Trwa ładowanie...
d4568zs
04-02-2020 14:19

Dziewczyny z ogrodu rozkoszy

książka
Oceń jako pierwszy:
d4568zs
Dziewczyny z ogrodu rozkoszy
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Ogród Rozkoszy to owiany tajemnicą kompleks, w którym piękne kobiety noszące imiona kwiatów wykonują najstarszy zawód świata. Jak się tam znalazły? Dlaczego postanowiły właśnie w ten sposób zarabiać na przysłowiowy chleb?

To świat piękna, luksusu i bogactwa, ale też tajemnic, pogardy, osamotnienia, zranionych serc i dusz, świat dobra i zła, bolesnych wspomnień, zwyczajnych marzeń. A cała jego historia rozgrywa się na przestrzeni pięćdziesięciu lat w Trójmieście.

Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy zabiorą cię w zmysłową podróż i pokażą świat, w którym za miłość trzeba zapłacić wysoką cenę. Ewa Formella to mistrzyni emocji z ogromnym talentem do tworzenia przepięknych i poruszających serce opowieści. Daj się uwieść barwnym „kwiatom”, których historia doprowadzi cię do wielu wzruszeń i nie da o sobie zapomnieć. Od tej pory lawenda będzie pachnieć tajemnicą...

Dorota Lińska-Złoch

Dziewczyny z ogrodu rozkoszy
Numer ISBN

978-83-66217-59-1

Wymiary

130x200

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

320

Język

polski

Fragment

Lawenda jest fikcją literacką, chociaż wielu miesz­kańców Trójmiasta wspomina przekazywaną so­bie z ust do ust historię tajemniczej, ekskluzywnej prostytutki, która w latach 1970–1980 podobno pod­bijała serca i zniewalała ciała bogatych obcokrajow­ców i marynarzy. Mieszkała w rezydencji, o której nikt nie wiedział, gdzie się dokładnie znajduje. Za noc spędzoną w jej towarzystwie płacono więcej niż wynosiła miesięczna pensja przeciętnego robotnika.

Nie wiem, czy istniała naprawdę, czy była tylko wymysłem ludzi.

Prostytucja na Wybrzeżu zawsze była, jest i będzie. Pisał już o niej Stanisław Goszczurny w swojej po­nadczasowej książce Mewy.Kilka dziewcząt wyrwało się z tego półświatka, ale większość – szczególnie ta dewizowa – bardzo sobie chwali życie, jakie wiedzie, chociażby z powodu luk­susu, na który mogą sobie pozwolić.

W swojej książce chciałam pokazać, że te kobiety wcale nie są pozbawione negatywnych emocji i ma­rzeń o normalnym życiu. Mimo wykonywania zawodu potępianego przez większość, są zwykłymi kobietami, które marzą o prawdziwej miłości, domu pachnącym obiadem i niedzielnym spacerze z dziećmi.

Pieniądze nie zawsze dają szczęście.

Ewa Formella

Rozdział 1

Taksówka zatrzymała się przed sklepem z pa­miątkami. Z nieba lał deszcz tak silnymi stru­mieniami, jakby z góry ktoś wylewał wodę wia­drami w celu zatopienia całej cywilizacji i całej ludzkości. Kobieta podała kierowcy banknot pięć­dziesięciozłotowy. Wysiadając, szczelniej opatuliła się płaszczem, chociaż dobrze wiedziała, że nie uchroni jej przed całkowitym przemoczeniem. Szybko przebiegła na drugą stronę ulicy w kierun­ku swojego domu. Wpadła do budynku jak burza i prędko strząsnęła z płaszcza spływające po nim krople. Zerknęła na zegar wiszący w holu korytarza i uśmiechnęła się.

– Nie jest tak źle – powiedziała sama do siebie.

Spojrzała w stronę windy i zwinnym krokiem wbiegła po schodach na czwarte piętro, pokonując po dwa stopnie naraz.

Przed drzwiami mieszkania głęboko odsapnęła, wyciągając z torebki klucze. Jeszcze na korytarzu zdjęła z nóg buty na wysokich obcasach, aby ich stukotem nie obudzić śpiących w mieszkaniu osób. Wślizgnęła się do środka jak złodziej. Już w przedpo­koju usłyszała ciche dźwięki dochodzące z włączone­go telewizora. Powiesiła mokry płaszcz na wieszaku i weszła do pokoju. Na dużej, narożnej kanapie sie­działa młoda dziewczyna pogrążona w błogim śnie. Kobieta wyjęła pilota od telewizora z rąk śpiącej i wyłączyła odbiornik. Dziewczyna przebudziła się. Ze strachem w oczach spojrzała na kobietę.

– Dobry wieczór, pani Gosiu, przepraszam, że za­snęłam, ale…

– Spokojnie, Alu, ja tylko wyłączyłam telewizor, który grał nie wiadomo dla kogo. – Kobieta usiadła na kanapie i pogłaskała dziewczynę po dłoni. – Zo­staniesz na noc, czy chcesz wracać do domu?

– Maluchy śpią, więc jeżeli nie będę już pani po­trzebna, to może pojadę do siebie. – Alicja uśmiech­nęła się zawstydzona sytuacją, w jakiej zastała ją pracodawczyni.

– Jak chcesz.

Kobieta wyjęła z torebki kilka banknotów i podała dziewczynie.15

– To za dzisiejszy dzień i na taksówkę, żebyś nie wracała komunikacją miejską, bo o tej porze jest to trochę nieprzyjemne.

– Dziękuję. – Dziewczyna wzięła banknoty i wstała z kanapy, poprawiając lekko pogniecioną sukienkę.

– Zwłaszcza że leje jak z cebra. – Kobieta skinęła głową w stronę okna.

Dziewczyna podążyła wzrokiem we wskazanym kierunku i wzruszyła ramionami.

– Trudno, najwyżej zmoknę, nie chciałabym pani przeszkadzać.

– Oj, głupiutka! – roześmiała się kobieta. – Prze­cież dobrze wiesz, że nigdy mi nie przeszkadzasz. Jesteś aniołem mojej rodziny. Jesteś… – zamilkła na kilka sekund. – Jesteś dla mnie jak rodzina, więc jak możesz mówić, że mogłabyś mi przeszkadzać? Wiem, że doskonale zdajesz sobie sprawę, jak wiele ci zawdzięczam.

– Więc… – Dziewczyna ponownie spojrzała w stro­nę okna, o którego szyby bębniły grube krople desz­czu. – Jeżeli pani pozwoli, prześpię się tu na kanapie, a rano pojadę do rodziców.

– Nie prześpisz się na kanapie, tylko pójdziesz do pokoju gościnnego – powiedziała kobieta stanow­czym głosem. – No już, do łazienki i spać, pogadamy rano.

Dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością. Propozycja spędzenia nocy w ciepłym, suchym pomieszczeniu była lepsza niż zmoknięcie. Wyjście z bezpiecznego domu w taką pogodę nie stanowiło szczytu jej marzeń. Przeciągnęła się leniwie i poszła do łazienki.

Szum wody zza drzwi, za którymi zniknęła Ala, świadczył, że właśnie postanowiła wziąć prysznic. Małgorzata podeszła do szafki stojącej pod dużym, płaskim telewizorem i wystukała kod umożliwiający otworzenie drzwiczek. To był jedyny mebel w całym mieszkaniu, do którego dostęp miała tylko ona. Nikt poza nią nie znał szyfru i to dawało jej poczucie swoistego bezpieczeństwa. Zamek założył jeden z są­siadów, krótko po tym, jak wprowadziła się do tej starej poniemieckiej kamienicy na obrzeżach miasta. Był on jednym z nielicznych, którzy zaakceptowali ją jako nową sąsiadkę. Inni, zwłaszcza panie w wie­ku matronalnym, najchętniej naplułyby jej pod nogi, przechodząc obok. Pruderyjność pewnych grup lu­dzi czasami ją śmieszyła, ale bardzo często czuła się z tego powodu kimś gorszym, kimś napiętnowanym.

Wyjęła z szafki szklankę o grubym, kryształowym dnie i napełniła ją w jednej trzeciej anglosaskim ro­dzajem jałowcówki, popularnie w Polsce nazywanej ginem. Miała wśród swoich alkoholi zarówno dry gin, jak i London dry gin; oba uwielbiała tak samo. Dopełniła resztę szklanki tonikiem, aby złagodzić cierpko-gorzki smak alkoholu i dorzuciła do tego plasterek mrożonej cytryny. Postawiła szklankę na stoliku i udała się do sypialni, aby przebrać się w wygodny dres. Wracając, zerknęła do małego poko­iku i z miłością spojrzała na dwie czarne czuprynki otaczające małe, spocone główki. Dzieci uśmiecha­ły się przez sen, co napełniło ich matkę dodatkową dawką macierzyńskiego uczucia. Poprawiła kołderki, które tradycyjnie w większej części znajdowały się poza tapczanikami, i cichutko zamykając za sobą drzwi, przeszła do salonu.

Wygodnie usadowiła się na kanapie, układając nogi na dużej, miękkiej pufie, i pociągnęła spory łyk przy­gotowanego przed kilkoma minutami drinka. Chłod­ny napój delikatnie popieścił zarówno podniebienie, jak i zmysły. Pilotem włączyła wieżę stereofoniczną, stojącą obok telewizora i w ułamku sekundy pokój wypełniła cicha muzyka jazzowa. Małgorzata przy­mknęła oczy i myślami zaczęła wtapiać się w dźwięki saksofonu George’a Rufusa Adamsa. Muzyka jazzowa od najmłodszych lat była obecna w jej życiu. Już jako mała dziewczynka marzyła o grze na saksofo­nie, ale rodzice cały czas skutecznie jej to wybijali z głowy. Może gdyby wtedy im się sprzeciwiła, to jej losy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Ojciec zawsze powtarzał, że jazz to muzyka prostytutek. Jak bardzo był blisko i zarazem daleko. Wprawdzie ten gatunek muzyki powstał w Nowym Orleanie, na południu Stanów Zjednoczonych, w dzielnicy Storyville, znanej z prostytutek, ale był przecież połączeniem melodii zachodnioafrykańskich i europejsko-amerykańskich jednocześnie.

Każdy znawca tego gatunku wie, że jazz stanowi wyraźne połączenie muzyki ludowej i roz­rywkowej. Gdyby tak bardzo nie zakochała się w tej muzyce, nie miałaby przecież teraz swoich ślicznych, czarnych aniołków.

– Dlaczego pani zawsze po pracy pije drinka? – niespodziewanie usłyszała nad sobą głos Alicji.

– Myślę, że to nie twoja sprawa – odpowiedziała cichym, ale stanowczym głosem, nie otwierając oczu.

– Ja się tylko martwię o panią, nic więcej. – Dziew­czyna nie dawała za wygraną.

– Idź spać!

– W porządku. Czy jutro będę potrzebna, czy mam rano pojechać do rodziców?

Małgorzata otworzyła oczy i spojrzała na stojącą obok niej młodą, szczupłą dziewczynę. Uśmiechnęła się i ponownie zamknęła powieki.

– Nie wiem – zamyśliła się. – Nigdy nie jestem pewna, kiedy zadzwonią i powiedzą, że mam się sta­wić w pracy.

– Ale siostra mojej koleżanki, która też pracuje w liniach lotniczych jako stewardessa, ma ustalony grafik i nie musi zjawiać się na każde wezwanie, tak jak pani…

– Alu, proszę cię, idź spać i daj mi święty spokój.

Ton, jakim pracodawczyni wypowiedziała ostat­nie zdanie, sprawił, że dziewczyna skuliła się w sobie i bez słowa poszła do pokoju gościnnego.

Małgorzata spod półprzymkniętych powiek spoj­rzała za oddalającą się dziewczyną i pomachała jej ledwo widocznym gestem dłoni, która delikatnie uniosła się znad kanapy.

Z odtwarzacza CD zaczął płynąć kolejny utwór. Kobieta podniosła do ust szklankę z przeźroczystym płynem i upiła kolejny, spory łyk drinka. Popatrzyła na stojące na szafce obok kolorowego wazonu zdję­cie, z którego spoglądały na nią duże, czarne oczy, rozświetlające blaskiem twarz o zniewalającym uśmiechu. Około trzydziestoletni mężczyzna patrzył wprost na nią i miała wrażenie, że zaraz zejdzie z fo­tografii i stanie naprzeciwko.

– I co, zadowolony jesteś? Musiałeś tak skompli­kować mi życie? Po jaką cholerę stawałeś na mojej drodze? – powiedziała Małgorzata, czując, jak alkohol zaczyna rozpalać jej policzki. – Gdyby nie ty, może byłabym teraz ekspedientką w sklepie obuwniczym albo pielęgniarką obojętnie przyglądającą się cier­pieniu innych, albo nauczycielką, która nienawidzi­łaby swoich uczniów. – Upiła kolejny łyk alkoholu i zamyśliła się. – Przez ciebie jedni mnie pożądają, a inni nienawidzą, tego chciałeś?

Poczuła, jak z coraz bardziej piekących oczu zaczy­nają wypływać łzy. Otarła je wierzchem dłoni i po raz ostatni tego wieczoru spojrzała na zdjęcie człowieka, który w jakimś momencie życia przesłonił jej cały świat. Dla niego zostawiła dom, rodziców i wszystko,

co łączyło ją z przeszłością. Dzięki niemu poznała inne życie i wróciła jako inna osoba.

d4568zs

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4568zs
d4568zs
d4568zs
d4568zs