Trwa ładowanie...
d3hkekl
d3hkekl

Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Część 4). Tadeusz od spraw zwykłych

książka
Oceń jako pierwszy:
Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Część 4). Tadeusz od spraw zwykłych
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Część 4). Tadeusz od spraw zwykłych
Materiały prasowe

PEŁNA CIEPŁA I OPTYMIZMU SAGA RODZINNA
Ksiądz Tadeusz nie żyje i wydawałoby się, że historia jest definitywnie skończona. Ale nagle zaczyna się coś dziać, po cichutku, dyskretnie, zwyczajnie. Ojciec Ryan, jeden z Piotrowinów, czyli adwersarzy naszych bohaterów, postanawia najlepiej jak potrafi kontynuować działo księdza Tadeusza. Biskup, który przeprowadził całą intrygę, odczuwa wyrzuty sumienia i chce naprawić to, co jeszcze naprawie podlega. Alexander, zamożny właściciel ziemski, wspiera swoim majątkiem i własną pracą działania Ryana. David i Ela żyją w pewności, że ksiądz Tadeusz otacza ich opieką z nieba. To samo powiedziałby o sobie, gdyby mówić potrafił, kot Ginger, trzy dni wędrujący w poszukiwaniu swojego ulubionego Człowieka w Białej Obroży. Księdza Jędrzeja, objazdowego duszpasterza z Highlandu, wyprowadził z mgły jak mleko jakiś nieznany kierowca. Leo, teść Rafała Anioła, nie waha się ani chwili, komu przedstawić problemy swojej wnuczki Michasi. Dziwne, choć zwykłe przypadki, mają miejsce także na polskiej ziemi, na Lednicy, w parafii na Ratajach, gdzie dożywa swoich dni niegdysiejszy proboszcz Tadka, ksiądz Wincenty, a także u wuja Anioła w Gołuchowie, który ni stąd ni zowąd dowiaduje się, że jego drugi syn Gabriel wziął po kryjomu ślub. Co oczywiste, w najbliższy, najbardziej namacalny sposób kontakt z księdzem utrzymuje Janek, który cały czas w swoim sercu, głowie i duszy prowadzi z nim rozmowy. Ale podobnego fenomenu, choć na bardzo skromną, niziołkowo zwyczajna miarę, doznają jego rodzice. Nawet Rasta, stary harleyowiec, jeszcze jeden polski emigrant, dokonuje pewnych wyborów życiowych pod wpływem wspomnień – ale czy tylko wspomnień? – o dawnym proboszczu. Jednak największy cud, uratowanie w wypadku samochodowym syna pani Marioli ze sklepu z garniturami, widoczny jest jedynie dla oczu czytelnika, bo tak jak wszystkie inne pozostaje cicho, wręcz pokornie w ukryciu.
Chciałoby się powiedzieć, że tych najzwyklejszych przypadków, choć każdy z osobna można po ziemsku zwyczajnie wyjaśnić, robi się stanowczo za dużo. A do drzwi plebanii puka już kolejny przypadek w osobie niezwykle barwnego księdza Stanisława Deskura z Bystrej Podhalańskiej, który będzie pełnił posługę wikarego. W tym samym czasie odbywa się chrzest drugiego synka Bachów, Tadka, co do losów którego dziadek Robert dostał wyraźne wskazówki. Zatem gdzieś tam hen w Szkocji pojawia się druga i trzecia zmiana jednocześnie.
Saga opisuje losy poznańskiej rodziny Niziołków od lat sześćdziesiątych począwszy, na XXI wieku kończąc. Wszyscy członkowie rodziny uwielbiają książki, a rodzinnym numerem jeden jest Władca Pierścieni.
Historia rodziny, w której każdy może odnaleźć cząstkę swojej własnej przeszłości, wspomnienia z wychowywania dzieci i wydarzenia z życia codziennego. Ciekawa, mądra, ciepła i ozdobiona poczuciem humoru opowieść, w której wartości takie jak przyjaźń, miłość, rodzina, lojalność, godność, miłosierdzie, wiara – jeszcze coś znaczą.

Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej (Część 4). Tadeusz od spraw zwykłych
Numer ISBN

978-83-66217-83-6

Wymiary

130x200

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

368

Język

polski

Fragment

Prolog

Była sobota, dziewiąty lipca dwa tysiące szesna­stego roku. Ksiądz Jan, pełniący do czasu nowej nominacji obowiązki proboszcza parafii St Marie’s przy Reminder Street, jak zawsze w sobotnie po­południe ukląkł obok krzesła w dużym pokoju.

– Odbija ci, Janeczku? – zapytał dobrotliwie ksiądz Tadeusz.

– Robię tylko rachunek sumienia! – pośpiesznie odpowiedział Janek. – Może być ksiądz spokojny, do spowiedzi pójdę normalnie do Świętego Ninia­na albo gdzieś…

– A, jak tylko rachunek sumienia, to jazda – za­chęcił go były proboszcz.

– Pani Smith tak mnie wkurzyła na pogrzebie księdza, że… – zawahał się odrobinę penitent, to

jest bzdury gada narrator, robiący rachunek su­mienia, oczywiście.

– Tak?… – z naciskiem dopytywał się ksiądz Tadeusz.

– Podpuściłem Ethana i Adama, żeby… – Oj, nabroił ten były wikary i ciężko mu teraz szło!

– Żeby?… – popędził go ksiądz Tadeusz.

– Wysmarowali jej samochód… – Jasiek nabrał oddechu – …nieczystościami – dokończył elegancko.

– Znaczy, gównem? – sprecyzował szef. Może już nie proboszcz, ale szefem pozostanie na wieki wieków.

– Tak – potwierdził ze skruchą Janek. Księ­żowska rutyna tak w nim siedziała, że ani mu w głowie nie postało tłumaczyć swoje postępowa­nie okolicznościami obiektywnymi. A okoliczności były doprawdy obiektywne: pani Smith najpierw nad grobem zalewała się łzami, przeszkadzając spazmowaniem w obrządku, by potem, nim jesz­cze ostatnia garść ziemi spadła na trumnę, zacząć obgadywać proboszcza i rozpuszczać niewiary­godne plotki, że ponoć zostawił po sobie dwu­stuakrową posiadłość koło Aviemore i ciekawe, komu ją zapisał. Czy aby nie wikaremu i dlaczego właśnie jemu?

– A wiesz, że to podpada pod gorszenie malucz­kich? – zapytał surowo ksiądz Tadeusz.

– Wiem – szepnął Janek i pochylił nisko głowę.

– Coś jeszcze? – zapytał szef.

– To, co zawsze. – Janeczek się ożywił. – Opo­wiadałem na stypie kawał o grabarzu, którego chciał przestraszyć pewien pijak…

– To nie jest nieprzyzwoite – zadecydował ksiądz Tadeusz.

– I o pijaku, do którego przyszła maleńka śmierć… – kontynuował Jasiek.

– Tego nie znam! – wciągnął się były proboszcz.

– Pijak padł na kolana i dalej błagać: „Nie za­bieraj mnie jeszcze! Poprawię się! Przestanę pić!”.

– I co dalej? – spytał ochoczo ksiądz Tadeusz.

– A śmierć na to: „Zamknij się, ja nie po ciebie, ja po chomika!”.

– Jeżeli w miejsce „zamknij się” nie powie­działeś „spierdalaj”, to również nie jest grzech – uznał ksiądz Tadeusz, a Janeczek tylko się spłonił. – Wieczorek przy tym był?

– Specjalnie się przecież do niego dosiadłem – potwierdził Jasiek.

– Pił na stypie? – chciał wiedzieć szef.

– Tak ksiądz pyta, jakby nie wiedział najlepiej! – żachnął się p.o. proboszcza, bo może i był łobu­zem, co na stypie po proboszczu pikantne kawały opowiadał, ale wiary nikt mu odmówić nie mógł. – Nie pije od marca i na stypie też wytrzymał!

– W takim razie to dobry uczynek, a nie grzech – zawyrokował ksiądz Tadeusz. – Jeszcze coś? A jak tam biskup?

– Na razie w porządku, niech się ksiądz nie boi, w tej materii poza grzeszenie myślą się nie posu­nę! – obiecał natychmiast były wikary.

– No dobrze – powiedział z namysłem ksiądz Tadeusz. – To zrobimy tak: za pokutę pójdziesz do spowiedzi do Piotrowinów w Glenrothes…

– Za jaką pokutę?! – oburzył się momentalnie Janek. – Przecież to tylko rachunek sumienia!

– Nie chrzań, synu – usłyszał w odpowiedzi. – Nie musisz latać do nich co tydzień, raz na mie­siąc wystarczy. Co tydzień zrób sobie tylko rachu­nek sumienia. I możesz chodzić raz do jednego, raz do drugiego, na zmianę. Im to też dobrze zro­bi – powiedział szef z satysfakcją – bo chociaż raz posłuchają sobie ciekawej spowiedzi, a nie takich pobożnych blubrów 1. Poza tym będą ci się musieli zrewanżować, a to też im się przyda. Spowiedni­kiem jesteś, synu, doskonałym, wiem coś o tym…

– Okej, proszę księdza – uśmiechnął się Jasiek. Po czym wstał, ruszył do jeepa i pojechał prosto do Glenrothes, żeby mu się po drodze nie odechciało.

– Chciałem prosić o spowiedź – powiedział w drzwiach do Piotrowina od Smartfonu.

1 Blubry

Podziel się opinią

Share
d3hkekl
d3hkekl
d3hkekl
d3hkekl
d3hkekl