ycipk-2iv5hv

Andrzej Seweryn: Przestraszony odebrałem i usłyszałem pytanie: "Diewoczku chocziesz?” Nigdy nie skorzystałem

"Andrzej Seweryn. Ja prowadzę" to wywiad rzeka z żyjącą legendą kina. Autorzy książki zapytali bohatera o stosunek do #MeToo, erotyczny język i możliwość zagrania jednego z braci Kaczyńskich. To, co wyznaje aktor, może zaskoczyć.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Andrzej Seweryn stał się bohaterem książki dwóch dziennikarzy
Andrzej Seweryn stał się bohaterem książki dwóch dziennikarzy (ONS.pl)
ycipk-2iv5hv

Dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B. prezentujemy fragment książki "Andrzej Seweryn. Ja prowadzę" Łukasza Klinke oraz Arkadiusz Bartosiaka. Publikowany materiał pochodzi z rozdziału "Mot à mot. Rozdział, w którym absolutyzm bierze górę nad erotyką leksykalną".

Mot à mot. Rozdział, w którym absolutyzm bierze górę nad erotyką leksykalną

Dostał pan dzisiaj prezent od żony?

ycipk-2iv5hv

Z jakiej okazji?

Światowego Dnia Mężczyzny.

Naprawdę? Domagam się zatem, żeby wiedziały o tym święcie wszystkie kobiety! Kwiatów na rogu nikt nie sprzedawał, a przedwczoraj - 8 marca - było ich pełno. Poradzimy sobie bez nich! Składam panom najserdeczniejsze życzenia.

Wzajemnie.

ycipk-2iv5hv

Andrzej Seweryn: Żono!
(Pani Katarzyna schodzi z góry)
Katarzyna Kubacka–Seweryn: Tak?
AS: Czy wiesz, jakie dzisiaj jest święto?
KKS: Idealnej żony?
AS: Międzynarodowy Dzień Mężczyzn. Z góry dziękuję za życzenia.
KKS: Wszystkiego najlepszego!
AS: Panom też życz!
KKS: Wam wszystkim! Zaraz wracam...

Zobacz wideo:

Światowy Dzień Mężczyzn mamy przegadany. Nie można było lepiej zacząć.

ycipk-2iv5hv

Ciekawe, że tego dnia się nie zauważa, prawda? Za to wielką karierę robi #MeToo i nie twierdzę, że niesłusznie. Jak najbardziej słusznie, bo tych wszystkich bandytów oraz gwałcicieli Weinsteinów trzeba powsadzać do więzień! Natomiast warto też uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Niedawno pisała o tym w liście otwartym Catherine Deneuve.

Stwierdziła, że grozi nam absolutyzm purytanizmu, że niebawem strach się będzie uśmiechnąć, wykonać gest w kierunku kobiecych włosów, by nie być uznanym za agresora. Nie można przecież pozbawiać świata tego, co nazywamy flirtem, podbijaniem, walką o damskie względy. W końcu pierwszy krok do miłości zawsze polega na przełamywaniu lodów, przekraczaniu pewnej granicy prywatności. Jeśli to się nam zabierze, co pozostanie?

Spisanie kontraktu przed nawiązaniem znajomości.

Na waszym miejscu zacząłbym się bać.

ycipk-2iv5hv

Dlaczego na naszym?

Bo ja mam już te sprawy z głowy. Z racji wieku i szczęśliwego małżeństwa. Natomiast młodzi mężczyźni powinni tłumnie solidaryzować się z tym, o czym pisała Catherine.

Materiały prasowe
Podziel się

Media się na nią rzuciły…

ycipk-2iv5hv

Byłem wtedy w Paryżu i obserwowałem sprawę z bliska. Tak naprawdę poszło o to, że jedna z sygnatariuszek listu powiedziała w jakimś wywiadzie, że w czasie gwałtu można odczuwać rozkosz. No i się zaczęło! Prawdziwa nagonka. Catherine musiała się publicznie od tego odciąć. Napisała drugi list, wyjaśniający jej stanowisko. Opublikowano go w "Le Figaro".

Wytłumaczyła, że nie miała na myśli jakiejkolwiek taryfy ulgowej dla gwałcicieli i bandytów, a także tych, którzy biją oraz wykorzystują kobiety. Oczywiście jej słowa przeszły niemal bez echa. Dzisiaj najważniejsza jest sensacja, a nie to, co ktoś ma do powiedzenia... (Pojawia się pani Katarzyna).

KKS: Chciałam wam powiedzieć, że oczywiście wiedziałam, że dziś jest Międzynarodowy Dzień Mężczyzn. Z tej okazji mam dla was prezenty. Wszystkiego dobrego! (Wszyscy trzej dostajemy gustownie owinięte wstążką tubki żelu do mycia ciała i włosów).
AS: To jest właśnie moja żona! Cała Kasia. Jak jej nie kochać?
KKS: Idę po ciasto. Jakie lubicie? Sernik? Szarlotka?
AS: Kochanie, przed chwilą rozmawialiśmy o tym, że Catherine Deneuve zwróciła uwagę, że akcja #MeToo może doprowadzić do upadku sztuki uwodzenia...
KKS: Tobie to nie grozi, złotko.
AS: Coś ty taka miła?
KKS: Sernik zatem. Wkrótce wracam.

Powiedzmy sobie prawdę - nie jestem aniołkiem, panowie pewnie też nie. Mimo to nigdy w życiu nie uderzyłem kobiety, nie zgwałciłem, nie wykorzystałem, nie upokorzyłem, nie kupiłem - jeśli wiecie, co mam na myśli. A okazji nie brakowało! Kiedyś spałem w moskiewskim hotelu. O drugiej w nocy obudził mnie telefon. Przestraszony odebrałem i usłyszałem pytanie: "Diewoczku chocziesz?". Nigdy w życiu nie skorzystałem z czegoś takiego, ani nikomu czegoś takiego nie zafundowałem. Uważam to za obrzydliwe.

Natomiast czasem człowiek mógł wykonać jakiś niejednoznaczny gest. Czy dotknięcie włosów kobiety może być potraktowane jako napaść? Czy taka kobieta oznaczy potem swój profil #MeToo? Wszystko zależy od okoliczności i wrażliwości dwóch osób. Nie można popadać w paranoję. Gdzie jest granica, której przekraczać nie należy? Kto ją ustala? O tym właśnie chciała dyskutować Deneuve.

Wystąpiła zresztą w obronie swojego przyjaciela - dziennikarza, który w wyniku oskarżenia o napaść seksualną został wyeliminowany z życia zawodowego. A jego wina jest, zdaje się, mocno dyskusyjna. Takie mamy teraz czasy, że jednym fałszywym słowem można przekreślić czyjeś życie. Jeśli się nad tym nie zastanowimy, to pytam - kiedy w naszej kulturze zniknie zjawisko flirtu?

Zobacz też: TVP odpowiada Andrzejowi Sewerynowi po naszym tekście

"Flirt" to francuskie słowo?

Obstawiam, że tak, ale nie mam pewności. Sprawdźmy! Według Wikipedii: "Słowo flirt pochodzi od starofrancuskiego conter fleurette, co znaczy (próbować) kusić przez upuszczanie płatków kwiatów. Ale conter fleurette pojawia się w języku francuskim dopiero w XVII wieku, a słowo flirt w języku angielskim jest już w XVI wieku”.

Sypanie płatków kwiatów? Bardzo ciekawe. Ale coś mi się tutaj nie zgadza. "Conter" znaczy "opowiadać", a nie "upuszczać". Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem wiedzy, musimy uzyskać pełniejszą informację na ten temat. W takich sytuacjach zawsze dzwonię do Piotra Kamińskiego - pisarza, tłumacza, dziennikarza i krytyka muzycznego. To on napisał "Tysiąc i jedną operę", to on tłumaczył Szekspira... Nie udawajmy intelektualistów, zdajmy się na prawdziwego erudytę.

(Pan Andrzej sięga po telefon)

Piotrze! Dzień dobry! Mówi Andrzej Seweryn. Słuchaj, kochany, siedzimy u mnie w miłym towarzystwie i zastanawiamy się, skąd wzięło się w naszym języku słowo "flirt". Jaka jest jego etymologia? Wikipedia podaje jakieś bzdury, że wyraz ten pochodzi od "conter fleurette", co oznacza sypanie płatków kwiatów... Naprawdę? Czyli raczej skakanie z kwiatka na kwiatek - to by się zgadzało. Zapożyczenie z angielskiego? Czytaliśmy, że w Anglii "flirt" był spotykany już w XVI wieku. Bardzo ciekawe. Jesteś niezrównany, mój drogi. Serdecznie ci dziękujemy. Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Mężczyzny! Tak, o dziwo istnieje coś takiego. Odezwę się w wolnej chwili. Bądź zdrów!

(Odkłada telefon)

Mamy jasność: pierwotne znaczenie "flirtu" to "ruszać się", "być niestałym","biegać", "szukać", "węszyć". Do Francji słowo trafiło dopiero w połowie XIX wieku i to pewnie Francuzi połączyli je z kwiatami. W rezultacie powstało sformułowanie "skakać z kwiatka na kwiatek", czyli innymi słowy "wykonywać skoki na boki". Fascynujące, prawda?

Materiały prasowe
Podziel się

Od razu rodzi się pytanie o zjawisko, jakim jest tłumaczenie tekstów.

To problem, przed którym stawałem setki razy. Podobnie jak Jurek Radziwiłowicz, Wojciech Pszoniak, Jurek Stuhr i dziesiątki innych aktorów, grających nie tylko w języku ojczystym. Kiedy w polskim teatrze dostajesz rolę napisaną pierwotnie po francusku, to czasem czujesz, że w tłumaczeniu coś nie gra, czegoś nie rozumiesz.

Odwołujesz się wtedy do oryginału - szukasz w nim wyjaśnienia. I na odwrót - kiedy grałem po francusku role napisane w innych językach, wielokrotnie zdarzało mi się sprawdzać źródła. Nawet jeśli nie znałem oryginalnego języka, Francuzi bowiem słyną z genialnego modelu tłumaczenia słowa po słowie - "mot à mot".

To nie jest tłumaczenie poetyckie, natomiast dzięki temu wszystko staje się zrozumiałe. Można odkryć znaczenia zgubione w tłumaczeniu literackim. Kiedy pracowałem nad Antygoną Sofoklesa w tłumaczeniu Antoniego Libery, od czasu do czasu czegoś nie rozumiałem albo bywałem podejrzliwy co do niektórych fragmentów. Zaglądałem wtedy do tłumaczeń "mot à mot", w których zawsze znajdowałem wyjaśnienia. Mówiłem już panom, jak Jacques Lassalle pracował w Teatrze Polskim z tekstami Szekspira?

Nie. Było to jedno z naszych pytań: jak sobie radził, nie znając polskiego?

Miał przed sobą cztery teksty jednocześnie: angielski oryginał, tłumaczenie francuskie, polskie oraz tłumaczenie tekstu polskiego na francuski. Dodatkowo siedziało przy nim dwóch tłumaczy. Jeden przekazywał mu to, co mówiliśmy na scenie, a drugi tłumaczył wszystko, co Jacques kierował do nas. Kiedy Lassalle przerywał próbę z powodu wątpliwości co do tekstu, to zawsze miał rację. Dostrzegał błędy w tłumaczeniu lepiej niż ktokolwiek inny.

Posiadał niezwykłe umiejętności literackie. Potrafił się pięknie wypowiadać, jego sposób przekazywania różnych treści był fascynujący. Uwodził wszystkich swoim słownictwem, intonacją, cytatami, metaforami, skojarzeniami i odniesieniami. Był erudytą i fenomenalnym reżyserem. Zawsze starał się unikać oczywistości, szukając drugiego, trzeciego i czwartego dna. W związku z tym w jego spektaklach głupek stawał się ciekawszy od mędrca, który często okazywał się strasznym głupcem.

Ale nawet Lassalle na pewno miał styczność z tekstami nieprzetłumaczalnymi.

Oczywiście! Jak przetłumaczyć Witkacego? Albo Wyspiańskiego? Nie da się. Trzeba spłaszczać, uziemiać, pomijać ukryte znaczenia. Miałem kiedyś do czynienia ze świetnym tłumaczeniem Dziadów autorstwa profesora Michała Masłowskiego i jego przyjaciela Jacques’a Donguya. Wykonali fantastyczną robotę, ale nasi wspólni znajomi bardzo ją krytykowali.

Pytałem ich wtedy: "Umiecie lepiej? Przetłumaczcie sami". I któregoś razu Julka Juryś w jedną noc fenomenalnie przełożyła na francuski Wielką Improwizację. Kiedy potem starałem się zainteresować zespół Comédie-Française wystawieniem "Dziadów", prezentowałem im tekst Michała i Jacques’a oraz "Wielką Improwizację" w tłumaczeniu Julii. Do dziś ubolewam, że nic z tego nie wyszło. Wydaje mi się, że francuscy koledzy nie rozumieli tego tekstu. Być może "Dziady" należą do arcydzieł literatury, których po prostu nie da się przełożyć. Posłuchajcie panowie, jak to brzmi:

"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie?". A teraz po francusku: "Partout le silence, partout l’obscurité. Que va-t-il se passer, que va-t-il se passer?". Słowa oddają treść, ale zupełnie nie oddają znaczenia. Gdzie ta melodia?

W drugą stronę też to działa.

Jasne, że tak. Znam wybitne teksty francuskie, które po przetłumaczeniu tracą cały swój czar. Przypomniały mi się właśnie dwa przedstawienia w Comédie-Française w ramach kabaretu erotycznego. Odkryłem wtedy kompletnie nieznany mi świat. Bogactwo francuskiego języka erotycznego bardzo zaskakuje Polaków. Większość wyrażeń nie przystaje do naszej świadomości erotycznej i przez to jest nieprzetłumaczalna.

Po prostu nie mamy w polskich zasobach leksykalnych odpowiednich zamienników. Posługujemy się raczej wulgarnym, brutalnym językiem erotycznym: "pier...", "ruch...", "jeb...". Subtelnych słów opisujących seks bardzo nam brakuje. Tymczasem Francuzi mają ich dziesiątki. I wcale nie jest tak, że większość z nich to wulgaryzmy.

Zobacz też: TVP cenzuruje program Andrzeja Seweryna: tego gościa nie zaprosisz!

Pan te słowa znał czy dowiedział się o ich istnieniu dopiero w trakcie kabaretów?

Oczywiście, że nie znałem. Ucząc się ich, otwierałem oczy ze zdumienia.

Co o nas mówi to, że mamy taki ubogi język erotyczny?

Przede wszystkim, nie róbmy z tego narodowego dramatu. Po prostu pewna sfera życia jest u nas opisywana i formułowana inaczej. A może chodzi o to, że przez stulecia seks był tematem przemilczanym, choć - o ile mi wiadomo - praktykowanym. Jakoś się jednak mnożymy, prawda?

W mojej pysze i zarozumiałości zawsze miałem średnio słuszne przekonanie, że mogłem pomóc swoim dzieciom przed pierwszymi przygodami erotycznymi. A jeżeli nie pomóc, to przynajmniej wzbogacić ich świadomość poprzez moją świadomość. Nie twierdzę, że naprowadziłbym młodych ludzi na lepsze tory, coś zmienił lub do czegoś przekonał. Po prostu uważam, że wzmocniłbym ich dzięki własnym doświadczeniom. Podsumowując, szkoda, że nie przyszli ze mną pogadać.

Rojst Materiały prasowe
Podziel się

A pan gadał ze swoją mamą?

A gdzie tam! Dajcie spokój (śmiech). Wracając do erotycznego języka polskiego, to może gdyby przyjrzeć się słowom Reja, Kochanowskiego, a nawet biskupa Krasickiego, udałoby się odnaleźć pewne opisy życia intymnego, które dzisiaj okazałyby się dla nas inspirujące. Niewykluczone, że język polski na tyle zdominowała wykładnia Kościoła katolickiego, że leksykalna erotyka po prostu z tego języka wyparowała.

Kolejną prawdopodobną przyczyną zubożenia w tym względzie jest nasza bezustanna walka o niepodległość, która zawsze określała i tworzyła polską sztukę, a literaturę w szczególności. Cały czas mieliśmy ważniejsze sprawy na głowie niż delektowanie się sztuką erotyczną. Szalenie ciekawy temat, wart zbadania. Problem godny co najmniej pracy doktorskiej.

"Seks a sprawa polska”.

Coś w tym jest. Erotyka jest też ważną częścią kultury. Naprawdę można żałować, że w tej dziedzinie my — Polacy nie jesteśmy ciekawsi. To nie błahostka. Sztuka jest ważna, bo nas określa i buduje, ta erotyczna także.

Tylko jak wcisnąć tę agendę pomiędzy lepszy i gorszy sort?

Otóż to! Trafiliście panowie w sedno. Naszą narodową kochanką jest oskarżenie o zdradę. Wzajemne wyzwiska i przypisywanie najgorszych politycznych intencji. Ja jestem emerytowanym zbawcą narodu, a ty dowodzisz targowicą! Nie ma nic pomiędzy. My stoimy w prawdzie, wy służycie obcym interesom.

My bronimy niepodległości, wy sprzedajcie ojczyznę. W takim dyskursie, który toczy się w Polsce od ponad dwustu lat, nie ma miejsca na subtelności. Dlatego jesteśmy i działamy razem tylko wtedy, kiedy mamy wspólnego wroga. Wówczas potrafimy się zjednoczyć jak nikt inny.

A zjednoczeni Polacy walczą widowiskowo i wspaniale, być może najpiękniej na świecie. I taka też jest nasza literatura - osiąga najwyższe loty, kiedy walczy o sprawę narodową. Niemal cały polski romantyzm opiera się właśnie na tym. Nie da się zrozumieć Polaków bez znajomości Pana Tadeusza, Dziadów, Kordiana czy Konrada Wallenroda. Powiecie zaraz, że są odstępstwa od tej zasady. Oczywiście geniusz Gombrowicz i geniusz Mrożek - wyjątki potwierdzające regułę.

Nasi dwaj najbardziej uniwersalni wieszczowie.

Bo opowiadają o kondycji człowieka po prostu, nie ograniczając jej do kwestii narodowej. Dlatego ich dramaty wystawia się na całym świecie, są zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną, a nie tylko na Krakowskim Przedmieściu.

À propos, dzisiaj kolejna miesięcznica.

Dobre! Proszę zobaczyć, jak słowa co miesiąc wyrzucane w tłum z wysokości małej drabinki kształtują nasz dyskurs i polską rzeczywistość. To jest niebywałe.

Drabinka stoi przez Pałacem Prezydenckim, czyli raptem parędziesiąt metrów od pomnika Mickiewicza. Kręcimy się w kółko?

Nie da się ukryć, że widmo Marca ’68 powraca. Oczywiście nie wprost i nie na tę skalę, ale duch tamtych lat wyraźnie unosi się w powietrzu. Władzy nie podobają się niektóre przedstawienia teatralne, władza wymienia dy- rektorów teatrów, których władza nie lubi. Przyzwala za to na rasistowskie hasła podczas Marszu Niepodległości, poklepuje po plecach pseudokibiców, nazywając ich patriotami...

(Wchodzi pani Katarzyna).

KKS: Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, moi chłopcy. Andrzeju, pokroisz ciasto?
AS: Oczywiście.
(Pan Andrzej zaczyna kroić sernik)
KKS: Ale nie łopatką!! Po tobie można się naprawdę wszystkiego spodziewać. Pamiętam, jak podałeś panom wodę w garnkach…
AS: To były pucharki do lodów! Gdybyś nie zwróciła uwagi, że to nie są szklanki, nikt by się nie zorientował. Racja? Trudno zaprzeczyć.
KKS: Mężczyźni są niereformowalni. Należałoby wam zabrać to święto.
AS: Ale sernik może zostać?
KKS: W drodze wyjątku. Smacznego.

(Następuje 10 minut przerwy na konsumpcję prezentu)

Byliśmy przy polityce. Może powinien pan w końcu wziąć sprawy w swoje ręce?

Nigdy w życiu. Nie przyjąłbym żadnej propozycji politycznej.

Byłby pan świetnym senatorem. Izba refleksji, te sprawy…

Panowie! Przywołuję was do porządku. Jesteście w moim domu, miejcie trochę przyzwoitości!

Trudno uwierzyć, że politycy nigdy nie chcieli się posłużyć pana pozycją i sławą.

W latach dziewięćdziesiątych miałem propozycję, żeby zostać ministrem kultury (śmiech). Odpowiedziałem, że po moim trupie.

Komu pan odpowiedział? I w jakich okolicznościach?

Zostawmy to. Naprawdę. Proszę następne pytanie.

Materiały prasowe
Podziel się

(...)

Zagrałby pan rolę prezesa Kaczyńskiego?

Gdyby była dobrze napisana? Oczywiście! Z wielką chęcią. To bardzo ciekawa, intrygująca postać, olbrzymie wyzwanie aktorskie. Szczerze żałuję, że nie będzie mi ono dane. Jestem tego pewien tak samo, jak tego, że film o prezesie prędzej czy później na pewno powstanie.

Jeśli zgrupowani po prawej stronie wszelkiego rodzaju Pawliccy, Karnowscy, Kurscy lub Wildsteinowie nie zrobią filmu o Jarosławie, a właściwie o Jarosławie i Lechu, to znaczy, że są słabiakami. I tylko w niewielkim stopniu usprawiedliwi ich obawa "czy aby prezes się zgodzi". Moim zdaniem film pod roboczym tytułem "Bracia” jest powinnością apologetów "dobrej zmiany". Historia - jakżeby inaczej - zaczynałaby się na Żoliborzu...

Oczami wyobraźni widzimy, jak w tle przemazuje się postać młodego Seweryna.

Dlaczego przemazuje? To mogłaby być całkiem ciekawa figura, mocny drugi plan (śmiech).

Kto by pana zagrał? Michał Żebrowski?

Wspaniale.

Reżyseria?

Gdyby nas nie opuścił, to oczywiście geniusz Wajda.

Pamięta pan, jak zachował się prezes Kaczyński, kiedy Sejm minutą ciszy oddawał hołd zmarłemu Andrzejowi Wajdzie?

No comment. Wstydziłem się za tego pana. Nie mam słów, żeby to opisać. Powiedzieć, że był to brak klasy, to nic nie powiedzieć. Obrzydliwość.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2iv5hv

ycipk-2iv5hv
ycipk-2iv5hv