Amok
21. Kim on był?
W bujanym fotelu do umierania, który sprawiłem sobie nie tak dawno, w posprzątanym jak nigdy dotąd mieszkaniu, relaksowałem się, popijając black russian. Trochę przesadziłem z likierem, o najpiękniejszej wśród likierów nazwie, ale i tak mi smakowało.
Wspominałem ostatnią wizytę Igora, mojego rosyjskiego przyjaciela, jego konsternację, gdy odkryłem, że nosił pod spodniami damskie rajstopy, jego niesamowite poczucie humoru, które udzielało się zawsze wszystkim biesiadnikom i stalowoszare oczy, zawierające w sobie całą prawdę o nim samym. O szarym życiu, które pędził wśród szarych moskiewskich blokowisk i nierdzewnych postanowieniach.
Moi wszyscy znajomi go uwielbiali. Kamil, który z okazji jego wizyty zerwał się nawet na jakiś czas z elektronicznego łańcucha infostrady pędzących bitów, Leonardo, który obiecał, że coś mu nawet wyda, Margot, której Igor odmówił, a także Richard, nowo narodzony cynik. Gdybym nie zaszlachtował Mary, ona również kochałaby go.
Wykłady, które Igor dawał na zaproszenie Collčge de France, a o które zabiegałem przecież z całych moich sił, wykorzystując wszystkie możliwe znajomości, przyciągały rzesze studentów, gdyż miał niesamowity dar mowy. Francuskim władał tak dobrze, jak butelką wódki, i nigdy nie zrozumiem, dlaczego konsekwentnie odmawiał przyjęcia stałej posady w Paryżu. Na pewno nie chodziło o jego rodzinę. Mógł przecież śmiało przeprowadzić się z żoną i synem.
To był jakiś bezprecedensowy słowiański upór, pozbawiony zdroworozsądkowej racji. Jakaś tania duma. Jakaś nieuzasadniona bojaźń. Jakaś niemożność odrzucenia przyzwyczajeń. Niemoc jednym słowem, o którą ciężko byłoby go posądzić, znając jego śmiałe, nieprzewidywalne i spontaniczne posunięcia na innym polu. Ta postawa jest odbiciem jego podejścia do hazardu. Gra przecież namiętnie, a nie ma najmniejszej nadziei na wygraną.
Kiedyś nawet pokłóciliśmy się przecież o to. Wydawać by się mogło, że wszystko, co tam ma poupychane na pięćdziesięciu dwóch metrach kwadratowych moskiewskiego apartamentu, mógłby zamknąć jednym zamaszystym ruchem ręki, odrobiną atramentu, długości pokręconej linii jego podpisu. Jednak nigdy do tego nie dojdzie. Choć mogę się mylić w tym względzie tak, jak ktoś uznający za prawdziwy przesąd, że północ wyznacza połowę nocy. Zastanawiam się nad jego zagadką: kim był jednooki wśród ślepców?
Za oknem padał deszcz i gdybym tylko chciał, mógłbym go zamienić na krople krwi tak ciężkie, że wygładziłyby wszystkie ostre krawędzie chodników. Po kilku dniach znaleźliby w kłębach kurzu kilkaset zmiażdżonych głów z wyschniętymi włosami. Dzisiaj zaczaruję go jednak inaczej.
Najpierw czytanie po raz kolejny mojej ulubionej książki. Symfonia ogniw najdoskonalszego łańcucha zdań! Dobry tekst to właśnie łańcuch tak mocny, że utrzymuje całe rzesze czytelników, że można za jego pomocą pociągnąć najcięższą prawdę i największe kłamstwo. Łańcuch długi na tyle, aby dać swobodę interpretacji i krótki na tyle, aby nie pozwolić na pogryzienie będącego w pobliżu sensu. Czytelnik przykuty do niego na długie godziny nie odczuwa dyskomfortu. I najważniejsze! To łańcuch nierdzewny!
Ale nie wszystkie noce lubią teksty. Przestałem czytać po kilku drinkach. Mrok za oknem wślizgiwał się w rozświetlone latarniami, neonami i reflektorami samochodów arterie, jakby drwiąc z tych elektrycznych wynalazków. On jest nie do pokonania. One bez niego nie istnieją.
Zadzwoniłem do Katji, a następnie starannie dobrałem atłasową koszulę do nowej marynarki ze skóry węża, uszytej niedawno na zamówienie i za jej namową. Jestem ostatnio bardzo trendy, choć w gruncie rzeczy na co dzień nie przywiązuję specjalnej wagi do tego, jak się ubieram. Jedyne, z czego naprawdę nigdy nie zrezygnuję, to moje schodzone skórzane spodnie, barbarzyński fetysz odmienności i mocne buty. Też mi coś. Przypominają. Mój pijany poemat toyota land cruiser prado przeczytały po kilkunastu minutach wszystkie znaki drogowe, którym go zaprezentowałem w wersji bardzo pośpiesznej. Ostatnia tablica z napisem Rue Monet 29/29 była podekscytowana najbardziej. Spodobał jej się.
Dotarłem do celu, ale zastanawiałem się, czy nie jest aby za późno na bankiet, na który chciałem ją zabrać. Przecież to jest już pora, o której najwspanialej pachnie świeży, jeszcze gorący chleb z tej małej, słynnej w całej dzielnicy piekarni, prowadzonej przez stare dobre małżeństwo. On wypieka w nocy, a ona sprzedaje w dzień. Nic dziwnego, że przez trzydzieści lat nie udało im się spłodzić godnego następcy. Majątek tego, który prowadził trzydziestoletnie wojny, też bynajmniej nie był dziedziczony przez syna cesarza. Ale i tak do końca świata będą się rodzić ci, którzy będą walczyć, jak i ci, którzy będą wypiekać chleb. Reszta po nich posprząta.
Zdecydowałem jednak, że zaryzykuję. Zadzwoniłem, wszedłem, zapukałem, wszedłem. Przywitał mnie łagodny pies, grzeczny i uprzejmy jak Koreańczyk. Przy okazji poznałem też, niestety, jej matkę. Pomimo że Katja miała jedne z najbardziej obłych mleczarni, jakie udało mi się w życiu ugniatać, to w pamięci pozostał mi również nędzny obraz jej rodzicielki. Aż trudno uwierzyć, że Katja też będzie kiedyś zahaczać sutkami o agatowe oczko pępkowego kolczyka, o ile nie będzie nosić swych zwiędłych warzyw na plecach.
Prawdą jest, że ma jeszcze na to sporo czasu. Jej matka jest bowiem równie stara, co szpetna, i choć wydawać by się mogło, że takie osobniki noszą przy sobie starożytne dowody tożsamości w kształcie glinianej tabliczki, zapisanej wymyślnym pismem obrazkowym, to w tym przypadku było to niemożliwe. Nie ma takiej kreski, która potrafiłaby oddać brzydotę tego upiora. Nie ma takiej gliny, która by chciała do niej należeć. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedyś wymiona Katji będą w tak samo opłakanym stanie, jak dla jej prawnuków, sfatygowane plastykowe ID.
Chciałbym obejrzeć kiedyś na zwolnionych obrotach tę przemianę, która dokonuje się z powodu czasu szydercy, gdyż ciężko mi sobie wyobrazić, że to wspaniałe fuck body, które zabieram dzisiaj na bankiet, kiedyś będzie takim samym workiem zgryzot i wyblakłych wspomnień. Denerwowałem się, gdy stara zaczęła swe opowieści, podczas gdy Katja podmywała cipę i opinała się cudowną suknią. Były długie, szare i beznamiętne, niczym przeterminowana rolka papieru toaletowego wyprodukowanego z surowców wtórnych. W końcu jednak udało mi się wyszarpać jej córkę z domu i sprawić, że przez kilka następnych chwil będzie moja! I chociaż zapamięta do końca życia tych kilka erupcji, które nią wstrząsną, to mnie uda się zapomnieć o niej tak szybko, jak zapomina się o matematyce dyskretnej. Zaraz po przestudiowaniu!
Przybyliśmy na bankiet mocno spóźnieni. Czasami jednak jest to nawet w dobrym tonie. Robisz wrażenie takiego, któremu bardzo zależało na spotkaniu z przybyłymi gośćmi, ale z powodu natłoku obowiązków, nawału pracy, nie byłeś w stanie przybyć na czas. Wypada nawet ponarzekać, że w sumie to się poświęcasz albo że aż tak bardzo cenisz tu obecnych, iż nie mogłeś nie wziąć udziału w imprezie. Ludzie po kilku głębszych drinkach zawsze są zadowoleni z napływu świeżej krwi. Grałem wedle tego założenia. Skutkowało.
Znowu wóda, która zdążyła wcześniej zarzucić na siebie szronową sukienkę. Rozgrzewając się, powoli zsuwała ją ze swych obłych kształtów, aby wodzić mnie na pokuszenie, aby tym striptizem zaprosić mnie do figli, aby nie pozwolić mi jej nie użyć. Nie odmówiłem sobie. Nie odmówiłem jej.
Buszowaliśmy w wypełnionych po brzegi półmiskach i salaterkach, napełniając żołądki bankietową paszą. Katja kreowała chaotyczne kompozycje żarcia na moim talerzu, dokładając co chwilę jakiś kawał padliny, jakiś fragment spreparowanego ścierwa albo sałatkowy miszmasz. Piliśmy w szybkim tempie i to nie dlatego, że chcieliśmy nadrobić zaległości. Nigdy nie potrafię spokojnie dozować darmowego alkoholu. Poza tym zaczęto się do nas przymilać tak nachalnie, że nie zniósłbym tego na trzeźwo. Ona również.
Jest trochę wyalienowana i często uwala się sporymi ilościami mocnych alkoholi albo, co gorsza, wcale częstym przypalaniem szkła. Jej świat jest w kolorze brown. Zna również herę i jej przyjaciółki, z powodu których musiała czasami zasłaniać długimi spodniami maleńkie blizny na łydce. Na całe szczęście nie jest jeszcze uzależniona od długich spodni. Nie ingeruję w jej upodobania, wychodząc z założenia, że samo życie będzie je weryfikować. Wszak to byt kształtuje świadomość, a nie szuwaksik.
Na imprezie był również Leonardo ze swoją wiecznie pijaną żoną, której nie używałem od dawna. W zasadzie to ona używała mnie czasami. Tokował jednak zawzięcie z kilkoma grubasami i wiedziałem, że muszę poczekać na stosowny moment, aby zamienić z nim kilka słów. Spojrzał na mnie przez chwilę, rozdziawił zdziwione usta, chyba z powodu tego, jak wyglądałem, a może z powodu ślicznej Katji, mrugnął porozumiewawczo i skinął głową, aby mnie przywitać i dać do zrozumienia, że w tym momencie był zajęty. Wiem, że bawił się świetnie, bo on przepada za takimi bankietami. Zarabia dzięki nim więcej niż na jakiejkolwiek akcji marketingowej. Zlecenia lubią się upijać.
Katja błyszczała w tym towarzystwie. Była chyba najmłodsza i rzeczywiście pięknie prezentowała się w ciemnogranatowej sukni, uwodzicielsko odsłaniającej wszystko, co powinno być odsłonięte. Orientalny tatuaż na prawej łopatce, opalona i dobrze odżywiona skóra, smukłe wrzeciona elastycznych mięśni uczepionych kostnej konstrukcji. Bez przerwy dostrzegałem facetów, którzy zawieszali na niej wzrok o odrobinę za długo, niż wypadałoby. Sprawiało mi to nawet przyjemność. Pozwoliłem jej na samodzielne, swobodne pląsy wśród zebranego towarzystwa. Nie musiałem wysłuchiwać po raz kolejny tych naiwnych i opowiadanych z dziewczęcym jeszcze przejęciem historii o jej najnowszych projektach plastycznych. Mierzi mnie to, bo nie mam najmniejszego pojęcia o tych olejnych plamach, którymi zachwyca się snobistyczna elita. Katja właśnie wchodziła w to gówno z rozpędem, z jakim kiedyś wlazł w nie Frogy. Do tej pory się z tego nie wygrzebał.
Jej ciało jeszcze było świeże i jakby w ogóle nietknięte dekadenckim stylem życia, które wiodła, tymi używkami najstarszych szamanów i wynalazkami domorosłych chemików, dzięki którym pokonywała nudę, samotność, odrzucenie, smutek, apatię, niepowodzenia, za pomocą których starała się pozyskiwać inspiracje i zajawkę głębszych doznań, przez które być może stała się tym, kim jest, intrygującą młodą kobietą z aurą autodestrukcjych doświadczeń, a które być może zamienią ją kiedyś w wysuszony worek nic niewartych, zakażonych kości, poniewierających się po najciemniejszych ulicach. Zaczęła z tym, gdy była nieletnia, jak deszczowe lato. W scenariuszu jest jednak miejsce zarówno na autozamach, jak i na autoekspiację, z tym że on się na razie pisze i niełatwo jest przewidzieć zakończenie. Zanosi się interesująco, ale nic nie jest przesądzone. Zleceniodawcą nie jest wszak Hollywood.
Uwolniony od jej balastu zauważyłem, że rzucam się bardzo w oczy w tej mojej marynarce. Goście, którzy spoglądali na mnie ukradkiem, nie potrafili jednak zdobyć się nawet na ironiczny uśmiech, którym ja na pewno poczęstowałbym kogoś przebranego tak, jak ja. Wybałuszali oczy ze zdziwienia, jak można nosić na grzbiecie coś takiego, i jedynym usprawiedliwieniem było to, że pokazałem się publicznie ze wschodzącą gwiazdą malarzy młodego pokolenia szkoły Broc's Cabin. Wiem, że Katja była zachwycona tym spektaklem, bo przecież to ona wskazała mi odpowiedniego krawca i wybrała drogą, jak Trzecia Rzesza dla nazisty, gadzią powłokę, którą własnoręcznie skroiła w szykowne, aczkolwiek ekscentryczne odzienie. Już nie pamiętam, z jakiego gatunku gada pochodziła ta łuska, ale z pewnością wielkiego.
Wstąpiłem za potrzebą do kibla, w którym jakiś jegomość, zgięty nad sedesem z takim wdziękiem, jakby trenował nadstawianie dupy w szaletach przez lata, rzygał. Nie miał żadnych torsji, nie trzęsło nim jak opinią publiczną po premierze Amoka, a wiadro pomyj, którymi zalał wykafelkowaną ścianę, wykafelkowaną posadzkę i wypastowane buty, wyskoczyło z jego żołądka zgrabnie jak zwinna ryba z wody. Plusk. I po wszystkim.
- Ja bardzo prze... przepraszam, ale coś mi tak zaszkodziło, że nie... nie wiem już, kim i czym jestem - czkając, próbował mi coś wytłumaczyć.
- Ależ nie ma sprawy! Nikt tego nie wie - odrzekłem, bo przecież jestem w pełni świadomy tego, że właśnie na tym polega fenomen ludzkiego rozumu, że nikt nie wie do końca, kim i czym jest, ale też przynajmniej wie, że tego nie wie. Choćby i był pijany.
- Chyba ma... ma pan rację - odpowiedział.
- Może niech się pan napije ciepłej herbaty. Czasami pomaga - poradziłem, chociaż dobrze wiedziałem, że tak proste zabiegi nie są w stanie za bardzo pomóc, nie są w stanie zmienić przebiegu zdarzeń. Nadzieje Deweya też legły w gruzach, gdy okazało się, że piśmienny elektorat daje się w pewnych krajach, równie dobrze jak niepiśmienny, nabierać na sztuczki politycznego marketingu, ażeby pozwolić na wybranie takiego dzikusa jak Bush na tak zwaną głowę państwa, i to w Dzień Świra.
Gdy wróciłem na salony, ujrzałem Katję w towarzystwie dwóch zaszpachlowanych na gładko, podstarzałych kobiet, tak wystrojonych, że nie nadawałyby się nawet na pucybuta i jego pomocnika. Uśmiechały się do siebie i dyskutowały zawzięcie, nieznacznie tylko gestykulując. I to nie z powodu kielichów pełnych szampana, które trzymały w dłoniach. Skądś musiały wiedzieć, że nie wypada. Przynajmniej takim, jak one.
Dałem ukradkiem znak Katji żeby wróciła do mnie, bo chciałem już stąd wyjść. Nie musiałem czekać na ostatni gwizdek, a zmęczyło mnie już to zebranie. Wystarczyło mi, że się pokazałem. Katja posłusznie dokończyła dość szybko prowadzoną rozmowę i zbliżyła się do mnie, całując mnie w policzek i niebezpiecznie się przytulając.
- Sprzedałam - powiedziała.
- Gratuluję! - odrzekłem, bo cieszyłem się szczerze.
Wszystko zatem, co było do zrobienia, już dokonaliśmy. Widziano nas, nażarliśmy się, upiliśmy i zamienili kilka przypadkowych zdań z przypadkowymi ludźmi. Z Leonardem nie musiałem dzisiaj rozmawiać, bo przecież mamy ku temu wiele lepszych okazji. I dobrze się stało, że te dwie podrasowane, jak silniki sportowych samochodów, kobiety zamówiły u Katji duże olejne płótna do salonów wyłożonych marmurowymi płytami. Nietanio sprzeda nadmetraż swojej wyobraźni.
W końcu zostaliśmy sami. Zamówiłem dwie taksówki, gdyż byłem tak pijany, że musiałem powierzyć mój wóz kierowcy jednej z nich. Odprowadzanie samochodów do garaży właścicieli to najnowsza usługa firmy, z której korzystam w chwili słabości. To znaczy w chwili za dużej mocy mojej nogi. Szybko znaleźliśmy się u mnie w domu, posprzątanym, jak nigdy. Dobrała się do mnie już w przedpokoju.
Masowała moją pałę przez spodnie, podczas gdy ja dotykałem jej ud. Faceci z odciętymi napletkami nie znają tego przyjemnego momentu, gdy nabrzmiewająca żołądź wysuwa się ze skórzanego opakowania, a którego właśnie doświadczałem. Katja miała delikatną dłoń. Ja też obrabiałem ją delikatnie. Muskałem tu i tam, trochę chaotycznie, niespodziewanie.
Pochyliłem się. Masowałem to miejsce pod kolanem, które przyzwyczajony jestem mocno ściskać, gdy napieram rozpędzonym chujem na uchylone wargi rozpalonej gondy. Pocałowałem ją. Jej język był doskonale wytresowany. Wolno, ale z niesamowitą pasją tańczyła nim w moich ustach, zaczarowując moją ślinę w energetyczny elektrolit, rozpalający już po chwili cudowne, sterczące sutki na jej brzoskwiniokształtnych piersiach. Pośpiesznie rozpiętą suknię wykorzystałem jako dodatkowe narzędzie.
Sprawiało jej przyjemność pocieranie szorstkim materiałem o skórę jej pleców, ramion, karku. Rozpięła w końcu pas u moich skórzanych spodni i opadła na kolana, aby mi je ściągnąć. Zanurzyłem moją dłoń w obfitości kruczoczarnych włosów i przytuliłem jej głowę do moich ud. Jej wilgotny język wspinał się po ich wewnętrznej stronie. Potem otworzyła szeroko usta, a ja, trzymając w dłoni swoje jebadło, uderzałem, nim miarowo po wystawionym języku, przesuwałem go po nieskazitelnie równych zębach, zanurzałem go głęboko w objęciach warg, pozwalając jej ssać przez chwilę, po czym znowu wychodziłem i muskałem nim jej ucho.
Mógłbym to robić bez końca. Nawet wtedy gdy objęła swoje okrągłe kluski dłońmi i przywarła nimi do mojej moszny, pochłaniając całą moją pałę w tym gorącym, zdublowanym cieście, wciąż miałem przed oczami stop-klatkę sprzed kilkudziesięciu sekund, gdy struga śliny zwisała pomiędzy czubkiem jej języka, a rozcięciem na szczycie mojego chuja, niczym linowy most nad podsuszoną rzeką w Veracruz z fotografii, która pozostała mi po Ewie.
Teraz jednak musiałem naoliwić czymś moje nabrzmiałe narzędzie, aby dać mu chociaż ten mizerny substytut cipiego smaru i zapewnić komfort tłoka w cylindrze toyoty land cruiser prado. Dość zwinnym ruchem opadła na wznak, a ja splunąłem na dłoń i namaściłem jej cyce. Ślizgał się pomiędzy nimi, gdy posuwałem nim rytmicznie. Jej palce miętosiły sutki, podczas gdy dłonie ugniatały zapamiętale donice pełne ich nerwowych korzeni. Nachyliłem się nad nią i pod zadartą suknią ścisnąłem jej pizdę. Zatrzęsła się i rozchyliła uda, abym miał lepszy dostęp, abym mógł palcem wystukać kilka lędźwiowych spazmów.
Otwartą dłonią przesuwałem po nastroszonych włosach, a opuszkiem palca, przyzwyczajonego do strzepywania papierosowego popiołu, wodziłem wokół jej kniei. Pomiędzy wargami jej sromu wyczuwałem twardy wałek, zakończony śluzorodną landryną. Podobało mi się. Ona zaczęła mocniej napierać na mojego kutasa, gniotąc mleczarnie tak, jak gniecie się kartkę papieru z nieudanym opowiadaniem. Oczy szeroko otwarte wpatrywały się w purpurowe zwieńczenie mojego tłoka, jakby chciały powiedzieć jej ustom, kiedy mają się otworzyć.
- Powiem ci kiedy, Katja. Chcesz ją połknąć? - zapytałem, ażeby przekonać ją, że wszystko mam pod kontrolą.
- Tak, Chris. A potem popieścisz mnie językiem. Dobrze?
- Zgoda.