26 marca 1862 roku w Nantes, Briand pochodził, jeśli tak można powiedzieć, z dołów drabiny społecznej. Jego dziadek był młynarzem. Ojciec prowadził oberżę, a później cafe chantant— nie mający właściwie odpowiednika w innych krajach rodzaj lokaliku rozrywkowego dla klienteli z przedmieść — i bardzo pragnął, aby Aristide pomagał mu w tym interesie, a później po nim go objął. Matka marzyła jednak o innej przyszłości dla chłopca. Madelelne Briand była przed zamążpójściem służącą w siedzibie jednej z bretońskich rodzin arystokratycznych, obserwowała z bliska życie tzw. sfer wyższych i od tych czasów nie rozstawała się z gorącym pragnieniem, aby Aristide przełamał bariery swej kondycji społecznej i zrobił piękną karierę. To dzięki niej, jej wytrwałości, poświęceniu i wsparciu, syn oberżysty mógł odbyć studia średnie i uniwersyteckie. W ostatniej ćwierci XIX wieku przypadki takie nie były częste we Francji.
Jako świeżo upieczony prawnik, Briand zostaje przyjęty do izby adwokackiej (barreau) w Saint-Nazaire i szybko daje się poznać jako wzięty l ceniony obrońca. Ale od lat uniwersyteckich fascynują go idee rewolucyjne i wizja sprawiedliwości społecznej. Nawiązuje więc, w roku 1884, współpracę z lewicowym tygodnikiem Democratie de 1'Ouest i publikuje artykuły zgodne z bezkompromisowym duchem i stylem socjalizmu tamtych lat. Z biegiem czasu polityka wciąga go coraz bardziej. Kiedy więc poważne problemy natury osobistej zmuszają go do opuszczenia Saint-Nazaire w roku 1892, postanawia definitywnie poświęcić prawo dla polityki. Wstępuje do ekipy redakcyjnej paryskiego dziennika La Lanterne, który w swych początkach zasłynął z nieprzejednanej opozycji wobec Napoleona III. W roku 1896 zostaje jego redaktorem naczelnym i przyciąga do współpracy wiele świetnych piór. Jaures, Millerand i Viviani przysyłają mu teksty do publikacji.
Francję i Europę trawi wówczas gorączka anarchistyczna. Królowie, prezydenci, ministrowie oraz inni przedstawiciele władzy giną od sztyletów albo kul młodych fanatyków. Bomby wybuchają w miejscach publicznych. To, że Briand wypowiada się z największym przekonaniem przeciwko tej fali terroru, jest znamienne dla jego osobowości i jego koncepcji. Twierdzi, że metody terrorystyczne rozkręcają spiralę represji, która — w ostatecznym bilansie — zawsze jest najdotkliwiej odczuwana przez warstwy ludowe. Metoda „im gorzej, tym lepiej" jest mu obca. Przez jakiś czas wierzy, jak wielu jego współczesnych, w magiczną skuteczność strajku generalnego, ale zaleca ten instrument walki społecznej głównie dlatego, że pozwala on — jak sądzi — unikać gwałtu i rozlewu krwi.
Sylwetka osobista i polityczna Brianda zarysowała się również wyraźnie w związku ze sprawą Dreyfusa, która w ostatnich latach XIX wieku głęboko podzieliła Francję, rozpaliła pasje polityczne, popchnęła kraj na krawędź wojny domowej i przyciągała uwagę całej Europy. Dominujący nurt socjalizmu francuskiego, któremu przewodził Jules Guesde, stanął na stanowisku, że „sprawa" jest epizodem porachunków między koteriami burżuazji i nie dotyczy klasy robotniczej, która nie powinna się do niej mieszać i odwracać uwagi od własnego celu: rewolucji proletariackiej. Dogmatyczna sztywność i obojętność wobec tragedii człowieka, który wydaje się niewinny i niesłusznie oskarżony, są nie do przyjęcia dla Brianda. Jego intuicja i jego stosunek do ludzi popychają go do aktywnej roli w „sprawie", mimo że jej protagoniści należą do burżuazji. La Lantern angażuje się więc bez zastrzeżeń w obronę Dreyfusa.

Polityk pojednania i kompromisu

Awersja do dogmatyzmu skłania również Brianda do opowiedzenia się za udziałem socjalistów w rządzie, kiedy w roku 1899 propozycję w tym sensie kieruje do nich ówczesny premier Waldeck Rousseau. Stanowisko to podziela wtedy Jean Jaures, wschodząca gwiazda oraz wielki autorytet moralny socjalizmu francuskiego i europejskiego. Briand sądzi, że przyjęcie współodpowiedzialności za władzę przez socjalistów nie tylko wzmocni obronę zagrożonej Republiki, ale również — a nawet przede wszystkim — stworzy możliwości polepszenia warunków życiowych klasy robotniczej. Jednakże kongres Międzynarodówki socjalistycznej w Amsterdamie, w roku 1904, potępia udział socjalistów w rządach „burżuazyjnych" i deklaruje, że „partia socjalistyczna nie jest partią reform, ale rewolucji". Jean Jaures podporządkowuje się wówczas lojalnie i bez zastrzeżeń decyzjom Międzynarodówki, natomiast Aristide Briand nie może się do nich nagiąć, występuje z partii socjalistycznej w roku 1905, zbliża do reformistycznego ugrupowania „socjalistów
niezależnych" i w krótkim czasie zajmuje miejsce w jego ekipie kierowniczej, obok Milleranda i Vivianlego.
Wybrany na posła do Izby Deputowanych w roku 1902, będzie w niej zasiadał aż do śmierci. W Izbie zostaje sprawozdawcą nowego prawa o rozdziale Kościoła od państwa. W klimacie wyjątkowego napięcia politycznego, rozpętanych namiętności i gwałtownych polemik, Briand pozostaje wierny samemu sobie, cierpliwie dąży do uspokojenia i szuka rozwiązania kompromisowego, które mogłyby przyjąć strony konfliktu. Ta postawa sprawiła, że najbardziej zajadli antyklerykałowie przykleili mu etykietę „papieżnika"(papalin), ale równocześnie przyniosła mu uznanie oraz sympatię umiarkowanej części klasy politycznej i opinii publicznej. Szybko staje się jedną z czołowych, cenionych i chętnie słuchanych osobistości francuskiego życia parlamentarnego. Jean Jaures pisze w dziennikuLa Petite Republique: „Wrażenie, które wywarł na Izbie talent Brianda, było głębokie i decydujące. Odniósł bardzo wielki sukces osobisty, a jego logika, jego powściągnięta i naturalna emocja, zręczność i wigor jego wypowiedzi od razu uczyniły z niego
mistrza trybuny parlamentarnej".
Prawo o rozdziale Kościoła od państwa zostało uchwalone przez większość Izby, wbrew głosom skrajnych antyklerykałów i skrajnej prawicy, a Briand został powołany na stanowisko ministra oświaty publicznej i wyznań religijnych (de 1'instruction publique et des cultes)w gabinecie radykała Jean-Marie Sarriena. W ten sposób zaczęła się jego długa kariera rządowa: od roku 1906 do 1932 był 23 razy ministrem (15 razy ministrem spraw zagranicznych) i 11 razy szefem rządu III Republiki Francuskiej. Raymond Poincarć tak pisze o strażniku pieczęci (ministrze sprawiedliwości) w rządzie, któremu przewodniczył: „Otoczony aurą subtelnej nonszalancji, z której potrafił uczynić swoją siłę, p. Briand wywiązywał się szybko z zadań, jakie zastał w ministerstwie sprawiedliwości. Żywo interesował się sprawami zagranicznymi. którymi jeszcze nie kierował, ale które przyciągały coraz bardziej jego inteligencję".
Od lipca 1909 roku do lutego 1911 Briand jest szefem rządu i podejmuje energiczne kroki, aby stłumić ruch strajkowy na kolejach. Strajk ocenia jako niedopuszczalny instrument rewindykacji społecznych w sektorze służby publicznej, niezbędnym dla życia narodu. Doświadczenie i ciężar odpowiedzialności wpłynęły na to, iż oddalił się od pozycji rewolucyjnych, które zajmował jako młody adwokat i dziennikarz. Obdarzył jednak Francję szeregiem ustaw socjalnych i w pewnym stopniu zaradził na rażący deficyt w tej dziedzinie, który wykazywał jego kraj w porównaniu z innymi, a zwłaszcza z Niemcami.
Z początkiem wojny Briand jest strażnikiem pieczęci w gabinecie Vivianiego. We wrześniu 1914 roku, kiedy ewakuowany ze stolicy rząd Republiki znajduje się w Bordeaux, prosi Vivianiego, aby wysłał go w misji do Paryża, zagrożonego przez Niemców. Daje mu to sposobność do udania się po raz pierwszy na front. Między rokiem 1914a 1918 będzie tam wracał często. Widok zabitych, rannych, uchodźców, niedoli i cierpień ludzkich, ruin i spustoszenia sprawia na nim głębokie i niezatarte wrażenie. Wojna między narodami europejskimi rysuje mu się jako przerażające nieporozumienie i podsuwa wizję Europy zjednoczonej, raz na zawsze zabezpieczonej przeciwko podobnym nieszczęściom.
W październiku 1915 roku zastępuje Vivianiego na czele rządu i po raz pierwszy obejmuje również urząd ministra spraw zagranicznych. Pozostaje szefem egzekutywy do marca 1917 roku. Wróciwszy na ławy parlamentu jako zwykły deputowany, nie waha się zaangażować w przedsięwzięcie niezwykle niebezpieczne, o które mogła się rozbić jego kariera polityczna i jego reputacja patrioty. Postanawia mianowicie wziąć udział w okrytych największą tajemnicą rozmowach na temat zawarcia pokoju kompromisowego, do którego wydawały się dążyć wówczas mocarstwa centralne. W liście do Alexandre'a Ribot, swego następcy na stanowisku ministra spraw zagranicznych, pisze:
„Biorę na siebie całe ryzyko i będę szczęśliwy, jeśli uda mi się służyć interesom mojego kraju oraz jego sprzymierzeńców i przyczynić się do tego, aby zostało przyspieszone, choćby o jeden dzień, rozwiązanie tego straszliwego dramatu, który przeżywamy od przeszło trzech lat".
Przyjmuje nie tylko emisariuszy, którzy mu przekazują posłanie niemieckie, ale również osobistości eksplorujące możliwość zawarcia odrębnego pokoju z Monarchią Habsburgów. Jego znajomość historii, sceny europejskiej i tendencji rozwojowych życia międzynarodowego dyktuje mu przekonanie, że wojna między potęgami zachodnimi a Monarchią Habsburgów jest absurdalnym i tragicznym nieporozumieniem. To prawda, że umysły jakobińskie widziały w tym wielonarodowym państwie przeżytek minionej epoki oraz instrument penetracji niemieckiej na wschód i południowy wschód Europy. Ale Briand nie podzielał tej powierzchownej i dogmatycznej koncepcji. W Monarchii Habsburgów widział raczej barierę przeciwko zakusom imperializmu niemieckiego.
Tajne rozmowy na temat pokoju kompromisowego spełzły jednak na niczym. Wojna miała trwać do listopada 1918 roku i pochłonąć dalsze miliony istnień ludzkich. Monarchia Habsburgów została rozczłonkowana. Briand do końca życia nie przestał jednak myśleć o jej odbudowaniu pod postacią federacji państw naddunajsklch. Obawiał się, że rozdrobnienie polityczne Europy wschodniej i południowo-wschodniej doprowadzi wcześniej czy później do opanowania jej przez imperializm niemiecki albo rosyjski.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥