WAŻNE
TERAZ

Mocne słowa Zełenskiego w Davos. "Nic się nie zmieniło"

Artemizja

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

**PROLOG CZAS ŻAŁOBY

Londyn 11 lutego 1639 roku**

Dziób galery rozcina gęstą mgłę nad Tamizą. Statek z głuchym łomotem przybija do nabrzeża. Ponury chór mnichów w kapucyńskich habitach monotonnie recytuje pieśń za duszę umarłych.
Wśród dogasających w gęstej mżawce płomieni setek świec czerni się ogromny katafalk. Za balustradą nabrzeża zgromadził się tłum. Gapie tłoczą się również wzdłuż dywanu, po którym aż do Somerset House, siedziby Stuartów, stąpać będzie kondukt pogrzebowy. Sześciu gwardzistów wchodzi na trap z trumną na ramionach.

Z mgły wyłania się sylwetka kobiety. Kobieta podąża samotnie za konduktem. W obszernym kapturze zasłaniającym ją przed ciekawymi spojrzeniami. Kim był dla niej zmarły? Mężem? Kochankiem?
Ta kobieta opłakuje własne życie i człowieka, który dał mu początek: swojego ojca.

Cztery dni temu zmarł słynny malarz Gentileschi, Jego Królewska Mość wielce nad tym ubolewa, ubolewają też wszyscy miłośnicy sztuki, wielbiciele jego talentu.

Tak napisał do swego mocodawcy agent wielkiego księcia Toskanii w raporcie o wydarzeniach na dworze króla Karola I.W samej rzeczy - artysta, którego chowają w Londynie tego mglistego poranka, znany jest w całej Europie. Filip IV, król Hiszpanii; Ludwik XIII, król Francji; papież Urban VIII...

Ci wszyscy potężni władcy oddają się modlitwom w kaplicach ozdobionych jego malowidłami. Pracował w Bazylice Świętego Piotra i pałacu Kwirynalskim w Rzymie, w pałacu Luksemburskim w Paryżu i w Hampton Court. Od Pizy po Florencję, od Genui do Turynu, od Paryża do Londynu pozostawił po sobie dzieła na najwyższym poziomie. Porównywano go z Rubensem i van Dyckiem; słynni rywale przeżyją go zaledwie o parę lat. Jako katolik i papista, włoski malarz nie mógł liczyć na godny swej sławy pomnik nagrobny na heretyckiej ziemi. Wojna domowa - między innymi na tle religijnym - która wkrótce doprowadzi do upadku monarchii Stuartów i ścięcia Karola I, już się rozpoczęła.

W Londynie słychać głosy potępienia monarchy okazującego zbyt wiele sympatii katolickiemu otoczeniu swej małżonki, która ponoć poprzysięgła, że doprowadzi do jego nawrócenia.

Tego ponurego zimowego poranka mężczyźni niosący trumnę ze zwłokami Orazia Gentileschiego z trudem przedzierają się przez wrogi tłum purytan. Kondukt przypomina procesje odbywające się w Rzymie: srebrne świeczniki, krucyfiksy, monstrancje, relikwiarze.
Cały ten przepych na cześć "bałwochwalcy" , twórcy obrazów, który ośmielił się malować rzeczy święte, a przecież ich podobieństw czynić nie wolno... cała ta uroczystość wywołuje gniew protestantów i obrazoburców.

Czarna kolumna mnichów sunie przez park pomiędzy fontannami, pomiędzy statuami nagich kobiet, bogiń czy nimf, które król sprowadził z Italii. Krocząc z wolna za nimi, córka malarza przechodzi pod usytuowanym na zachód od pałacu, gipsowo-kartonowym łukiem triumfalnym. Od niego zaczyna się uroczysty przemarsz żałobny przez dziedziniec Somerset House.

Gawiedź podążająca za procesją depcze gazony i gromadzi się pod arkadami: chcą zobaczyć ceremonię, choć ją potępiają. Wieść głosi, że Gentileschi ma dostąpić niezwykłego zaszczytu - zostanie pochowany pod ołtarzem w kaplicy królowej. Henrietta Maria Francuska przez dziesięć lat nie ustawała w wysiłkach, aż zdołała wymóc na swym małżonku zgodę na postawienie tej świątyni.

Było to jej zwycięstwo jako kobiety , jako królowej i katoliczki. Teraz miał tam spocząć nadworny malarz, katolik. Jego śmierć zapowiadała koniec pewnej epoki; wzburzenie ludu, które wkrótce miało doprowadzić do królobójstwa, do odejścia w niepamięć Europy pierwszej połowy XVII wieku, Europy monarchów opróżniających państwowy skarbiec dla zaspokojenia swych wybujałych upodobań estetycznych.

Królowie, ministrowie i papieże z maniakalnym niemal zapałem kolekcjonowali dzieła sztuki. Sztuka zawsze była zewnętrzną oznaką potęgi i bogactwa, jednak w rękach siedemnastowiecznych mecenasów malarze i rzeźbiarze stali się monetą przetargową i narzędziami propagandy. Bernini we Włoszech, Velazquez w Hiszpanii, Rubens we Flandrii. Ceną za odstąpienie tego czy innego geniusza mogły być tytuły i prowincje, nawet wojna lub pokój. Krótko mówiąc, w roku 1639 sztuka stała się kamieniem węgielnym władzy, a artysta jej narzędziem.
Któż bowiem inny mógł przebywać tak blisko monarchy jak malarz tworzący jego portret?
Jaki ambasador, jaki dyplomata, jaki szpieg dostąpić mógł poufałej bliskości towarzyszącej artyście i jego modelowi?
Któż tak jak artysta mógł podczas długich godzin pozowania swobodnie gawędzić z królem i mieć w ten sposób możność wpłynięcia na jego opinie, a kto wie, może nawet decyzje? Któż wreszcie łatwiej mógł się wmieszać we wszelakie intrygi zagranicznego dworu?

Zarówno Rubens, jak i Velazquez pełnili misje dyplomatyczne. Podobnie Orazio Gentileschi. W służbie swego narodu lub na żołdzie potężnego zleceniodawcy - wszyscy oni miewali w swych rękach losy całej Europy. Lecz tak naprawdę posłuszni byli i wierni tylko swemu powołaniu: sztuce. To było wielkie i jedyne przedsięwzięcie ich życia.
Rubens w jednym z listów nazwał malarstwo największą z przygód.
Malarz Orazio Gentileschi umierał w roku 1639 pogrążony w rozpaczy, gdyż nie zdołał zakończyć swej misji. Muzy, które naszkicował na plafonie wielkiego westybulu siedziby królowej w Greenwich, nie ożyją inaczej, jak tylko w jego wyobraźni. Jego największe dzieło, ukoronowanie i dowód geniuszu, pozostanie nie ukończone. Niedoskonałość przedsięwzięcia, które miało być uwieńczeniem i apoteozą jego sztuki, zniweczy pracę całego życia i skaże go na zapomnienie. Tak się stanie, jeśli wyzwania nie podejmie istota, którą począł i ukształtował, nękał zazdrością i złamał - jego córka Artemizja.

Kiedy umierał, Artemizja Gentileschi była jeszcze sławniejsza niż on sam. Pracowała dla Filipa IV, króla Hiszpanii, i wielu innych koronowanych głów Europy. Była piękna, otaczała ją atmosfera skandalu. W wieku siedemnastu lat, w roku 1611, została zgwałcona przez najbliższego współpracownika ojca i miała śmiałość oskarżyć winnego przed trybunałem. Wynikiem tego był głośny proces, po którym pozostały setki stron zeznań świadków; pierwszy wielki proces o gwałt w tamtym stuleciu.

Dwadzieścia pięć lat później poeci umieszczą ją pośród cudów świata i będą opiewać doskonałość jej malarstwa. W oczach współczesnych uchodzi za jedną z największych malarek w historii, być może najwybitniejszą. "Odnaleźć we mnie można duszę Cezara zamkniętą w sercu kobiety", pisze sama o sobie w liście do jednego z mecenasów.

Królewscy gwardziści pospiesznie zamykają bramę Somerset Chapel. Trumna spoczywa pod ozdobionym srebrnymi frędzlami baldachimem z czarnego weluru. Od czasu pogrzebu Rafaela w Rzymie i Michała Anioła we Florencji żadnego artysty nie żegnano tak uroczyście jak Włocha Gentileschiego w Anglii. Ale nawa jest pusta, a nastrój daleki od wzniosłości. W kaplicy królowej nie widać ani kawałka kamienia, metalu czy drewna. Geometryczny rysunek kamiennej posadzki i plafon - cała harmonia i doskonałość proporcji, wszystko ukryte zostało pod zasłoną czarnej krepy. Widać tylko draperie i plisy, fałdy, węzły i girlandy, a spośród nich w cieniu czarnej materii biel trupich czaszek.
Niewidzialni muzycy intonują skargę Dies irae. Ich oddech wywołuje falowanie tkaniny: to śpiewają umarli.

U stóp katafalku, zwrócone ku wnętrzu kościoła, siedzą dwie upiorne stiukowe postaci; jedna z nich dzierży kosę, a druga klepsydrę, jakby pozdrawiając nimi żałobników. Na trybunie widoczny jest ogromny skrzydlaty szkielet rozchylający zasłonę, za którą kryje się podobna do cienia sylwetka córki Orazia.

Artemizja słyszy odległe okrzyki tłumu wznoszone w nie znanym jej języku i przygląda się doczesnym szczątkom człowieka, który był najważniejszym mężczyzną w jej życiu. Przybyła z Italii, odpowiadając na wezwanie starca, aby dokończyć jego dzieło. Dzieło, które sygnowane będzie: Gentileschi ojciec i córka. Ojciec czy córka? Które z nich było mistrzem, a które uczniem?
Oboje oddali sobie wszystko i wszystko sobie odebrali.
A dziś zapanował pomiędzy nimi pokój, który przyniosła śmierć.
Artemizja wyraziła zgodę. Orazio nauczył ją wszystkiego, a ona przybyła, by wszystkie swe umiejętności oddać w służbę jego zamierzenia.

W tamtych czasach córki stanowiły własność swych ojców; sztuka była sprawą życia lub śmierci; pędzel i sztylet na przemian znajdowały się w tych samych dłoniach... Oboje gotowi byli na wszystko, by dowieść wyższości swego talentu. Oboje z całej duszy pragnęli wzajemnie swego końca. Ojcobójstwo? Kazirodztwo?

Odprowadzając ojca na miejsce wiecznego spoczynku, kończąc jego dzieło, Artemizja zamyka pętlę przeznaczenia. Będzie dalej malować, ale sztuka i życie są już za nią. Jej największa z przygód kończy się tutaj, w Londynie, w lutym roku 1639.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥