Bagaż
Na wpół schodzę, na wpół zjeżdżam wzdłuż ścieżki do drogi. Nikogo nie ma w pobliżu, więc przez chwilę idę ulicą, a potem wspinam się na jedno z dziwacznych, sztucznych wzgórz, których pełno znajduje się w miasteczku. Zbocze jest zapylone. Jak na kobietę w ciąży ta wspinaczka to ekstremalny wysiłek. Przyzwyczaiłam się do takich ćwiczeń fizycznych jak zabranie Reda do szkoły czy utrzymywanie domu w czystości i porządku. Uśmiecham się na myśl, że chodzę komuś po dachu. Jakoś nigdy nie mogłam do tego przywyknąć.
Ze szczytu wzgórza patrzę na miasto. Urządzenia górnicze stoją cicho i złowieszczo na skraju osiedla. To miasteczko nigdy by nie powstało, gdyby nie opale na pustyni. Widzę na drodze z Adelajdy zbliżające się do miasta ciężarówki z wodą. Jak na ludzką siedzibę jest to fantastycznie nieprawdopodobne miejsce. Oddycham głęboko.
– Przepraszam – odzywa się z tyłu kobiecy głos. Wydaję okrzyk zdumienia i odwracam się. Myślałam, że jestem tu zupełnie sama.
Kobieta stoi o kilka metrów ode mnie. Obserwuję jej twarz i widzę, jak mnie rozpoznaje.
– Jesteś w ciąży – mówi.
– Tak – potwierdzam – jestem.
Przez dłuższą chwilę żadna z nas się nie odzywa.
– Kiedy masz rodzić? – pyta w końcu.
– Na początku marca.
– Gratulacje.
– Dzięki.
Podchodzi bliżej. Wiem, że tym razem nie ma sensu udawać, iż jej nie znam. Patrzę na nią. Przy niej czuję się ogromna. Zastanawiam się, czy jeszcze tańczy. Ale o to nie pytam.
– Czemu wróciłaś? – mówię, kiedy stoimy obok siebie patrząc na miasto.
– Żeby się z tobą spotkać.
– To nie takie proste.
– Wiem. Przepraszam. Widziałam już za pierwszym razem, jak bardzo nie chciałaś ze mną rozmawiać, ale musiałam cię zobaczyć. Nie mogę uwierzyć, że żyjesz. Czy twoi tutejsi znajomi wiedzą, kim naprawdę jesteś?
– Oczywiście, że nie. Ja sama już prawie tego nie pamiętam. Na ogół.
– Myślisz, że mam zamiar wszystkim rozpowiedzieć, tak?
– Wiedziałam przez cały ten czas, że wydarzenie tego rodzaju będzie katastrofą. W chwili, gdy zderzają się dwa światy, jest już po wszystkim. Wiesz, jakie to może mieć dla mnie konsekwencje. Nie potrafię nawet o tym myśleć, zwłaszcza teraz przy dziecku.
– Nie zamierzam dopuścić, żeby to się zdarzyło. Przyjechałam, żeby się z tobą spotkać, a nie żeby cię aresztować.
– Ale już komuś o tym powiedziałaś. Kto to jest Lawrence?
Ona śmieje się i waha. – Nowiny rozchodzą się szybko, co? On jest w porządku. Jest po naszej stronie. To mój chłopak. A właściwie nawet narzeczony. Tak jakby. Wzdycham. – Musiałaś mu powiedzieć? – pytam.
Obserwuję zmianę, jaka zachodzi na twarzy Sophie. Staje się defensywna.
– Daisy – mówi, a ja wzdrygam się na to imię, którego nikt wobec mnie nie użył od dziesięciu lat. – Przez całe dziesięć lat kazałaś mi wierzyć, że nie żyjesz. Musiałam nauczyć się z tym żyć. Czy ty masz pojęcie, jak to jest? Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, a potem ty popełniłaś samobójstwo, tylko nie znaleziono ciała. Teraz wiem dlaczego. Byłam na wpół w żałobie, na wpół myślałam, że uciekłaś i żyjesz gdzieś szczęśliwie pod innym nazwiskiem. Jesteś tu z rodziną, spodziewasz się dziecka i masz mi za złe, że powiedziałam najbliższej mi osobie o czymś, co pochłaniało bez przerwy moje myśli od dnia tamtego głupiego wesela.
– Wiem, jak to jest – mówię jej spokojnie – ponieważ tak samo było ze mną, chociaż ja wiedziałam, co się stało. Ale wiedziałam też, że nie mogę nigdy więcej kontaktować się z tobą ani z nikim. Sophie, pod wieloma względami jestem zdumiona i zachwycona tym, że cię widzę. Nastąpiło coś, w co nie wierzyłam. Gdybyś dłużej wypytywała mnie na tym weselu, to sama bym ci wtedy powiedziała. Musisz jednak wiedzieć, że trzymasz mnie w szachu. Jestem zdana na twoją łaskę. Co masz zamiar zrobić?
Jej oczy napełniają się łzami, wyciąga rękę i dotyka mego ramienia. – Chcę poczuć, że jesteś prawdziwa. Chcę z tobą porozmawiać. Bardzo, bardzo chcę, żebyś mi powiedziała, jak to zrobiłaś. Nie będę cię dekonspirować. Nikt się nigdy nie dowie. Ja także jestem bliska płaczu.
– Tak mi ciebie brakowało – dodaje Sophie – tak bardzo.
Dla mnie to ostania kropla.
– Mnie także ciebie brakowało – wyznaję. – Przez cały czas. – Zaczynam chlipać.
– O mało nie poszłam za tobą do domu, kiedy cię zobaczyłam poprzednim razem. Obserwowałam, jak wychodzisz z przyjęcia, ale pomyślałam, że Daisy nie chce mnie widzieć i to do niej należy decyzja. Byłam zbyt zszokowana, żeby zrobić coś innego. Nie mogłam tego rozgryźć. Wiedziałam, że to ty. I widziałam, że nikt o tym nie wie. Nie chciałam wszystkiego zrujnować.
Uśmiecham się. – Dzięki.
– Kiedy tylko wróciłam do Anglii wiedziałam, że muszę wrócić. Czy wyprowadziłaś się z mojego powodu?
– Szczerze? Tak. Nikt nie wiedział. Mieszkaliśmy tutaj dosyć długo, ale kiedy zobaczyłam ciebie i zdałam sobie sprawę, że wszystko może się rozlecieć na kawałki, nabrałam szalonej motywacji. Byłam przerażona. Nie chcę iść do więzienia.
– Wszyscy cię tu świetnie kryli.
– Ludzie w miasteczku są ze sobą zżyci. Poza tym mieszka tu rodzina mojego męża. To naprawdę nic szczególnie trudnego zorganizować taki poziom ochrony. Oni myślą, że jesteście urzędnikami podatkowymi z Anglii. Dlatego są tak bardzo zdeterminowani, żeby odesłać was z kwitkiem.
– To zabawne. To ma sens. W końcu znaleźliśmy twoje nazwisko na szkolnej tablicy ogłoszeniowej i pomogła nam mała dziewczynka. Powiedziała, że jest drugą przyjaciółką Reda.
– Tabitha – mówię.
– Właśnie.
– Gdzie Red pojawia się w tej historii, Daisy?
– Adoptowałam go w Azji. Częściowo dla kamuflażu.
Siadamy na pobliskiej ławce. – Wiesz, że jesteśmy na czyimś dachu. – zauważam. – To tutaj to ich otwory wentylacyjne.
– Chyba nie mogą nas usłyszeć, co? Czy nie zwariowałaś tutaj? Przypuszczam, że to było dobre miejsce dla ciebie.
– Doskonałe.
– Gdzie mieszkasz teraz?
Waham się.
– Nie musisz mi mówić. Wiem, że zaczyna się na R, jest nad rzeką i że trzeba stąd jechać dwoma autobusami.
– Informacje od Tabithy? Może potem uzupełnię brakujące punkty.
Patrzymy na siebie nawzajem. Jestem głęboko nieufna. – Świetnie wyglądasz – mówię.
– Ty także dobrze wyglądasz. Bardzo zdrowo. Nie mogę uwierzyć, że będziesz miała dziecko. Więc skoro masz rodzinę męża, to musisz mieć i męża.
– Jestem mężatką od lat.
– A mąż?
– Tony. Był na tym weselu, ale nie sądzę, abyś go poznała.
– I małżeństwo jest udane?
Staram się zrozumieć, do czego zmierza. Potem sobie zdaję sprawę.
– Sophie, to świetna rzecz. To jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się kiedykolwiek przydarzyły. Mamy oczywiście swoje kłótnie. Pewnie większość z nich wynika zresztą z faktu, że nie opowiadam o swoim dawniejszym życiu. Wymyśliłam historyjkę o zmarłych rodzicach. Nie myśl, że wyszłam za Tony’ego tylko dla wygody. Byłam sama z Redem przez wiele lat, zanim spotkałam Tony’ego. On może nie wie o mnie wszystkiego, ale nasz związek ogólnie jest silny. Nie sądzę, aby jakiekolwiek małżeństwo było doskonałe, ale przez ostatnie trzy lata miałam stabilizację, po raz pierwszy w życiu.
– Myślisz, że będzie OK, gdyby dowiedział się o twojej przeszłości?
– To coś, czego nie mam zamiaru sprawdzać. Nie, nie chcę.
Robi się coraz cieplej i powoli miasto pod nami budzi się do życia. Widzę Merva wystawiającego znak przed stacją benzynową i otwierającego interes. Paru ludzi idzie do pracy i na ulicy zagościł jakiś przejezdny samochód. Staram się odwrócić rozmowę od mojego życia.
– Teraz opowiedz mi o sobie – nalegam. – Co się dzieje? Co tu robiłaś w zimie?
– Podróżowałam, tak samo jak każdy.
– Jak długo?
– Cztery miesiące. Nie mogłam usiedzieć na miejscu i postanowiłam, że jeśli nie zaoszczędzę trochę pieniędzy i nie pojadę na moje wymarzone wakacje, to nigdy sobie tego nie wybaczę. Tu łatwo o tym zapomnieć, ale Anglia może być najbardziej przygnębiającym pieprzonym miejscem, jakie człowiek jest w stanie sobie wyobrazić. Czy byłaś tam potem?
– Oczywiście, że nie.
– Masz szczęście. Więc uciekłam od angielskiego lata. Muszę powiedzieć, że australijska zima była pod każdym względem cieplejsza.
– Gdzie w tej historii pojawia się Lawrence?
– Widywałam się z nim już jakiś czas przed wyjazdem, ale nie mogłam zostać w domu jedynie ze względu na mężczyznę. Zaczynałam mieć do niego pretensje. Jest zabawnym chłopcem – myślę, że go polubisz. Mam taką nadzieję. Mówi, że chce się ze mną ożenić, ale ja mu nie wierzę. Więc postanowiłam pojechać i tak. Dałam mu jasno odczuć, że nie jest zaproszony, ale on jest tak bardzo zajęty karierą – pracą – że nie sądzę, aby w ogóle kiedyś przyszło mu do głowy zapytać, czy może ze mną jechać. Kiedy wróciłam, stwierdziłam, że za nim tęskniłam i od tamtego czasu jesteśmy troszkę poważniejsi.
Śmieję się wbrew sobie. – Wcale się nie zmieniłaś. Założę się, że on myśli, iż to on wiedzie prym w waszym związku. Założę się, że on sobie nie zdaje sprawy, jaka z ciebie twarda sztuka. Zawsze taka byłaś. Dziewczyna, która po cichu rządzi.
– Wiesz, niewielu ludzi o tym wie. Mój ojciec.
– Twój ojciec! Jak się czuje? A twoja matka?
– Moja mama? – wygląda na skonsternowaną i pociera oczy. – Kurwa. Nie zapominaj, że straciłyśmy dziesięć lat. Mama cztery lata temu umarła. Miała raka piersi. Ojciec do dziś się po tym wszystkim nie pozbierał. Nadal ma sarkastyczne poczucie humoru, ale nie jest już taki sam. Wiem, że przez cały czas myśli o niej. Był okropny dla Lawrence’a tuż przed wyjazdem. Lawrence nie wiedział, gdzie się podziać. Ojciec pod tym wszystkim jest po prostu smutny. Kiedy byliśmy tylko on, mama i ja, a zewnętrzny świat istniał za drzwiami, był całkowicie zadowolony. A teraz, nawet kiedy ja u niego jestem, wie, że nie jest tak samo. Nawet ja nie mogę go uszczęśliwić.
Biorę ją za rękę. – Sophie. Tak mi przykro. To okropna wiadomość. Musiało to być dla ciebie straszne.
– Było. Jest. Ale nie było to gorsze niż utrata najlepszej przyjaciółki. Przepraszam, że jestem szorstka, ale taka jest prawda. Wiem, że zrobiłaś to, żeby się ratować, ale musiałaś wiedzieć, co wyrządzasz krzywdę każdemu, kogo pozostawiasz. Niemal codziennie czytam twój list. Mam go tu nawet ze sobą. Mama przynajmniej przeżyła pełne życie. Miała dziecko i tak dalej. Ty odcięłaś się w najlepszym wieku. Tak każdy myślał. Z powodu własnej lekkomyślności.
– Ale okazuje się, że także mam dzieci i męża.
– To jak dziwaczny sen. Ciągle się spodziewam, że się obudzę. Przyzwyczaiłam się marzyć, że cię odnajdę całą i zdrową. Ale myślałam, że gdyby ci się udało, to dałabyś mi jakoś znać.
– Sophie, marzyłam, żeby ci dać znać. Prawie ci wszystko powiedziałam przed wyjazdem. Ale nie mogłam oglądać się wstecz. Musiałam wybierać: albo ucieczka, albo prawdziwy skok z mostu. Jeśli miałam uciekać, to wiedziałam, że muszę zrobić to odpowiednio. Nie mogłam sobie pozwolić, żeby ktokolwiek wiedział, co zrobiłam. Ani ucieczka, ani skok nie były dobrym wyborem z twojego punktu widzenia, ani z punktu widzenia mojej rodziny. Tak samo więzienie. Nie rozumiesz, że nie było dobrego wyboru? – widzę, że ma zamiar coś powiedzieć. – Nie mów mi o mojej rodzinie. Nie jestem jeszcze na to gotowa.
– OK. Nie widziałam ich ani o nich nie słyszałam od lat.
Zaczyna się ruch tam w dole. Widzę grupę trzech blond turystek zaczynających się wspinać na wzgórze.
– Musimy stąd iść. Nie mogę cię zaprosić do domu, ponieważ, jak wiesz, nie mieszkam już tutaj. Nocuję u mojej teściowej Margot. Czy możemy się spotkać później i pogadać? Po cichu?
– Oczywiście, że możemy. Gdzie i kiedy?
– Margot i Pete – to brat Tony’ego, wychodzą wieczorem. Andy i Rachelle robią parapetówkę – to ci, co mieli wtedy wesele. Sprowadzili się do naszego dawnego domu. Ja mogę się wymówić z powodu ciąży, a oni wiedzą, że ja i tak nie chcę iść, ponieważ Andy był przedtem mężem mojej – omal nie mówię „najlepszej”, ale w porę się powstrzymuję – mojej przyjaciółki Beth. Przyjdź do mnie do domu. Gdyby ktoś jeszcze się pojawił, zaczniemy mówić o podatkach. Przyjdź koło ósmej.
– Pete? Czy ten Pete jest mały, ciemny i szczupły? Spędziłam z nim wieczór. Jakie to niesamowite. Nie puścił pary z ust. Więc dokąd mam przyjść?
Tłumaczę jej. Wstajemy. Kiedy już mamy iść, ciągnę ją za rękaw.
– Sophie, ale tylko ty sama, tak? Nie jestem gotowa do rozmowy przy kimś innym. Chyba zresztą nigdy nie będę.
– Tak, oczywiście, przyjdę sama. Może poślę Larry’ego na tę parapetówkę.
– Powiedz mu, że jest inspektorem podatkowym. I nie mogę dostatecznie podkreślić, jak bardzo jest ważne, żeby nikomu nic o mnie nie powiedział. – Przypomina mi się, że mówiła o jego obsesji pracy. – Co on robi w prawdziwym życiu? Nie jest chyba inspektorem podatkowym.
– Sophie nagle zakłopotana patrzy sobie pod nogi. – Jest dziennikarzem. – wyznaje.