Trwa ładowanie...
d4bbz24
d4bbz24

Miłość po grecku

książka
5.0
(1 głos)
Oceń:
Miłość po grecku
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
d4bbz24
Miłość po grecku
Materiały prasowe
Miłość po grecku

Gorące śródziemnomorskie powietrze, przystojny i intrygujący Grek. Czego chcieć więcej? Czy ambitna, elegancka i elokwentna mężatka
pozwoli sobie na chwilę zapomnienia?
Zofia jest ambitną dziennikarką i perfekcyjną kobietą. Ma dobrą pracę i poczciwego męża, do pełni szczęścia brakuje jej tylko… miłości. Takiej rodem z romantycznych lektur albo filmowych romansów. Niestety mąż, pospolity zjadacz chleba, nie bardzo się nadaje na płomiennego kochanka. Kiedy splot okoliczności i przypadków rzuca małżonków do przepięknych Aten – Zofii od razu wpada w oko przystojny Grek, Sokrates. Atmosfera upalnych dni i długich zmysłowych wieczorów sprzyja ognistemu romansowi, który już wisi w powietrzu…
Czy Zofia odnajdzie spełnienie u boku Sokratesa? A może nie wszystko złoto, co się świeci?

Miłość po grecku
Numer ISBN

978-83-66481-43-5

Wymiary

130x200

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

368

Język

polski

Fragment

Zofia siedziała na kanapie, popijając małymi łyczkami karmelowe macchiato. Nadgryzione kruche ciasteczko z kawałkami czekolady leżało na porcelanowym talerzyku. Przejrzała magazyn o sztuce, którego była wierną prenu­meratorką. Ceniła wartościowe lektury i z upodobaniem je kolekcjonowała. Niedawno za konsekwencję w przedłu­żaniu prenumeraty otrzymała w gratisie książkę o tytule „Wielcy filozofowie starożytności”. Jak tylko zapoznała się z jej treścią, od razu wiedziała, że trafiła na coś niezwykle ciekawego. Miała ochotę wgryźć się w biografie owych filo­zofów jak w kruche ciasteczko z kawałkami czekolady. Była jednak zbyt poirytowana, aby teraz czytać. Dlatego jedynie posegregowała chronologicznie leżące na stoliku maga­zyny, zgodnie z numerem wydania, od najstarszych, i uło­żyła je w równy stosik. Na samej zaś górze położyła nową książkę. W innych okolicznościach niedzielne popołudnie byłoby wręcz idealne. Cały tydzień z utęsknieniem czekała na celebrowanie swojej ulubionej kawy oraz rozkoszowa­nie się pięknymi ilustracjami w magazynie o sztuce. Przez otwarte okno wlatywał przyjemny wietrzyk, muskając jej blade policzki i zapowiadając piękne lato. Odgarnęła ko­smyk jasnych włosów. Zofia była kobietą elegancką, z do­brym wyczuciem smaku. Ceniła wokół siebie wszystko, co estetyczne, posiadające odpowiednie proporcje oraz szyk. Jej garderoba składała się jedynie z gustownych strojów

z najlepszych jakościowo materiałów. Na niedzielne po­południe wybrała wygodny strój składający się z bluzki z cienkiego kaszmiru i bawełnianych szortów. Jaka szkoda, że nie było jej dane odpocząć, tym bardziej, że po ciężkim tygodniu pracy chwila relaksu należała się jej jak psu zupa.

Spokój Zofii zmącił uporczywy hałas. Wytrącona z rów­nowagi nie potrafiła już oddać się błogiemu lenistwu. Skie­rowała tylko uwagę w stronę źródła hałasu, którego spraw­cą był Tomasz, jej mąż. Wymachiwała przy tym nerwowo nogą. Raz po raz zerkała w stronę stolika komputerowego, gdzie Tomasz oddawał się graniu w pełnym tego słowa znaczeniu. „No dalej!” krzyczał do monitora, a salon wy­pełniały głośne dźwięki strzałów i wybuchów dobiegające z głośników. Poruszał szybko myszką po podkładce, klika­jąc bez opamiętania. Druga dłoń spoczywała w gotowości na klawiaturze. Postacie w grze obrywały, krwawiły i na końcu wybuchały. Tomasz strzelał zaciekle z broni i Zo­fia ze swojej pozycji na kanapie widziała, jak łuski naboi latały na wszystkie strony. Gra niestety nie kończyła się z momentem, gdy zabrakło mu amunicji. Wyjmował wtedy z inwentarza kolejne bronie i proces eliminowania złych kolesi rozpoczynał jeszcze raz. Po krótkiej serii nieznoś‑nych wystrzałów Zofia upiła łyk kawy i dokończyła kruche ciasteczko leżące na talerzyku, zagarniając ostrożnie okru­chy. Tomasz natomiast nawet się nie obejrzał. Za nic miał jej zszargane, napięte jak postronki nerwy. Myślał tylko o swojej wirtualnej misji. Wykonał energiczny ruch ręką i kilka bardzo szybkich kliknięć, widać, że sprawnie mu to szło. Potem usłyszała mocne uderzenia palcami w klawia­turę. Spróbowała skupić się na czymś innym, ale jej noga ciągle kołysała się nerwowo. Zofia odstawiła filiżankę na

spodek. Był to piękny, elegancki serwis do podwieczor­ku, który dostali w prezencie ślubnym. Ostatni kęs ciast­ka przegryzła nerwowo, nie spuszczając wzroku z męża. Nagle przy biurku komputerowym nastąpiła energiczna sekwencja ruchów, kilkanaście kliknięć i dwa stęknięcia. Ciało Tomasza napięło się niczym struna, uniósł ramiona, przechylił tułów w lewo i westchnął.

– Będę musiał odegrać sejwa – jęknął, po czym wy­pompowany opadł na fotel. Siły opuściły go i zagapił się w okno, jakby dopiero teraz dostrzegł bezchmurne nie­bo i spokój popołudnia, wcześniej zagłuszany skutecznie przez grę. – A mogłem się przyczaić w dziurze ze snajperką i czekać aż wejdzie jakiś frajer. Zrobię tak na kolejnej misji. Daj mi jedno. – Odwrócił się w stronę kanapy, przypomi­nając sobie o żonie.

– Nie ma, skończyły się. – Pokazała mu pusty talerz. Noga w jednej chwili przestała się kołysać. Zofia zebrała na tacę serwis kawowy i wyszła do kuchni. – Podwieczorek dobiegł końca. Nie zechciałeś w nim uczestniczyć. A na przyszłość zakładaj słuchawki. Nie każdy ma ochotę brać przymusowy udział w twoich wirtualnych misjach – po­wiedziała obrażona. Tomasz nie pił z nią nigdy kawy. Nie rozumiał popołudniowej ceremonii eleganckich małych filiżanek ze złotym szlaczkiem, rozmów o książkach, filo­zofii i sztuce.

– A nie ma czegoś słodkiego? – zapytał, ignorując jej nie­przyjemny nastrój.

– Nie wiem, poszukaj. Może coś znajdziesz – odburknęła.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi, nie przesadzasz? Zacho­wujesz się jak obrażona pani intelektualistka. – Poczłapał za nią do kuchni. – Przecież już skończyłem grać, możemy

teraz coś razem obejrzeć jeśli chcesz. – Wygrzebał z lodów­ki słoiczek z crème brûlée. Posypał brązowym cukrem z to­rebeczki i włożył do piekarnika, aby cukier się skarmelizo­wał. Nie musiał czekać, aż żona mu coś przygotuje. Potrafił sam się obsłużyć. Gdyby jego żołądek był uzależniony od jej fochów, to już dawno umarłby z głodu.

– Masz ochotę? – zapytał obojętnie.

– Nie, nie mam ochoty. Jadłam już deser, w samotno­ści. Uważasz, że niepotrzebnie się obrażam? W ogóle nie spędzamy ze sobą czasu, i nie zaprzeczaj. Filmem mi tego nie wynagrodzisz. Albo grasz w głupie gry, albo oglądasz telewizję. Kiedy ostatnio ze sobą rozmawialiśmy?

– A kiedy wysłuchuję twoich narzekań na pracę, na dom i na cały świat, to nie jest według ciebie rozmowa? Przez dwie godziny dziennie opowiadasz mi wszystkie bzdurne redakcyjne plotki, które mnie zwyczajnie nie interesują. Nie pomyślałaś, że mam gdzieś, w jakim garniturze przy­szedł do pracy twój szef i że zabrakło mydła w firmowej toalecie? Mam wolny weekend, więc też chcę odpocząć. Możemy się już nie kłócić? Mój deser stygnie.

Mały słoiczek nagrzał się i Tomasz wziął ścierkę, aby go wyjąć z piekarnika. W kuchennym świetle wyraźnie było widać jego sińce pod oczami, zapewne od przesiadywa­nia przed komputerem. Wysoki i przygarbiony, opierał się o blat, spoglądając w okno. Powoli delektował się deserem. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Z wykształcenia był grafikiem komputerowym, ale zarabiał na życie, pisząc recenzje sprzętu elektronicznego dla dużej, międzynaro­dowej korporacji skupiającej serwisy handlowe. Telefo­ny, tablety, zegarki i latarki oraz tym podobne gadżety stanowiły cały jego świat. Kiedyś było inaczej. Potrafili

rozmawiać bez przerwy o byle czym, spędzali ze sobą każ­dą wolną chwilę. Teraz też spędzają dużo czasu razem, ale częściej milcząc, zajęci własnymi myślami. Zofia coraz dotkliwiej odczuwała brak partnera do konwersacji. Czy to źle, że chciała się z nim dzielić każdą drobnostką? Do tej pory nie przeszkadzało mu, gdy opowiadała o swojej pracy. Ale teraz wolał własne zajęcia. Dla niej zaś samot­nie spędzane popołudnia stały się rutyną. Towarzystwa dotrzymywały jej ulubione magazyny o sztuce. Ostatnio zagłębiła się w filozofii, która była jej nowym, wielkim odkryciem. Książka o filozofach starożytności ukazała jej obfitość prądów intelektualnych i potwierdziła, że warto poszerzać horyzonty, czytając dobrą literaturę. Biografie wybitnych postaci odważnie wyrażających poglądy zaim­ponowały jej. Chciałaby choć w połowie być tak pewną siebie, jak ci dawni mędrcy. Tymczasem rekompensowała sobie nudne sobotnie i niedzielne popołudnia wewnętrz­nym dialogiem, jaki odbywał się pomiędzy nią a książką. Z Tomaszem byli małżeństwem od dwóch lat, to nie jest znowu aż tak dużo. Ale jeśli już teraz nie mają sobie nic do powiedzenia, to co będzie potem? Pytanie o ich wspól­ną przyszłość niepokoiło ją coraz bardziej.

d4bbz24

Podziel się opinią

2
Share
d4bbz24
d4bbz24

d4bbz24
d4bbz24
d4bbz24