Bitwa o Ardeny
Część l
Przemówienie Hitlera do niemieckich dowódców, 12 grudnia 1944 roku Wprowadzenie wydawcy
Na początku sierpnia 1944 roku schorowany Adolf Hitler zwierzył się jednemu ze swych najbardziej zaufanych pomocników, generałowi-pułkownikowi Alfredowi Jodłowi, że planuje niespodziewane uderzenie przeciw aliantom, i operacja ta odwróci koleje kampanii na Zachodzie. Chociaż Jodl często miał odmienne zdanie niż Hitler, to j ednak nadal znaj dowal się pod wielkim wpływem wodza - nawet w końcowym stadium wojny:
„Hitler był przywódcą o wyjątkowym talencie. Jego wiedza i intelekt, zdolności krasomówcze i siła woli pozwalały mu stawiać na swoim w razie jakiejkolwiek różnicy zdań. W niezwykły sposób łączył logikę i jasność rozumowania, sceptycyzm i niebywałą wyobraźnię, dzięki którym bardzo często trafnie przewidywał bieg wypadków, ale też równie często wysnuwał błędne wnioski. Zimą 1941-1942 roku naprawdę go podziwiałem. Dzięki wierze i energii doprowadził do utrzymania rozsypującego się frontu wschodniego - w owym bowiem czasie nieunikniona wydawała się katastrofa taka jak w roku 1812. W kwaterze głównej naczelnego dowództwa poświęcał się bez reszty obowiązkom i pracy. Imponowało również to, że żył bardzo skromnie"1.
Późną jesienią 1944 roku, w obliczu ostatecznej klęski, Hitler i jego generałowie opracowali ambitny plan pod kryptonimem „Wacht am Rhein" - była to finalna pokerowa zagrywka, za której sprawą Niemcy miały zwyciężyć w przegranej wojnie. W grudniu doszło do jednej z największych bitew II wojny światowej - niemieckiej zimowej kontrofensywy w Ardenach. Co sam Hitler, twórca tego ambitnego planu, sądził o swoim pomyśle? Przytoczony poniżej tekst, określany przez archiwistów mianem „fragmentu nr 39", jest jedynym zachowanym zapisem przemówienia wygłoszonego przez fuhrera do dowódców 12 grudnia 1944 roku. Major Kenneth Hechler z Sekcji Historycznej europejskiego TDW opisał następująco swoje wrażenia po pierwszym zapoznaniu się z owym dokumentem:
„Doskonale pamiętam, jak przeglądałem te fragmenty sporządzonego przez sierżanta Becka stenogramu z narady u Hitlera, które nie zostały spalone. Nies tety, zdołano zachować i zrekonstruować przy udziale stenografów z FHQu* tylko część zapisu, która nie miała zbytniej wartości [historycznej]. Największe wrażenie robiły notatki z narad październikowych, podczas których oficer hitlerowskiego wywiadu poinformował zebranych o rozmieszczeniu w pasie Ardenów amerykańskich jednostek (V i VIII Korpusu), dodając przy tym, iż każda z nich kontroluje odcinek o szerokości 80 km. Hitler przerwał, prosząc składającego raport oficera, by powtórzył informację. Po odebraniu raportu Hitler wciąż powtarzał, jakby głośno myśląc: »80 kilometrów... 80 kilometrów«. Wygląda na to, że właśnie wtedy powziął decyzję o podjęciu ofensywy"2.
Po upływie dwóch miesięcy plany Hitlera zostały urzeczywistnione: rozpoczęła się ostatnia dramatyczna rozgrywka, w której niemiecki wódz postawił wszystko na jedną kartę. 12 grudnia w kwaterze Orle Gniazdo** fiihrer wygłosił przemówienie do dwudziestu kilku wysokich rangą niemieckich oficerów i generałów - dowódców armii, korpusów, dywizji oraz ich szefów sztabów. Hitler przemawiał przez trzy godziny; ocalały maszynopis został sporządzony później na podstawie czynionych w trakcie spotkania notatek stenograficznych. Opisują one szczery zapał Hitlera do podjęcia militarnej operacji w celu zmiany sytuacji strategicznej; wódz postrzegał siebie jako nietzscheańskiego wybawcę narodu niemieckiego u progu historycznego przełomu.
Oryginalny fragment obejmuje zaledwie połowę przemówienia; resztę strawił ogień. Przytoczyłem go w pewnym skrócie, rezygnując z mniej interesujących ustępów. Starałem się jednak zachować charakterystyczny styl długich, pełnych rozmachu i zarazem zawikłanych i trochę chaotycznych oracji Hitlera. Trzy dni później, wieczorem 15 grudnia, Adolf Hitler zwrócił się z następującym przesłaniem do generała Waltera Modela, głównodowodzącego Grupy Armii „B":
„Ostateczne decyzje zostały podjęte;... wszystko przemawia na rzecz [naszego] zwycięstwa. Zakres i rozmach, których realizacja... zależy całkowicie od wykorzystania okoliczności;... jeżeli wytyczne operacji nie zostaną złamane, czeka nas wielkie zwycięstwo"3.
Fragment przemówienia fuhrera wygłoszonego do dowódców dywizji 12 grudnia 1944 roku w FHQu „Orle Gniazdo". Godzina 18.00
Fuhrer:
Panowie! Obecna batalia, prowadzona z bezgraniczną zaciętością ma, rzecz jasna, odmienny cel od starć z XVII czy XVIII wieku, kiedy to walczono o drobne dziedzictwa lub księstwa i rozstrzygano spory dynastyczne. Żaden naród ani lud nie podejmie ostatecznego boju na śmierć i życie przez długie lata, jeżeli za takimi zmaganiami nie będą stały szczytne motywy. Nie można zaprzeczyć, że naród niemiecki w licznych bojach wywalczył sobie prawo do przywództwa na kontynencie europejskim w średniowieczu, ale z politycznego punktu widzenia nie miał szans realizacji tego celu, zwłaszcza po wojnie trzydziestoletniej, ponieważ traktaty pokojowe z Miinster i Osnabriick miały zapobiec przywróceniu Cesarstwu Niemieckiemu czołowej pozycji w Europie poprzez zjednoczenie naszego narodu. Tylko dzięki osłabieniu narodu niemieckiego na skutek zamętu politycznego w Niemczech mogło powstać światowe imperium brytyjskie, a na kontynencie amerykańskim zapanowali Anglicy, spychając Niemców i Francuzów na dalszy plan. Od tamtej pory
Anglia i Francja wykorzystywały każdą okazję, by torpedować polityczne odrodzenie Niemiec, mające polegać na połączeniu się niemieckich państw i księstewek lub choćby na odtworzeniu zjednoczonego Cesarstwa Niemieckiego.
Rozpoczęło się polityczne okrążanie Niemiec, a wojny z Niemcami były traktowane jako swego rodzaju krucjaty. Churchill stanął na czele ich nowej świętej wojny, a światowe żydostwo poparło go ze zrozumiałych powodów.
Ten bój trwa do dziś, niejako kontynuacja konfliktu światowego 1914-1918 r., jak to czasami utrzymuje prasa, ale jako ciąg dalszy wojen z lat 1870-1871,1866, 1864. To właśnie nasze wojny zjednoczeniowe, a nie wojny wyzwoleńcze, miały na celu ponowne zjednoczenie niemieckiego narodu. Fakt, że zjednoczenie to można było osiągać stopniowo, nie zaś jednym wielkim czynem, jest oczywisty. Jednakże cel był jasny. Było nim, choć nie każdy miał tego świadomość, całkowite zjednoczenie Niemiec. Realizacja owego zamierzenia stała się ideą mego życia. I ten cel musimy osiągnąć - inaczej potrzeby życiowe naszego wielomilionowego narodu nie zostaną zaspokojone. Istnienie bez przestrzeni życiowej jest niewyobrażalne. Przestrzeń życiową można zdobyć tylko przy użyciu odpowiedniej siły politycznej. To natomiast zależy od celu, w jakim mobilizujemy lub powinniśmy mobilizować owe siły polityczne. Niemcy są w stanie pojąć znaczenie niezbywalnego prawa do istnienia tylko wówczas, jeżeli wszyscy razem, w ramach jednego państwa
będą tegoż prawa bronić. To stało się jasne dla innych, gdy zrozumieli, jakie możliwości dało nam zjednoczenie niemieckich państewek, a w sensie ideologicznym - narodowy socjalizm. To przyczyna ich walki przy użyciu wszelkich dostępnych środków z narodowosocjalistycznymi Niemcami już od chwili wprowadzenia nowego ustroju, a nawet wcześniej; w tej walce znowu zresztą zdobyli poparcie międzynarodowego żydostwa.
Jednakże był jeszcze jeden fakt do rozważenia, który dla mnie samego miał decydujące znaczenie. Musiałem podjąć pewne bardzo trudne decyzje w swoim życiu. Tylko osoba, która jest gotowa zrezygnować z prywatności i poświęcić się bez reszty jedynej sprawie, może podjąć takie postanowienia. Nabrałem przekonania, że nie będzie w Niemczech w ciągu najbliższych dwudziestu, trzydziestu, a może i pięćdziesięciu lat człowieka, który miałby większy autorytet, znaczniejsze możliwości wpływania na naród i większą determinację ode mnie. Uważam, że czas pokaże, iż osądziłem tę kwestię prawidłowo.
A zatem uznałem za właściwe wyjaśnienie i wykorzystanie sytuacji w możliwie krótkim okresie - nie przez podjęcie wojny, ale zapewniając Niemcom bezpieczeństwo od napaści. Te działania obejmowały: 1) niezwłoczne wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej i całkowite uzbrojenie kraju (remilitaryzację), 2) przywrócenie niemieckiej suwerenności dzięki wprowadzeniu wojsk do Nadrenii i umocnienie granicy zachodniej poprzez budowę fortyfikacji, 3) natychmiastową inkorporację Austrii, likwidację Czechosłowacji i wreszcie zniszczenie Polski, co stworzyło państwu niemieckiemu warunki do obrony. Wszystko to miało na celu zapewnienie przyszłego pokoju, ponieważ jedynie siła zbrojna może ocalić pokój. I nie chodzi tylko o samo dozbrojenie militarne; istnieje również coś, co nazwałbym arsenałem terytorialnym, który bez wystarczającej przestrzeni życiowej nie istnieje. Dzisiaj sami widzicie, że obce bombowce, startując z Anglii mogą dotrzeć do serca Niemiec.
W takich okolicznościach konieczne było spełnienie licznych warunków: odtworzenie niemieckiej suwerenności, uzbrojenie kraju, zorganizowanie odpowiednich służb; ponadto położenie kresu okupacji Nadrenii, odzyskanie obszarów odebranych na mocy traktatu wersalskiego, wreszcie przywrócenie jedności terytorialnej. Skoro miało to doprowadzić do wojny, to lepiej było toczyć tę wojnę przy użyciu doskonałego uzbrojenia. W przeciwnym razie mogłyby przyjść czasy, w których znowu zaprzepaścilibyśmy efekty tego dozbrojenia. Wielka wojna [1914-1918] udowodniła, że zwlekanie jest przyczyną niepowodzeń. Od przełomu roku 1898/1899, kiedy nadarzyła się pierwsza prawdziwie sprzyjająca chwila, by rozstrzygnąć spór, zmarnowaliśmy wiele lat, wciąż licząc na zachowanie pokoju na drodze ustępstw lub czekając na bardziej sprzyjające okoliczności - aż do roku 1914, gdy pomimo wszelkich [naszych] wysiłków pokój owych narzucono Rzeszy Niemieckiej wojnę. Gdy pomyślimy o dążeniach Moltkego z lat 1876,1877 i 1878, kiedy on chciał
ponownie uderzyć na Francję i zdławić jej odrodzenie w zarodku, i rozważymy argumenty polityczne wysuwane przeciwko temu planowi, zrozumiemy, jakim błędem było zignorowanie ówczesnych rad Moltkego w związku z wewnętrzną sytuacją niemieckiego parlamentaryzmu i innymi problemami wewnętrznymi. Zrezygnowaliśmy z realizacji planu i ostatecznie wkroczyliśmy do wojny w bardzo niefortunnym momencie.
Panowie, to jasne, że wypadki historyczne o znaczeniu światowym nie przebiegają gładko. Kto wyobraża sobie, iż epoki dziejowe są pasmami nieustannych sukcesów, nie zrozumiał i prawdopodobnie nigdy nie pojmie historii; to oczywiste, że sukcesy przeplatają się z niepowodzeniami. Podkreślam, iż laur zwycięstwa przypada w ostatecznym rozrachunku temu, kto nie tylko jest najzdolniejszy, ale i najdzielniejszy. Tworzenie mocarstw: Cesarstwa Rzymskiego czy brytyjskiego imperium, czy wreszcie państwa pruskiego, odbywało się w trudzie, dzięki uporowi, wytrwałości, w mniejszym zaś stopniu za sprawą pojedynczego geniuszu lub energii przywódców, którzy pojawiali się i odchodzili. To przede wszystkim wytrwały upór pomagał przezwyciężać wszelkie kryzysy. Rzym nie doszedłby do potęgi bez II wojny punickiej. Anglii nie można sobie wyobrazić bez kryzysów, z którymi sama się uporała. Nie byłoby Prus bez wojny siedmioletniej. Wielkość wodzów i samych narodów nie przyniosłaby owoców w szczęśliwych czasach bez zahartowania się w
okresach nieszczęść. Historia pokazała, że nie są wielkimi narody, którym wiedzie się dobrze w łatwych czasach.