Trwa ładowanie...
d4lu2hj

Andrzej Saramonowicz: kocham Polskę. Ale dzieje się bardzo niedobrze

Chciałem pokazać Polakom, że zajmując się tylko i wyłącznie własnym życiem, nie widzą, że ich kraj zamienia się – za sprawą działań nieodpowiedzialnych polityków i uprawianej przez nich najprymitywniejszej propagandy - w karykaturę - mówi w rozmowie z WP.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Andrzej Saramonowicz
Andrzej Saramonowicz (Materiały prasowe)
d4lu2hj

Andrzej Saramonowicz, autor „Testosteronu” i „Lejdis” wydawał właśnie nową powieść „Pokraj”. To komedia o fikcyjnym państwie, które zdaje się dość mocno przypominać Polskę i podobieństwo nie jest, rzecz jasna, przypadkowe.

Maciej Kowalski: Od dłuższego czasu często zabiera pan publicznie głos w sprawach politycznych, wypowiadając się bardzo krytycznie na temat tego, co się dziś dzieje w Polsce. Dlaczego pan to robi? Dlaczego uważa pan, że trzeba to dziś robić?

Andrzej Saramonowicz: Dziś znany jestem przede wszystkim jako reżyser i pisarz, ale zaczynałem od dziennikarstwa i ciągle tkwi we mnie mocno temperament publicystyczny. Ale jest też ważniejszy powód. Zabieram głos w sprawach kraju dotyczących polityki, życia społecznego i kulturalnego, bo jestem patriotą. Więcej nawet – jestem entuzjastą Polski, kocham ją i życzę jej jak najlepiej i cierpię, kiedy dzieją się w niej rzeczy niedobre. A dziś dzieje się bardzo niedobrze. Obecna władza jątrzy i napuszcza na siebie Polaków, niszczy fundamenty i instytucje państwa oraz odcina nas od związków z cywilizacją, kulturą i tradycją demokratyczną Europy. Te umysłowo-duchowo-instytucjonalne spustoszenia mają destrukcyjny wpływ nie tylko na życie Polaków współczesnych, ale będą też miały wpływ na życie przyszłych pokoleń. W takiej sytuacji nie można milczeć. Czułbym się podle, milcząc dla własnych korzyści i tylko po to, żeby uniknąć nieprzyjemności.

Polska East News
Polska

Ma pan jakieś nieprzyjemności z powodu zabierania głosu na tematy polityczne?

Owszem, jestem dziś jawnie sekowany. Nie mam najmniejszych szans na uzyskanie wsparcia PISF-u na jakikolwiek mój projekt filmowy, nie mogę liczyć na żadne środki z Instytutu Książki na swoje przedsięwzięcia literackie. Czasami to przybiera wręcz formę groteski, niedawno miałem wystąpić w TVP, by opowiedzieć o kampanii społecznej „Kocham. Szanuję”, czyli o tym, by sprzeciwiać się przemocy domowej wobec kobiet. Wydawałoby się, że temat potrzebny, ale jakiś oportunista uznał, że może dostać burę od szefów, kiedy moja twarz się pojawi w TVP i dał sygnał organizatorom akcji, że Saramonowicz jednak jest be. Rewolucja, która promuje miernych, ale wiernych - a to jest praktyczny i jedyny sens tzw. dobrej zmiany - wymaga nawet od ludzi na niskich szczebelkach władzy tzw. czujności. I z tego, a nie z kompetencji ci ludzie są rozliczani.
Ale mnie to w ogóle nie rusza, bo w mediach społecznościowych jestem codziennie czytany przez dziesiątki tysięcy ludzi. *Więc mimo wysiłków ze strony wielu podnóżków obecnej władzy, nie da się mojego głosu tak łatwo wyciszyć. *

Andrzej Saramonowicz East News
Andrzej Saramonowicz

Czy pana najnowsza książka, powieść „Pokraj”, jest w jakimś sposób uzupełnieniem czy przedłużeniem pana internetowej publicystyki?

d4lu2hj

Tytuł książki jest nazwą państwa, w której dzieje się akcja. Nigdzie w tekście nie pada słowo Polska ani Polacy, ale oczywiście zmyślni czytelnicy, a na takich liczę, bez trudu znajdą liczne i znaczące korelacje między Pokrajem a Polską. Czy ta książka jest publicystyczna? Nie. To klasyczna powieść przygodowa z wielopiętrową intrygą. Bardzo pilnowałem, by historia, którą opisuję, nie szła w kierunku żartu kabaretowego. Ja w literaturze nie znoszę kabareciarstwa. Więc gdybym miał „Pokraj” umieścić na płaszczyźnie literackiej, powiedziałbym, że moimi wzorami byli trzej polscy pisarze, których mottami opatrzyłem swoją książkę: Witold Gombrowicz, Stanisław Ignacy Witkiewicz i Edmund Niziurski. Wiem, że ten zestaw wygląda osobliwie, ale w „Pokraju” usiłuję łączyć ducha każdego z tych trzech wspaniałych autorów.

Skąd wzięła się pana miłość i szacunek właśnie do tych pisarzy?

Jak duża część mojego pokolenia wychowałem się w dzieciństwie na książkach Edmunda Niziurskiego. I z miłości do nich postanowiłem napisać książkę trochę w manierze „Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa”, tylko że dla dorosłych. Mój „Pokraj” to takie trochę niewiarygodne przygody inżyniera Rawy (czyli głównego bohatera), z których bawię się charakterystycznymi elementami pisarstwa Niziurskiego: specyficzną konstrukcją narracyjną, językiem i sarkastycznym, bardzo specyficznym dla Niziurskiego żartem. Ale „Pokraj” to coś więcej niż „przygodówka” do śmiechu. Jego bohaterowie, uwikłani w galopadę zabawnych i w jakiś sposób idiotycznych przygód, nie widzą tego, jak karykaturalny stał się świat wokół nich. Chciałem pokazać Polakom, że zajmując się tylko i wyłącznie własnym życiem, nie widzą, że ich kraj zamienia się – za sprawą działań nieodpowiedzialnych polityków i uprawianej przez nich najprymitywniejszej propagandy - w karykaturę. PiS każe się Polsce odbijać w tak krzywym zwierciadle, że zmienia ją w Pokraj. A Polaków w Pokrajaków. Więc kiedy to w mojej powieści zaczynam pokazywać, odchodzę od światów Niziurskiego i trafiam w rejony, w jakich o nas i o naszym kraju pisali Gombrowicz i Witkacy.

Jarosław Kaczyński PAP
Jarosław Kaczyński

Widać to m.in. na płaszczyźnie języka pana powieści, który jest bardzo specyficzny. Jak powstawała ta warstwa pana nowej prozy?

Rzeczywiście, język pełni w „Pokraju” niezwykle ważną funkcję. Powiedziałbym wręcz, że jest jednym z bohaterów mojej powieści. Od początku był dla mnie niezwykle istotny i poświęciłem mu mnóstwo czasu, wertując internet i stare, zapomniane już dziś słowniki. Jest więc bardzo bogaty i garściami czerpie z wszystkich tradycji polszczyzny, zarówno dawnej jak i bardzo współczesnej, slangowej. Jego zadaniem jest nie tylko nieść treść historii, ale bawić czytelnika formą. Starałem się przy użyciu polszczyzny stworzyć język pokrajski, charakterystyczny dla państwa, w którym akcja się toczy. Pokazać, jak często jesteśmy (za sprawę języka używanego bez świadomości, jak mówimy i „kim” mówimy) mentalnie uwikłani w przeszłość i zagubieni w historycznych mitach. Ale też bardzo mi zależało, by powiedzieć, że polskość to nie prostacka propaganda tej czy innej formacji politycznej oraz tatuaż z Polską Walczącą na przedramieniu czy łydce. Polskość jest w bogactwie polskiego języka i polskiej kultury. I nie ten jest Polakiem, kto najgłośniej o Polsce krzyczy, ale ten, co czyta i zna Mickiewicza, Miłosza, Szymborską, Herberta, Wajdę, Hasa, Chopina, Szymanowskiego, Pendereckiego oraz twórczość wielu, wielu innych artystów, zarówno minionych, jak i współczesnych. I kto obcuje z nimi na co dzień. Nie można być Polakiem, znając tylko karykaturę polskiej kultury czy historii. A dziś państwowa propaganda sprzedaje wyłącznie karykaturę tychże i na podstawie znajomości owych wykrzywionych odbić daje stemple tzw. prawdziwego Polaka. *Uważam to za hańbę dzisiejszej klasy politycznej w Polsce. *

PAP

Karykaturalny wymiar rzeczywistości i nawiązania do Gombrowicza i Witkacego przenoszą punkt odniesienia w czasy II Rzeczpospolitej. To też ważny element wielu dzisiejszych analiz politycznych, porównujących współczesną Polskę do Polski międzywojennej. Czy pan też widzi takie analogie?

Owszem, budując swoją wizję Polski „jedynej” Jarosław Kaczyński i jego partia musieli się w warstwie propagandowej odciąć od wszystkiego, co jest PRL-em. Oczywiście, w jakiś sposób robiły to wszystkie rządy solidarnościowe po 1989 roku, a nawet SLD, ale obecna władza doprowadziła takie myślenie właściwie do absurdu, budując wizję, że w tamtym czasie „nie było Polski”. I tę pustkę trzeba czymś zastąpić, a do tego idealnie nadaje się zmitologizowana, zideologizowana i nieprawdziwa wersja II Rzeczpospolitej. Karykatura właśnie. Ona idealnie trafia do wyobraźni wszystkich, którzy na wyrobione na siłkach klaty wciągają koszulki z symbolami Powstania Warszawskiego, ale jak ich zapytać, kiedy wybuchło, ile trwało i by podali kilka faktów historycznych dotyczących powstania, to nie mają o tym pojęcia. I to właśnie w „Pokraju” drwię – z głupoty ludzi, którym się wydaje, że wiedzą, a nic nie wiedzą. I drwię też z tego prostackiego otorbiania się wielu Polaków w niewiedzy i czerpania siły z zabobonów, banialuk i fałszywych mitów. „Pokrój” staje się więc nie tyle powieścią o konkretnej Polsce PiS-owskiej, ale opisem tych wszystkich polskich słabości, wynikających z potrzeby samooszukiwania się, które wciąż powracają. Opisem polskich matriksów. To suma wszystkich przekłamanych Polsk: współczesnej, komunistycznej, sanacyjnej, tej z czasów zaborów, a nawet Polski sarmackiej.
Rozmawiał Maciej Kowalski

Materiały prasowe

Zobacz także:

d4lu2hj

Podziel się opinią

Share

d4lu2hj

d4lu2hj