Bracia Kramer

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Prolog

Gdy siedzisz związany, z workiem na głowie, najmniejszy szelest potęguje panikę. A ja słyszałem łopot skrzydeł, kroki, samochodowy silnik, w dodatku coś żywego ocierało się o moje nogi, a po ręku spływała tajemnicza ciecz. „Pomyłka” – mamrotałem, próbując się uwolnić. Ale pasek i lina wrzynały się w ręce, a brązowy płócienny worek ze spiczastym czubem tłumił każdy dźwięk.

Oczyma wyobraźni widziałem dokładnie całą scenę z boku, z lotu ptaka i w zbliżeniu. W końcu sam ją wcześniej namalowałem. Akwarelami, dbając o światło i kompozycję. Lewą ręką, co okazało się genialnym posunięciem medialnym. I byłem taki cholernie dumny z ukończonego komiksu, który wreszcie miał mnie wprowadzić na popkulturalny panteon.

Tymczasem zaprowadził mnie TUTAJ.
„Pomyłka” – mamrotałem, ale z coraz mniejszym przekonaniem. Wciąż gnębiło mnie pytanie: „kto to zrobił?” i drugie, ważniejsze: „jak daleko się posunie?”. Poprzestanie na realizacji mojego komiksu czy zacznie improwizować? Koszmar skończy się pociętymi ramionami czy może czymś gorszym? Czy wyjdę z niego żywy? A pomyśleć, że moja przygoda z komiksem zaczęła się tak niewinnie...

Rozdział I

Gdy przerwałem studia, miałem za sobą dwanaście tysięcy godzin lekcyjnych i tysiąc wykładów, przeczytałem sto dwadzieścia sześć lektur obowiązkowych i trzy nadobowiązkowe, ale wszystkiego, co istotne, nauczyła mnie popkultura. Dlaczego dzieci zamiast do szkoły nie posyła się do kina? Filmy pokazują życie takim, jakie jest, i uczą zaradności, odwagi, przebojowości, a nie bezsensownych formułek, którymi nawet nie można popisać się w towarzystwie, bo i tak wszyscy je znają (a jak zapomnieli, to celowo). Popkultura udziela odpowiedzi na wszystkie ważne pytania. Czy człowiek jest wyspą? Czy masaż stóp może być powodem zazdrości? Jak wygląda człowiek bez głowy? Jak zdobyć dziesięć tysięcy dolarów? Co zrobić z dwoma milionami napiwku? Weźmy ten ostatni przykład: w filmie facet (Charlie) wygrywa w totolotka i nagle jego milutka żona (Muriel) okazuje się zachłanną egoistką – nie chce podzielić się wygraną z kelnerką (Yvonne), której mąż to wcześniej przyrzekł. Na widok pieniędzy wychodzi szydło z worka. Co robi
facet? Zostawia pieniądze materialistce i wiąże się z miłą, bezinteresowną kelnerką. Hojność czyni go sławnym w mediach i wkrótce jest bogatszy niż pazerna eks. I to jest piękne. Popkultura nie tylko pokazuje problemy – tu: wygrałeś cztery miliony w środę i masz pięć milionów problemów w czwartek – ale też pomaga ci z nich wyjść. Podczas gdy nauka tylko poucza, moralność moralizuje, a tak zwana czysta sztuka jest jałowa jak przełyk artysty po łyku czystej. To dzięki kulturze masowej wiedziałem, czego w życiu chcę i jak to osiągnę. Jakiej kobiety szukam, jak sprawdzę jej lojalność i co zrobię, kiedy mnie zawiedzie.

Gdy pojąłem potencjał kultury masowej, to pomimo nagród i stypendium naukowego na trzecim roku rzuciłem studia na Akademii Sztuk Pięknych i zacząłem rysować komiksy.

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością przeżyłem rok później. Spotkanie autorskie w księgarni „Ryza”, promujące mój pierwszy komiks, otworzyła prezentacja autora i jego dorobku. Trwało to jakieś dziesięć sekund. Potem parę słów od wydawcy i wreszcie pytania z sali.

– Się chciałem spytać... – zaczął ochrypłym głosem facet w tylnym rzędzie. Czarna skóra, łańcuch, blizna na policzku, włosy na jeża. Nie wyglądał na dziennikarza ani krytyka – od razu wyczułem w nim znawcę. Pytaj śmiało, drogi czytelniku, jestem do usług. – Gdyż tu miało być coś takiego jak gratisowy browar, a są tylko jakieś siki za piątkę. To jak to jest, szefie?

Prowadzący spotkanie Wojciech Madejski, mój wydawca i właściciel księgarni, nawet nie mrugnął okiem.

– To właściwie pytanie organizacyjne – stwierdził spokojnie. – Ale informuję, że na poczęstunek zapraszamy po spotkaniu.

Zawiedziony piwosz klapnął na krzesło.

– Może wyrażę się precyzyjniej – ciągnął prowadzący. – Czy są jakieś pytania dotyczące komiksu, a w szczególności komiksu „Zabójca” Michała Kramera, którego tu dziś gościmy.

– Przepraszam, mogę? – odezwał się czyjś głosik.

Pani Zosia wyciągnęła rękę i wetknęła mikrofon w zbity tłum w drugim rzędzie.

– Ja się chciałam tylko spytać, czy Zabójca wróci do swojej dziewczyny w drugiej części? – rozległo się w głośniku. – Bo na końcu „Zabójcy” jest „CDN.”...

Pierwszy rząd – jak i resztę sali – okupowali barczyści dresiarze, których na promocję najwyraźniej zwabiła perspektywa darmowego piwa. Dwóch z pierwszego rzędu obejrzało się i rękawy ortalionowych kurtek rozsunęły się niczym chmury, zza których wyjrzało słońce. W tej kipiącej testosteronem sali dziewczyna wyglądała jak Monet na ścianie siłowni. Widok ładnej buzi i blond loczków był zaskakujący, nie mówiąc o pytaniu.

– Chyba nie – stwierdziłem po chwili. – Kobra była z nim tylko dla pieniędzy. Zdradziła go z bogatym Samem i dlatego Zabójca wykończył go w ten śmieszny sposób...

– Zrobił mu z kończyn cztery pory roku – zachichotał szczerbaty grubas z pierwszego rzędu.

– Właśnie, i tym sposobem dał do zrozumienia Kobrze, że to definitywny koniec.

– Według mnie powinien jej wybaczyć. Ale jak pan uważa... – Dziewczyna uśmiechnęła się smutno. Facet z pierwszego rzędu prychnął pogardliwie i zasłonił ją barkiem. Dziwne – dziewczyna nie wyglądała bardzo młodo. Miała wysoki głosik dziecka, ale twarz trzydziestolatki. Ładnej, zadbanej, ale trzydziestolatki. Fakt, że taka kobieta przeczytała mój komiks – jakikolwiek komiks – był zaskakujący. Najwyraźniej jest coś, czego nie wiedziałem. O trzydziestolatkach albo o komiksach.

– A po co ma do niej wracać? – Szczerbaty grubas z trzeciego rzędu sprowadził mnie na ziemię. – Bzyknął i zniknął.

– Mnie też zdziwko rypło, że po tym wszystkim do niej zadzwonił – przyznał jego piegowaty kolega.

– A nie widzieliście, jak mu dogodziła na rozkładówce w samym środku? – włączył się ochrypły piwosz z ostatniej ławki. – Ta laska musiała trenować jogę. Sam byś do niej wrócił.

Wojciech Madejski spojrzał na mnie, zbity z tropu. Nagle okazało się, że okupujący salę neandertalczycy przeczytali mój komiks! Rzadkie zjawisko na spotkaniach autorskich w księgarni „Ryza”.

– Z dziewczyną się chodzi, w dziewczynę się wchodzi, a jak zachodzi, to się odchodzi – orzekł sentencjonalnie Szczerbaty.

– Powinien ją rzucić – poparł go Piegowaty. – Pazerna dziwka. Jak napiszesz inaczej w drugim tomie, to nie znasz kobiet.

– Ty za to znasz świetnie – wypomniał mu Piwosz. – Pewnie dlatego dziś płacisz alimenty Rudej.

Piegowaty, nie oglądając się, pokazał do tyłu środkowy palec. Madejski rzucił mi spanikowane spojrzenie. Rozejrzałem się po sali. Pośród rozognionych dyskusją dresiarzy, z których nagle każdy miał coś do powiedzenia, błyszczała filuterna twarz blondynki, jak złota rybka w mętnej wodzie. Była pewnie zdziwiona burzą, którą wywołała swym niewinnym pytaniem. Dziwna rzecz – choć usta miała zamknięte, oczami śmiała się do mnie tak, że niemal słyszałem jej dźwięczny, dziewczęcy głosik.

I było coś jeszcze, co dostrzegłem dopiero teraz: czarna spinka w jej włosach miała kształt kobry. Wyglądała dokładnie tak, jak spinka Violi Żmijewskiej, pseudonim Kobra, z mojego komiksu. Kobieta mogła oczywiście kupić komiks rano, a potem spinkę, i dla żartu przyjść w niej na spotkanie. Dziwne było to, że tak naprawdę nigdy nie widziałem takiej spinki. Wymyśliłem ją – a przynajmniej tak mi się zdawało.

Podczas „poczęstunku” rozglądałem się za blondynką, ale już jej nie było.

Miesiąc później spotkałem ją na gali wręczenia tytułów Twarzy Roku miesięcznika „Twarze Roku”. Zaprosił mnie Madejski, by poznać z „paroma pismakami robiącymi w kulturze”. Na razie „Zabójca” sprzedawał się nieźle, ale nie doczekał się żadnej recenzji i wydawca chciał to szybko nadrobić, wywierając „nacisk bezpośredni”.

Sam się nie zjawił, bo w ostatniej chwili wypadło mu spotkanie w Krakowie. Nie znałem nikogo i czułem, że kręcąc się samotnie między stolikami, ściągam uwagę. I znowu to ona uratowała sytuację.

– Ten śledź po norwesku jest niejadalny – usłyszałem za sobą. Cofnąłem widelec znad zastawionego stołu i obejrzałem się. Stała za mną elegancka kobieta w błękitnej sukni. Dopiero po chwili dostrzegłem, że jej ręka spoczywa na temblaku, bo jego granatowy kolor idealnie pasował do reszty stroju. Nie dało się tego powiedzieć o różowych kokardkach wpiętych we włosy. Kiwnąłem głową z wdzięcznością, a ona uśmiechnęła się i wtedy mnie olśniło: to była kobieta ze spotkania w „Ryzie”. Makijaż i suknia zrobiły z niej damę. Zmylił mnie też głos, który teraz brzmiał inaczej, znacznie dojrzalej. Jedynym infantylnym akcentem były te różowe kokardki, które upodabniały ją do drogiej lalki albo obrazka z książki dla dzieci. Wpatrzone we mnie duże oczy na chwilę powiększyły się jeszcze bardziej.

– Pan Kramer? Nie uwierzy pan, co mi się przytrafiło!

Rozejrzała się, wzięła mnie pod łokieć i ruszyła w stronę rogu sali, gdzie było luźniej.

– Niech pan sobie wyobrazi, że wczoraj u moich sąsiadów była impreza i całą noc nie mogłam zasnąć, tylko przewracałam się z boku na bok – zaszczebiotała, siadając na sofie.

Lekko oszołomiony, siadłem obok i starałem się nadążać za jej słowotokiem. Kluczowe hasła: „wczoraj”, „impreza”, „bezsenność”. Wyobraziłem to sobie z pewnym wysiłkiem, bo jej błyszczące oczy nie zdradzały zmęczenia.

– Nad ranem wyszłam z domu, by ich uciszyć, i niech pan sobie wyobrazi, na klatce potrącił mnie facet, który zjeżdżał po schodach... na nartach!

Przechodząca obok starsza pani przystanęła w pół kroku.

– To był grubas w czerwonym dresie, ważył chyba ze sto kilo.

Odstawiłem talerzyk i zamyśliłem się. Narciarza na klatce akurat wyobraziłem sobie bez trudu – wystarczyło przypomnieć sobie odpowiedni kadr z „Zabójcy”. Nawet kolor dresu się zgadzał.

– I złamał pani rękę? – spytałem, wskazując temblak.

– Na szczęście tylko zwichnął. Ale najgorzej było w szpitalu, kiedy spytali mnie, co mi się stało. Kiedy powiedziałam, że narciarz potrącił mnie na schodach, dali mi zastrzyk, a potem pokazywali różne plansze. Zaczęłam im mówić o pańskim komiksie i rzeczywiście trochę się zaplątałam... Myśleli, że zwariowałam.

Starsza pani zbliżała się bokiem jak wielki krab w siwym pancerzu z nastroszonych włosów.

– No to ma pani szczęście, bo w moim komiksie narciarz złamał kobiecie rękę, a lekarze wysłali ją do domu wariatów.

Starsza pani prawie zakrztusiła się drinkiem.

– Ale czy to nie dziwne? – ciągnęła blondynka. – To musiała być ostra balanga i pewnie czytali „Zabójcę”, ale żeby aż tak się wczuć...

– Jest pani pewna, że miał narty, a nie na przykład rolki? – podsunąłem. – Teraz dzieciaki jeżdżą na nich wszędzie, nawet po schodach.

– To samo mówili w szpitalu...

Chciałem coś powiedzieć, ale nagle stanął nad nami Cezary Pol, zdobywca tytułu Aktor Roku miesięcznika „Twarze Roku”. Starsza pani odeszła z triumfalnym uśmiechem do swych koleżanek, unosząc plotkę jak trofeum. Podejrzewam, że nie jest egoistką i podzieli się z nimi. Może to będzie ta promocja, na którą czeka „Zabójca”? Oczyma wyobraźni zobaczyłem nagłówek w gazecie: „Fikcja czy rzeczywistość – komiksiarz przepowiada przyszłość” albo „Fanatycy realizują pomysły komiksowego Nostradamusa”, a potem: „Michał Kramer – nowa gwiazda powieści obrazkowych” i wreszcie szczyt: „Gotuj z Michałem Kramerem”...

– „Jest jeszcze śledź w śmietanie – metafizyczne danie”. – Moje marzenia przerwał Pol, nucąc fałszywie nad trzymanym w ręku talerzykiem.

– Nie jedz tego, Czarek. – Blondynka odwróciła się do aktora i trąciła go w kolano chorą ręką. Gest ten uświadomił mi dwie rzeczy: dobrze się znali, a jej ręka była zdrowa, bo inaczej nie narażałaby jej w ten sposób. Czyżby zmyśliła historię z narciarzem? Tylko po co?

– To śledzie z Norwegii i powinny wrócić tam najbliższym promem. Smakują jak kocie rzygi – dodała dziecinnym głosikiem. Ładnie powiedziane. Przyjrzałem się jeszcze raz tej dziwnej kobiecie w kwiecie wieku, z fryzurą nastolatki i słownikiem wojskowego rekruta. Próbowałem ją dopasować do kobiet, które dobrze znałem – Ewa Brzozowska, moja ostatnia dziewczyna (i pierwsza, nawiasem mówiąc), Lois Lane (dziewczyna Supermana), Mary Watson (dziewczyna Spidermana), Sarah Connor („dziewczyna” Terminatora) – tudzież gwiazd pop, i doszedłem do wniosku, że najbliżej jej było do wczesnej Madonny. Po „Like virgin”, a przed „Eroticą”. To samo połączenie niewinności i zepsucia, jak pisali krytycy, tylko w nieco ładniejszym opakowaniu.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯