Bunkier

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

ROZDZIAŁ l

Wiosenny semestr w Naszej Wspaniałej Szkole, jeszcze przed wydarzeniami w Bunkrze, upłynął nam lekko i przyjemnie. Byliśmy pełni świeżej wiary we własne siły , która często rodzi się w człowieku u progu dorosłości, w głowach zaś buzowało nam od planów na przyszłość.

Ta historia rozpoczęła się wszakże trochę później i chyba do dziś nie można jej uznać za zamkniętą. Ja przynajmniej tego uczucia nie doświadczyłam. Mam nadzieję, że jeśli opowiem o tym, co zaszło, zdołam ją nieco od siebie oddalić, a może nawet wyrzucić z pamięci choć część tamtych wydarzeń.

W bezchmurny, zaskakująco ciepły jak na tę porę roku dzień sześć postaci przecięło skąpaną w słońcu kamienną posadzkę dziedzińca szkolnego, kierując się do bocznego wejścia budynku mieszczącego pracownie literatury angielskiej. Tam właśnie, ukryte w cieniu przypory, wiły się w dół zardzewiałe żelazne schody. Jedna po drugiej postacie pokonały strome stopnie, znikając w trójkątnym cieniu. Minęło wiele godzin, słońce wędrowało po niebie i przenikając promieniami okna coraz to innych klas, oświetliło przelotnie kilka sfatygowanych skórzanych teczek i niechlujnie spiętrzone stosy kartek.

Zapomniane pozostałości minionego semestru rozgrzały się na chwilę, ale pierzasta chmura, która nadciągnęła ze wschodu, na powrót pogrążyła wnętrza sal w cieniu. U szczytu żelaznych schodów wyrosła nagle samotna postać i zatrzymawszy się na moment, powiodła wzrokiem po opustoszałych alejkach i boiskach do krykieta. Z rękami w kieszeniach schludnych szarych spodni chłopak ruszył w kierunku okalającego budynek lasu, skąpanego w wiosennej zieloności. Jego jasne włosy poddawały się łagodnie wzmagającemu się wiatrowi.

I chociaż wtedy jeszcze nic na to nie wskazywało, ta oddalająca się postać okazała się w pewnym sensie mordercą.
- Tak naprawdę nikomu by to nawet nie przeszkadzało - powiedziała Alex i zabierając pokaźnych rozmiarów sfatygowany plecak, ruszyła w kierunku małej toalety położonej za rogiem. Tuż obok było jeszcze jedno niewielkie pomieszczenie, ongiś służące najprawdopodobniej za składzik. Mike nie miał pojęcia, kiedy go ostatnio używano; powietrze było tam chłodne i suche, a kurz, który wniknął w szczeliny kamiennej posadzki, zestalił się w twardą skorupę.

Mike złożył na pół śpiwór i jak poduszkę podłożył sobie pod plecy. W ostrym świetle nagiej żarówki ta piwnica, którą między sobą nazywali Bunkrem, wydawała się pusta i surowa jak źle wyregulowany obraz w telewizorze. Frankie szukała czegoś w swoich torbach, bez ładu i składu wyjmowała i na powrót upychała ubrania i przeróżne klamoty. Zza ściany dobiegł ich odgłos spływającej ciurkiem wody, a chwilę później syczący pomruk ogromnej szarej cysterny.

Wreszcie Frankie triumfalnie uniosła w górę sześcioboczne tekturowe pudełko.
- Czy ktoś ma ochotę? - spytała uszczęśliwiona.
Reszta towarzystwa spojrzała w jej stronę.
- Co tam masz? - odezwał się podejrzliwie Geoff.
- Galaretki owocowe - oznajmiła Frankie.
- Pychota. Wzięłam dwa pudełka, tak na wszelki wypadek.
- Nie, dzięki - odparł Mike, któremu naraz przez głowę przemknęło pytanie, na wypadek czego Frankie zabrała drugie pudełko.
- Bez obrazy, ale ja też się nie skuszę - dołączył Geoff. - To smakuje jak... no, jak...
- Ta jest o smaku różanym - podpowiedziała mu Frankie.
- Bzdura, smakuje całkiem jak...

Wróciła Alex, strzepując energicznie dłonie.
- A niech cię! - wykrzyknęła Frankie, a nad pudełkiem, które trzymała, uniósł się obłoczek cukru pudru - opryskałaś mnie całą!

- Czy ktoś wpadł na to, żeby zabrać ręcznik? - zapytała Alex. Mike potrząsnął przecząco głową.
Nawet mu to przez myśl nie przeszło.

- Ja mam ręcznik - odezwała się Liz, sięgając do plecaka. To by się zgadzało, stwierdził w duchu Mike. Trudno się spodziewać, że ktoś taki jak Frankie będzie i pamiętał o ręcznikach. Liz to co innego. Nie był pewny, dlaczego myśli o niej w ten sposób, jednak wydało mu się to zupełnie naturalne.

- Dzięki - powiedziała Alex. - Ta woda jest dla mnie za zimna.

- Która godzina? - zainteresowała się Frankie.

- Dziewiąta. A czemu pytasz? - zirytował się Geoff. - Wciąż mnie wypytujesz o tę cholerną godzinę.

- Jestem wykończona. No i zapomniałam zegarka - odparowała Frankie.

- A co cię niby tak zmęczyło? - zdziwiła się Alex. - Od czwartej nic nie robimy, tylko siedzimy na tyłkach i gadamy.

- Mów za siebie - zaoponował Mike. - Ja przyłączyłem się do takiej jednej wprost fascynującej wycieczki, by podziwiać urzekające formy skalne, a potem przez godzinę z hakiem maszerowałem dzielnie przez wrzosowiska.

Cała szóstka parsknęła śmiechem.
- Dokładnie takim rozrywkom oddają się pewnie Morris i ferajna - stwierdził Geoff.
- Dzięki Bogu, żeśmy się wykręcili - wzdrygnęła się Alex. - Ostatnio to był istny koszmar. Calutki tydzień chodziłam przemoknięta do suchej nitki, bo lało tak, że prawie nic nie widziałam. A poza tym - ciągnęła, odgarnąwszy włosy z czoła - nie znoszę gór. Żaden ze mnie alpinista, jestem raczej zwierzęciem domowym.
- Chwała Martynowi - skwitowała Alex.
- No - przytaknął Mike. - Wymyśliłem nowe przysłowie: z deszczu na wycieczce pod zepsuty prysznic w Bunkrze.
- A mnie się tu nawet podoba... - Alex rozejrzała się dokoła. - Wygodnie może nie jest, przestrzeni też jakby niewiele, ale mam wrażenie, że przy odrobinie wysiłku mogłoby się zrobić całkiem przytulnie. No wiecie, wystarczyłyby jakieś kotary, parę gustownych dywanów.
- Zabawne - orzekła Frankie. - Naprawdę bardzo zabawne.

"A nasi koledzy zaliczyli już pewnie parę szczytów", błądził myślami Mike. Brał udział w poprzednich wyprawach i w sumie dobrze się bawił. Oczywiście szansa włączenia się w jedną z intryg Martyna była warta każdej ofiary. Dlatego właśnie - stwierdził kwaśno Mike - tkwił w piwnicy pod budynkiem mieszczącym pracownie angielskiego, zamiast rozkoszować się urokami Peak District. Wkoło reszta grupy rozkładała swoje bambetle na podłodze. Geoff wyciągnął się tuż obok. Wsparty na łokciu w pozycji półleżącej, machnął ręką ponad swoim plecakiem i niechlujną stertą ubrań i puszek zjedzeniem, omiatając wzrokiem całe pomieszczenie.

- Ciągłe nie kapuję, jak to możliwe, że nikt tej piwnicy dotąd nie wykorzystywał - dziwił się. - Byłaby z niej kapitalna świetlica albo sala prób czy coś w tym stylu.

- Połowa Naszej Wspaniałej Szkoły stoi nie wykorzystana - prychnęła Frankie. - Mój stary mówi, że temu interesowi cholernie by się przydała wymiana zarządu.

- W takim razie twój papcio może liczyć na pełne poparcie ciała uczniowskiego - oznajmił Geoff .

- Frankie ma rację - włączyła się Alex. - W całej szkole można się natknąć na takie miejsca. Kojarzycie na przykład te sale za wydziałem fizyki? Po co one komu? Pies z kulawą nogą tam nie zagląda.

- Tam akurat mieści się kolekcja motyli - nieoczekiwanie wtrąciła Liz. Ilekroć się odzywała, Mike czuł, jak wzbiera w nim zdziwienie. - Zwiedzana raz na jakieś pięć lat.

- Chyba żartujesz! - Geoff spojrzał zdumiony na Liz. - Motyle?

- No i co tak wytrzeszczasz gały? - Frankie wydęła usta. - Niema w tym nic dziwnego. założę się, że to jakiś podarunek czy coś w tym stylu. Ludzie praktycznie zasypują nas darami.

- Chyba darowiznami - poprawił ją Mike.

- Wszystko jedno.

- Niniejszym daruję Naszej Wspaniałej Szkole moją kolekcję kompromitujących zdjęć ciała pedagogicznego, z przeznaczeniem na stałe ekspozycje we wszystkich stołówkach - błaznował Mike.

- Umieram z głodu - oznajmiła Alex, po czym zaczęła okulary w drucianych oprawkach i zaczęła polerować okrągłe szkła chusteczką do nosa. - Co byście powiedzieli na wcześniejszą kolację?

- Sprawdźmy, co by tu można przekąsić - zareagowała natychmiast Frankie.

- Drogie panie, tylko spokojnie. - Mike rozciągnął usta w parodii uśmiechu. - Nie wszystkie naraz.

- Daruj sobie ten protekcjonalny ton - zjeżyła się Frankie. - Tu jest napisane "Francuskie tosty".
W sam raz dla mnie.

- Francuskie tosty? - zainteresował się Geoff.

- To brzmi dość perwersyjnie. Bonjour, madame, czy pani sobie życzy tościka po francusku? Mike osunął się niżej i przymknął oczy , broniąc się przed oślepiającym światłem żarówki.

- Myślałem, że z tostów po francusku zlizuje się masełko.
Alex zachichotała, po czym równie szybko umilkła z dość niepewną miną.

- To obrzydliwe, Mikey -skrzywiła się Frankie.

- Dużo gorsze jest to twoje owocowe badziewie - wtrącił Geoff. - Ma taki cholernie różowy smak.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟