Trwa ładowanie...
29-03-2017 16:04

Bądźmy szczerzy. Trailer Spider-Mana jest do kitu

Spider-Man w końcu na poważnie zawita w filmowym uniwersum Marvela. To dobre wieści. Złe są takie, że pierwszy zwiastun „Homecoming” równie dobrze mógłby być zapowiedzią „Iron Mana 4” – a w najlepszym razie „Iron Man vs. Spider-Man”.

Share
Bądźmy szczerzy. Trailer Spider-Mana jest do kituŹródło: Sony
d2dv991

Spider-Man w końcu na poważnie zawita w filmowym uniwersum Marvela. To dobre wieści. Złe są takie, że kolejny zwiastun „Homecoming” równie dobrze mógłby być zapowiedzią „Iron Mana 4” – a w najlepszym razie „Iron Man vs. Spider-Man”.

Ale zacznijmy od plusów. Dobrze, że Pajączek w końcu pojawi się w tym uniwersum (MCU – Marvel Cinematic Universum, Filmowe Uniwersum Marvela). Bez niego, było niepełne i ułomne. Spider-Man to jedna z najpopularniejszych postaci komiksowych w historii i, obok Kapitana Ameryki, najjaśniejsza gwiazda komiksowego świata Marvela. To właśnie on był w forpoczcie komiksowych zmian, które zrewolucjonizowały komiksy na przełomie lat 60. i 70. Bo Spider-Man był inny niż Superman, Batman czy Wonder Woman. Lokalny. Znajomy. Dowcipny. Wręcz prozaiczny. Rzadko zajmował się zagrożeniami na kosmiczną skalę. Częściej mierzyć się musiał z rabusiami (to oni zabili jego wujka), podrzędnymi bandytami czy skorumpowanymi, nowojorskimi personami. Miewał też zwykłe życiowe problemy – wciąż brakowało mu pieniędzy, martwił się o ciocię, a despotyczny szef namiętnie zwalniał go z kiepskopłatnej posady fotografa prasowego (Peterowi Parketowi udawało się ją utrzymać tylko dlatego, że udawał przyjaciela Spider-Mana i dostarczał do
redakcji zdjęcia siebie samego).

(video|https://www.youtube.com/watch?v=DiTECkLZ8HM|620|400)

d2dv991

Spider-Man był też pierwszym superbohaterem, który otwarcie zaangażował się w trudne sprawy społeczne. W latach 70., gdy twórców komiksowych wciąż obowiązywały zapisy Kodeksu Komiksowego, zakazującego komiksom poruszania kontrowersyjnych treści, Stan Lee zgodził się wykorzystać swoją postać w akcję przeciwko narkotykom. Dziś takie wystąpienia komiksowych postaci są na początku dziennym, ale wtedy wydawcy i autorzy Pajączka popisali się nie lada odwagą.

Nic więc dziwnego, że dokooptowanie Spider-Mana do MCU to wydarzenia, na które czekało wielu fanów – z niżej podpisanym łącznie. Wprawdzie Pajączek miał do tej pory większe szczęście do ekranizacji niż Wolverine czy pozostali X-Mani (trylogia Sama Raimiego zapoczątkowała boom na ekranizacje komiksów, a i dwa filmy Marca Webba oglądało się całkiem przyjemnie), ale brak jednej z najważniejszych postaci uniwersum w największym filmowym projekcie naszych czasów był bolesny i, z perspektywy fana, niezrozumiały. Na szczęście Sony dogadało się z Marvel Studios.

Na szczęście?

(img|724700|center)

d2dv991

Niekoniecznie, bo zaprezentowany wczoraj trailer wygląda źle. Zacznijmy od najłagodniejszych zarzutów – trwający dwie i pół minuty materiał jest nudny i zdradza zbyt dużo. Nudny, bo jedyna naprawdę emocjonująca scena (ta, w której Pajączek próbuje uratować prom), znana była już wcześniej. Zdradza zbyt dużo, bo o ile twórcy nie szykują jakiejś wielkiej niespodzianki, możemy już w skrócie opisać fabułę: Spider-Man bawi się w superbohatera, a Iron Man próbuje go utemperować; w tle rośnie zagrożenie ze strony Vulture’a, sfrustrowanego handlarza bronią lub innym żelastwem; do przesilenia dochodzi, gdy Spider-Man mierzy się z Vulture’em na promie pełnym ludzi; zirytowany Iron Man odbiera Pajączkowi kostium, więc ten musi poradzić sobie z zagrożeniem tradycyjnymi sposobami; a jest z czym sobie radzić, bo Vulture rusza za bliskimi Pajączka (ciocia i przyjaciele to od zawsze pięta achillesowa tego superbohatera). Brzmi spoko? No brzmi, ale naprawdę nie musieliśmy tego wszystkiego wiedzieć jeszcze przed wejściem do
kinowych sal.

Mam jednak z tym zwiastunem jeszcze jeden, o wiele poważniejszy problem. Bo im więcej razy go oglądam, tym silniejsze we mnie wrażenie, że to reklama nie nowego Spider-Mana, ale kolejnego Iron Mana. Pewnie, może to być wina nierozważnego montażu i koniec końców okaże się, że Iron Mana wcale w filmie o Spider-Manie nie ma tak dużo, ale ten trailer został przez niego zdominowany. Przez niego i przez Roberta Downeya Jra – największą gwiazdę MCU, człowieka, który każdym swoim występem zapewnia Marvel Studios gigantyczne zyski.

(img|724702|center)

Co więcej, Iron Man dominuje ten trailer w najgłupszy z możliwych sposobów. Jeżeli bowiem ktoś ma prawo pouczać nieodpowiedzialnego Pajączka, to na pewno nie Iron Man z MCU. Nie lekkoduch który „sprywatyzował światowy pokój” (Iron Man 2) i nie roztrząsający wciąż śmierć rodziców egoista z „Wojny domowej”. Uzbrojony w najpotężniejszy pancerz na świecie, obłędnie bogaty Tony Stark jest ostatnią osobą uprawnioną do pouczania kogokolwiek. Zwłaszcza słowami: „jeżeli jesteś niczym bez tego stroju, to nie powinieneś go mieć”. Bo są to słowa, które kiepsko brzmią w ustach milionera rozmawiającego z dzieciakiem ledwie wiążącym koniec z końcem. Ba, są to słowa, które sam Stark mógłby (i powinien) usłyszeć ze strony chociażby Kapitana Ameryki.

d2dv991

Czy „Homecoming” będzie filmem złym? Nie możemy dzisiaj wyrokować. Żyjemy w czasach, w których machina promocyjna rządzi się własnymi prawami. Bardzo możliwe, że zwiastun nie reprezentuje dobrze filmu, nad którym kończy pracę reżyser Jon Watts. Ale ten zwiastun istnieje i wygląda tak, jak wygląda. Jeżeli mu wierzyć, to pierwszy samodzielny film Spider-Mana nie tylko będzie nudny i przewidywalny, ale nie będzie nawet samodzielnym filmem. Raczej spin-offem do Iron Manów. Nieudanym i nie rozumiejącym swoich postaci.

Igor Trout

d2dv991
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2dv991
d2dv991