Trwa ładowanie...
db82vlb

Drzewa szumiące nadzieją. Spacer Aleją Róż. Tom 3

książka
db82vlb
Oceń jako pierwszy:
Drzewa szumiące nadzieją. Spacer Aleją Róż. Tom 3
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Wydawnictwo
Drzewa szumiące nadzieją. Spacer Aleją Róż. Tom 3
Materiały prasowe

Edyta Świętek z właściwą sobie lekkością nakreśliła przejmujący obraz nowohuckiej społeczności żyjącej w trudnych czasach ważnych przemian dziejowych. Czytelnik nie znajdzie tu lukrowanych opisów, lecz twardą, często okrutną rzeczywistość. A jednak z tej niepięknej, brudnej szarości co jakiś czas wyłania się jasne światło, dające nadzieję na lepsze jutro. Serdecznie polecam!
Hanna Greń, pisarka
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle.
Drzewa szumiące nadzieją to trzeci już tom nowohuckiej sagi Spacer Aleją Róż. Tym razem autorka zabiera nas do najmłodszej dzielnicy Krakowa u schyłku lat 50., kiedy to doprowadzeni do ostateczności antykościelnymi działaniami władzy robotnicy podejmują desperacką walkę w obronie krzyża będącego symbolem nie tylko wiary, ale także wolności. Coraz częściej buntują się przeciw ograniczeniom narzucanym przez władzę ludową. Wychowani w chrześcijańskich tradycjach, podejmują bezpardonową walkę o zgodę na budowę kościoła. W mieście dochodzi do krwawych starć z jednostkami Milicji Obywatelskiej wspieranymi przez oddziały ZOMO. Na tle historycznych wydarzeń rodzina Szymczaków powiększa się, przeżywa wzloty i upadki, a za zryw w obronie wiary i samostanowienia będzie musiała zapłacić wysoką cenę.

db82vlb
Drzewa szumiące nadzieją. Spacer Aleją Róż. Tom 3
Numer ISBN

978-83-7674-657-9

Wymiary

130x200

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

496

Język

polski

Fragment

Rok 1960

PROLOG

Sięgnęła po szlafrok i narzuciła go na koszulę noc­ną. Rozsądek podpowiadał, że za łomot do drzwi, który wciąż nie ustawał, odpowiada ktoś obcy. Wszak Andrzej nie tłukłby się bez opamiętania, wiedząc, że w domu śpią dzieci.

Jakby w odpowiedzi na tę myśl usłyszała kwilenie niemowlęcia.

– Cii… Śpij, kruszynko, śpij – szepnęła. – Zaraz do ciebie przyjdę.

Wiedziała, że nie może zostać z dzieckiem, bo ina­czej człowiek stojący za drzwiami nie przestanie w nie walić. A to może tylko pogorszyć sytuację. Jeszcze tylko tego brakowało, aby do kompletu obudził się synek i też zaczął marudzić.

– Kto tam? – zapytała w przedpokoju.

Niemowlę zaczęło głośno płakać. Skonsternowana matka wahała się, czy wrócić do dziecka, czy raczej otworzyć dobijającej się osobie, aby zapobiec dalsze­mu hałasowi. W końcu zdecydowała się na to drugie. Odryglowała zamek i uchyliła drzwi na szerokość łań­cucha uniemożliwiającego otwarcie ich szerzej. Zoba­czyła dwóch mundurowych i człowieka w cywilnym ubraniu. Ledwo zdążyła odskoczyć, gdy stojący na ze­wnątrz milicjanci naparli z całych sił. Niezbyt mocno zamontowane zabezpieczenie puściło. Paździerzowe płyty z hukiem uderzyły o ścianę. Kobieta pisnęła przestraszona.

– Matko Boska! Co się dzieje? – wykrzyknęła.

Jeden z mężczyzn – czerwony na twarzy blondyn o nieprzyjemnym wyglądzie – złapał ją za rękę i bez sło­wa wyjaśnienia pociągnął do pokoju. Drugi zatrzasnął

drzwi, nie przejmując się hałasem. Trzeci podszedł do łóżeczka i wyjął płaczące maleństwo.

– Co pan robi?! Niech pan zostawi moje dziecko! – zaprotestowała, lecz on miał to za nic. Chciała zabrać mu córkę, aby ją utulić, lecz powstrzymał ją silny uścisk dłoni zaciśniętej na jej przedramieniu.

– Obywatelka Szymczak Sabina?

– Tak. Kim jesteście?

– Służba Bezpieczeństwa – oznajmił człowiek w prochowcu. – A teraz zamknij się, głupia babo, i po­słuchaj, co mamy ci do powiedzenia.

Zaczęła się szamotać. Przepełniała ją obawa o córkę. Mężczyzna, który ją trzymał, zatkał jej usta dłonią.

Tymczasem milicjant, który wziął dziewczynkę na ręce, podszedł do okna. Jedną ręką trzymał maleństwo, drugą próbował otworzyć kwaterę. Ponieważ nie mógł sobie poradzić, przyszedł mu z pomocą kolega.

Sabina z przerażeniem spoglądała na milczących funkcjonariuszy. Chciała zawołać na pomoc kogoś z sąsiadów, lecz jej głos skutecznie dławiła dłoń w skórzanej rękawiczce. Czuła w ustach nieprzyjemny posmak. Szamotała się jak oszalała, próbując drapać, kopać albo chociaż gryźć, lecz jej wysiłki spełzały na niczym.

– Przestań się miotać – powiedział milicjant, któ­ry otwierał kwaterę. Podszedł i boleśnie uszczypnął ją w pierś.

Ten, który trzymał na rękach dziecko, wyjrzał przez okno. Wychylił się nawet, prawdopodobnie aby ocenić wysokość. Nic sobie nie robił z tego, że noworodek może mu wypaść.

– Mamy, obywatelko, sprawę do omówienia. Jeśli nie chcecie, aby małego zasrańca spotkało coś złego, radzę wysłuchać, a potem zastosować się do rozkazów. Czy to jasne?

Podziel się opinią

Share
db82vlb
db82vlb
db82vlb
db82vlb
db82vlb