8 skarbów, które wyrzuciłbyś do śmietnika. Gdyby nie ten tekst

Pieniądze może i nie leżą na ulicy, ale na dnie szuflady skrzypiącej szafy...? Porządkując domowy bałagan, natrafiamy na puszkę starych monet, banknot z potarganym rogiem albo pamiątki po czasach przywoływanych setki razy w wojskowych opowieściach dziadka. O to, jak z zawartością takiej szuflady nie wyrzucić nowego auta, pytamy numizmatyka Damiana Marciniaka.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ludzie nie wiedzą, jakie skarby mogą się kryć na ich strychach czy w piwnicach
Ludzie nie wiedzą, jakie skarby mogą się kryć na ich strychach czy w piwnicach (Shutterstock.com)
WP

Zygmunt I Zapyziały

- Panie Damianie, znalazłem trochę monet w kartonie na strychu, niektóre to od razu do śmieci, ale parę nawet ładnie się błyszczy… - ekspert regularnie słyszy tę melodię w słuchawce, żeby za każdym razem odpowiadać: brzydkie kaczątko bywa niekiedy warte tyle, co nowe auto. Dowodem może być niepozorna moneta Zygmunta I, na której trudno rozpoznać w ogóle królewskie rysy twarzy, dlatego pytamy: dlaczego będzie licytowana od progu 3000 zł?

- Patrzymy na pierwszego polskiego szóstaka, który w nieco lepszym stanie osiągnął na poprzedniej aukcji stawkę 40 000 zł. To najwyższy nominał wybijany w srebrze w czasach Zygmunta Starego, który dzięki tej emisji ratował skarb państwa przed fałszerzami, podrabiającymi polskie grosze w słabszym stopie metalu.

WP

Na polecenie władcy wychwytywano je z obiegu i przetapiano na szóstaki - a więc sześciogroszówki - ale mennice działały wówczas jeszcze jak w średniowieczu, a nieszlachetne domieszki utleniły się do naszych czasów zupełnie - komentuje Damian Marciniak, wskazując, że zabytkowy numizmat nie musi być ani ładny, ani tym bardziej złoty.

Materiały prasowe
Podziel się

Brzydkie kaczątko? Niepozorny szóstak z 1528 r. to prawdziwa rzadkość, dlatego nawet tak słabo czytelna moneta licytowana może być od 3000 zł.

WP

Nie wyrzucaj papierków

- Naczelna zasada jest taka: żeby stary banknot miał jakąś wartość, musi być pięknie zachowany. Ale i od tej reguły są wyjątki, dlatego, znajdując przy porządkach naderwane pięć złotych, upewnijmy się u fachowca, czy nie mamy do czynienia z prawdziwą rzadkością - zaznacza ekspert, wskazując na banknoty z 1824 r., które licytowane będą kolejno od 12 000, 15 000 i 40 000 zł, mimo że te przystępniejsze są wyraźnie niecałe.

Dlaczego są tyle warte? Dlatego, że niewiele je spotkało - chociaż w XIX wieku kraj był pod zaborami, emitent był stały i nawet powstanie nie zachwiało rynkiem monetarnym. Pięciozłotowy banknot odszedł wobec tego "śmiercią naturalną" - kiedy postanowiono wycofać go z obiegu, na wymianę było nawet kilka lat, co poskutkowało tym, że dla dzisiejszych kolekcjonerów zostało takich okazów bardzo mało, dlatego egzemplarz nieposzarpany może kosztować tyle co nowy volkswagen.

Materiały prasowe
Podziel się
WP

Na rynku papierowych pieniędzy o wartości decyduje nie tylko stan zachowania - rzadki bilet kasowy z XIX wieku będzie licytowany od 12 000 zł, mimo że jego brzegi są wyraźnie potargane.

Świstek ze świńskim ryjem?

Co pożółkły papierek z szyldem mięsnego sklepu może robić na aukcji numizmatów, w dodatku z ceną wywoławczą 1 500 zł?

- Nie zawsze pamiętamy, że pieniądz to nie tylko starannie zadrukowany papier z banku, bo w czasach prawdziwej gospodarczej zawieruchy, nawet takie instytucje zamykano, a życie przecież toczyło się dalej. 30 kopiejek z napisem "Handel mięsem" to nic innego, jak pamiątka po I wojnie światowej, która zrzucała rolę emitenta niekiedy na lokalnych przedsiębiorców.

WP

Rzeźnicy, piekarze czy handlarze przygotowywali takie zastępcze pieniądze, zobowiązując się do ich wymiany na oficjalne środki w czasach pokoju - komentuje Damian Marciniak, wskazując, że rzeźniczy topór z kawałkiem szynki służył prawdopodobnie za symbol dla niepiśmiennych. Łatwo wyrzucić taki skrawek w morzu starych kartek? Bardzo.

Materiały prasowe
Podziel się

Im mniej efektowne zastępcze pieniądze, tym większe kolekcjonerskie rzadkości - 30 kopiejek wystawione przez lokalny sklep mięsny to zdecydowanie większa ciekawostka niż chociażby staranniej wydrukowane i liczniejsze bony samorządów.

Tajemnicza pocztówka z Gdańska

WP

Błąd, który można popełnić bardzo łatwo, pokazują przewidziane na aukcję szelągi pruskie - teoretycznie pospolite, jeden z 1535 r., drugi z 1530 r., według internetowych notowań warte po kilkadziesiąt złotych. Tajemnicą ich rzeczywistej ceny są dobite wtórnie znaki - specyficzne herby, widoczne tylko po jednej stronie monet, które przenoszą nas do roku 1578, w którym Gdańsk oblężony był przez wojska króla Batorego.

- Żeby płacić żołdakom za bronienie miasta, przetapiano nawet skarby i srebra kościelne, ale kiedy pieniędzy rzeczywiście zaczęło dotkliwie brakować, sięgnięto po rozwiązanie w polskich warunkach bardzo rzadkie: monetę kontrasygnowaną. Na części obiegowych szelągów wybito znak, dzięki któremu rozpoznawane były jako kilkakrotnie bardziej wartościowe, natomiast kiedy oblężenie ustało, każdą taką monetę skrzętnie wymieniano, bo przysługiwał za nią nie jeden, tylko więcej szelągów - wyjaśnia Damian Marciniak, dodając, że w polskim powojennym handlu te łatwe do przeoczenia pozycje nie pojawiły się dotychczas ani razu.

Materiały prasowe
Podziel się

Herb na brzuchu? Pomiędzy skrzydłami orła na pruskim szelągu wybito dodatkowy znak - dzięki niemu oblężony Gdańsk reperował budżet, bo tzw. kontrasygnata oznaczała, że moneta miała umowną, znacznie wyższą wartość.

Jak zmiękłaby królowa…

…w rozgrzanym piecu i towarzystwie łańcuszków i osamotnionych obrączek bez pary, które jubiler przetapia, żeby ponownie wykorzystać szlachetne metale.

- Ubiegłego grudnia otworzyłem maila ze zdjęciem złotego medalu i pytaniem, ile może być warty. Nadawcą był jubiler z południowo-wschodniej Polski, u którego sprzedano go w oprawie z łańcuszkiem do noszenia jako wisiorek - dodatki zdążył już przetopić, krążek czekał… żeby okazać się 15-dukatowym medalem koronacyjnym Elżbiety Bawarskiej, a więc Sissi, który na aukcji w lutym licytowany będzie od 30 tys. zł - podaje ekspert, nadmieniając, że medale tego typu miewają w zagranicznych antykwariatach notowania na poziomie kilkudziesięciu tysięcy euro.

Tym razem przykład jest jednak wyjątkowo efektowny, ale w tym samym katalogu połyskuje też 6 dukatów Jana Kazimierza z najróżniejszymi śladami sprawdzania złota. Na dawnych bazarach monetę zaginano, a może i sprawdzano zębami, a dzięki surowcowi przekazywano z pokolenia na pokolenie, aż do naszych czasów - jako kruszec przyniesie jednak około 3 000 zł, a jako 6 dukatów licytowana będzie od 80 000 zł.

Materiały prasowe
Podziel się

Znakomicie zachowany wizerunek cesarzowej Sissi zostałby przetopiony dla samego kruszcu, podczas gdy na aukcji numizmatów jego cena wywoławcza wyniesie 30 000 zł.

Militaria? Druga pensja

Pięciodniowa seria warszawskich aukcji rozpocznie się 9 lutego polskimi monetami, żeby po licytacji starych akcji i banknotów zamknąć się 13 lutego sesją poświęconą m.in. wojskowym odznakom. W przeciwieństwie do odznaczeń przyznawanych za zasługi, odznaki pułkowe były wyróżnikiem przynależności do jednostki, dlatego szeregowi żołnierze zamawiali je często w tombaku, natomiast na srebro pozwalali sobie oficerowie. Jest na nie popyt?

- Przykładowa srebrna odznaka 74 Górnośląskiego Pułku Piechoty wystawiona jest na aukcję z progiem 1 500 zł, przy czym zainteresowanie militariami jest obecnie tak wysokie, że dla większości pozycji cena na poziomie kilku tysięcy złotych jest normą, a czasem nie zaskakuje również próg kilkunastu tysięcy złotych. Jeśli miałbym coś doradzić komuś, kto znalazł takie pamiątki w szufladzie, to żeby nie pozbywać się opakowań i dokumentacji, bo one zachowały się znacznie rzadziej niż same odznaki, dlatego potrafią nawet podwoić ich wartość - przestrzega Damian Marciniak.

Podartych legitymacji i wysłużonych pudełek nie należy więc wyrzucać ze śmieciami, podobnie jak nie wolno samych pamiątek nadgorliwie polerować - jeśli odznaka ma być świadkiem swojej epoki, nie może wyglądać jak stary obraz odświeżony z fantazją konserwatora.

Materiały prasowe
Podziel się

Nie oszukujmy wieku - na rynku militariów widać obecnie spore ożywienie, ale kolekcjonerzy płacą przede wszystkim za autentyczność i rzadkość. Odznaki, z których starą patynę zdjęto szmatką, są zdecydowanie mniej warte od zachowanych w oryginalnym stanie.

Pytaj je o wiek…

…monety doby PRL to jedne z częstszych znalezisk w dawno nie odkurzanych zakamarkach, dlatego dobrze poznać sposób, żeby nie przeoczyć skarbów.

- Przeglądając takie domowe zbiory warto w tym przypadku patrzeć na daty, bo to w nich nierzadko ukryta jest wartość. Spektakularnym przykładem jest chociażby pospolite 10 zł z wizerunkiem Kościuszki, które przypadkiem trafiło do obiegu z próbnej emisji - z datą 1958 r., kiedy dopiero przymierzano się do masowej emisji. Obiegowy egzemplarz z 1959 r. ma już tylko wartość - łagodnie mówiąc - sentymentalną, podczas gdy o ten z ósemką na końcu daty będzie można rywalizować od 2000 zł - wyjaśnia Damian Marciniak, wskazując, że nawet najpospolitsze 5 złotych z rybakiem może być warte kilka tysięcy złotych, jeśli rocznik będzie wczesny, a stan zachowania bez śladów noszenia w damskiej torbie.

Materiały prasowe
Podziel się

Nie mylmy się w rachunkach: przykładowa 10-złotówka z minionego ustroju będzie licytowana od 2000 zł, bo jej datę kończy nie dziewiątka, tylko cyfra 8.

Reszty nie trzeba?

Bywa, że wartość monety podnosi jej uroda i lustrzana świeżość stempla - dzięki której zwykła pięciozłotówka z lat 30. ma próg 8000 zł - ale zdarza się, że jest odwrotnie i o wysokiej cenie decydują… głupie błędy. Taki źle wybity albo zadrukowany pieniądz nazywa się fachowo destruktem, a w tej groteskowej kategorii nawet całkowicie współczesne drobne mogą osiągać kwoty czterocyfrowe.

- Dobrym przykładem jest grosz z 2000 r., bo jego krążek nie ustawił się dobrze pod stemplem i w efekcie część kompozycji została wybita, a pozostały kawałek monety lekko się odgiął. Przemknąwszy przez kontrolę w mennicy, wadliwy grosz przedostał się do obiegu, a z niego wyłowiło go już oko kolekcjonera. Krzywo wybity egzemplarz startuje na lutowej licytacji z progiem 400 zł, ale nie sądzę, żeby 1000 zł wystarczyło, żeby kupić go do zbiorów - komentuje Damian Marciniak, zasiewając nadzieję, że cenne brzydkie kaczątko czeka gdzieś w kasie, aż kupimy gazetę czy baton i - dla odmiany - nie zapłacimy kartą.

Materiały prasowe
Podziel się

Drobne z kiosku? Krzywo wybity grosz z 2000 r. funkcjonuje na rynku numizmatów jako tzw. destrukt - może być warty ponad 1 000 zł, bo błąd mennicy ustanawia go niewątpliwą rzadkością.

Pięciodniowa aukcja Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka rozpocznie się 9 lutego rano i potrwa do 13 lutego, kiedy o godz. 17 rozpocznie się ostatnia sesja. Wszystkie monety przewidziane na licytację prezentuje internetowy katalog.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP