Brick Lane

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Prowincja Mojmensingh, Wschodni Pakistan, 1967

Godzinę i czterdzieści pięć minut przed tym, jak zaczęło się życie Nazneen - a zaczęło się tak, jak miało wyglądać przez dłuższy czas, czyli niepewnie - jej matka Rupban poczuła, że pięść z żelaza ściska ją za brzuch.

Rupban przysiadła na niskim trójnożnym stołku koło chaty kuchennej. Skubała kurę, ponieważ z Jessore przyjeżdżali kuzyni Hamida, w związku z czym przewidziana była uczta.
- Cipu-Cipu, jesteś stara i żylasta - powiedziała, jak zawsze zwracając się do ptaka po imieniu - ale mam ochotę cię zjeść, choćbym miała to przypłacić niestrawnością. A jutro będę jadła tylko gotowany ryż, bez parathy.

Wyrwała jeszcze trochę piór i patrzyła, jak unoszą się wokół jej stóp.
- Aaach - jęknęła. - Aaaach. Aaaach.
Różne rzeczy przychodziły jej do głowy. Od siedmiu miesięcy dojrzewała jak mango na drzewie. Zaledwie siedem miesięcy. Odłożyła na bok rzeczy, które przyszły jej do głowy. Na razie, przez półtorej godziny, choć o tym nie wiedziała, aż do powrotu z pól wzbijających pył i klepiących się po brzuchach mężczyzn, Rup ban ściskała wiotką, kościstą szyję Cipu-Cipu i na wszelkie dociekania w kwestii kury odpowiadała: "Już, już".

Cienie dzieci, które bawiły się w kulki i szturchały nawzajem, były coraz dłuższe i coraz bardziej najeżone. Nad obejściem unosił się zapach prażonego kminku i kardamonu. Kozy beczały głośno i cienko. Rupban wrzasnęła białym upałem, czerwoną krwią. Hamid przybiegł z latryny, chociaż sprawa była jeszcze nie skończona. Przeciął grządkę warzywną, minął wieże łodyg ryżu wyższe od najwyższego budynku i okalającą wioskę drogą wrócił do obejścia, po czym chwycił za tęgi kij, żeby zabić mężczyznę, który zabijał jego żonę. Wiedział, że to ona. Któż inny potrafiłby rozbić szklankę jednym krzykiem?

Rupban była w izbie sypialnej. Posłanie już rozwinięto, lecz Rup ban jeszcze stała. Jedną ręką trzymała się ramienia Mumtaz, w drugiej miała połowicznie oskubaną kurę.
Mumtaz przegoniła Hamida ruchem dłoni.
- Idź sprowadź Banesę. Na co czekasz, na rikszę? Od czego masz nogi'?
Banesa chwyciła Nazneen za kostkę i dmuchnęła lekceważąco przez dziąsła na maleńkie sine ciałko.
- Nawet jednego tchu nie złapie. Niektórzy myślą tylko o tym, jakby tu zaoszczędzić kilka ataków, i nie wzywają akuszerki.

Potrząsnęła łysą, pomarszczoną głową. Twierdziła, że ma sto dwadzieścia lat. Utrzymywała tak konsekwentnie już od mniej więcej dekady. A że nikt z mieszkańców wioski nie pamiętał jej narodzin i była bardziej zasuszona niż stary orzech kokosowy, nikomu się nie chciało tego kwestionować.

Twierdziła również, że z jej pomocą wyszło z łon matek tysiąc dzieci, w tym tylko troje kalekich, dwoje odmieńców (hermafrodyta i garbus), jedno martwe i jeden "mieszaniec małpy i jaszczurki, poczęty w grzechu i pochowany głęboko w lesie, a matka wygnana gdzie pieprz rośnie". Nazneen, choć martwa, nie mogła być zaliczona do tych porażek, ponieważ urodziła się na krótko przed przyjściem Banesy do chaty.

- Obejrzyj swoją córkę - powiedziała Banesa do Rupban. - Wcielona doskonałość. Zabrakło tylko kogoś, kto by jej wymościł drogę na świat.
Rzuciła okiem na Cipu-Cipu, leżącą obok zrozpaczonej matki, i wciągnęła policzki. Wygłodniałe spojrzenie nieznacznie poszerzyło jej oczy, mimo że były prawie zupełnie ukryte w zmarszczkach. Od wielu miesięcy nie skosztowała mięsa, bo wyrosła jej konkurencja w osobach dwóch młodych dziewcząt (należało je udusić przy porodzie).
- Umyję ją i ubiorę do pochówku - powiedziała Banesa. - Oczywiście proponuję swoje usługi za darmo. No, może ta kura za fatygę. Widzę, że jest stara i żylasta.
- Daj, potrzymam - powiedziała z płaczem ciotka Nazneen, Mumtaz.
- Myślałam, że to niestrawność - stwierdziła Rup ban, też na skraju płaczu.

Mumtaz wzięła Nazneen, która wciąż dyndała za kostkę, i mały, umazany tors wyśliznął się jej z palców, by łupnąć z wrzaskiem o zakrwawiony materac. Wrzask! Krzyk! Rup ban porwała ją na ręce i nadała jej imię, żeby nie zdążyła jeszcze raz umrzeć bezimiennie.

Banesa wykonywała ustami małe eksplozje. Rogiem pożółkłego sari starła ślinę z podbródka.
- To się nazywa grzechot śmierci - wyjaśniła.
Trzy kobiety przybliżyły twarze do dziecka. Nazneen zatrzepotała rączkami i wrzasnęła, jakby zobaczyła ten przerażający obraz. Siność zaczęła powoli ustępować, przechodząc w brąz i fiolet.
- Bóg wezwał ją z powrotem na ziemię - orzekła Banesa z pełną niesmaku miną.
Mumtaz, która zaczynała wątpić w trafność pierwotnej diagnozy Banesy, powiedziała:
- Przecież kilka minut temu nam ją przysłał. Sądzisz, że co rusz zmienia zdanie?

Banesa mamrotała coś pod nosem. Położyła dłoń na piersi Nazneen. Powykręcane palce przypominały korzenie starego drzewa, które wypełzły na wierzch.
- Dziecko żyje, ale jest słabe. Masz przed sobą dwie drogi - powiedziała, zwracając się wyłącznie do Rup ban. - Możesz ją zabrać do miasta, do szpitala. Podepną do niej kable i nafaszerująją lekarstwami. To jest bardzo drogie. Będziesz musiała sprzedać biżuterię. Albo możesz po prostu zdać się na los. - Spojrzała na Mumtaz, dając znak, że dalsze słowa kieruje też do niej. - Oczywiście los w końcu o wszystkim zdecyduje, którąkolwiek drogę byś obrała.
- Zawieziemy ją do miasta - powiedziała Mumtaz, na której twarzy wykwitły czerwone plamy buntu.

Lecz Rupban, która nie potrafiła powstrzymać płaczu, przycisnęła córkę do piersi i pokręciła głową.
- Nie, nie możemy stawać na zawadzie losowi. Cokolwiek się stanie, przyjmę to z pokorą. Mojemu dziecku nie wolno trwonić energii na walkę z losem. Dzięki temu będzie silniejsza.
- Dobrze, czyli postanowione - powiedziała Banesa.
Pokręciła się jeszcze chwilę, bo była tak głodna, że chyba mogłaby zjeść nawet noworodka, ale gdy Mumtaz rzuciła jej wymowne spojrzenie, podreptała do swojej zatęchłej nory.

Hamid przyszedł zobaczyć Nazneen. Leżała na worku jutowym na posłaniu, okutana w płótno do zawijania sera. Oczy miała zamknięte i dyszała, jakby ktoś dwa razy zdzielił ją mocno po głowie.
- Dziewczynka - powiedziała Rupban.

- Wiem - odparł Hamid. - Nie szkodzi. Co poradzisz?
Znowu opuścił chatę.
Weszła Mumtaz z blaszanym talerzem ryżu, dhalu i curry z kurczaka.

- Nie ssie piersi - powiedziała jej Rup ban. - Nie wie, co ma robić.
Przypuszczalnie jej losem jest zagłodzić się na śmierć.
Mumtaz przewróciła oczami.

- Zacznie ssać rano. Teraz ty coś zjedz. Chyba że tobie też przeznaczona jest śmierć głodowa.

Uśmiechnęła się do szwagierki, której drobna, smutna twarz była cała pomarszczona, j akby na znak żałoby po wszystkim, co przeminęło i przeminie.

Nazneen jednak nie zaczęła ssać rano. Ani następnego dnia. Dzień później odwróciła buzię od sutka i wydawała takie dźwięki, jakby się dławiła. Rupban, która była osobą nadzwyczaj płaczliwą, nie nastarczała ze łzami, których się od niej domagano. Goście ściągali tłumnie: ciotki, wujowie, kuzyni, bratankowie i bratanice, siostrzeńcy i siostrzenice, powinowaci, kobiety z wioski i Banesa. Akuszerka podeszła do posłania, powłócząc koślawymi stopami po twardym klepisku chaty, i spojrzała na noworodka.

- Słyszałam o dziecku, które nie chciało ssać piersi matki, ale dało się wykarmić kozie. - Obnażyła w uśmiechu czarne dziąsła. - Oczywiście to nie było dziecko ode mnie.
Hamid zaglądnął parę razy, ale nocował na zewnątrz na czoki. Piątego dnia, kiedy Rupban zaczęły nachodzić myśli w stylu, że może los by się wreszcie zdecydował, Nazneen tak mocno zacisnęła usta wokół sutka, że Rupban poczuła, jakby jej pierś przeszył tysiąc rozgrzanych do czerwoności igieł. Ta dobra i cierpliwa kobieta krzyknęła z bólu i ulgi.

W dzieciństwie Nazneen wielekroć słyszała historię o tym, jak "pozostawiono ją własnemu losowi". Dzięki mądrej decyzji swojej matki Nazneen wyrosła na szerokolicą, bystrą dziewczynę. Walka z losem może osłabić krew. Nazneen ani razu nie zakwestionowała logiki historii o tym, jak "pozostawiono ją własnemu losowi". Przeciwnie, była wdzięczna matce za jej cichą odwagę, za płaczliwy stoicyzm, który ujawniał się niemal co dzień. Hamid mówił - zawsze odwracając wzrok - że jej matka jest święta. Że pochodzi z rodziny świętych. Gdy zatem matka radziła jej, by zachowała w sercu spokój, by pokornie przyjmowała Łaskę Bożą, by traktowała życie z taką samą obojętnością, z jaką ono będzie ją traktowało, Nazneen słuchała bacznie, odchylając do tyłu swoją dużą głowę. Była dzieckiem komicznie poważnym.
- Jak tam moje skarbiątko? Nadal jesteś zadowolona, że wróciłaś do życia? - pytała Mumtaz, kiedy nie widziała jej przez parę dni.
- Nie mam ci do przekazania żadnych skarg ani żalów - odpowiadała Nazneen. - Wszystko mówię Bogu.

Czego nie da się zmienić, to trzeba znosić. A ponieważ niczego nie dało się zmienić, wszystko trzeba było znosić. Zasada ta rządziła jej życiem. Była to mantra, kuła u nogi i wyzwanie. Gdy zatem w wieku trzydziestu czterech lat - po urodzeniu trójki dzieci, z których jedno zostało jej odebrane - los zesłał jej młodego i wymagającego kochanka w miejsce mało efektywnego męża, gdy po raz pierwszy nie mogła czekać, aż przyszłość zostanie jej objawiona, lecz musiała sama ją stworzyć, zaskoczyła ją własna podmiotowość, podmiotowość noworodka, który wymachuje zaciśniętą pięścią i bije się w oko.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯