100 dni
Przybysz Jakże krótkie było to wygnanie - niespełna rok na owej śródziemnomorskiej wyspie! Świadczyło to o tym, że cesarstwo nadal budziło gwałtowne namiętności, że nie utraciło w oczach ludzi mandatu do sprawowania władzy, okrytego triumfem i chwałą, przepełnionego duchem przygody i gorączką. Gdy jeszcze nie zdążyły wyschnąć zapisane pierwsze karty kroniki z Elby, w żartach towarzyskich wciąż rozbrzmiewały drwiny o zstąpieniu Napoleona do piekieł. Kto więc mógłby [wyobrazić sobie](https://film.wp.pl/wyobraz-sobie-6029532725654145c) wtedy jego triumfalny powrót?
W 1814 roku wszystko sprzysięgło się przeciw Napoleonowi. Stał on się głównym bohaterem karykaturzystów i twórców pamfletów. Europa odwróciła od niego głowę już w chwili, gdy dotarł on do swego nowego, tandetnego królestwa, tej ponurej wyspy, liczącej 12 000 mieszkańców i 211 km.
Elba zajmuje odrębne miejsce w przygodzie napoleońskiej. Pozbawiony swego cesarstwa, nasz bohater zaskakuje, intryguje. Tuż przed pochwyceniem swej drugiej szansy, zawsze jest tam, gdzie się go nie oczekuje. Gdy wydaje się, że jest już ostatecznie pobity i wyczerpany do cna, szybko podnosi się z upadku, kipiąc energią. Gdy uważa się, że jest osamotniony, że błąka się porzucony - on odradza się w ciszy wygnania. Czerpie energię z zapału wiernej mu trójki - Bertranda, Druota, Cambronne' a, a jego ostoją są także: ukochana siostra Paulina, oraz Cesarzowa Matka, które przybyły, by dzielić los zesłańca. Nawet Maria Walewska, "polska małżonka", przybywa na krótko, by się z nim połączyć. Napoleon chce żyć!
Przemierza więc wielkimi krokami swe niewielkie terytorium, podnosi się dumnie wobec znieważającego go świata, wobec Francji, która się go wypiera. Uprawiając rolę na wyspie, podsyca jednocześnie w sobie trawiący go od zawsze ogień, by przejść w sekrecie swą ostatnią metamorfozę.
Kim naprawdę jest ów Napoleon, ów Proteusz w chwili, gdy decyduje się jego przeznaczenie? Jakobińskim generałem, bohaterem Dyrektoriatu, Konsulem pragnącym pokoju, zwycięskim Cesarzem, będącym teraz w odwrocie? Czy jest nadal dumnym, kipiącym energią zdobywcą? Czy nadal jest owym dziwnym przybyszem z przeszłości? Przybyszem z Włoch, który jeszcze wczoraj groził pięknej, zbyt swawolnej Kreolce, niewiernej Józefinie: "Radzę Ci strzec się w nocy; jednej z najbliższych usłyszysz wielką wrzawę [...]"? Przybyszem z Egiptu, gdy wraca do Francji na pokładzie Muirona, okrętu, noszącego imię wiernego towarzysza, który na moście w Arcole zasłonił go własnym ciałem? Przybyszem z Rosji, z koszmaru mroźnych nocy? Spod tych wszystkich masek wyłania się już nowa, przybysza z Elby, która z kolei przywoła cień z Waterloo i nieśmiertelnego ducha z Wyspy św. Heleny: "Takiego, jakim w końcu był...".
Aby pojąć niezwykłość Napoleona, trzeba śledzić jego dzieje przede wszystkim wtedy, gdy historia zdaje się o nim zapomnieć, gdy zdradzony i opuszczony podąża zawiłymi ścieżkami wygnania. Stąd moje zainteresowanie owym "pomiędzy" w losie bohatera, opuszczonego w pełnej chwale przez ludzi i bogów. Po Wercyngetoryksie, Świętym Ludwiku i Joannie d' Arc, a przed de Gaulle'm, Napoleon doznaje "katuszy tego okrutnego świata" i postanawia zejść do piekieł wyłącznie po to, by poddać się wyrokom historii. Odnajdujemy Napoleona zwyciężonego na polach bitew Europy, jak dokłada wszelkich starań, by powiązać ze sobą wątki baśni, jak dobiera scenografię i przygotowuje dekoracje dokładnie tak, jak zwykł był to robić, od mostu w Arcole po cmentarz w Eylau.
W chwili ostatniego podniesienia kurtyny niemal wszyscy są na miejscu, także cesarska matka - Letycja - która podczas koronacji wzgardziła miejscem w loży honorowej. Napoleon przygotowuje scenę z tą samą pieczołowitością, z jaką kiedyś prowadził pędzel barona Grosa, Ingresa czy Davida. Ileż masek, ile pór roku w gorączkowym spojrzeniu tego człowieka, który był kolejno pilnym uczniem, odważnym kapralem, zakochanym generałem, ogrodnikiem i despotą, dowcipnie nazwanym przez papieża: "commediante, tragediante".
Przybierał kolejno następujące imiona: Nabulione, Buonaparte, Bonaparte, Napoleon i Napoleon I. Odgrywał wszystkie role: był zarazem autorem, aktorem i krzewicielem fantastycznej epopei. Jego ambicja pozostaje jednak niewzruszona: umocnić prawowite zasady, stworzyć dynastię, unieśmiertelnić swe imię...
Wyjątkowość tego bohatera zdaje się bowiem wypływać przede wszystkim z faktu, że nigdy nie waha się on wcielić w rolę przeznaczenia... Napoleon nie zadowala się obserwacją biegu historii, on ją stwarza. Od pierwszej kampanii w Tulonie aż po Rosję, pewnie i bez wahania zapewnia sobie powodzenie, wywracając przy okazji porządek świata. Jako człowiek czynu, jest typem dowódcy, który prowadzi swe oddziały od zwycięstwa do zwycięstwa. Ów syn marnotrawny Rewolucji, wysoko wznosi sztandar, który przed nim nieśli Aleksander, Hannibal i Cezar.
Otoczony pochlebstwami swych żołnierzy, obiecuje im od 1796 roku: "bogate prowincje, wielkie miasta [...], chwałę, zaszczyty i bogactwa".
- Żołnierze Italii - zwraca się do nich - czyż wobec tego zabrakłoby Wam odwagi i wytrwałości?
Przyjmuje najpiękniejszy, prawowity, najbliższy jego sercu stopień "małego kaprala". Jako mężny rycerz i wizjoner, wielki strateg i nowator, wpisuje się w rasę mężów stanu, znamienitych dowódców. Jest wodzem na miarę swej epoki i wszelkich innych czasów, "człowiekiem Plutarcha2", Ancien Regime 'u i Rewolucji, minionego i nowego świata.
Ale ów bój, rozpoczynany wciąż od nowa, nigdy nie wystarcza:
- Wojna to osobliwa sztuka wyznaje w dniu koronacji - stoczyłem 60 bitew i cóż, żadna z nich nie nauczyła mnie niczego, czego nie wiedziałbym przedtem.
Czy Napoleon dał się w pewnej chwili okpić? Żądny względów, poświęca wszystko, kreuje się na reżysera własnego przeznaczenia, aby tylko wznieść się na Olimp. Poprzez obrazy, listy, odezwy i dzienniki, stwarza całą symfonię, dopracowując najdrobniejsze szczegóły - od marszałków w drugoplanowych rolach, aż po najskromniej s z y bęben. I nawet zdradzony, pobity, opuszczony na swej operetkowej wysepce, w wieku blisko 45 lat pragnie jeszcze raz złamać przeznaczenie. Jest już kimś innym, zawsze jednak tym samym.
Droga krzyżowa.
U schyłku kampanii ftancuskiej, zdetronizowany Cesarz ulega rozpaczy:
- Pogardzałem ludźmi, jak błotem. Otóż, jeszcze nie dość nimi pogardzałem - zwierza się swojemu adiutantowi Anatolowi de Montesquiou.
Zaiste koszmarem jest dla Napoleona to przejście od pełni władzy do odejścia w cień samotności, od szalonej aktywności do bezczynności. I do tego ta świadomość, że wszystko co stworzył legło w gruzach w zamęcie upadku. Ten "diabeł w wojskowych butach" uczestniczy bezsilnie w spektaklu swojej własnej klęski. Mimo pośpiesznego powrotu, nie może przeciwstawić się oddaniu stolicy na pastwę wrogów.
Kiedy kwateruje w Fontainebleau,jest kolejno zdradzany najpierw przez Talleyranda, który podżega aliantów do usunięcia Cesarza z tronu i powołania rządu tymczasowego, później przez parlamentarzystów i Senat, następnie przez Ciało Prawodawcze, które, nim zwróci się do Ludwika XVIII, głosuje za pozbawieniem go władzy. Doświadcza także zdrady marszałków - z Neyem na czele - którzy przybywają 4 kwietnia4, by wydrzeć mu abdykację na rzecz syna; i wreszcie Marmonta, który, jak wspomniałem wcześniej, negocjując kapitulację swego korpusu przypieczętowuje los Napoleona, pozbawiając go wszelkiej szansy na kontratak. 6 kwietnia Cesarz z bólem ustępuje, tym razem bezwarunkowo, jednak z tą ogromną wściekłością w głębi serca, która pozwoli dojrzeć niebawem pragnieniu zemsty.
Jeśli odejście dworaków, którzy byli z nim dla osobistych korzyści go nie zaskakuje, to dezercja bliskich osób rani go bardzo... Poza lojalnym Caulaincourtem, ministrem spraw zagranicznych, najbliższy krąg zaufanych tchórzliwie zbiegł, aby już więcej nie powrócić: niezastąpiony Berthier, służący Constant, chirurg Yvan, nawet mameluk Roustam, towarzysz wszystkich chwil Napoleona od czasu ekspedycji egipskiej. Jego żona, Maria Ludwika, zabiera syna do Wiednia. Samotność w Fontainebleau rozwiewa ostatecznie złudzenia co do natury ludzkiej. Jak wierzyć ludziom, ich obietnicom i ich przysięgom?
W sześciokonnej dormezie, która unosi go ku wygnaniu, Napoleon wspomina towarzyszy, poległych podjego sztandarami na wszystkich polach bitew: Muirona, Desaixa, Lannesa i Duroca6. Myśli o generale Junocie, dotkniętym szaleństwem, a także o Józefinie, która, od czasu ich rozwodu, błąka się po Malmaison jak udręczona dusza, oczekując śmierci. To do niej właśnie napisał tych kilka słów, oblanych łzami: "Zdradzili mnie. Tak, wszyscy mnie zdradzili".
W nocy z 12 na 13 kwietnia, Cesarz dowiaduje się, że państwa sprzymierzone wybrały Elbę8 na miejsce, gdzie ma wypełnić się jego przeznaczenie, i że hrabia d'Artois właśnie wkroczył do Paryża. Nie mogąc się z tym pogodzić, chcąc nadal decydować o swoim losie, tak jak niegdyś sam się koronował, tak teraz własnymi rękoma wznosi do ust cykutę.
- Życie jest dla mnie nieznośne - wyznaje Caulaincourtowi.
Wstrząsany gwałtownymi wymiotami, trawiony gorączką, chwyta się księcia Vicenzy, jednak fiolka z trucizną, którą nosi na szyi od czasu odwrotu z Rosji, jest zwietrzała. Napoleon decyduje się więc na poświęcenie aż do końca i na wygnanie:
- Będę żyć - mówi - gdyż śmierć nie chce mnie zabrać z mego łóżka, tak jak i z pola bitwy. Znosić życie po takich wydarzeniach, będzie także dowodem odwagi. Napiszę historię ludzi dzielnych.