Trwa ładowanie...
d133v7k
d133v7k

Dziennik chuligana

książka
Oceń jako pierwszy:
Dziennik chuligana
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
Dziennik chuligana
Materiały prasowe

Oddaję Państwu w dłonie teksty pisane uczciwie i so¬lidnym atramentem własnych emocji i przeczuć.
Nie kryję sympatii, nie ceregielę się z tymi, których nie poważam.
Niewiele mogę zdziałać, ale jeśli Dziennik chuligana nie pozostawi Was letnimi, jeśli będzie potrafił zapalić i skłonić do działania, to przypnę sobie Państwa emocje do klapy jak najlepsze odznaczenie.
A jeżeli wkurzycie się na mnie i obsobaczycie najgor¬szymi słowami, jeśli uznacie, żem waryjat i człek choler¬ny – to też podskoczę z ukontentowania. Chuligaństwo polega bowiem na płataniu i takich facecji.
Kiedyś miałem dobre maniery i uważałem, że moż¬na nimi wiele zdziałać. Dziś już nie mam czasu na bra¬nie bułki przez bibułkę. Czasami więc zamiast misternej puenty i skrzącego się od wykwintności sylogizmu poja¬wia się „piącha” i przyłożenie z byczka.
Uczciwego chuligana różni jednak od prostaka i cha¬ma wyczucie subtelnej nutki honoru. Chuligan zna swo¬je miejsce w szyku.
Wiedział o tym Andrzej Bobkowski, staram się prze¬strzegać tej zasady i ja.
Nie ma co dużo gadać. Przeczytajcie sami…
Witold Gadowski o sobie:
Jestem człowiekiem w nieustannym ruchu. Uważam się za dziennikarza, reportera opisującego rzeczywistość taką jaka ona jest. Bywam pisarzem, poetą, autorem piosenek, zajmuję się także filozofowaniem i publicystycznym opisem otaczającego mnie świata. Staram się być niezależny i prawdomówny.

Dziennik chuligana
Numer ISBN

978-83-7674-598-5

Wymiary

130x200

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

304

Język

polski

Fragment

Zamiast wstępu

Jak to wszystko potoczy się dalej?

Czasem wydaje się, że łatwiej jest przejąć władzę w Polsce niż czegoś dla niej dokonać. Ci, którzy dotąd rządzili w Polsce, to cieniutka warstwa nawieziona nad Wisłę jeszcze przez Stalina. Długo trwało, zanim Polacy tupnęli na nich nogą. Stało się i oby zmiana zaszła już bezpowrotnie.

Patrzę na portret Ziuka, który wisi na mojej ścianie i niezmiennie zadaje mi trudne pytania. Oj, gdybym znał na nie odpowiedzi…

I tak od 1989 roku mówi dziad do obrazu.

Zdarzają się jednak takie momenty, że obraz nabiera bardziej pąsowych barw i Ziuk przemawia do mnie swym obcesowym, barwnym stylem:

– A wiesz ty… – ozwał się jednego razu. – Ty, ty! – Znacząco wskazał w moim kierunku. – Ani wojny na dwa fronty prowadzić nie możemy, ani też nie powinni­śmy psuć sobie stosunków z sąsiadami – wycedził. – Ty nie siedź tu jak baran i nie temperuj tej swojej maszynki – z niechęcią spojrzał na klawiaturę mojego komputera. – Ty zgoń tu dobrych towarzyszy i konspirować zacznij­

cie jak Pan Bóg Polakom już dawno przykazał! – Mimo woli wyprężyłem się jak struna. – Ty gamoniu, tak jak moje leguny ino byś se podśpiewywał, że ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego. – Zgromił mnie bły­skiem spod krzaczastej brwi.

I tak sobie z Ziukiem od czasu do czasu gwarzę.

Jak tylko do mnie przemówi, to ja łaps za komputer i smażę felieton. Nazbierało się tego sporo.

Ostatnio zaczął mi na Chiny pokazywać.

– Patrz na kitajską stronę. To dopiero cwane bestie. Ci­cho jadą, a jak już daleko zajechali. – Obudził mnie kie­dyś, gdy drzemałem nad niedopitą filiżanką kawy.

– Wszelki duch! – wrzasnąłem.

– Ty nie zaczynaj tu egzorcyzmów, tylko skrobnij o Kita­ju i jakie tam mogą być polskie interesa. Sowietom nie ufaj, ale z Ruskimi trza mieć jakąś sztamę, bo inaczej Szwaby nas wykończą. Ale pamiętaj: zawczasu określić możemy, czym będzie Rosja po usunięciu samowładnego rządu. Wyżej łba uszy nie rosną, jak mówi przysłowie rosyjskie, i stosow­nie do tego demokratyczność przyszłej konstytucji nie przerośnie samego społeczeństwa – dodał zamyślony.

– No to jak w końcu, tak czy tak? – zapytałem skoło­wany.

– I tak, i tak. Polityka to nie dojenie krowy, tu trza wie­dzieć, jak stanąć i kiedy…

Zaintrygowany pytałem, a on jak na złość zamilkł i milczał jak namalowany.

Kiedyś jednak czytałem coś durnego (jak zwykle) w „Gazecie Wyborczej” i wtedy wprost nad uchem mi zabuczał:

– Ja nikomu prawie nie wierzę, a cóż dopiero Niem­com. Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszy­wieńki. Jeżeli niebawem nie przejrzy i nie stwardnieje, trzeba będzie przestawić się w pracach. To już w 1934 mówiłem, i co… – Głos zawiesił, a ja w nim wyczułem jakby skargę dziecięcą jakąś.

Tego samego dnia, gdy się do snu już układałem, usłyszałem:

– W polityce zagranicznej nasze pole działania jest na wschodzie. Tam możemy być silni. Bezsensownym jest wdawanie się Polski zbyt skwapliwie w stosunki zagra­niczne zachodnie dlatego, ponieważ tam nic innego nie może nas czekać, jak tylko włażenie Zachodowi w dupę... i bycie w tej dupie obsrywanym.

No i masz. Znów – prawie do piania kurów – ni na chwilkę oka nie zmrużyłem.

Takie mam z tym moim Komendantem perypetie.

Uprzedzam, nie wieszajcie sobie na ścianach jego por­tretów, bo będziecie potem ciężko tym doświadczeni.

*

Sto cztery lata temu urodził się Andrzej Bobkowski, pisarz wyjątkowy, osobny i wolny. Nienawidził komu­nizmu, sobaczył na Europę, a szczególnie na Francję.

Przewidział dzisiejszy stan Starego Kontynentu – jego kompletne sflaczenie i bezruch. Ten bezruch znamionuje przerażonego szczura, w którego wpatruje się morder­cza kobra.

Bobkowski swojego ulubionego kota nazwał „Chuli­gan”, a siebie samego określił mianem „Chuligana wol­ności”.

Z Bobkowskim łączy mnie kilka lat, które spędził na krakowskich Dębnikach. Z tych Dębnik wyniósł sma­kowite powiedzonko, którym obdarzał kolaborujących z PRL-em pisarzy: „I jak Pan teraz wygląda. Jak ch…j wielbłąda” – napisał w jednej ze swoich polemik z reżi­mowcami.

Ja zabrałem stamtąd jeszcze kilka powiedzonek, któ­rych nikt nie podrobi: „Pani to taki jest książe, co psy wią­że”, albo: „Niech Pani go nie słucha, on Panią wy…cha, on w ten sam sposób wy…chał już dziesięć osób”.

Bobkowski i Czesława Miłosza uważał za solidnie za­gazowanego komuną. Nie miał litości dla hipokrytów i słabeuszy. Sam przeżył wiele i w wieku trzydziestu trzech lat uciekł z Europy do… Gwatemali.

Wolał być tam niż oglądać parszywienie kolebki wszystkiego, co było mu drogie i niezbędne.

Tytuł tej książeczki powstał na skutek rozmów – poza światem realnym – z Józefem Piłsudskim (któremu zu­chwale przypisałem kilka nowych cytatów, większość jednak pozostawiając kanonicznych i niezmienionych – dla Szanownego Czytelnika pewną zabawą może więc

okazać się rozszyfrowywanie, co jest co) i Andrzejem Bobkowskim właśnie.

Jego Szkice piórkiem do dziś są dla mnie wytchnieniem od tego ponowoczesnego bełkotu, który zewsząd mnie otacza.

Oddaję Państwu w dłonie teksty pisane uczciwie i so­lidnym atramentem własnych emocji i przeczuć.

Nie kryję sympatii, nie ceregielę się z tymi, których nie poważam.

Niewiele mogę zrobić, ale jeśli Dziennik chuligana nie pozostawi Was letnimi, jeśli zdoła zapalić Was i skło­nić do działania, to przypnę sobie Wasze emocje do kla­py jak najlepsze odznaczenie.

A jeżeli wkurzycie się na mnie i obsobaczycie najgor­szymi słowami, jeśli uznacie, żem waryjat i człek choler­ny – to też podskoczę z ukontentowania. Chuligaństwo polega bowiem na płataniu i takich facecji.

Lubię swoich Czytelników, więc nie cisnę Wam przed oczy chłamu, mizdrzenia się i antyszambrowania za po­sadkami.

Nie mam jednak zamiaru się Wam podlizywać, bo chociaż jesteście moimi pracodawcami i jako tako żyję z pieniędzy, które płacicie za moje książki, to jednak mu­sicie przyjąć Gadowskiego takiego, jakim jest.

Kiedyś miałem dobre maniery i uważałem, że moż­na nimi wiele zdziałać. Dziś już nie mam czasu na bra­nie bułki przez bibułkę. Czasami więc zamiast misternej puenty i skrzącego się od wykwintności sylogizmu poja­wia się „piącha” i przyłożenie z byczka.

Uczciwego chuligana różni jednak od prostaka i cha­ma wyczucie subtelnej nutki honoru. Chuligan zna swo­je miejsce w szyku.

Wiedział o tym Andrzej Bobkowski, staram się prze­strzegać tej zasady i ja.

Nie ma co dużo gadać. Przeczytajcie sami…

Podziel się opinią

Share
d133v7k
d133v7k
d133v7k
d133v7k
d133v7k