WP

Absurdy poprawności politycznej. Norwegia na celowniku

Kraj surowej przyrody i zamożnych obywateli. Społeczeństwo harmonii, troski o równouprawnienie, tolerancję i sprawiedliwość. Za słodko? Nina Witoszek wkłada kij w mrowisko politycznej poprawności i sprawdza, czy Norwegia to rzeczywiście taki ideał. Przeczytaj fragment książki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czy jest ”reżim dobroci”, o którym pisze Nina Witoszek?
Czy jest ”reżim dobroci”, o którym pisze Nina Witoszek? (iStock.com, Fot: MaxOzerov)
WP

Wyobraźmy sobie świeżo upieczonego referenta – Norwega o polskich korzeniach – Tora Arnesena-Kowalskiego, który właśnie otrzymał posadę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Królestwa Norwegii, w departamencie pomocy humanitarnej. Ma około trzydziestki, dyplom z antropologii społecznej i chce zbawić świat. Czytał Mary Douglas i Amartyę Sena, nie cierpi dyskryminacji rasowej i USA i jest głęboko przekonany, że funkcjonalna służba zdrowia, dobrze zorganizowane szkolnictwo i sprawna infrastruktura mogą polepszyć życie w Afryce – tak jak polepszyły życie w Norwegii. Podobnie jak wielu przyzwoitych Norwegów uważa, że: 1) wstyd być bogatym, kiedy świat pełen jest nędzy i nierówności; 2) trzeba pomagać ”underdogom” z mniej fortunnych krajów; 3) rolą Norwegii na arenie międzynarodowej jest postępować zgodnie z zasadą thinking dutifully – acting beautifully, tj. upowszechniać prawa człowieka, oświatę, równouprawnienie oraz poziom brutto szczęścia na świecie.

A zatem Arnesen-Kowalski uczy się sztuki zbawiania świata za pomocą norweskich ”mentalnych apek”: kategoryzacji, planowania, administrowania – i wiary w to, że racjonalne i odpowiedzialne działanie może przenosić góry (lub zazieleniać pustynie). Dzień w dzień biega z zebrania na zebranie, przemierzając zygzakiem kilometry niekończących się korytarzy Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Oslo. Nie ma już czasu na czytanie swojego ulubionego poety Zbigniewa Herberta; pisuje teraz niedotlenione, ale ważne raporty. W końcu wysyła się Arnesena-Kowalskiego za granicę, by ratował Tanzanię.

Dostaje gażę stosunkowo niską (między szczeblem sześćdziesiątym a siedemdziesiątym według tabeli płac urzędników państwowych), ale oprócz tego specjalny dodatek służby zagranicznej, rozłąkowe, ładny dom z ogrodem, kucharza, ogrodnika i czasem szofera. Czuje za sobą niezawodny aparat rządowego wsparcia: sekretarzy, ministrów, doradców administracyjnych itp. Uszczęśliwiony jak misjonarz, któremu dano szansę, aby nawrócił lwa na wegetarianizm.

WP
Reine Village, Lofoten Islands, Norway iStock.com
Podziel się

Norwegia swoją zamożność zawdzięcza złożom ropy i gazu odkrytym na Morzu Północnym. Na zdjeciu wioska Reine na Lofotach.

Arnesen-Kowalski zarządza programem środowiskowym złożonym z kilkunastu pomniejszych programów obejmujących gospodarkę rybną, ochronę fauny, wyżywienie i zalesienie. Odbywa regularne spotkania, organizuje seminaria, nadzoruje projekty i decyduje, jak wydać te trzysta milionów koron, które przeznaczono na program ratowania Tanzanii. Kiedy po kilku latach opuszcza swoją placówkę, zadowolony z siebie jak psi ogon, ma za sobą upadki i wzloty, ale per saldo przyczynił się do polepszenia gospodarki rybnej, ochrony fauny, wyżywienia i zalesienia. Jego norwescy koledzy z pozarządowych organizacji pomocowych też mają poczucie, że zrobili bajeczną robotę; w pocie czoła walczyli o lepsze szkolnictwo, wyższe kompetencje, równouprawnienie chłopców i dziewcząt w szkołach oraz sprawniejszą służbę zdrowia.

Kilka lat później Arnesen-Kowalski wraca do Tanzanii, żeby zobaczyć, jak postępuje odrodzenie kraju. Na próżno jednak szuka w Afryce cząsteczek ”dobrej i prawej Norwegii”. Ludzie są równie biedni jak przed dwudziestu laty. Widzi, że połowa dzieci na wsi wegetuje na granicy głodu. Widzi ziemie uprawne leżące odłogiem. Od znajomego Norwega dowiaduje się, że sto pięćdziesiąt milionów koron zniknęło bez śladu oraz że Tanzańczycy defraudują pieniądze ze środków przeznaczonych na auta, seminaria i konferencje. Zwłaszcza seminaria stały się kopalnią złota; wiele z raportowanych ”konferencji” nigdy się nie odbyło, inne kosztują tysiąc koron na dzień i osobę. Tanzańczycy mówią: ”Potrzebuję trzy tysiące, żeby przeżyć, a zarabiam pięćset. Musimy zorganizować seminarium”. I co z tym zrobić? Trzeba pogodzić się z tym, że istnieje greedy corruption i needy corruption – tak już jest.

WP
Odda, Norway - August 04, 2014: Young People Are Photographed Standing On A Rock Trolltunga - Troll Tongue In Norway iStock.com
Podziel się

Górskie rzeki i wodospady są zarówno atrakcją turstyczną Norwegii, jak i źródłem energii elektrycznej.

Norweskie organizacje pomocowe twierdzą, że to wyjątek. Arnesen-Kowalski dochodzi do wniosku, że cała pomoc humanitarna opiera się na podobnych wyjątkach. Powraca do czytania ”Pana Cogito” Zbigniewa Herberta. Natchniony herbertowskim duchem, pisze krytyczny raport – najlepszy, jaki udało mu się w życiu stworzyć. Sednem problemu, dowodzi, jest zasada odpowiedzialności odbiorcy. A odbiorca działa w skorumpowanym systemie. Nikt nie lubi poruszać tego tematu, bo to żenujące – dyskutowanie o norweskim wsparciu dla skorumpowanych systemów. I nikt nie chce o tym rozmawiać, bo to kalanie własnego gniazda i szarganie dobrego imienia Norwegii. Wreszcie nikt nie chce o tym mówić, bo byłoby to podcinanie gałęzi, na której się siedzi. W ostatecznym rozrachunku – grzmi Arnesen-Kowalski – wszyscy norwescy pracownicy pomocy humanitarnej pasożytują na skorumpowanych systemach w Afryce i Azji. Stworzyliśmy w tak zwanym trzecim świecie mentalną kulturę uzależnienia. Ludzie tam wiedzą, że bogata Norwegia zobowiązała się przeznaczać jeden procent swojego PKB na pomoc, i aż palą się do tego, aby norweskim dobroczyńcom pomóc w podjęciu decyzji, kto te pieniądze ma otrzymać.

Po wyrzuceniu z siebie tego jadu i pokonaniu moralnego kaca Arnesen-Kowalski czuje ulgę. Wreszcie coś zrobił, aby uratować Tanzanię – i Norwegię! Wysyła swój raport do MSZ-etu oraz płomienny artykuł do największej norweskiej gazety, ”Aftenposten”. I czeka. Po miesiącu dostaje z ministerstwa uprzejmy list z podziękowaniem, a ”Aftenposten” prosi go o skrócenie tekstu do tysiąca słów. I na tym koniec.

WP
Materiały prasowe
Podziel się

Fragment pochodzi z książki Niny Witoszek, ”Najlepszy kraj na świecie”, w tłumaczeniu Mariusza Kalinowskiego. Wydawnictwo Czarne.

*O autorce: *Nina Witoszek-Fitzpatrick – profesor historii kultury na uniwersytecie w Oslo, wykładała w Instytucie Europejskim we Florencji i na uniwersytecie w Galway (Irlandia), a także gościnnie na Uniwersytecie Stanforda i Uniwersytecie Cambridge. Debiutowała zbiorem opowiadań ”Fables of the Irish Intelligentsia” (2003), za który otrzymała prestiżową nagrodę ”The Irish Times” i Aer Lingus. Autorka wielu prac i książek o Skandynawii oraz scenariuszy filmowych. Współpracowała również z Norweską Operą Narodową w Oslo. W 2005 roku otrzymała z rąk przewodniczącego Norweskiej Fundacji Wolnego Słowa nagrodę za wprowadzenie wschodnioeuropejskiej perspektywy do debaty publicznej w Skandynawii. Jako pierwsza Polka została stałą felietonistką i komentatorką w największym norweskim dzienniku ”Aftenposten”. Jedna z dziesięciu najwybitniejszych intelektualistów i intelektualistów mieszkających w Norwegii według listy stworzonej w 2006 roku przez norweski dziennik ”Dagbladet”.

*O książce: *”Najlepszy kraj na świecie” to analiza głębokiej sprzeczności tkwiącej w historii norweskiej kultury od XIX wieku po dziś – wtedy ujawniającej się w pojedynku między tak zwanymi patriotami a partią inteligencką, obecnie w tarciach wewnątrz norweskiego ”reżimu dobroci”. To również pamflet, który rzuca światło na norweski talent godzenia sprzeczności: między radykalizmem a konserwatyzmem, religijnością a sekularyzmem, indywidualizmem a komunitaryzmem, utopijnymi ideami i zdrowym rozsądkiem.

WP

Obejrzyj też: #dziejesiewkulturze

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP