Autor, Autor

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

CZĘŚĆ PIERWSZA Londyn, grudzień 1915 roku. W głównej sypialni mieszkania numer 21 w Carlyle Mansions przy Cheyne Walk w Chelsea umiera wybitny pisarz, powoli, acz nieuchronnie. W odległej o jakieś trzysta kilometrów Flandrii szybsza, bardziej bolesna i żałosna śmierć dopada innych, głównie młodych mężczyzn, mających dopiero życie przed sobą - puste kartki, które nigdy nie zostaną zapisane. Pisarz ma siedemdziesiąt dwa lata. Wiódł ciekawe i bujne życie, napisał wiele książek, dużo podróżował, podziwiał dzieła sztuki, brał udział w życiu towarzyskim (jednej zimy bawił się aż na stu siedmiu przyjęciach), jest też właścicielem uroczego starego domu w Rye, a w Londynie wynajmuje to przestronne mieszkanie ze wspaniałym widokiem na Tamizę. Łączyły go głęboko satysfakcjonujące więzy przyjaźni z kobietami i mężczyznami. Jeśli nigdy nie odbył stosunku intymnego, stało się tak z jego własnej woli, tymczasem wielu młodzieńców we Flandrii ginęło, nie zaznawszy miłości fizycznej z braku okazji lub d

zachowywali czystość dla zasady, z myślą o małżeństwie.

Pisarz umiera ułożony wygodnie w łóżku, w wykrochmalonej pościeli, na pulchnych poduchach, pod opieką trzech służących i dwóch zmieniających się pielęgniarek, żołnierze zaś konają w błocie ziemi niczyjej, w brudnych okopach, na trzęsących się noszach lub na łóżkach w szpitalach polowych pośród jęków rannych towarzyszy. Z tej małej grupki osób, które opiekują się pisarzem, tylko jego osobisty służący Burgess Noakes wie, czym jest umieranie na froncie zachodnim, ale nie chce o tym mówić.

Noakes cieszy się, że mógł się stamtąd wydostać, został bowiem ranny - drobnych ran, ściśle mówiąc, było trzydzieści, trzydzieści odłamków niemieckiego pocisku moździerzowego, które trzeba było boleśnie wydobyć z jego głowy, tułowia i nóg - a wybuch na stałe osłabił jego słuch; jest zadowolony z urlopu zdrowotnego przedłużonego specjalnie po to, by mógł zajmować się swym znamienitym panem (który ma przyjaciół w najwyższych kręgach, nie wyłączając samego premiera, pana Asquitha), i żywi nadzieję, że w odpowiednim czasie otrzyma zwolnienie z dalszej służby z powodów zdrowotnych. Dla pozostałych - kucharki/gospodyni Joan Anderson, pokojówki Minnie Kidd (mieszkają na miejscu) oraz sekretarki/maszynistki pana Jamesa, panny Theodory Bosanquet, która ma niewielkie mieszkanko na pobliskiej Lawrence Street - dramat umierania pisarza jest naturalnie bardziej namacalny i poruszający niż krwawa jatka we Flandrii, ponieważ tę śmierć odczuwają osobiście. Tak się złożyło, że żadna z nich - jak dotąd - nie straciła na
wojnie nikogo z bliskiej rodziny. Rzecz jasna przygnębiają je długie listy poległych publikowane codziennie w gazetach i współczują znajomym, którym wojna zabrała bliskich, ale tak naprawdę nie są w stanie wyobrazić sobie tych śmierci.

Łatwiej mógłby je sobie wyobrazić - do pewnego stopnia - sam Henry James, gdyby był compos mentis, zadaniem powieściopisarza jest przecież wyobrażanie sobie rzeczy nie doświadczonych osobiście. Na przykład Stephen Crane, niegdyś przez krótki czas jego sąsiad w East Sussex, stworzył najlepszą powieść o wojnie secesyjnej, chociaż kiedy konflikt ten się rozgrywał, jego nie było jeszcze na świecie. Henry przynajmniej mógł się odwołać do pewnych doświadczeń, gdyż w młodości z niepokojem i troską obserwował koleje tej wojny, i chociaż sam został zwolniony ze służby w związku z jakąś niejasną kontuzją kręgosłupa, jego dwaj bracia mężnie walczyli po stronie Unii.

Nigdy nie zapomniał wizyty w obozie szkoleniowym 44. Pułku Massachusetts u siedemnastoletniego Wilky'ego, niczym się nie wyróżniającego w tłumie opalonych, uśmiechniętych, pewnych siebie młodych mężczyzn w eleganckich nowych mundurach; nie zapomniał też, jak wyglądał Wilky, gdy kilka miesięcy później sprowadzono go półżywego na noszach do rodzinnego domu w Cambridge, gdzie - kiedy już trochę wydobrzał - snuł przerażające opowieści o toczących się walkach.

Może dlatego, że przeżył pierwszą wielką wojnę ery industrialnej, pierwszą z ofiarami na skalę przemysłową, Henry przewidział katastrofalne skutki nowego konfliktu zbrojnego w Europie wcześniej niż większość Brytyjczyków. Zaledwie dwa dni po wypowiedzeniu wojny napisał do przyjaciółki, Edith Wharton, podzielającej jego anglo- i frankofilstwo (nie wiedząc, gdzie i kiedy jego list do niej dotrze, podróżowała bowiem samochodem gdzieś po Hiszpanii, gdy armie się mobilizowały, a ultimatum wygasały): "Ta apokalipsa naszej cywilizacji pogrąża mnie w mroku okrutnej rozpaczy", i od tamtej pory czarne myśli nie dawały mu spokoju. Nie był wszak biernym obserwatorem konfliktu ani pacyfistą. Wręcz przeciwnie, był przekonany o niesłuszności niemieckiej agresji i zrobił dla sprawy ententy tyle, ile mógł zrobić korpulentny, hipochondryczny, żyjący na obczyźnie Amerykanin w jego wieku.

Odwiedzał w szpitalu rannych żołnierzy (jego znajomość francuskiego docenili Walończycy, choć co oni i brytyjscy szeregowcy sądzili o jego zawiłym stylu wypowiadania się, było przedmiotem humorystycznych spekulacji wśród przyjaciół Henry'ego) i brał czynny udział w akcjach charytatywnych na rzecz belgijskich uchodźców w Rye. Został honorowym przewodniczącym amerykańskiego Ochotniczego Zmotoryzowanego Korpusu Sanitamego. Wszelkimi sposobami usiłował przekonać rodaków, że Stany Zjednoczone powinny przyłączyć się do wojny, udzielił nawet wywiadu dziennikarzowi "New York Timesa", choć przez całe życie odczuwał awersję do tej formy promocji. (Nalegał jednak, żeby udostępniono mu tekst przed publikacją, i całkowicie go przeredagował, toteż w gruncie rzeczy - jak wspominała z odrobiną rozbawienia Theodora Bosanquet - przeprowadził wywiad sam ze sobą.) A latem 1915 roku w swym zaangażowaniu posunął się najdalej: w geście solidarności z przybraną ojczyzną przyjął obywatelstwo brytyjskie.

- Stare lordzisko nie mogło chyba zrobić więcej - Burgess Noakes zauważył w rozmowie z George'em Gammonem, ogrodnikiem w Lam b House, w październiku, kiedy Henry James w towarzystwie J oan Anderson, Minnie Kidd i samego Burgessa wybrał się do Rye po raz ostatni. "Stare lordzisko": tak nazywali z George'em między sobą swojego pracodawcę. Nie wynikało to z braku szacunku, raczej z podziwu dla stylu, z jakim pan James ze swymi nienagannymi manierami, wyszukanymi werbalnymi grzecznościami, eleganckimi kamizelkami, starannie dobraną kolekcją kapeluszy i lasek na wszelkie okazje w holu Lam b House wcielał się w rolę dżentelmena. - Przytarł nosa masie jankesów, kiedy się wziął i znacjonalizował. Rodzinka też nie była zachwycona. - Podsłuchał kiedyś, jak pan James dyktował pannie Bosanquet listy o krytycznej reakcji Amerykanów na zmianę przezeń obywatelstwa. - I przysłał mi skarpety - dodał w zamyśleniu.
- Skarpety?
- Jakem był na froncie. Skarpety i maść do stóp.
- Jak tam było, Burgess... na froncie? - zapytał George Gammon.

Burgess uśmiechnął się, kiwnął głową i zapatrzył w płonące węgle za drzwiczkami kuchennego pieca, które zostawiono otwarte, dzięki czemu na kamienne płyty podłogi padał pogodny blask. Był wieczór, robiło się ciemno i obaj siedzieli w kuchni przytulonego do ogrodzenia ogrodu Lam b House domku George'a Gammona. George cierpliwie czekał. Od powrotu Burgessa z wojny trudno było się zorientować, czy nie słyszy pytania, czy nie chce na nie odpowiedzieć.
- Mówiłem ci, jak to z nim było, kiedy żem się zaciągnął?
- Mówiłeś, mówiłeś - odparł George, kiwając głową.

Ale Burgess i tak mu opowiedział. Korciło go, żeby się zaciągnąć od razu po wybuchu wojny, ale zwlekał, wiedząc, jak bardzo jego pan jest od niego uzależniony, zwłaszcza teraz, gdy tak podupadł na zdrowiu, i Burgess nie chciał okazać niewdzięczności człowiekowi, który zatrudnił go jako chłopca do prac domowych, a wyszkolił na osobistego służącego - podróżowali razem po całej Anglii, zatrzymywali się w najświetniej szych rezydencjach w kraju, nie wspominając o Szkocji, Irlandii i Ameryce, i zawsze jeździli w tym samym wagonie, a nie osobno w pierwszej i trzeciej klasie jak tylu innych panów i służących. Toteż przez dwa tygodnie, gdy coraz więcej chłopców z Rye zabierało się pociągiem do Hastings, żeby dołączyć do 5. Batalionu Royal Sussex, Burgess męczył się potwornie, nic jednak nie mówił i dalej wykonywał swoje obowiązki w Lam b House, aż wreszcie nie mógł dłużej wytrzymać i wyznał panu Jamesowi, że chciałby wstąpić do wojska.

- I jak myślisz, co powiedziało stare lordzisko?
George pokręcił głową, udając konsternację.
- Zadowolony był jak nigdy. Nie, żeby chciał się mnie pozbyć, co to, to nie. Powiedział, że nie wie, jak sobie beze mnie poradzi. Ale jak się okazało, odkąd wybuchła wojna, liczył po cichu, że się zgłoszę do wojska. Więc obaj żeśmy przez dwa tygodnie myśleli o tym samym, a żaden...

Niecierpliwe pukanie do drzwi sprawiło, że Burgess przerwał opowieść tuż przed jej zakończeniem. To była Minnie Kidd, która z chustą narzuconą na głowę i ramiona przebieg- ła kilka metrów West Street z Lam b House do domku ogrodnika.

- Szybko, Burgess - wydyszała. - Panu Jamesowi się pogorszyło.
Burgess nie był zaskoczony. Odkąd przyjechali do Lamb House, jego pan wydawał się niespokojny i markotny, wzdychał tylko chrapliwie i podnosił ręce, jak gdyby miał wyrzucić z siebie jakąś skargę, ale potem opuszczał je w geście niemej rozpaczy. W ogrodzie pana Jamesa zasmucił widok pniaka po starej morwie, którą zeszłej zimy powaliła wielka wichura. Wtedy oczywiście został o tym powiadomiony, zlecił nawet Gammonowi, by gałęzie wykorzystał na podpałkę, a pusty pień pociął na kawałki i przeznaczył na opał. Czym innym było jednak obejrzenie na własne oczy szczątków ukochanego drzewa, w którego szumiącym cieniu tyle razy przesiadywał w letnie dni.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀