Trwa ładowanie...
moebius
Grzegorz Kłos
13-01-2019 19:52

"Arzach, Szalony Erektoman, Wakacje Majora": psychodeliczny trip in colour [RECENZJA]

Jeśli ktoś kiedyś zacznie wam mówić o szkodliwości środków psychoaktywnych, pokażcie mu ten komiks.

"Arzach, Szalony Erektoman, Wakacje Majora": psychodeliczny trip in colour [RECENZJA]Źródło: Materiały prasowe
d4lwjai
d4lwjai

Oczywiście żartuję. Nie namawiam też nikogo do brania narkotyków. Jednak fakt pozostaje faktem: w przypadku Jeana Girauda vel Moebiusa i jego twórczości na pewnym etapie środki psychoaktywne odegrały niebagatelną, żeby nie powiedzieć fundamentalną rolę. "Arzach, Szalony Erektoman, Wakacje Majora" niezbicie tego dowodzi.

Komiks, o którym mowa, to kolejny "Moebius USA" w portfolio Egmontu – zbiór słynnych prac autora, pokolorowanych i wypuszczonych na rynek amerykański przez Marvela w 1986 r. W ówczesnym czasie doprowadzający konserwatywnych fanów do piany, a "jankesów" do kompulsywnego opróżniania portfeli.

Na 168 stronach zebrano trzy kultowe albumy Francuza, wydane w latach 70. Znajdują się w nich historie uważana za jedne z najważniejszych osiągnięć komiksu europejskiego, m.in. rewolucyjny, niemal niemy "Arzach", pieprzny "Szalony Erektoman" oraz "Zboczenie". To jedyna czarno-biała historyjka w całym tomie, a jednocześnie swoisty manifest Moebiusa, kontestującego wszelkie normy i reguły formalne rządzące komiksowym rzemiosłem.

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów mamy tu do czynienia z daleko idącym formalnym eksperymentem. Popisem niezmierzonej wyobraźni napędzanej talentem podkręcanym tonami grzybów i jointów. Wizją, którą albo kupuje się w całości, albo w ogóle.

d4lwjai

Czego tu nie ma! Zabawy stylistyczne, burzenie czwartej ściany, surrealistyczny dowcip, dekonstrukcja gatunków, biograficzna wiwisekcja i oniryczne jazdy – zarówno w warstwie narracyjnej, jak i graficznej. A skoro już o niej mowa - w tomie znajdziecie duży przekrój twórczości Moebiusa: od umownej, prościutkiej kreski nawiązującej do pasków z lat 50. po styl opierający się na szerokim spektrum detali i wykorzystaniu przebogatej palety barw.

Przy tego typu klasyce zawsze pojawiają się rozterki: kupić czy odpuścić? Całkiem uprawnione, zważywszy, że narkotyczne jazdy Francuza dalekie są od upodobań masowego czytelnika. Powiem więc tylko tyle: znać wypada, a nawet trzeba.

Ocena: 8/10

d4lwjai
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4lwjai