Adwokat diabła

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Jest ciepły letni wieczór i w bladym świetle księżyca w pełni ja, John Whitman Sutter, przyglądam się mojej żonie, Susan Stanhope Sutter, jak mknie na swoim koniu Zanzibarze przez rozległe tereny swojej rodowej posiadłości Stanhope Hall. Wschodzący księżyc jest niesamowicie jasny i rzuca na okolicę nieziemską poświatę, zamieniając wszystkie kolory w jednakową niebieskobiałą srebrzystość. Susan mija rząd wysokich sosen i wjeżdża na sąsiednią posiadłość zwaną Alhambra. Ciekaw jestem, dlaczego przekroczyła dzielącą posiadłości granicę, i mam nadzieję, że otrzymała na to pozwolenie od nowego właściciela Alhambry, szefa mafii, Franka Bellarosy. Majestatyczne, wysokie drzewa rzucały długie cienie na rozległą płaszczyznę trawnika, a w oddali widziałem ogromną willę. Dom był pogrążony w ciemnościach prócz jednych przeszkolonych drzwi balkonowych na piętrze. Wiedziałem, że to jest balkon biblioteki, w której w swoim skórzanym fotelu siedział Frank Bellarosa. Susan podjeżdża pod dom, zeskakuje i uwiązuje Zanzibara do
drzewa. Podchodzi do brzegu wyłożonej marmurem sadzawki znajdującej się pośrodku klasycystycznego ogrodu ze sztucznymi rzymskimi ruinami. Na jednym krańcu sadzawki stoi posąg Neptuna z wysoko wzniesionym trójzębem, a u jego stóp z otwartych szeroko pysków kamiennych ryb woda spływa wprost do wielkiej alabastrowej muszli. Na drugim krańcu, tym znajdującym się bliżej mnie, jest posąg Marii Panny, nowy w tym miejscu, umieszczony na polecenie żony Bellarosy jako przeciwwaga dla wpółnagiego pogańskiego bożka. Łagodna bryza porusza cyprysami, swoje trele rozpoczynają nocne ptaki. Jest piękny wieczór i Susan chyba jest urzeczona blaskiem księżyca i zachwycającym ogrodem. Mnie też ten magiczny wieczór oczarował. Zwracam ponownie swoją uwagę na Susan, która zaczyna się rozbierać, wieszając kolejne części garderoby na posągu Marii Panny. Zaskakuje mnie to i niepokoi zarazem. Susan podchodzi do brzegu sadzawki, jej rude włosy falują na wietrze, i patrzy w dół na swoje nagie odbicie w wodzie. Mam ochotę także zrzucić
ubranie i dołączyć do niej, ale dostrzegam, że światło w bibliotece zgasło, a drzwi balkonowe są teraz otwarte. I choć nikogo tam nie widzę, czuję się zakłopotany i pozostaję w cieniu.

Następnie dostrzegam na tle białych ścian Alhambry jakąś męską sylwetkę, która długimi, zdecydowanymi krokami zbliża się do sadzawki.
Kiedy podchodzi bliżej, poznaję, że to Bellarosa. Ma na sobie czarny szlafrok. Zatrzymuje się przy posągu Neptuna, jego twarz wygląda w świetle księżyca nienaturalnie. Chcę zawołać Susan, ale nie mogę. Susan zdaje się go nie zauważać, nie odrywa oczu od swojego odbicia, tymczasem Bellarosa intensywnie się w nią wpatruje. Do pasji doprowadza mnie to, że patrzy na nagie ciało mojej żony.
Cała scena jest nieruchoma, Susan i Frank stoją bez ruchu jak posągi. Ja, choć powinienem chronić Susan, też zamarłem, niezdolny do żadnej interwencji. Teraz widzę, że ona zdaje sobie sprawę z obecności Bellarosy, ale nie reaguje. Nie rozumiem tego; nie powinna stać naga w jego obecności.
Jestem zły na nią, na niego; czuję narastającą wściekłość, której nie mogę jednak ubrać w słowa czy dźwięki.
Susan odwraca się tyłem do sadzawki i do Bellarosy i myślę, że zamierza odejść. Nagle kieruje głowę w moją stronę, jakby dosłyszała jakiś dźwięk. Robię krok w jej kierunku, ale ona unosi ręce nad głowę, wskakuje do sadzawki i długimi silnymi wyrzutami ramion płynie naga w kierunku Franka Bellarosy. Spoglądam na niego i widzę, że on także stoi zupełnie nagi z założonymi na piersiach rękami. Jest postawny, dobrze zbudowany i w świetle księżyca wygląda równie groźnie i imponująco jak stojący obok niego kamienny posąg.
Chciałem krzyknąć do Susan, ostrzec ją, żeby zawróciła, ale coś kazało mi milczeć i obserwować, co się wydarzy.
Susan dopływa do drugiego brzegu i wdrapuje się na alabastrową, wypełnioną wodą muszlę. Stoi tak i patrzy na Bellarosę, który nie poruszył się, tylko zwrócił w jej stronę twarz.
Wpatrują się w siebie, nienaturalnie znieruchomiali, następnie Bellarosa wchodzi do płytkiej wody w muszli i staje naprzeciw Susan. Rozmawiają ze sobą, ale ja słyszę tylko szum płynącej wody. Jestem wściekły i wciąż nie mogę uwierzyć, że Susan chce tam być i nie wskoczy z powrotem do wody. Im dłużej tak stoi przed nim naga, tym wyraźniej zdaję sobie sprawę, że przyszła tu specjalnie, by się z nim spotkać.
Kiedy już traciłem nadzieję, że Susan jednak odpłynie, ona klęka, zwraca twarz w stronę jego krocza i bierze jego penisa do ust. Zaciska dłonie na pośladkach Bellarosy i przyciąga go do siebie. Zamykam oczy; kiedy otwieram je ponownie, Susan leży na plecach z szeroko rozrzuconymi nogami, zwisającymi swobodnie znad brzegu muszli, a Bellarosa stoi niżej, w sadzawce z twarzą zanurzoną pomiędzy jej udami. Nagle unosi jej nogi, opiera je na swoich ramionach, wynurza się z wody i wchodzi z nią z taką siłą, że z ust Susan wyrywa się głęboki jęk. Kolejne pchnięcia sprawiają, że Susan zaczyna głośno krzyczeć.
– Panie Sutter! Panie Sutter! Sir, lądujemy. Proszę zapiąć pasy.
– Co?
– Lądujemy – dobiegł mnie kobiecy głos. – Musi pan zapiąć pasy i ustawić oparcie fotela w pionie.
– Och… – Poprawiam fotel i zapinam pasy. Spostrzegam też, że mój Mały John również stoi na baczność. Mój Boże. To krępujące. Co go tak poruszyło? Wreszcie sobie przypominam sen…
Nigdy nie zapytałem Susan, jak, kiedy i gdzie zaczął się jej romans z Frankiem Bellarosą – nie jest to taka wiadomość, którą chciałoby się znać w szczegółach – ale też brakowało mi tej informacji. Psychoanalityk, gdybym do takiego chodził, powiedziałby, że jest to podświadoma próba wypełnienia luki. W zasadzie nie ma to znaczenia dziesięć lat po rozwodzie. Oskarżyłem ją o cudzołóstwo, a ona się przyznała. Państwo nie wymagało przy tym żadnych pikantnych szczegółów ani wyraźnych dowodów, więc ja też się ich nie domagałem.
Samolot British Airways z Londynu do Nowego Jorku przeleciał właśnie nad cieśniną Long Island i zaczął schodzić do lądowania na lotnisku J.F. Kennedy’ego. Był słoneczny poniedziałek dwudziestego siódmego maja, krótko po szesnastej. Przypomniałem sobie, że dzisiaj w Ameryce jest obchodzony dzień pamięci poległych na polu chwały. Poniżej, na północnym brzegu Long Island, widziałem miejsce zwane Złotym Wybrzeżem, gdzie jeszcze dziesięć lat temu mieszkałem.
Pewnie gdybym się lepiej przyjrzał, dostrzegłbym dwie sąsiadujące ze sobą ogromne posiadłości – Stanhope Hall oraz to, co kiedyś było Alhambrą.
Mieszkam teraz w Londynie, ale przyleciałem do Ameryki, żeby zobaczyć się ze starszą panią, która umierała albo może właśnie umarła podczas mojego siedmiogodzinnego lotu. Jeśli tak, to pojawię się na pogrzebie, gdzie ujrzę Susan Stanhope Sutter.
Śmierć i widok trumny powinny skłonić nas do głębokich przemyśleń na temat krótkotrwałości ludzkiego życia i ponownego przeanalizowania naszych licznych rozczarowań, urazów i zdrad. Niestety najczęściej takie rzeczy zabieramy ze sobą do grobu albo wkładamy do grobu osoby, której nie potrafiliśmy za życia wybaczyć. Susan.
A jednak od czasu do czasu znajdujemy w naszych sercach wolę przebaczenia. Kosztuje to niewiele, tylko utratę odrobiny dumy. I może dlatego jest to takie trudne.
Siedziałem w kabinie klasy biznes. Głowy wszystkich współpasażerów zwrócone były w kierunku okien, za którymi widać było Manhattan.
To jest naprawdę niesamowity widok z wysokości trzech czy czterech tysięcy stóp, a dodatkowo od dziewięciu miesięcy główną atrakcją dla tych, którzy znali miasto, był brak dwóch drapaczy chmur. Kiedy ostatnim razem leciałem do Nowego Jorku, kilka tygodni po jedenastym września, nad gruzowiskiem wciąż unosił się dym. Tym razem nie miałem ochoty na to patrzeć, ale siedzący obok mnie mężczyzna odezwał się:
– Tam stały wieże. Na lewo. – Wskazał palcem. – Właśnie tam.
– Wiem – odpowiedziałem i wziąłem do ręki gazetę. Większość ludzi, których tu znam, mówiła mi, że po jedenastym września musieli ponownie przemyśleć pewne sprawy i spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. To dobry plan na przyszłość, ale nie mógł już zmienić przeszłości.
Samolot zaczął obniżać pułap, aż wreszcie wylądowaliśmy.
– Dobrze jest być w domu – odezwał się mężczyzna obok i zaraz zapytał: – A to jest dla pana dom?
– Nie.
Za chwilę będę jechał wynajętym samochodem do miejsca, które kiedyś nazywałem swoim domem, ale teraz czas częściowo wytarł je z mojej pamięci wraz z mnóstwem dobrych wspomnień, pozostawiając same rozczarowania, urazy i zdrady.
Samolot wytracił prędkość i podkołował do terminalu.
Teraz, kiedy tu jestem i pozostanę pewnie aż do pogrzebu, powinienem może spróbować jakoś pogodzić przeszłość z teraźniejszością, po to choćby, by w drodze powrotnej mieć lepsze sny.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇