Bogini górą
Kate została wyrwana ze snu tak gwałtownie, że przez kilka chwil nie miała pojęcia ani gdzie się znajduje, ani co się dzieje. Kiedy kilkanaście sekund później uświadomiła sobie, że straszliwy, przerażający hałas, który ją obudził, rozlega się tuż przed jej szopą, zamarła. Coś działo się w ogrodzie. I z pewnością nie był to odgłos kosiarki, młota pneumatycznego ani odkurzacza do liści. Hałas był niesamowity, całkowicie obcy i przeraził ją jak nic dotąd. Nasłuchiwała krzyków rozlegających się w oddali. Wreszcie zdołała się wyrwać ze szponów strachu i prześcieradeł, którymi owinęła się jak mumia, i nerwowo przeszła na czubkach palców przez szopę, następując boleśnie na rzucony niedbale złoty sandałek. Kiedy się pochyliła, by rozmasować bolącą stopę, hałas zaczął cichnąć. Unosił się w powietrze i oddalał, aż stał się ledwie pomrukiem.
Kate z drżeniem serca podeszła do drzwi. Uspokojona w nagłej ciszy, otworzyła je i wysunęła ostrożnie głowę na zewnątrz, bojąc się, co tam zobaczy. Przede wszystkim przyszła jej do głowy myśl, że zaczął padać śnieg. W powietrzu wirowały bowiem białe płatki, zza których nie mogła dostrzec nawet domu Leonarda. Potem uświadomiła sobie, że to wcale nie jest śnieg, tylko płatki kwiatów jabłoni, które powoli opadały na ziemię. Nad nimi jaśniało błękitem czyste niebo zapowiadające kolejny dzień lenistwa i letnich sukienek. A kiedy spojrzała na trawę, na którą powoli opadały białe płatki, dostrzegła tylko róże. Setki, może tysiące róż na długich łodygach. Był to najbardziej niezwykły i magiczny widok, jaki kiedykolwiek w życiu widziała. Przez chwilę stała w drzwiach w koszuli nocnej i patrzyła na ogród, niczego nie rozumiejąc. Widok był tak porażająco piękny, że nie mogła oderwać od niego oczu.
Po chwili przez białą mgłę płatków dostrzegła wychylającą się z okna na górze domu Leonarda Mirri, która śmiała się zachwycona.
- Kate, czyż to nie jest cudowne? - zawołała, machając do niej ręką.
- A cóż to takiego? - odkrzyknęła Kate, robiąc pierwszy ostrożny krok w biel rozpościerającą się u jej stóp. Stąpała bardzo ostrożnie, by nie podeptać róż.
- Pozbieraj je. Weź sobie sto - zaoferowała Mirri. Kate schyliła się więc i zaczęła zbierać długie, eleganckie róże, układając je w bukiet.
- Zaraz schodzę.
Mirri zniknęła z okna, a Kate podniosła jeszcze kilka róż. Uświadomiła sobie, że gdyby chciała pozbierać wszystkie, zajęłoby jej to kilka dni. Skąd się tu wzięły? I skąd pochodził ten apokaliptyczny hałas, który ją obudził? Z bukietem róż usiadła na trawie. Spojrzała na jabłonie, by sprawdzić, czy po białej powodzi płatków są teraz zupełnie nagie i brzydkie. Nie, o dziwo były równie białe jak dawniej.
- Nie robił tego od lat. Kiedy dowiedział się, że jestem w Anglii, nie mógł się chyba powstrzymać. Ze względu na dawne czasy. - Mirri szła przez ogród z dwoma kubkami w rękach. Choć raz jej atłasowy szlafrok był mocno zawiązany.
- Kto to zrobił? Jakim cudem? - spytała Kate, głaszcząc płatki i wąchając jedną z mocno pachnących róż.
- Tony. Mój dawny kochanek. - Mirri usiadła na trawie obok niej i postawiła kubki na ziemi. - Earl grey dla ciebie, zwykła dla mnie.
- Dawny kochanek. Dlaczego to mnie wcale nie dziwi? - spytała Kate, choć raz bez cienia urazy w głosie.
- Kiedy byliśmy razem, robił to codziennie. - Mirri podniosła jedną z róż i oderwała płatek, by go powąchać.
- Ale jak to się stało?
- Nie słyszałaś helikoptera? - roześmiała się Mirri.
- Nie miałam pojęcia, co to jest.
- Ach tak. Doprowadzał mojego ogrodnika do szału. Rano przelatywał swoim helikopterem nad ogrodem i zasypywał wszystko tysiącem róż. Zbieranie ich zajmowało całe godziny i nigdy nie mieliśmy dość wazonów. Trochę przesadzał. - Potrząsnęła głową z rezygnacją. - Ale było bardzo zabawnie, prawda?
- To niesamowite. Myślisz, że on nadal cię kocha? Kate popadła na chwilę w zadumę, jak życie dwóch osób może się aż tak bardzo różnić. Oczywiście poza faktem, że Mirri była uderzająco piękna. Kate uświadomiła sobie jednak, że tu chodzi o coś więcej. Mirri oczekiwała, że przydarzą się jej magiczne rzeczy, przekraczające najśmielsze wyobrażenia większości kobiet, i one się przydarzały. Kate nie oczekiwała niczego w tym stylu. I co? Siedziała teraz na płatkach róż z marzeń innej kobiety.
- On mnie wcale nie kocha - oświadczyła Mirri. - Ma piękną żonę i dorosłe dzieci. Ale jest bardzo hojny i lubi robić miłe rzeczy. Zaproszę go później na lunch, będziesz miała okazję poznać mężczyznę, przez którego straciłam najlepszego ogrodnika. Od tamtej pory moje rododendrony już nigdy nie były tak piękne jak poprzednio.
- Masz szczęście. - Kate, popijając herbatę, wdychała rozkoszny zapach, który zaczął wypełniać powietrze, gdy poranne słońce rozgrzało płatki tysiąca kwiatów.
- Wiem. Spotkało mnie wiele cudownych rzeczy. Co powiesz na to: ty popracujesz z Bebe, a ja przygotuję piknik? Musimy uciec przed Leonardem, bo chyba mnie zabije, kiedy zobaczy, co się stało z jego pięknym ogrodem. Słyszałam też, jak jedna z sąsiadek krzyczała, że jej tulipany leżą pokotem na ziemi.
- Świetny pomysł. Jak ci mówiłam wczoraj w nocy, jestem gotowa rzucić się w wir pracy. Zupełnie się w niej zatracić.
- To zabierzemy Bebe ze sobą. No, idź naostrzyć ołówki, a ja wszystko przygotuję.
- Umowa stoi. - Kate wypiła ostatni łyk herbaty i wstała. - Mogłabym wziąć kilka róż do szopy?
Mirri spojrzała na nią, jakby zupełnie postradała rozum.
- A jak myślisz? - spytała.
Kate wzięła więc bukiet i zniknęła u siebie.
Kate zgarnęła ołówki i blok na tyle duży, by pomieścić uszy, wąsy oraz inne detale wyglądu Bebe, które musiała dopracować, zanim zabierze się do malowania portretu. Sięgała właśnie po paczkę herbatników, gdy uświadomiła sobie, że przecież nie wie nic o zwierzaku, którego miała sportretować. Prawdę mówiąc, od czasu przyjazdu Mirri była tak pochłonięta kryzysem z Jakiem, że prawie w ogóle nie dostrzegała Bebe.
- To kociak, Kate, nie labrador - skarciła samą siebie i zamiast herbatników wzięła torebkę. Już miała włożyć bojówki, kiedy zauważyła starą atłasową sukienkę na ramiączka ukrytą głęboko w szafie. Zostawiła ją tu kiedyś Tanya, gdy została na noc u Leonarda. Technicznie rzecz biorąc, była to koszula nocna przeznaczona do uwodzenia, a nie przepychania rur w łazience, ale Kate pomyślała, że warto będzie ją wypróbować. Potem włożyła lśniące od koralików sandałki, zmierzwiła włosy a la Mirri i wybiegła z szopy. Czuła się trochę dziwnie, ale wybierała się tylko do sklepu, doszła więc do wniosku, że jeśli poczuje się zbyt rozebrana, zawsze może schować się w bramie lub wrócić do domu. Pobiegnie tylko do sklepu z rybami. Zwykle bardzo się starała, by zaprzyjaźnić się ze zwierzakami, które portretowała i świetnie sobie z nimi radziła. Zwierzęta ją uwielbiały. Koty brała podstępem: początkowo była pełna rezerwy, potem przez chwilę patrzyła im w oczy i szybko odwracała wzrok. Jednak podczas sesji z Bebe była tak
rozkojarzona, że nawet nie próbowała wkraść się w jego łaski. Najwyższa pora to zmienić.
Zamknęła za sobą drzwi szopy i podeszła do bocznej furtki w nadziei, że uda się jej uniknąć spotkania z paparazzi, którzy, czając się przed domem Leonarda, będą właśnie popijać kawę ze styropianowych kubków. Najpierw wysunęła lekko głowę na ulicę, a przekonawszy się, że teren jest czysty, ruszyła przed siebie.